Dodaj do ulubionych

Koleżanka...

28.12.05, 09:33
Trochę się chcę Wam wyżalić:
Otóż wczoraj rozmawiałam ze znajomą przez telefon i rozmowa zeszła na
sylwestrowe plany. Ona z mężem i znajomymi jadą na kilka dni w góry i o tym
chwilę mówiła, a na moje pytanie, czemu nie pyta o nasze plany, stwierdziła,
że przecież po co, bo pewnie i tak z dzieckiem będziemy siedzieć w domu jak
zwykle. Jej ton był przy tym dość lekceważący.
No cóż, zrobiło mi się trochę przykro i zaraz zaczęłam się zastanawiać: czy
to taka hańba i obciach zostać w domu na Sylwestra? Czy ja już przez
znajomych jestem postrzegana jako kompletna kura domowa bez odrobiny własnego
życia? Ta sama koleżanka pyta często, co u nas słychać (tzn. u mnie i Laury),
ale od baaardzo dawna nie pyta, co JA porabiam. Zaczęłam się trochę czuć jak
pasożyt marnujący czas w domu i leżący całymi dniami brzucholem do góry
zamiast być pożytecznym członkiem społeczeństwa i zarabiać pieniądze.

Wiem, trochę jestem teraz przewrażliwiona, ale w ostatnim czasie spotkało
mnie kilka podobnych sytuacji...
Obserwuj wątek
    • izka_74 Re: Koleżanka... 28.12.05, 09:45
      Olej babę. Dzieciństwo maluchów trwa tak krótko, że naprawdę szkoda każdej
      chwili. Sylwestrów przed nami jeszcze multum. A społeczeństwo bardziej zyska
      mając dobrze wychowane i zadbane dziecko, niż Ciebie w pracy. Mówi Ci to
      zapracowana kura domowa wink
    • pampeliszka Re: Koleżanka... 28.12.05, 09:46
      A kolezanka pewnie bezdzietna, co? to za jakis czas mozesz jej przypomniec ta
      rozmowe...
      Mnie kiedys w wakacje wkurzyla moja przyjaciolka (i jestem pewna, ze nie ze zlej
      woli), kiedy mi wyslala sms, ze "chetnie by teraz z nami poleniuchowala na
      dzialce".A trafila na moment, kiedy Malgol straszliwie dawal popalic. Solennie
      sobie obiecalam wypomniec jej to kiedy bedzie miala swoje mimczo.
      W Czechach matka, ktora wychowuje dziecko, do 4 roku zycia dostaje kase (nie
      duzo, bo 500 zl, od 2007 chca to podwyzszyc do 1000)i nikt jej nie traktuje jak
      pasozyta, ktory nie chce robic kariery zawodowej. Chodzi z dziecmi na basen,
      tenisa, balet,angielski i Bog wie co jeszcze. Mamy, ktore tu poznaje, sa
      zadowolone i usmiechniete. W Polsce jest dziwna moda na traktowanie matek, ktore
      nie wracaja do pracy po 4 m-cach, z politowaniem.A po co miec dziecko, ktore
      wychowuje babcia, ja nie rozumiem.
      Nie przejmuj sie glupia kolezanka. A Sylwestry w domu bywaja rewelacyjne.Ja sie
      juz nie moge doczekac naszego...
    • wiolkak Re: Koleżanka... 28.12.05, 09:53
      dziewczyny mają rację!
      Kiedy byłam w ciąży to wydawało mi się, że zaraz po porodzie będe chciała
      wrócić do pracy, za to im bardziej zbliża sie ten termin tym bardziej robię sie
      nerwowa. Serce mi pęka na myśl, że to już nie ja będe śledziła postępy mojego
      dziecka i obca baba (teściowa znaczy) będzie mi o wszystkim opowiadała w taki
      sposób jakby to była jej zasługa i jej dziecko!
      Uwierz mi, że gdybym miała mozliwość to siedziałabym z nią dalej, ale takich
      rzeczy nie zrozumie nigdy kobieta, która nie ma dzici - to jest wyższy stopień
      wtajemniczeniawink
    • tropikalna Re: Koleżanka... 28.12.05, 09:59
      Nie przejmuj się. Nie jesteś żadnym pasożytem. Nawet nie wiesz jak Ci i innym
      dziewczynom zazdroszczę tego że jestescie z maluchami w domu.
      Ja niestety musiałam wrócić do pracy bo u nas takie bezrobocie, że mój mąż co
      chwilę musi czegoś szukać a ja mam w miarę dobrze płatne zajęcie wiec wyboru
      nie miałam.
      Teraz byłam tydzień w domu i było super, juz zapomniałam jak to jest widzieć
      dziecko od rana do nocy, widzieć uśmiech kiedy rano wstaje i całą resztę
      codzennych niespodzianek.
      A jeśli chodzi o Sylwestra to ja w tym roku zostaję z mężusiem w domu, mamy
      zamiar położyć Zozolinę spać i urządzić sobie za zamkniętymi drzwiami
      romantyczny wieczór z pysznym jedzonkiem, winem, muzyczką i innymi
      przyjemnościami. I właśnie bardzie się cieszę że zostaję w domu.
    • kubona Re: Koleżanka... 28.12.05, 12:10
      posiadanie dzieci jest najlepsze co może nas spotkać. a patrzenie jak
      dorastają , uczą sie nowych umiejętności jest darem od stwórcy, bo inaczej tego
      nie da sie nazwać. ja w takich sytuacjach odpowidam że nie ma jak domowy
      sylwester, a co do dzieci: "takie będą rzeczypospolite, jakie ich młodzieży
      chowanie" - my matki na wychowawczym bądz z innych powodów zajmujące się same
      własnymi dziećmi po prostu dbamy o przyszłośc kraju, nieprawdaż?

      wenus, głowa go góry, zrób sobie gorącą czekoladę i zjedz wielki kawał ciasta
      lub czekoladę i zapomnij o tej ignorantce. kiedys zmieni zdanie.
    • ania2906 Re: Koleżanka... 28.12.05, 14:09
      Moja koleżanka obgadała mnie ostatnio, ponieważ pojawiliśmy się na urodzinach
      jej męża z synkiem i zostaliśmy krótko. Uznała, że przecież można zostawic
      dziecko w domu, ale mi tego wprost nie powiedziała. Była też zła że moja
      siostra nie siedziała długo, a była w 8-ym miesiącu ciąży. Ja nie mam zamiaru
      zostawiac mojego dziecka ciągle z rodzicami, owszem lubię się gdzieś wyrwac,
      ale wszystko ma swoje granice. Nie szukam tylko okazji do zostawienia dziecka
      jakbym chciała się uwolnic od jakiegoś ciężaru.
    • joa8 Re: Koleżanka... 28.12.05, 20:41
      oj znam to znam sad
      mnie to nawet było przykro, jak moi bliscy składali mi życzenia: "pociechy z
      Antka, pociechy z Antka, pociechy z Antka i żeby zdrowo rósł".
      A gdzie ja?? A gdzie zyczenia szczęścia, miłości, spełnienia marzeń,
      satysfakcjonującej pracy, góry pieniędzy??
      I chyba nie muszę Wam tłumaczyć, że szczeście mojego syna jest dla mnie bardzo
      ważne, kocham go nad życie, podjęłam decyzję, że wychowuję go w domu, ale na
      litosć boską nie jestem tylko matką!! I moja właśna matka mogłaby o tym
      pamiętać. Chlip, chlip.
      • pampeliszka Re: Koleżanka... 28.12.05, 21:30
        wiecie, jak to czytam, to sie bardzo ciesze, ze mam ze znajomymi i rodzina z
        Polski kontakt tylko przez internet...
        • enja11 Re: Koleżanka... 28.12.05, 22:16
          ciekawa to sprawa... nagle przestajemy być jednostką tylko najpierw składamy
          się dla innych tylko z brzucha, a później z dziecka. ja się bardzo cieszę z
          zainteresowania jakim wszyscy obdarzają Jacha (ze mną na czele), ale miło by
          było jakby ktoś choć raz na jakiś czas był ciekaw co u mnie. inny problem to
          to, że jakoś oprócz Jacha to u mnie nicsad( Ale to tylko i wyłącznie moja wina,
          bo wieczorami, kiedy już mam chwilę dla siebie to mam siłę ewentualnie na
          kawałek Chmielewskiej i forum, a nie "rozwijam się" intelektualnie w rozumieniu
          ogółu. dołuje mnie to czasem.
          a wracając do tematu to ja też się cieszę na sylwestra w domu. tylko muszę
          spróbować się przed nim choć trochę wyspać, bo inaczej czuję, że nie doczekam
          północywink))
          • xemm1 Re: Koleżanka... 28.12.05, 22:47
            mi ostatnio zrobiło się okrutnie przykro, kiedy dyskutując z moją koleżanką o
            naszym ewentualnym wyjeździe do stolicy, na moje stwierdzenie, że żal mi m.in.
            Wrocławia, bo bardzo zżyta jestem z Wrocławiem powiedziała.... no ale zżyta
            jesteś ...chyba ze swoim osiedlem, bo przecież ciągle siedzisz z dzieckiem i
            wychodzisz tylko na spacerki... sad(((
            • pampeliszka Re: Koleżanka... 29.12.05, 09:42
              mnie do bialej goraczki doprowadza tekst :"siedzisz z dzieckiem", cholera, ale
              sie nasiedzimy, nie?
              • wenus.z.willendorfu Re: Koleżanka... 29.12.05, 09:46
                na ten tekst też nóż mi się w kieszeni sam otwiera....
                Pocieszam się cały czas, że pewnie nadejdzie moment, gdy moje na razie
                bezdzietne koleżanki dorobią się własnego potomstwa i ja będę im truła takie
                głupoty smile
                Mściwa jestem, a co!
              • tropikalna Siedzimy i odpoczywamy... 29.12.05, 10:17
                Jak wróciłam z urlopu to wszyscy pytali i co?-odpoczęłaś sobie nie?
                Jasne, odpoczełam...smile
                A najlepiej jak byłam na macierzyńskim -mąz przycodził z pracy i pytał dlaczego
                niby jestem zmęczona???przeciez caly dzien nic nie robiłam...
                Nic...
                W ogole mam wrazenie ze panuje taki osad ze te matki co siedza z dziecmi w domu
                to tylko baki zbijaja ogladajac setki seriali.
                Szkoda slow...
                • wiolkak Re: Siedzimy i odpoczywamy... 29.12.05, 11:19
                  mój mąż nie wygłupia sie z takimi tekstami, pewnie dlatego ze często się Kaśką
                  zajmuje i wie ze z wczasami to ma to niewiele wspólnego.
                  co do koleżanek to tylko czekac jak same sie przekonają i życzyć im z całego
                  serca, tak po staropolsku marudnego, wymagającego i mało śpiącego dziecka
                  • mooh Re: Siedzimy i odpoczywamy... 29.12.05, 11:22
                    Które jak tylko przestanie mieć kolki, to natychmiast zacznie ząbkować wink
                    • wiolkak Re: Siedzimy i odpoczywamy... 29.12.05, 11:24
                      mające między ząbkowaniem lęk separacyjnywink
                    • pampeliszka Re: Siedzimy i odpoczywamy... 29.12.05, 11:24
                      a potem go dopadnie lęk separacyjny...
                      • mooh Re: Siedzimy i odpoczywamy... 29.12.05, 11:32
                        A potem natręctwa dziecięce, na przykład, że nie ubierze nic, co jest zapinane
                        na guziki.
                        • wiolkak Re: Siedzimy i odpoczywamy... 29.12.05, 11:33
                          a później pyskowanie, histerie, kopanie i gryzienie
                          • wenus.z.willendorfu Re: Siedzimy i odpoczywamy... 29.12.05, 11:35
                            nie zapominajmy o kryzysie trzeciego i siódemgo miesiąca, buncie dwulatka itd
                            • wenus.z.willendorfu Re: Siedzimy i odpoczywamy... 29.12.05, 11:37
                              i oczywiście o kłopotach z zasypianiem do osiągnięcia pełnoletności
                              • wiolkak Re: Siedzimy i odpoczywamy... 29.12.05, 11:45
                                a potem to już z górki - nocne imprezki, alkohol, chłopaki i całowanie się pod
                                domem, takie tam duperelewink
                      • pampeliszka Re: Siedzimy i odpoczywamy... 29.12.05, 11:40
                        hehe wiolka, my znowu razem myslimy
                        • tropikalna Re: Siedzimy i odpoczywamy... 29.12.05, 12:58
                          ha ha nocne imprezy
                          mam nadzieje ze zozol nie bedzie jak mama bo na pewno jej nie puszcze na
                          rockowe imprezy po ktorych upadalam w krzaki albo do "kolezanki" na noc...
                          Wczoraj tatus powiedzial do Zuzi-ucz się ucz robić papa bo ja beda przychodzic
                          tu koledzy to tatus ich bedzie spuszczal glowa w dol po schodach...smilesmile
                          Lalam ze smiechu
                          juz to widze
                          dobrze ze poki co walczymy z lekiem separacyjnym papmeliszko:0
                          wczoraj zanim zdazylam jej zrobic kaszke na dobroanoc to w lozeczku zdazyla sie
                          zasmarkac, zaplakac i wpasc w histerie...
                          boze jak mi jej bylo szkoda ale no kurde na plecach jej nie uniose a z
                          krzeselka wstaje .......
    • kangur4 Re: Koleżanka... 30.12.05, 02:39
      A tak z ręką na sercu dziewczyny - jak było kiedy same nie miałyście jeszcze
      dzieci? Ja nie będę oszukiwać - dla mnie wszystko co miało poniżej metra
      pięćdziesięciu to był wróg. Strasznie współczułam dzieciatym koleżankom - bo
      wyjść nie mogą kiedy chcą, bo wakacje jakieś takie do dupy, bo całe życie
      podporządkowane dzieciom i tylko dzieciom, i tak dalej i tym podobne...

      Teraz zastanawiam się z czego to wynikało? Przede wszystkim z tego, że ludzie
      tak w ogóle lubią sobie ponarzekać. I kiedy dzieciate koleżanki opowiadały o
      latoroślach, to były głownie jakieś katastrofy - kolki, nieprzespane noce,
      zapalenia ucha, niania nawaliła, wycięcie migdałków, "żadnej książki od dwóch
      lat nie przeczytałam", "pozabijam te potwory"... Rzadko kiedy słyszałam, że
      dzieci to fajna sprawa, że super, że zmieniają życie, ale w pozytywnym
      znaczeniu tego słowa. Ludzie się tego wstydzą, czy co? Szczególnie w rozmowach
      z nie-dzieciatymi? Inna rzecz, że czułe ludzkie ucho wyłapuje głównie różnego
      rodzaju porażki, a informacje o miłych rzeczach przelatują niepostrzeżenie...

      Pomna tych doświadczeń, każdemu kto chce słuchać opowiadam, że jest wspaniale,
      że jestem szczęśliwa jak nigdy przedtem (tak, nie boję się tego słowa), że
      odnalazłam się w roli mamy.

      Nie ukrywam, że brzmię dość wiarygodnie, szczególnie dla tych co mnie wcześniej
      dobrze znali: imprezowiczko-karierowiczka opowiada, że dzieci fajne są?
      Niemożliwe! To chyba musi być takim razie prawda! Ostatnio na jakiejś
      posiadówie moja koleżanka, zupełnie career-oriented stwierdziła, że mój
      przykład bardzo pozytywnie ją natchnął i że chciałaby mieć dzieci.

      Dlatego taki mały postulat, w ramach walki o przywrócenie dobrego imienia
      macierzyństwu - nie koncentrujmy się na minusach, podkreślajmy dobre strony
      bycia mamami, nie wstydźmy się określeń "jestem szczęśliwa", "dzieci są
      super", "bycie mamą jest super", "chcę być z dzieckiem najdłużej jak to
      możliwe".

      I tak na koniec chciałabym opowidzieć Wam, jak zmienia się punkt widzenia, na
      przykładzie mojego męża. Ma on bowiem w pracy koleżankę, która niedawno
      urodziła trzecie dziecko (!!!). Przy każdej ciąży pracowała niemal do
      ostatniego dnia, po macierzyńskim natychmiast wracała do roboty (bynajmniej nie
      z potrzeby finansowej). Mój mąż był zawsze pod wrażeniem tej osoby, podkreślał,
      że to wspaniale że tak postępuje, że nie zatraca sie w roli matki-polki, że nie
      jest kurą domową. Do czasu kiedy nie urodziła sie Matylda. Teraz mój mąż
      opowiada o tej koleżance zupełnie inaczej - że rodzi, oddaje kolejne dziecko
      kolejnej niani, wraca do robienia kariery i to nianie wychowują jej dzieci, nie
      ona - "sprytne, nie?" Tak właśnie odmieniło się mojemu małżonkowi.

      • pampeliszka Kangur, 30.12.05, 10:17
        masz duzo racji.Choc ja nigdy nie mialam do dzieci negatywnego stosunku (moze
        dlatego, ze moje siostry sa duzo starsze ode mnie i odkad skonczylam 10 lat,
        zawsze w okolicy byly jakies niemowlaki...), na studiach jezdzilam na kolonie, a
        u znajomych zabawialam dzieci, bo to mi sprawialo przyjemnosc.
        Ale swoich miec nie chcialam, zanim nie bylam gotowa. Dlatego mnie smieszy, jak
        pisma kobiece ostatnio przekonuja, zeby sie decydowac na dzieci w okolicach 23
        roku zycia..., kiedy sie czlowiek chce wyszalec na studiach.
        A co do tego, ze jest wspaniale, to kiedys, na pytanie znajomej odpowiedzialam,
        ze kiedy sie budze w nocy i widze coreczke i meza spiacych w podobnych pozach,
        zwroconych w moja strone, to robi mi sie tak cieplo w okolicy serca...I to sie
        chyba szczescie nazywa.
        Ale co do calkowitej idealizacji niestety sie nie dolacze, bo sie znowu nie
        wyspalam wcale.
    • mmena Re: Koleżanka... 30.12.05, 09:24
      My też zostajemy w domu. Z dzieckiem. Dwuletnim. Oboje pracujemy i nie spędzamy
      z małą tyle czasu ile byśmy chcieli więc staramy się przynajmniej poza pracą
      nie rezygnować z pobytu z nią. Nie traktujemy tego w
      kategoriach: "lepiej/gorzej". Lubimy przebywać z naszym dzieckiem i nie
      zamienilibyśmy tego na najlepszy bal sylwestrowy.
      Jesli chodzi o zmęczenie związane z opieką nad dzieckiem to przyznam, że nie
      doświadczyłam tego. Moja córeczka była i nadal jest bardzo nieabsorbującym
      dzieckiem. Prawie nie płakała, potrafiła sama bawić się, ładnie jadła - teraz
      zmieniło się to o tyle, że potrafi chodzić i mówić. W czasie macierzyńskiego
      miałam czas i na dziecko i na posprzątanie, ugotowanie i położenie maseczki na
      twarz. Teraz, gdy pracuję, tego czasu mi brakuje.
      • mmala6 Re: Koleżanka... 01.01.06, 23:32
        watek co prawda spadl nieco z czolowki ale mnie dlugo nie bylo, nadrabiam, a
        ze tamat mi podpadl to cos napisze.
        U mnie jest troche inaczej tzn "inni" interesuja sie tez mnawink a raczej
        interesowali jak jakis czas temu jakos podupadlam na wadze, wygladalam dosc
        nieciekawie, stad zainteresowanie moja osobawink teraz niestety waga wrocila i to
        z nawiazka wiec wygladam "zdrowo" hehe.Ale i tak ludziska dzownia i pytaja
        o....Mateusza ale i o mnie jako mnie,tez.
        Ale nie o tym.A propos pracy.Nigdy nie bylam typem karierowiczki ale tez nie
        domatorem.Lubilam cos robic a to praca, a to kurs, a to spotkanie, a to areobik
        etc.Wracalam do domu wieczorami, spotykalam sie z ludzmi, zylam na maksa.Jak
        bylam w ciazy to bylam pewna, ze zaraz po macierzynskim wroce do pracy.Tak sie
        zlozylo, ze pod koniec ciazy moj dzial zostal zlikwidowany i moje stanowisko
        rowniez.Moj szef powiedzial mi zebym szla na wychowawczy bo jak wroce to
        najpewniej dostane wypowiedzenie.Bylo mi to na reke, bo nie cierpialam szczerze
        tej roboty i mialam ciarki na mysl, ze musze tam wracac i zostawic
        Matusia.Jestem na wychowawczym i dobrze mi.Z kasa troche gorzej ale jakos
        starcza do pierwszegowinkW tropiki w tym roku raczej nie pojedziemy ale to nie
        jest najwazniejszewink)
        Mam kolezanke, ktorej maz jest waznym dyrektorem finansowym w powazne firmie,
        zarabia wiec powazne pieniadze.Kolezanka ma 3 letnia corke i jak mala miala rok
        to kolezanka szukala pracy (z wczesniejszej ja zwolnili).Mowila, ze "dusi sie w
        domu" i ze musi zarobic na "waciki".Dosc szybko znalazla dobra i swietnie platna
        prace (zarabia wiecej niz moj maz, hehe)i...dalej narzeka ze ma za malo.Bardzo
        ja lubie ale wkurza mnie gdy dzwoni do mnie i pyta "a kiedy idziesz d pracy?",
        na co ja "narazie sie nie wybieram", na co ona "ale wiesz ze trzeba szukac duzo
        wczesniej", na co ja "ale narazie jest dobrze tak jak jest, dobrze mi jest w
        domu, z Mateuszem".
        Czy to ujma, ze matka chce byc w domu z dzieckiem???czy to takie dziwne, ze wole
        byc z nim niz isc do pracy? ze jakos przezyjemy ten rok czy dwa z mniejsza
        iloscia pieniedzy, bez nowego auta i super wakacji ale moje dziecko w tych
        najwazniejszych chwilach bedzie ze mna a nie z obca kobieta (u nas bylaby
        naprawde obca, bo zadna babcia ne wchodzi w gre).
        Moja kuzynka, matka dwojga dzieci jak wyslalam jej smsa, ze juz urodzilam, to
        napisala mi "gratuluje.fajnie jest byc mama".
        I ja powtarzam to po niej "fajnie jest byc mama"smile
        • mooh Re: Koleżanka... 01.01.06, 23:43
          Wszystko chyba zależy od jakości kontaktów z ludźmi i od samych ludzi. Ale coś
          jednak w tym jest. Odkąd zaszłam w ciążę, odświadczałam uczuci społecznego
          znikania. Jedyne osoby poza mężem i mamą, z którymi mogę w tej chwili
          porozmawiać na jakiś niezwiązany z dzieckiem temat, to inne mamy. Te w realu, i
          te forumowe smile
        • kangur4 Re: Koleżanka... 02.01.06, 01:06
          A ja jeszcze troche pomagluję ten wątek, w świetle ostatnich wydarzeń.
          Bylismy bowiem ostatnio z wizytą u znajomych, którzy mają synka o 2 i poł
          miesiąca młodszego od mojej M. Jego mama zaraz po macierzyńskim musiała wrócić
          do pracy, nie tyle ze względów finansowych, a ze względów związanych z karierą -
          uprawia taki zawód, że nieobecność na rynku pracy dłuższa niż kilka miesięcy
          automatycznie ją eliminuje z w/w rynku. No dobra, powiem wprost - koleżanka
          pracuje w TV; stacji (porządnych) nie ma tak wiele, a za każdym rogiem czają
          się młode wilczki po studiach, rządne sławy, kasy, i czego tam jeszcze.

          Stałyśmy sobie z koleżanką w jej kuchni i w pewnym momencie doszło do
          absurdalnego dialogu - ja tłumaczyłam się usilnie dlaczego nie pracuję, ona z
          kolei - dlaczego pracuje. W pewnym momencie zorientowałysmy się jak idiotycznie
          brzmimy. Wniosek roboczy: jesteś mamą pracującą - źle, jesteś mamą
          niepracującą - też źle. Wszystko źle.
          Wniosek ostateczny - róbmy to co nam się podoba (o ile sytuacja pozwala), bo w
          oczach innych i tak wypadniemy co najmniej źle. Więc wszystko jedno.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka