Dodaj do ulubionych

Doświadczenia z pobytu w szpitalu

16.11.05, 12:32
Chodzi mi o wasze doświadczenia z pobytu z dzieckiem w szpitalu.
Czy lekarze udzielali Wam szczegółowych informacji o stanie dziecka,
badaniach, przebiegu leczenia. Czy były na to wyznaczone jakieś godziny,
lekarz prosił Was do dyżurki, czy musiałyście biegać za nim po korytarzach?
Czy postawa lekarzy łagodziła trudny stan w którym znajduje się matka gdy jej
dziecko jest chore, czy wręcz przeciwnie dokładano wam trosk?
Jeżeli udało się Wam trafić na oddział z sercem, taki z którego wyszłyście z
dzieckiem i nie pozostał w dziecku dziki lęk a w Was niechęć- piszcie jaki to
oddział i w jakim szpitalu.
Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • lola211 Re: Doświadczenia z pobytu w szpitalu 16.11.05, 12:43
      Szpital im.Korczaka we Wrocławiu.
      Zaliczylam z dzieckiem 7 pobytów w szpitalu, róznie bywalo.Lekarza trzeba
      raczej namierzac, ale nie mialalm trudnosci z uzyskaniem informacji na temat
      stanu zdrowia, wdrozonego leczenia.Do dyzurki nie chodzilam, z lekarzem
      kontaktowalam sie na obchodzie.Dziecko dobrze znosilo pobyt, traumy nie
      przezylo, mimo ze niezodlacznie szpital kojarzy sie z bólem.
      Nie wymagam od lekarzy i personelu szczegolnego traktowania, mam dla nich sporo
      wyrozumialosci, co jak zauwazylam, nie kazdy rodzic posiada, moze dlatego nie
      szarpie sobie nerwow i spokojnie podchodze do tego.
      Co mnie wkurzalo- wiecznie zalana łazienka, czasem zatkane kibelki- wielki
      widac problem z obsługa techniczna.
    • msto05 Re: Doświadczenia z pobytu w szpitalu 16.11.05, 12:47
      Ja byłam z dziećmi 2x w szpitalu - ze starszą na laryngologii przez 3 dni(miała
      mieć wycięte migdałki, ale z uwagi na problemy z jednym czynnikiem krzepliwości
      krwi zaniechano zabiegu) - miała wtedy 4,5 roku. Z młodszą 8 dni - w wieku 3,5
      mies. miała zapalenie płuc. Co do tych informacji - to tak średnio, raczej
      trzeba było się stale dopytywać, chodzić, zabiegać, prosić. Pielęgniarki
      niektóre widać, że z powołaniem, natomiast niektóre w ogóle nie powinny dotykać
      się do dzieci (młodszej próbowała taka jedna założyć wenflon - kłując ją
      8x !!!!). Warunki nie za dobre - przy młodszej spałam przy łóżku na karimacie
      lub na szpitalnym fotelu, łazienka dla rodziców w drugim końcu korytarza. Jeśli
      chodzi np. o pobyt ze starszą - świetlica malutka, w niej mały telewizorek i
      kilka klocków i tyle - nudziła się mi troszeczkę, bo ile można czytać
      książeczki czy malować (a w sumie była zdrowa, leżała tylko przez 2 godz. pod
      kroplówką).
      Tak że moje doświadczenia nie są najlepsze.
      Pozdrawiam,
      • kaclaw Re: Doświadczenia z pobytu w szpitalu 16.11.05, 16:45
        Dzień dobry..Ze starszym synem byłam w szpitalu dwa razy.Za pierwszym razem to
        był koszmar za lekarzem musiałam chodzić aby uzyskać jakie kolwiek informacje
        (mężowi udało się dwa razw telefonicznierozmawiać z lek. prowadzącym i wtedy
        uzyskał więcej informacji).Warunki sanitarna koszmarne,jedynym plusem było
        to,że byłam z synem w izolatce(oddział zakażny a ja byłam w ciąży)Pielęgniarki
        mało delikatne i bez podejścia do dzieci(potrafiły straszyć chore
        dziecko),wyjątkiem była siostra oddziałowa( miłai ciepła kobieta).Z córką też
        byłam dwa razy i za każdym razem zabierałam na własne żądanie i leczył ja
        lekarz rodzinny wdomu.Nie mieliśmy żadnych informacji o jej stanie
        zdrowia,lekachi sposobie dalszego postępowania.Rodzice nie mogli być przy
        żadnych zabiegach ,nawet podczas inhalacji nie mogłam trzymać 8 miesięcznego
        dziecka na kolanach .wiem że nie płakała by wtedy tak bardzo araczej usnęła bo
        do dziś inhalator ją usypia.
    • monidelko Re: Doświadczenia z pobytu w szpitalu 16.11.05, 17:48
      Witam,
      w wakacje byłam z dwójką dzieci ( 5 miesięcy i 6 lat ) w szpitalu w Pucku (
      rotavirus ), denerwowały mnie następujące sprawy: oddział dziecięcy w rozsypce,
      dokładnie, tynk sypiący się ze ścian, na ścianach odpryski farby odkrywające
      kilkanaście kolorów z poprzednich malowań, w oknie przypięta na spinacze
      biurowe taka zielona szpitalna fizelina jako zasłonka, której nie dało się w
      żadną stronę przesunąć a do sali od godziny pierwszej do zachodu zaglądało
      słońce, w niektórych salach a właściwie drzwiach do sal brak szyb ( nam akurat
      trafiła się sala z całymi drzwiami! ), umywalka w sali bez ciepłej wody.
      Bezwzględny nakaz dla rodziców przebywania w ochraniaczach lub specjalnie
      przyniesionych kapciach po czym ekipa monterów w roboczych ciuchach i
      buciorach!!! wchodzi i łazi po jedynym w sali krześle w celu założenia w oknie
      siatki przeciw muszkom, komarom i innym robaczkom... Łazienka ogólna w miarę
      czysta i z ciepłą wodą. Po przyjęciu na oddział musiałam kupić mleko dla
      młodszej córki ponieważ szpital ma tylko NAN a moja mała była na Bebiku. Mleko
      w porcjach szykowane na całą dobę, przechowywane w lodówce na oddziale w
      podpisanych butelkach i w miarę jak brałam jedną druga była wstawiana do garnka
      z gorącą wodą i tak grzała się do następnego karmienia. Moja córa je ze
      specyficznych butelek z których pozwolono mi podawać jej przygotowane przez
      szpital mleko ale myć je musiałam w sali gdzie umywalka z zimną wodą lub w
      łazience ogólnej - o wyparzeniu mogłam zapomnieć a smoczek pozwalały mi siostry
      przelać wrzątkiem z ich czajnika. Dziecko miało zalecone dopajanie - do tego
      dostałam herbatę ze szpitalnego kociołka, słodką oczywiście. Na mój protest bo
      mała w życiu jeszcze czegoś takiego nie piła pozwolono mi dopajać przegotowaną
      wodą po którą też biegałam do pielęgniarek. W trakcie leczenia do diety małej
      dodano kleik ryżowy ( nie mam nic przeciwko kleikowi i wiem że przy tego typu
      schorzeniach jest konieczny ) ale nikt mnie o tym nie poinformował! Dopiero jak
      wzięłam butelkę coś mnie tknęło bo mleko było jakieś takie... poszłam do
      siostry, sprawdziła, mleko na kleiku. Oczywiście nie chciał lecieć przez mój
      smoczek, siostry chciały mi go przepalić igłą żeby powiększyć dziurkę. Kleik i
      tak by nie poleciał bo jak się za chwilę okazało można go było jeść nożem i
      widelcem!!! A kuchnia była już zamknięta i porcji takich miałam na 24 godziny.
      Dobrze że mąż przywiózł mi drugie opakowanie mleka – robiłam je w sali,
      biegając po wodę do siostrzyczek. Spałam na szpitalnym łóżku bo za nie
      zapłaciłam i akurat byłam w sali w której były i normalne łóżka a nie tylko
      takie dla maluszków – mamy które nie miały na to pieniędzy koczowały na
      podłodze.
      Siostry raczej wszystkie z którymi się spotkałam pomocne, miłe i delikatne w
      stosunku do dzieci mimo że małej trzy razy wkuwały wenflon ( ale to chyba nie
      było kwestią braku umiejętności tylko tego że maluch mój ma bardzo kruche
      żyły ). Przy zabiegach mogłam być i przy jednej i przy drugiej. Mała miała
      robiony rentgen bo było podejrzenie zapalenia płuc – za pierwszym razem robiła
      nam go pani i obie ja i maluch dostałyśmy ołowiane pasy osłaniające narządy
      rodne przy powtórnym prześwietleniu które robił facet ja już pasa nie dostałam
      choć musiałam stać i trzymać malucha.
      Informacje od lekarza na zasadzie ciągłego dopytywania – teoretycznie po
      obchodzie i ustaleniach jakie lekarze podjęli miałam być informowana,
      praktycznie musiałam chodzić, szukać lekarza i wypytywać, jakie leki, po co
      itd. Małej od razu rutynowo zaaplikowano antybiotyk, miała trochę gorączki i
      zaczęto podawać panadol – jednego dnia był truskawkowy drugiego pomarańczowy
      itd. Nikomu nie przeszkadzało że jest to malutkie dziecko które może być
      wrażliwe na różne smaki. Lek ten rutynowo podawano mimo że już potem nie
      gorączkowała.
      To właściwie tyle... rozpisałam się ale pobyt w szpitalu wspominam koszmarnie!!!
      • kajda26 Re: Doświadczenia z pobytu w szpitalu 16.11.05, 19:16
        Witam.właśnie wróciłam z 17 miesięczną córeczka w poniedziałek po 11 dniowym pobycie ze szpitala.miała zap.płuc.oczywiście standartowo załapała rotowirusa.co do lekarzy to wszystkiego dowiadywałam się na porannym obchodzie.i wtedy naprawde cos się działo.popołudniami bardzo rzadko pojawiał się lekarz.córka w 4 dobie miała wymioty i lekarka przyszła po godzinie zobaczyc co się dzieje.zwróciłam jej uwagę,ze mozna było od razu cos podac i mała nie męczyłaby sie.popatrzyła na mnie z wyrzutem że chyba ja obudziłam ale zaraz troskliwie się nią zajęła.daria spała w łóżeczku a ja na łóżku polowym.ogólnie co do warunków typu porzadek,czystośc to jako tako.pielęgniarki tez ok choc zdarzały się mniej miłe.ale nie chciałabym trafic poraz kolejny z małą do szpitala.jest to bardzo nerwowy okres zarówno dla dziecka jak i dla nas -rodziców.
    • yonkaa Re: Doświadczenia z pobytu w szpitalu 16.11.05, 19:36
      no to ja was chyba pobije... w ogole nie pozwolono mi zostac na noc z rocznym dzieckiem po operacji.
      Cala noc spedzilam ukrywajac sie pod przewijakiem, siedzac na ziemi i nie mogac wyprostowac nog! Na
      tym oddziale jest "taki zwyczaj ze mamy nie zostaja z dzieckiem na noc".
      • msto05 Re: Doświadczenia z pobytu w szpitalu 16.11.05, 22:33
        Nie chce mi się aż wierzyć - przecież tyle się pisze o prawach pacjenta, a
        szczególnie dzieci. Znając swoją naturę chyba bym komuś coś powiedziała na ten
        temat.
        Pozdrawiam i nie życzę Wam więcej takich sytuacji.
        • kaleta76 Re: Doświadczenia z pobytu w szpitalu 17.11.05, 08:33
          Witaj Kasiu, przytulam mocno i sciskam z całych sił.
          Mojewspomnienia ze szpitala niestety tez nie naleza do najlepszych.
          bedacz malenkim dzieckiem w szpitalu pielegniarka na moje pytanie czy bede
          mogla zostac z dzieckiem na noc powiedziala: tak moze pani, ale spac bedzie
          pani z dzieckiem w luzeczku?!. wyobraziłam to sobie: malenkie dziecko i ja
          pozwijana chyba w klebek.jednak nie to jest najgorsze, najgorsze jest podejscie
          do dziecka, obojetne, takie wymuszone, nie mowiac juz o rodzicach, zwlaszcza
          tych ktorzy "za bardzo" interesuja sie tym co dziecku jest, kiedy dostanie cos
          na zbicie goraczki, po prostu nie lubi sie rodzicow, ktorzy chca wiedziec i byc
          na biezaco z tym co dziecku jest. lekarza "łapie" sie w biegu i w biegu udziela
          odpowiedzi, tak zdawkowo, od niechcenia.
          wstyd pisac ale nawet niektore leki trzeba kupowac samemu:moja mała miała
          dostawac pewne lekarstwa, oczywiscie ja wiedziałam dokładnie co i kiedy-
          "wscipska i ciekawska matka", miestety z tego co widziałam jak przynosi
          pielegniarka była tylko połowa, zapytałam co z reszta, dostałam odpowiedz: nie
          mamy , niech pani sama kupi. Ok , kupiłam.mogli powiedziec od razu, dlaczego
          musiałam dopytywac.ja rozumiem ze szpitale nie maja pieniedzy, ale mozna to
          powiedziec , a nie czekac az łaskawie ktorys rodzic zapyta.
          zreszta takich przykrych wspomnien jest duzo. nawet po urodzeniu dziecka, gdy
          przyszedł lekarz na wizyte i zapytałam czy ta wysypka na plecach coreczki, to
          moze byc alergia, powiedział ze tak, to na pewno alergiczne.zapytałam jaka
          diete mam stosowac bo oczywiscie chcialam karmic piersia, co mam jesc a czego
          nie moge. dostałam odpowiedz: majac TAKIE DZIECKO nic nie mozna jesc, mozna
          tylko pic wode i jesc chleb!, i tu usmiech do pielegniarek. bawili sie
          doskonale. tylko mi nie bylo do smiechu.
          nie wiem czy powinnam pisac jeszcze bo tyle tego w głowie. napisze jeszcze
          jedno, czego nigdy nie zapomne; po porodzie przyniesiono mi coreczke zawinieta
          w ciasny becik, to był lipiec było goraco, wiec ja rozwinełam, po prostu
          zawinełam luzniej. mała bardzo lubiła jezec swobodnie a nie spetana. od razu
          chciałam miec dziecko ze soba na noce i spała ze mna. widziałam jak wieczorami
          pielegniarki zamykały sie w swoim pokoju i robiły" imprezki" a dzieciaczki
          lezały same, czesto bardzo płakały, wiec wolałam miec Jagodke przy sobie. po
          jednej nocy przyszła pielegniarka, ja akurat karmiłam, podeszła i dosłownie
          oderwała ma mała od piersi mowiacze teraz bedzie kapanie. dziecko bardzo
          plakało. ale nie to jest najgorsze, najgorsze jest to ze ta pani złapała
          dziecko za becik i dobrze ze złapałam corke bo nie była scisnieta tym betem i
          po prostu wypadłaby na posadzke. nawet nie chce myslec co by sie stało. .moje
          wspomnienia ze szpitali , niestety nie naleza do najlepszych. lepiej zapomniec
          i modlic sie aby wiecej tam nie trafic.
          • msto05 Re: Doświadczenia z pobytu w szpitalu 17.11.05, 09:23
            Po porodzie miałam bardzo podobne doświadczenia, szczególnie ze starszą córką.
            Któregoś ranka przychodzi pielęgniarka i zabiera mi dziecko. Pytam się gdzie i
            po co, a ona , że zalecenie lekarskie. Pytam się: no nie może Pani mi
            powiedzieć? Ona: dziecko dostanie zastrzyk. Pytam: jaki zastrzyk, chore jest?
            Ona znowu: zalecenie lekarskie. No to ja do lekarza dyżurnego. Pani doktor
            łaskawie mi mówi, że nie ma czasu, żeby mi odpowiadać na takie pytania. I mówi:
            o co tyle krzyku, dostanie zastrzyk i zaraza je pani dostanie. Więc ja znowu:
            jaki zastrzyk, na co. Pani doktór odwróciła się i odeszła!! Dzwonię z płaczem
            do męża (akurat nałożyło się to z lekką depresją poporodową), on dzwoni do
            mojego ginekologa z prośbą o pomoc. Mój ginekolog zachował się cudnie - zrobił
            awanturę na oddziale (okazało się, że znał ową panią doktor) i wyobraźcie
            sobie, że Pani doktor sama przyszła do mnie, żeby mi powiedzieć dokładnie o
            stanie dziecka. Ale trzeba było aż interwencji z zewnątrz. A jakbym tak nikogo
            nie znała, to nawet niewiedziałabym nic dokładnie.
            Z drugim dzieckiem miałam taką sytuację - miałam bardzo ciężki poród - dziecku
            zaczęło zanikać tętno, zrobił się rajwach, zleciało się lekarzy, wyprosili
            mojego męża - ale dzięki mojemu lekarzowi udało się. Oczywiście nic mie nie
            powiedziano na temat stanu mojej córeczki (ur. się o 15:55 - więc dyżurna pani
            doktor wieczorem powiedziała mi, że nic nie wie!!!! i żebym się kogoś rano
            zapytała. Ja oczywiście strasznie się denerwowałam. Rano też się nic nie
            dowiedziałam i dopiero popołudniu pani doktor na obchodzie mówi mi mimochodem:
            no wie pani, dostanie pani skierowania na różne badania. Ja się pytam:
            dlaczego. A ona: no jak to, przecież dziecko dostało tylko 1 punkt!!!!!!
            Pozdrawiam,
            • msto05 Re: Doświadczenia z pobytu w szpitalu 17.11.05, 09:25
              Kasiu, powinnam to zrobić od razu - przepraszam - światełko dla Twojej córeńki
              (*)(*)(*)
            • joanna9920 Re: Doświadczenia z pobytu w szpitalu 17.11.05, 09:51
              polecam klinikę neurologi w Katowicach Ligocie.byłam 2 razy z 5 latkiem na
              badaniach trudnych i bolesnych.spaliśmy w jednym łóżku.mogliśmy wychodzić na
              dwór.był plac zabaw{otwarty tylko w wakacje ale korzystaliśmy}.przy bolesnym
              badaniu syn płakał :mamo czemu mi to robisz?,apo południu kiedy zmęczył się
              zabawą na dworze powiedział:mamo jestem zmęczony ,chodzmy do domu.do jakiego
              domu?spytałam.no jak to do tego na siódme piętro.było mu tam dobrze przez dzień
              byłam mu potrzebna tylko do badań.miał kolegów,pania wolontariuszkęktóra uczyła
              wycinac malować i różnych fajnych rzeczy.wygrał książkę w konkursie na innym
              oddziele.przychodzili do dzieci klauni z balonami ,dostał w prezencie nos
              klauna.jak mąż przyjechał w odwiedziny to się tylko przywitał i poszedł na
              zajęcia z informatyki dla starszych.mżowi powiedział ze nie ma czasu.pierwszy
              pobyt był10 dni,drugi 4,dla syna za krótko.nie bał się jechać na salę
              operacyjną .trzecia wizyta była tylko w poradni i był zawiedziony ,że nie
              zostajemy.myślę że te pobyty potraktował jak wyjazd na wakacje za które trzeba
              zapłacić pobraniem krwi narkozą lub czymś innym trochę bolesnym.wydaje mi się
              że oddział nie potrzebuje lepszej rekomendacji niż to że dziecku się
              podobało,nie przeszło traumy i chętnie by tam wróciło.
    • morelee TAK NAS TRAKTUJĄ JAK SIĘ DAJEMY TRAKTOWAĆ 17.11.05, 09:41
      Tak nas traktuja jak się dajemy - ja wymagałam rozmów, informacji i czasem
      czekania z badaniem lub zabiegiem do czasu aż dziecko będzie gotowe - najedzone
      i spokojne, a nie wrzeszczące po nagłym rozbudzeniu. kilka umiarkowanych
      awantur przyniosło taki efekt że inne matki były w szoku! Szpital w gdańsku.
    • misia311 Re: Doświadczenia z pobytu w szpitalu 17.11.05, 10:37
      PO porodzie, na połoznicwie: pielęgniarki oddawały dziecko z ulgą obolałym i
      zmęczonym mamom, nie pomagały, proszone o pomoc odburkiwały coś pod nosem.
      Przewijając dziecko usłyszałam, że należą się 3 pampersy na dobę, bo nie ma, po
      czym widuję panie pielęgniarki wynaszące całe paczki do domu (!!!) Lekarz
      informował na obchodzie udzielajac informacji wybiórczo, dopytać musiałam się
      sama. Jak się później okazało nie udzielono mi kompletnych informacji: w dniu
      wypisu dowiedziałam się, że córka ma torbiel w mózgu w następujacy sposób: Pani
      doktor na porannym obchodzie "dziecko ładnie przybiera...Ma Pani klopoty z
      karmieniem? Nie? To dzisiaj do domu" i wychodzi z sali. po chwili wraca i mówi"
      Aha, a wie Pani, ze dziecko ma torbiel w mózgu? Nie? to juz Pani wie" i wyszła
      zostawiając mnie z taką wiadomością... dla mnie szok! To tyle z położnictwa.
      W 7 dobie życia trafiamy do szpitala na oddział patologi noworodka z
      podejrzeniem o infekcję pęcherza. Pani doktor na dyżurze miła, wyrozumiała,
      tłumaczy, uspokaja. Pielęgniarki podobnie: pomagają mi i małej. Zostajemy w
      szpitalu na 10 dni, oczywiscie jestem z małą i nikt mnie nawet nie pytał czy
      chcę - przyjęto to za pewnik. Pani doktor mówiła mi to co uważała za niezbędnie
      ale jezeli miałam jakieś pytania i wątpliwości udzielała mi wyczerpujących
      odpowiedzi. Przy wszelkich badaniach dodatkowych i zabiegach mogłam być przy
      małej i nikt mi w tym nie przeszkadzał.
      Wychodząc ze szpitala dostałam dodatkowe wskazówki w pielęgnacji małej.
      W porównaniu z położnictwem pobyt na patologii to Ritz, ale... jak wszędzie są
      ludzie którzy nadają się bardziej do pracy z dziećmi a są ludzie którzy mniej..
      Szital w Koszalinie.
    • makbyt Re: Doświadczenia z pobytu w szpitalu 17.11.05, 10:37
      szpital w Gorzowie Wlkp.
      Byłam z córką 3 dni. Koszmar.Budzą dzieciaka o piątej rano bo pielęgniarka chce
      zmierzyć temp. i ciśnienie. Na obchodzie doktor mowi ze córka ma wysokie
      ciśnienie to ja jej na to a jakie by miała jakby ktoś ją szarpał o piątej rano.
      Brud, smród i ubóstwo.
      Na noc siostry otwieraja na korytarzu okna robia przeciąg a rano niosą te małe
      dzieci prosto z dusznych sal do zabiegowego półnagie.
      Raz mi wyrwała siostra dziecko (1,5 roku) i sobie gdzieś chciała iść. Ja jej na
      to że tylko może ze mną to mi pyskowała że jak mi się nie podoba to mam skargę
      pisać.
      Zgroza- obudziły mnie o piątej więc proszę żeby wbiły weflon bo dzieciak ma
      mieć pobraną krew godzina na czczo i znowuż krew a o osmej śniadanie.
      Do 7,20 czekałam i prosiłam a te krowy z nocnej zmiany mnie zbywały, a te krowy
      z rannej zmiany siedziały i gadały.
      Tak się wkurzyłam że szok. A oddziałowa 100 kilo żywej wagi mnie się pyta ile
      dziecko ma m-cy. Ja mówie 1,5 roku a ona na to że jeszcze dziaciak może na
      głodno długo wytrzymać.
      To jej napyskowałam.
      A i durni lekarze.
      Wkurzało mnie jak mi mówili że mam uspokoić dziecko. A potem znowuż je szarpali
      bo coś tam sprawdzali.
      I oczywiście w ostatni dzień pielęgniarki nic nie robiły a w karcie było
      wpisane i ciśnienie i waga i temp.
      A pozatym tam gdzie matka była przy dziecku to siostry nawet nie weszły zapytać
      się cz wszystko okej
      po prostu RUMUNIA

    • moneczka Re: Doświadczenia z pobytu w szpitalu 17.11.05, 12:26
      moj pobyt i mojego dzieckam wspominam nie zaciewawie.lekarze i pielegniarki to
      doslownie "kumle", -wolna chwila kawka plotkowanie.nawet jak przez pomylke dali
      zly lek mojemu dziecku,( bo pielegniarka pomylila sale )to nawet nie mialam
      gdzie isc z zazaleniem. nastepne co mnie troche zdenerwowalo bylo z sali obok
      male dzieciatko przez nikogo nie odwiedzane gdzies 2 mies.(mala drobina) lezalo
      na zapalenie pluc pielegniarka weszla do sali i otwiera okno na osciesz i
      wyglada jakies 10 min. dodam ze na dworzu zimno .bym mogla jeszcze pisac na
      temat szpitala ale szkoda mi nerwow .
      • lola211 Re: Doświadczenia z pobytu w szpitalu 17.11.05, 12:57
        Z zapaleniem pluc nawet na spacer sie wychodzi.O ile dziecko bylo przykryte nie
        widze powodu, by lezalo w zamknietym , ukiszonym pomieszczeniu.
        W kazdej pracy w wolnej chwili sie plotkuje i kawe popija, wiec nie
        przesadzajmy, lekarze to nie cyborgi.

    • madziulaw Podawajcie nazwy szpitali!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 17.11.05, 12:46
      tych złych i tych dobrych, bo później nie wiadomo gdzie jechac z dzieckiem.
      Wasze doświadczenia sa dla nas tu wszystkich najważniejszą informacją.

      Pozdrawiam

      Magda
    • weronikarb Re: Doświadczenia z pobytu w szpitalu 17.11.05, 13:10
      Witam,
      Trafilam z Dominikiem do szpitala (silne odwodnienie - grypa jelitowa)
      Bylam w izolatce z dzieckiem (łóżecz+łóżko+osobna ubikacja i łazienka) w sumie
      jak na szpital to komfort.
      Z poczatku zle mnie traktowali - bo niby moja wina ze dziecko odwodnione,
      tlumaczylam ze stalo sie to w ciagu doby mimo ze co 10 minut podawalam picie
      (nawet w nocy), ze byl pod opieka pediatry prywatnie.
      Pozniej jak dotarlo do nich co mowie:
      Pielegniarki bardzo mile (jedna zolza tylko byla), lekarze kompetentni wszystko
      tlumaczyli. Po wyjsciu mialam troche oiekcji co do tego szpitala teraz z
      perspektywy czasu i patrzac przez pryzmat innych wypowiedzi tutaj na forum to
      jest naprawde dobry oddzial pediatryczny.
      Nie dalam lapowki, jedyne co to przyszla do mnie Pani doktor ktora prowadzila
      Dominika prywatnie (patrz wyzej) jest cenionym lekarzem ale juz nie dla mnie.
      Przyznala sie do bledu, ale ten blad mogl kosztowacc zycie mojego dziecka - wg
      lekarzy niewiele braklo tym bardziej ze juz sie obawiali ze nerki stanely.
      Mimo wszystko dobrze sie skonczylo i maly niema urazu do lekarzy
    • mama_kotula Re: Doświadczenia z pobytu w szpitalu 17.11.05, 13:13
      Ja się może wyłamię i narażę, bo z pobytu w szpitalu z Młodą najgorzej wspominam matki innych dzieci. Pomijam już fakt, że zostawiały otwarte łóżeczka z dziećmi w środku, to potrafiły na jednej ręce trzymać dziecko podłączone do kroplówki, a w drugiej kubek gorącej kawy, sama też tak czasem robię, ale wiadomo, że pod kroplówką dziecko może się nagle szarpnąć, i o skutkach nie wspomnę.
      Poza tym w zasyfionych, przepoconych ubraniach siadały, a wręcz kładły się dziecku w pościeli, niektóre - jak były całą dobę z dzieckiem - nie wychodziły pod prysznic, nie jestem pewna, czy zmieniały bieliznę. Smród i syf.
      Inna sprawa - dzieci się szwendają, popłakując, po korytarzu, a mamusie urządzają sobie Klub Telewidza w świetlicy, bo właśnie nadają Klan.
      Kolejna: wołanie pielęgniarek do najmniejszego problemu, typu "siostro, on zrobił kupę i trzeba go przebrać". To pytam, kobieto, po co tu siedzisz? Tylko dla spokoju psychicznego dziecka? Bullshit. Inna kwestia: nie słuchanie, co mówi lekarz (a tu akurat byłam bardzo zadowolona, informacje udzielane rzeczowo i fachowo, bez proszenia) - np. lekarz mówi, że dziecko wymaga podawania leków dożylnych, a ta się pyta: a do domu możemy już pójść?
      Tyle o matkach. Odrębną kwestię stanowią pielęgniarki, bo durne toto i jak nie hukniesz, to do łba nic nie dojdzie. Tu wystarczyło trochę uporu i niezgadzania się na kretyńskie praktyki typu zakładanie wenflonu pod nieobecność rodzica.
      Generalnie pobyt w szpitalu (Jelenia Góra) wspominam nieźle, na jakieś db+.
      • lola211 Re: Doświadczenia z pobytu w szpitalu 18.11.05, 10:09
        Niestety, duzo w tym racji.Wnoszenie wrzatku na sale, gdzie przebywaja dzieci
        (nawet na chirurgii, gdzie leza dzieci z oparzeniami)to wrecz norma- mimo, ze
        istnieje wyraźny zakaz.Po to sa kuchnie dla rodziców , by tam wypic te kawe,
        ewentualnie mozna ja tam zostawic, by przestygla.
        Co do mycia sie rodziców- czasem sa usprawiedliwieni, bo autentycznie w
        szpitalu nie ma takich warunkow, by wziac prysznic.Choc pamietam babcie
        chlopca, ktora siedziala przy nim non stop(kilka lat mial) i oboje sie przez
        tydzien nie myli- cala sala zasmrodzona.
        • mama_kotula Re: Doświadczenia z pobytu w szpitalu 18.11.05, 10:15
          Co do mycia, nie widzę problemu, aby na dwie godziny wyskoczyć do domu i wziąć prysznic oraz przebrać się w świeże ciuchy, jak w szpitalu nie ma warunków.
          • lola211 Re: Doświadczenia z pobytu w szpitalu 20.11.05, 08:34

            A zdajesz sobie sprawe, ze w szpitalach przebywaja matki z dziecmi spoza
            miasta, w ktorym on sie znajduje? Na 2 godz. to moglam ja sobie wyskoczyc, bo
            mieszkam niedaleko i jezdze samochodem, ale co maja zrobic te osoby, ktore
            musialyby korzystac z PKS, jechac ze 40 km w jedna strone, a maja male dziecko?
            Nie wszystko takie proste jak sie wydaje.
        • monidelko Re: Doświadczenia z pobytu w szpitalu 20.11.05, 11:30
          Wszystko ok jeśli jest kuchnia dla rodziców - masz rację można wtedy w takiej
          kuchni wypić kawę lub zostawić ją żeby przestygła a nawet zjeść by nie brudzić
          w sali to co przywiozło się z domu lub co rodzina dostarczyła jeśli jest się z
          dzieckiem non stop - w szpitalu w Pucku który opisuję wyżej jest na oddziale
          kuchnia a na jej drzwiach ogromna kartka "Bezwzględny zakaz wchodzenia rodziców
          do kuchni oddziałowej"!!! Kuchnia ta była po to żeby lekarze i pielęgniarki
          miały gdzie zjeść śniadanie sad(( Nawet jeśli potrzebowałam jedzenie dla małej
          które grzało się na kuchni musiałam prosić o 'wydanie' salową. O zrobieniu
          sobie czegoś do picia nie było mowy, przez te kilka dni pobytu jadłam niestety
          zimne obiady które mąż przywoził mi z barów mimo że w kuchni była mikrofalówka.
          Byliśmy na wczasach więc nawet nie mieliśmy termosu obiadowego ani możliwości
          ugotowania czegoś samemu dlatego te obiadki barowe. Są różne sytuacje, jedni do
          szpitala maja dwa kroki i w systemie zmianowym łatwiej radzą sobie z takimi
          rzeczami jak jedzenie i higiena inni maja to utrudnione ze względu na
          odległość. My do kwatery mieliśmy 25km a do domu 400, ja nie prowadzę samochodu
          przez co cały czas koczowałam z dziecmi w szpitalu. Co do mycia - łazienki jako
          takiej nie było dla rodziców, późnym wieczorem zakradałam się do dziecięcej i
          brałam prysznic... nikt mnie nie przyłapał, ale o tym ci...
          • mama_kotula Re: Doświadczenia z pobytu w szpitalu 20.11.05, 23:45
            Może i się uczepiłam tej kawy, ale w szpitalu, gdzie byłam, o żadnej kuchni nie ma mowy. Jest za to automat z kawą na korytarzu, obok stoliczki, krzesełka, barek z ciepłym jedzeniem - i nie wierzę, że w jakimś szpitalu tego nie ma, no, chyba że na b. odległej prowincji (ale też mi się nie chce wierzyć)... Ile zajmie wypicie kawy, 15 minut? Dziecko opuszczone na taki czas nie ucierpi.
            • monidelko Re: Doświadczenia z pobytu w szpitalu 21.11.05, 08:38
              No więc Puck to straszna prowincja... jakiś bufet szpitalny oczywiście tam był,
              w drugim budynku, jednym słowem daleko. Automat na oddziale był ale tylko
              telefoniczny - w tym wypadku brawo dla TP za to że z akcją bezpłatny telefon do
              mamy tam trafiła ... i naprawdę żadnego barku z jedzeniem ani piciem nie było.
              Wiem że dziecko zostawione na 15 minut nie ucierpi mimo to bałam się zostawić 5
              miesięczną córcię nawet wychodząc do toalety ponieważ miała wenflon wkuty w
              nóżkę a był to okres wzmożonego jej zainteresowania stopami i wszystko z nich
              ściągała, wyrwanie wenflonu groziło kolejnym kuciem przy czym to pierwsze też
              było takie bardzo delikatne że i na nie trzeba było bardzo uważać. Ze starszą
              nie było już takich problemów mogła zostać i na godzinę i nawet na dwie, po
              prostu jest już na tyle duża że rozumie. Jeśli byłabym w tym szpitalu tylko ze
              starszą może kilku uciążliwości tak bym nie odczuła, choćby właśnie tego braku
              miejsca żeby coś zjeść. Zresztą same wiecie że sytuacje są różne, nie zmienia
              to jednak faktu że szpitale w naszym kraju są w opłakanym stanie i nie dotyczy
              to tylko prowincji.
              • lola211 Re: Doświadczenia z pobytu w szpitalu 21.11.05, 09:08
                Mialas pecha.Jednak zadne warunki nie usprawiedliwiaja wnoszenia na sale
                goracych napojów.Chwila nieuwagi i poparzenie gotowe.
                • monidelko Re: Doświadczenia z pobytu w szpitalu 21.11.05, 09:45
                  Też myślę że miałam pecha trafiając akurat tam ale też i wyboru żadnego,
                  niestety. Przypomniał mi się jeszcze jeden fakt niedostosowania oddziału dla
                  dzieci - przywieziono chłopca chyba z 15 lat który się topił, miał zalecone
                  zrobienie prześwietlenia płuc ale podobno w takich przypadkach trzeba plackiem
                  leżeć przez jakiś czas i na to prześwietlenie musiał być przetransportowany w
                  pozycji leżącej, oddział dziecięcy na czwartym piętrze, prześwietlenie robią w
                  suterynie, nie ma windy więc problem z transportem ogromny bo i chłopiec nie
                  taki malutki żeby go wziąść na ręce. Pielęgniarki czekały kilkanaście godzin na
                  przyjazd karetki a właśnie tego dnia karetka miała sporo wezwań po to żeby
                  sanitariusze przyszli z noszami i pomogli. Innego sposobu nie było żeby
                  przetransportować pacjenta na badanie.
    • paulajal Re: Doświadczenia z pobytu w szpitalu 17.11.05, 15:16
      Ja spedziłam z tycim synkiem 6 tyg w szpitalu na Litewskiej (adres jest chyba
      Marszałkowska czy Działdowska, każdy inaczej mówi) na oddziale hematologii i
      skaz krwiotocznych i polecam ten oddział, nie mam nic do zarzucenia, a i słów
      pochwał bym nie szczędziła.
      • paulajal Re: Doświadczenia z pobytu w szpitalu 17.11.05, 15:22
        cd.

        To szpital w warszawie, maja tam super dosponsorowany oddział dzienny onkologii
        i hematologii, pięknie, kolorowo, wesoło, pomimo całej tragedii tego miejsca.
    • lolinka2 Re: Doświadczenia z pobytu w szpitalu 17.11.05, 20:07
      Byłam dwukrotnie i jakkolwiek za pierwszym razem (10 dni) była to lipa na
      potęge..tj. jeśli poszłam do dyzurki i oświadczyłam że niedoinformowana nie
      opiszcze tego miejsca, mogłam liczyc na jakies newsy, w przeciwnym wypadku -
      nie. Córka wyszła ze szpitala z E.Coli w gardle i biegunką spowodowaną tą
      bakterią...taki syf na oodziale, sprzęte jednorazowy-niejednorazowy etc. To był
      Międzyrzec Podlaski
      Kolejny raz - całkiem niedawno- Kopernika w Warszawie (pediatria). Było bombowo.
      Faktem jest że maja problemy lokalowe i finansowe...ale kto ich nie ma.
      Lekarze przesympatycznie- informują, prowadzący po prostu przyszedł się
      przedstawić i poinformować że to on nas leczy i jakby co...to zaprasza do siebie
      po info. Dla dzieci ok, dka rodziców też, pielęgniarki anielsko miłe... Dziecko
      stanęło na nogi błyskawicznie w bezstresowych warunkach (powodem hospitalizacji
      był rozstrój żołądka spowodowany stresem właśnie).
      • magan5 Re: Doświadczenia z pobytu w szpitalu 17.11.05, 21:14
        witam! Od dziecka byłam jednostka panicznie bojacą sie wszelkich szpitali,
        lekarzy itd. Pól ciaży z przerażeniem myślałam ze prędzej czy póżniej tam
        wyladuję..Mieszkam w małym miescie , jest szpital o którym wiedziałam tyle że
        jest różnie...i co się okazało..przez cały pobyt miałam wrażenie ze urodziłam
        nastepcę tronu..i ze w każdym następnym pokoju jest matka z królewiczem lub
        królewną...wspaniałe pielegniarki, bardzo oddane, właściwie wszystkiego mnie
        uczyły, mogłam być obecna przy kąpieli, mogłam mieć małego cały czas ze sobą (
        pomijam ze w sali byłam sama..), co 2 godziny przychodziła pielegniarka i
        pytała czy nie chce odpoczać to zabierze małego...gdy mały był naświetlany z
        powodu żołtaczki cała noc przesiedziałam przy nim razem z pielegniarką (
        pewnie ze ona nie była cały czas tylko pracowała...)..młody urodził się z
        wodniakami jader ..wiec potem co lekarz na obchodzie to mi opowiadała co sie z
        tymi wodniakami robi ( chyba moge doktorat z wodniaków napisac...) ..gdy
        wychodziliśmy to przyszła przełożona i pytała czy nie pomóc mi dziecka
        ubrać...nie wiem czy oni tam tak zawsze funkcjonują..ale mnie skutecznie
        wyleczono z fobii szpitalnej..a to mały szpital w Łęczycy...smutno mi sie robi
        jak czytam wasze opowiesci..szkoda ze tak mało jest postów jak mój..pozdrawiam
        Was i życze zdrowych maluchów
    • karina1974 Re: Doświadczenia z pobytu w szpitalu 18.11.05, 08:17
      ja byłam w szpitalu z małą tylko przy porodzie (na szczęście)
      Bylam tam 4 dni, ale nie mogę narzekać. Pielęgniarki miłe, lekarze fachowi
      (jesli ktoś miała pytania to zaraz odpowiadali).
      Dzieciaki były cały czas przy mamach, ale jeśli któraś z mam czuła sie zmęczona
      to brały dziecko na noc. Jak jakaś matka miała pytania odnośnie karmienia,
      pielęgnacji lub swojego jadłospisu to nie było problemu z informacją...przy
      wyjściu nikt sie mnie nie pytał czy pomóc ubrać dziecko, ale je ubrano w mojej
      obecności (takie małe przeszkolenie).
      Ogólnie wpominam dobrze.

      Porodówka w Mikołowie

      pozdr.
    • izabela1976 Niekłańska - Warszawa 18.11.05, 10:01
      Michałek na OIOM trafił od razu po urodzeniu. Opieka lekarska - wspaniała; bez
      problemu udzielali informacji i ich podejście do nas (spanikowanych rodziców)
      też było OK. Pilęgniarki - miłe, sympatyczne i kompetentne.

      Oddział niemowlęcy: obsługa zarówno lekarska jak i pielęgniarska - OK. Lekarka
      sama mówiła o badaniach, jakie mały będzie miał, co mu zrobią, dlaczego i co
      one mogą pokazać. Gdy przychodziła zbadać Michałka, a on akurat spał, to
      przychodziła godzinę później. Nie kazała go budzić. Jak wyszlismy na przepustkę
      to sama zadzwoniła by zapytać się o jego zdrowie.
      Pilęgniarki także sympatyczne, do pogadania i pośmiania się też. Tyle, że my
      długo leżeliśmy na oddziale - prawie dwa miesiące.
      Z pobytem moim na oddziale też nie było problemu, pielęgniarki odetchnęły nawet
      z ulgą gdy im powiedziałam, że będę cały czas z małym.
      Do kogo były nastawione źle? Do rodziców, którzy wpadali do dzieci na 2 godz.
      dziennie, nosili je na rekach a później zostawiali płaczące. Do matek, które
      zostawiały dziecku 6 szt. pieluszek dziennie i później rozliczały z ilości
      wykorzystanych pieluszek itp.
      Michałkowi sama mierzyłam temperaturę, sama podawałam leki (oprócz kroplówek)
      wiec nie był przez pielęgniarki budzony.
      Kłuty był wiele razy, do tej pory (a ma już 22 m-ce) jest u niego problem z
      podłączeniem kropłówek(np. przy badaniach) - setki kroplówek zrobiło swoje,
      jego żyły nie nadają się do niczego.

      Pobyt w szpitalu znieśliśmy dobrze
      • bulkaz Re: Niekłańska - Warszawa 18.11.05, 22:39
        Byłam z córką w szpitalu, jedynym w naszym niedużym mieście. Nie było
        tragicznie, ale dobrze też nie. Najbardziej wkurzało mnie, że: płaciłam za swój
        pobyt nawet jeśli noce spędzałam na krześle bo nie było sali z łóżkiem dla
        rodzica; lekarze /kilku/ są tylko do południa, potem nikt nic nie wie; trzeba
        samemu pilnować zleconych badań bo jak rano nie zrobią to cały dzień przepadł i
        czekamy do jutra, ale o dziwo przy gwałtownym pogorszeniu okazuje się że te
        badania można jednak zrobić i nawet przychodzi laborantka do sali; musiałam
        kupić termometr do ucha bo temperaturę trzeba mierzyć o 5 rano a jak to zrobić
        klasycznie nie budząc dziecka; mąż nie może zostać na noc więc po 10 dniach
        byłam nieżywa podobno dla mężczyzn nie ma warunków ale i tak nie ma łazienki
        dla rodziców więc nie rozumiem; dziurawymi oknami tak wieje, że dostajemy koc
        na parapet lekarz mówi, żeby dziecka nie przeziębić bo będą kłopoty, jest zimno
        jak w psiarni więc mąż przywozi farelkę żeby chociaż na kąpiel zagrzać a oni mi
        mówią że sprzęt elektryczny jest nielegalny.
      • vatum Re: Niekłańska - Warszawa 19.11.05, 23:39
        Moja znajoma jest pielęgniarką w tym szpitalu na oddziale dla niemowląt, przytoczę jej słowa:
        - po co te matki zostają z dzieckiem! Nie ma jak się ruszyć! Jak dziecko jest samo dostaje czopek na uspokojenie i śpi całą noc.
        • mama_kotula Re: Niekłańska - Warszawa 20.11.05, 01:33
          Niestety, dużo racji mają te pielęgniarki (pomijam rzecz jasna uwagę o czopkach). Spróbuj dojść w nocy do dziecka leżącego w końcu sali, aby podać mu lek, czy w ogóle sprawdzić jego stan, gdy na podłodze kilkanaście śpiworów i karimat ze smacznie śpiącymi rodzicami. Zdeptać?
    • vatum Re: Doświadczenia z pobytu w szpitalu 19.11.05, 23:31
      Jeden tydzień w MSWiA, zla diagnoza, więc korzystając ze zmiany lekarzy namowiłam doktor na usg i zawieźli nas na Marszałkowską. A tam! O zgrozo! Chirurgia, nikt nie wie co jest małej ale że w poprzednim szpitalu dawali antybiotyk to będzie on kontynuowany. Mnostwo badan, prześwietlenie, usg, krew, mocz, lewatywy. Codziennie i co noc inny lekarz. Każdy mowi co innego. Nie wiem co się z dzieckiem dzieje. Dwie pielęgniarki, straszne brudasy: zakładały jednorazowe rękawiczki po czym wycieraly sobie krzeslo pod tyłkiem; kładzenie otwartych igieł na leżance a potem robienie nimi zastrzyku... Odkażanie raz w tygodniu ( w MSWiA CZYSTO, ODKAŻANE KRANY I KLAMKI CODZIENNIE). Mijają dni, dziecko nie je nie pije tylko śpi i śpi... W końcu przychodzi na noc chirurg, ktory szczegółowo mi tłumaczy co jest małej, ufff, trochę mi lepiej. Konsultacje lekarskie bez przepływu informacji ( do lekarz prowadzącej: konsultowała się pani z pediatrą? Tak. No i co? Ona na to: no to pani nie wie? Bo ja na pewno niewiem.)
      Noc. Pielęgniarki hałaśliwie opowiadaja sobie różne rzeczy. Wieczne wietrzenie i strasznie zimno... Od ok. 23.30 nie ma żadnej pielęgniary...
      1 lekarz: na siłe nie karmić.
      2 lekarz: karmić na siłę!
      Codziennie modle się o zdrowie małej bo to był koszmar....
      • vatum Re: Doświadczenia z pobytu w szpitalu 19.11.05, 23:36
        Ach! Jeszcze! Ostatniego dnia pobytu pytam się prowadzącej co w końcu było mojej córce. Uslyszałam: Nie wiem...
        Brała leki na jelita a w wypisie ma wpisaną infekcję gornych dróg oddechowych - ratunku!
        Świetlica dla dzieci, przychodzi pani i bawi się z dziećmi: rysowanie, czytanie, malowanie, gry - ogromnie sympatyczna kobieta! Chodziła po pokojach i pytała się co dziecko chce, co lubi, super!
    • cubus1 Re: Doświadczenia z pobytu w szpitalu 20.11.05, 01:28
      Bylam z moim synem (3.5)w szpitalu 3 razy.Jeden raz na 3 dniowym pobycie w
      Instytucie Sluchu na Pstrowskiego(Warszawa).Bylismy razem,spalismy w jednym
      lozku,Plac zabaw dla dzieci, w wiekoszci bardzo wykwalifikowana kadra z milym
      podejsciem do dziecka( mielismy jedno zastrzezenie do Pani wykonujacej jdno
      badanie (syn sie rozplakal,ona byla nieprzyjemna)ale bez problemu udalo sie
      zmienic na kogos inne i spokojnie wykonac badanie).
      Niestety do lekarza prowadzacego musielismy chodzic w wiekoszosci sami lecz
      rzetelnosc lekarki byla znakomita.
      Dwa razy bylismy w IMiDZ(Kasprzaka),ostatnio na zapalenie pluc.Moglam zostac z
      dzieckiem( za oplata co przy okolo 2 tyg pobytu bylo znaczaca suma,ale
      oddzialowa na koniec spytala mnie czy moge pozwolic sobie na taka kwote wiec
      mysle ze jakies odstepstwa sa).Oczywiscie robilam wszystko przy malym lacznie
      ze zmiana poscieli(bylo to dla mnie oczywiste),mielismy do dyspozycji jeden
      pokoj z umywalka.Byly dwa lozka: niemowlece i dla dzieci starszych.Niestety moj
      syn spal w tym dla dzieci starszych wiec ja musialam brac materace ale nie bylo
      z tym problemu.
      Nie wychodzialam z dzieckiem na korytarz,jedynie do toalety.Byla do dyspozycji
      mikrofalowka.
      Lekarka przychodzila do nas dwa razy dziennie,informowana mnie o lekach jakie
      dostaje moje dziecko,przychodzili lekarze na konsultacje.Byly drobne
      uchybienia, ale bez przesady( typu: upomnienie sie o jedno badanie,odlaczanie
      kroplowek, poproszenie o zmiana wenflonu bo zrobilo sie drobne zapalenie zyly).
      Troszke jestem z uprzywilejowanej pozycji bo znam sie na tym wiec dla mnie to
      nie byl problem,ale dla laika mogl byc sad
      Raz zamarlam gdy pielegniarki zabraly malego na zalozenie wenflonu ze slowami"
      prosze zostac i nam zaufac".Moje dziecko jest raczej histeryczne i kazda
      ingerencja konczy sie spazmami.Stanelam pod dzwiami,nasluchujac i nic.Po paru
      min.moje usmiechniete dziecko wychodzi z naklejkami "dzielnego pacjenta" i
      opowiada przejety jak to on ma krew i plasterek i bedzie mial tu leki...
      Ale tylko na zmiane,wyjecie wenflonu dziecko chodzilo same.
      Generalnie jestem zadowolona z opieki i moge polecic ten szpital.
      Najwazniejsze ze syn wspomina ten pobyt milo...


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka