Dziewczyny, napewno macie jakieś wady, z których zdajecie sobie sprawę.
Robicie coś w związku z tym? macie jakieś sposoby na pracę nad sobą?
Pytam, bo coraz bardziej męczą mnie niektóre moje wady, takie jak brak
konsekwencji (ale tylko względem siebie i swoich planów), słomiany zapał i
denerwowanie się pierdołami. Nie umiem sobie ułożyć priorytetów (oprócz tego
jednego - Jacha). Drażni mnie np. kurz, góra rzeczy do wyprasowania, a
zamiast się tym zająć systematycznie, to czas mi jakoś przelatuje przez palce
na bzdury, a ja nadal zła, bo plan dniowy nie spełniony. Już nie mówię o
poważniejszych zadaniach (np. szukanie pracy), które cały czas odkładam na
jutro, pojutrze....
Najgorsze jest to, że te niezaczęte/rozbabrane/nieskończone rzeczy cały cZas
nade mną wiszą i psują mi często radość z bycia z Jachem i z mężem. Niby
zadowolona stara dupa, a jednak gdzieś w domyśle wcale nie zadowolona.
No, panie psycholożki (i nie tyko) - receptę poproszę

)