z1mka
03.02.06, 18:35
To będzie dość przykry wątek, ale ja w końcu muszę się wygadać i to najlepiej
wam - fajnym kobietom, które są matkami. Fantastycznym matkom, które są super
babeczkami.
Wszystko się zaczęło od tego, że po 4 roku studiów wzięłam ślub z moim
pierwszym (i ostatnim) mężem G.
Żeby pogodzić życie małżeńskie ze studiami musiałam sobie wziąć indywidualny
tok studiów. Mieszkam na Podkarpaciu, studia w Lublinie...
Do tej pory wiodłam szalone luzackie nieodpowiedzialne życie z burzliwymi
imprezami i totalną głupowatą beztroską.
A wszystko kręciło się wokół mojej dobrej paczki czyli kabaretu właśnie.
Kabaret i tak przechodził kryzys, więc mniejsza z występami, które uwielbiałam
i ludźmi, z którymi traciłam kontakt.
I niedługo potem w świat poszła wieść, że Maja - to ja - jest w ciąży.
Dla mnie dziecko - to było największe szczęście na tym łez padole.
Osiągnęłam pewną dojrzałość, która pozwoliła mi zrobić krok naprzód w moim
człowieczeństwie...
aż tu się nagle dowiedziałam, że oni to wszystko uznali za "rezygnację z ambicji"
Czemu? Bo dziecko nie pozwoli mi nigdy pisać, kręcić filmów amatorskich, robić
teatru choćby dziecięcego, kabaretu? - Bo to wszystko robiliśmy zanim...
Całe ich ambicje???
Teraz gdy pojawiła się Marysia mam ochotę wysłać im jej zdjęcia z komentarzem:
tak wygląda rezygnacja z ambicji.
Kurza dupa a jakie ambicje mogą być ponad to.
Proszę napiszcie swoje przemyślenia, wy też na pewno macie swoje pasje,
których nie wyzbyłyście się mimo macieżyństwa, owszem, może poszły na razie w
kąt, ale nie umarły, prawda..............?
A ja w dodatku teraz dobiero czuję się twórczo spełniona - jeśli już można
wysnuć taką refleksję. Rodzina i dziecko to chyba najwspanialszy akt twórzy
człowieka.
dla Kangurka i chętnych:
dobramy.webpark.pl/