wenus.z.willendorfu
28.12.05, 09:33
Trochę się chcę Wam wyżalić:
Otóż wczoraj rozmawiałam ze znajomą przez telefon i rozmowa zeszła na
sylwestrowe plany. Ona z mężem i znajomymi jadą na kilka dni w góry i o tym
chwilę mówiła, a na moje pytanie, czemu nie pyta o nasze plany, stwierdziła,
że przecież po co, bo pewnie i tak z dzieckiem będziemy siedzieć w domu jak
zwykle. Jej ton był przy tym dość lekceważący.
No cóż, zrobiło mi się trochę przykro i zaraz zaczęłam się zastanawiać: czy
to taka hańba i obciach zostać w domu na Sylwestra? Czy ja już przez
znajomych jestem postrzegana jako kompletna kura domowa bez odrobiny własnego
życia? Ta sama koleżanka pyta często, co u nas słychać (tzn. u mnie i Laury),
ale od baaardzo dawna nie pyta, co JA porabiam. Zaczęłam się trochę czuć jak
pasożyt marnujący czas w domu i leżący całymi dniami brzucholem do góry
zamiast być pożytecznym członkiem społeczeństwa i zarabiać pieniądze.
Wiem, trochę jestem teraz przewrażliwiona, ale w ostatnim czasie spotkało
mnie kilka podobnych sytuacji...