jak pewnie wiecie, ja jestem w pracy na pol etatu, a kurczak w zlobku (tez na
pol etatu

. jest tam w poniedzialek i srode od 9 do 17, we wtorek od 12 do
16, a reszte dni spedza ze mna w domu. w zlobku zaaklimatyzowal sie super, nie
plakal ani raz (raz sie krzywil, jak wychodzila, stalam pod drzwiami i
nasluchiwalam, ale nie plakal, zajal sie zabawa...). panie mowia, ze jest
super, smieje sie, bawi, usmiecha caly czas. i ja widze, ze jemu tam dobrze!
je ladnie, ze spaniem troche gorzej (w domu spi 2 razy dziennie, w zlobku 1
raz, ale dluzej). on naprawe lubi tam chodzic, nie ma z nim zadnych klopotow...
... no i powiem Wam, ze w czwartek w domu (pierwszy dzien bez zlobka) mamy
SAJGON... kurczak jest marudny, placzliwy, nic mu sie nie podoba... po prostu
NUDZI mu sie bez zlobka, dzieci, zabawy!!! w piatek jest troszke lepiej, na
prosta wychodzimy dopiero w weekend (jak tata jest w domu

. ale ten czwartek
i piatek sa koszmarne! i tak juz ponad miesiac... jemu sie zwyczajnie przykrzy
za zlobkiem!!!
no i zaczelam sie zastanawiac, czy, mimo, ze jestem w domu w czwartek i
piatek, nie posylac go do zlobka na 2-3 godziny (wtedy, gdy sie bawia)... i
nie chce tego robic dla wlasnej wygody (lubie zostawac z nim w domu!!!), ale
dla niego - bo widze, ze mu zal zostawac tylko ze mna... z jednej strony
mysle, ze byloby mu tam super, a z drugiej gdzies tkwi to podswiadome
przeswiadczenie, ze z mama w domu najlepiej... no nie wiem, co myslec, nie
wiem, co zrobic...
co sadzicie???