na fali polityki prorodzinnej (i modelu szwedzkiego) postudiowaliśmy trochę z
tata_olka obowiązujące przepisy kodeksu pracy. Wyszło nam, ze urlop
macierzyński to nie prawo a obowiązek kobiet. Tak jak służba wojskowa, której
automatycznie podlegasz z tytułu urodzenia dziecka. Nikt Cie o zdanie nie
pyta, zakład pracy zgłasza fakt urodzenia do ZUS-u i zostajesz wcielona do
służby nowemu obywatelowi

Z urlopu macierzyńskiego nie możesz zrezygnować,
ani podzielić sie nim z ojcem dziecka, (bo co to za podział, gdy Ty musisz
wykorzystać 14 tygodni a on może ewentualnie 2!), nie masz wyboru!
Podkreślam, nie chodzi mi o to czy kobieta chce czy nie chce wykorzystać
urlop macierzyński w całości; nie chodzi o to czy uważa (albo ze jej
otoczenie uważa) ze jej osobista opieka jest najwłaściwsza z punktu widzenia
noworodka, chodzi mi o to, ze kobieta nie ma wyboru, nawet jeśli chce (lub
musi) szybko do pracy wrócić. I obawiam się, ze proponowane przez rząd
rozwiązania legislacyjne tego wyboru wciąż nam nie dadzą.
Co o tym sadzicie? Wiem, wiem, większość z Was przeszła na zawodowstwo

,
ale kiedyś trzeba będzie na rynek pracy wrócić. Bo mnie osobiście roczny
urlop RODZICIELSKI satysfakcjonowałby tylko w przypadku możliwości
podzielenia się z nim po polowie z tata_olka. Może wykorzystałabym go w
całości, może nie, chodzi o możliwość wyboru.
Jeśli tego wyboru nie będzie to nadal w Polsce będzie jak w dzisiejszej GW „w
pracy dzieci ma tylko kobieta”.