Dodaj do ulubionych

praca nad sobą

06.02.06, 10:10
Dziewczyny, napewno macie jakieś wady, z których zdajecie sobie sprawę.
Robicie coś w związku z tym? macie jakieś sposoby na pracę nad sobą?
Pytam, bo coraz bardziej męczą mnie niektóre moje wady, takie jak brak
konsekwencji (ale tylko względem siebie i swoich planów), słomiany zapał i
denerwowanie się pierdołami. Nie umiem sobie ułożyć priorytetów (oprócz tego
jednego - Jacha). Drażni mnie np. kurz, góra rzeczy do wyprasowania, a
zamiast się tym zająć systematycznie, to czas mi jakoś przelatuje przez palce
na bzdury, a ja nadal zła, bo plan dniowy nie spełniony. Już nie mówię o
poważniejszych zadaniach (np. szukanie pracy), które cały czas odkładam na
jutro, pojutrze....
Najgorsze jest to, że te niezaczęte/rozbabrane/nieskończone rzeczy cały cZas
nade mną wiszą i psują mi często radość z bycia z Jachem i z mężem. Niby
zadowolona stara dupa, a jednak gdzieś w domyśle wcale nie zadowolona.
No, panie psycholożki (i nie tyko) - receptę poproszęwink)
Obserwuj wątek
    • mooh Re: praca nad sobą 06.02.06, 11:08
      Nie będę odkrywcza. Pierdołami trzeba albo sie zająć, albo sobie opuścić. Ja
      mam konstrukcję psychiczną, która wiele ułatwia. Na przykład przez jakiś czas
      potafię nie widzieć bałaganu. W pewnym momencie zauważam i dostaję szału.
      Jestem tak wściekła, że sprzątam w ekspresowym tempie. Na dodatek mąż, jak
      widzi dziką furię w moich oczach, to nie dyskutuje, tylko łapie za odkurzacz i
      śmiga z nim po mieszkaniu. Bałagan nie jest więc u nas problemem, bo w
      umiarkowanym stopniu nam nie przeszkadza, a kiedy przekracza pewien próg,
      jestem już wystarczająco zmotywowana, by dać sobie z nim radę.
      • pampeliszka Re: praca nad sobą 06.02.06, 11:23
        A wiesz, Mooh, ze ja mam tak samo? Do pewnego momentu mi balagan nie
        przeszkadza, ale jak go juz zobacze, to Wielkie Sprzatanko. Ewentualnie kiedy
        mnie Malgol wkurzy strasznie, to tez ide odreagowac myjąc i czyszcząc.
        Enja, jak mam poczucie, ze za duzo rzeczy mi sie nazbierało do załatwienia, to
        sobie w notesie robie liste i po kolei załatwiam, bo widok przekreslonego
        zadania (czyli skonczonego)dziala na mnie dopingujaco w stosunku do innych.
        Poza tym, kiedy byłam zmuszona w ciazy 3 m-ce spedzic w lozku, musiałam sie
        nauczyc delegowac zadania na meza...
        • mooh Re: praca nad sobą 06.02.06, 11:25
          Delegowanie obowiązków jest bardzo istotnym elementem sprawnego zarządzania smile
          • wenus.z.willendorfu Re: praca nad sobą 06.02.06, 11:27
            otóż to!
            Czyli jak męża zawsze oddelegowuję do mycia garów, to jestem super
            zarządzającym menadżerem? wink
            • xemm1 Re: Wenus ... 06.02.06, 11:32
              topowi menadżerowi powinni uczyć się od Ciebie wink)
              • wenus.z.willendorfu Xemm, jak to miło, że ktoś mnie docenia :-))) 06.02.06, 11:35

                • xemm1 Re: Xemm, jak to miło, że ktoś mnie docenia :-))) 06.02.06, 11:36
                  nie tylko docenia, ale i podziwia wink
                  ech tą wazelinę to już we krwi mam wink))))
              • pampeliszka delegowanie 06.02.06, 11:35
                mialam kiedys z tego całodzienne szkolenie, hehe, gdyby wiedzieli, do czego mi
                to jest w praktyce potrzebne, to przez samczą solidarnosc by raczej mnie
                wyrzucili...
                • xemm1 Re: delegowanie 06.02.06, 11:38
                  Pam chyba powinnam wyskrobać moje stare notatki dotyczące "Zarządzania zasobami
                  ludzkimi" ...
                  • pampeliszka Re: delegowanie 06.02.06, 11:41
                    oj, powinnas, powinnas...moze sie czegos nauczymy?
                    • mmala6 Re: delegowanie 06.02.06, 12:53
                      O! to ja mam jak Mooh i Pam z tym sprzataniem i jak Wenus z delegowaniem meza
                      (tyle, ze nie do garow a do innych rzeczy).
                      Enja, wydaje mi sie ,ze moglabys troszke wyluzowac i nie denerwowac sie na
                      siebie sama.Za "stara dupa" jestes, zeby zmieniac swoje nawyki i charakterwinkJa
                      tez nie prasuje na biezaco tylko czekam az sie uzbiera, w koncu to bardziej
                      ekonomicznie niz co dwa dni rozkadac deske do prasowaniawinkWidocznie nie
                      przeszkadza Ci to az tak, zeby miec silna motywacje do zmian.A jak Ci az tak nie
                      zalezy, to po co sie tym przejmowac?
                      U nas jest, z reguly, raz w tygodniu sprzatanie porzadne tj mycie lazienki,
                      scieranie kurzu, porzadne odkurzanie z odsuwaniem sofy i lozeczka Matka.Mniej
                      wiecej co drugi dzien odkurzanie, zazwyczaj ja ale czasem tez maz jak jest w
                      domu.Codziennie zamiatanie - i ja i maz(nie mamy dywanow i wszystko widac na
                      podlodze).Pranie gdzies tam w miedzyczasie, w koncu to pralka pierze.Zmywanie
                      tez, bo zmywa zmywarka.
                      Czasem jest tak,ze maz ma swoj dzien i sam wszystko sprzata a najczesciej mamy
                      sektory i sprzatamy razem (mysle o tym sprzataniu raz w tygodniu, nie codziennym).
                      Prasowania nie mam zbyt wiele, bo tylko koszule meza, jakies tam swoje koszulki
                      po domu i spodnie.To wszystko.Wiec raz w tygodniu, raz na 10dni nam wychodzi.

                      Przeciez sprzatanie czy sprawna organizacja nie moze Ci spedzac snu z
                      powiek.Dajze spokoj! a najwazniejsze,ze widzisz ze nie jestes konsekwentna itp
                      To juz duzy krok do przodu.Moj maz np jest mega spoznialski i absolutnie nie
                      konsekwentny ale w ogole tego nie widzi.Wprost przeciwnie, i co takim zrobic?wink

                      Tak posmedzilam troche nie na temat, jak cos madrego wymysle, to napisze jeszczesmile
                      • mooh Re: delegowanie 06.02.06, 12:57
                        Mój mąż na szczęście sam sobie prasuje koszule, bo ja nie cierpię tego robić
                        • mmala6 Re: delegowanie 06.02.06, 13:00
                          nie cierpie to moze za duzo powiedziane, nie nalezy to jednak do moich
                          ulubionych zajec.Kiedys sie na meza wkurzylam i powiedzialam,ze juz mu nie bede
                          koszul prasowac.Powiedzial,ze sam sobie wyprasuje, w koncu za kawalera to
                          robil.I prasowal jedna koszule 45min.No zal mi go bylo, bo ja w tym czasie
                          wyprasowalabym wszystkie.
                          • mooh Re: delegowanie 06.02.06, 13:02
                            Mmala, pozwól mu dojść do wprawy. Kiedyś prasowałam koszulę szybciej niż mąż, a
                            teraz to jest debeściak.
                    • izka_74 Re: delegowanie 06.02.06, 13:01
                      Ech... jakie Wy wszystkie wyedukowane w delegowaniu jesteście wink
                      U nas kryzys sprzątaniowy zwykle w weekendy przychodzi, bo słońce mamy w
                      pokojach przed południem. W tygodniu więc, wracając do domku popołudniem, w
                      łagodnie przytłumionym blasku lamp, brudu za bardzo nie widać smile Za to w
                      sobotni poranek przy miłej kawie i lekturze GW nagle zauważam kurz na meblach,
                      brudne okna, stertę prasowania. Są wtedy dwie możliwości: scedować opiekę nad
                      Pawełciem na tatusia i rzucić się w wir sprzątania. I drugi – udać się do kogoś
                      z wizytą i wrócić popołudniu. Bardziej kusząca jest zwykle opcja nr 2 wink
                      A reszta wda... cóż, to już tylko gruntowna psychoterapia by wyprostowała, ale
                      taka się w najbliższym czasie nie zapowiada smile
      • ibanerekpl Re: praca nad sobą 24.11.25, 13:57


        ⭐ Komentarz

        Twój opis jest bardzo autentyczny i pokazuje realny, codzienny mechanizm, który wiele osób zna z własnego życia: dopóki bałagan nie przekroczy pewnego progu, nie przeszkadza — a kiedy ten próg zostanie przekroczony, pojawia się impuls do działania.
        To naturalny sposób funkcjonowania, związany z tolerancją na bodźce, progiem wrażliwości i mechanizmem motywacji opartej na napięciu.

        Podoba się też element humoru i samoświadomości — to sprawia, że tekst jest lekki, przystępny i łatwo się z nim utożsamić. Bardzo dobrze uchwyciłaś dynamikę między Tobą a mężem. Jest w tym i realizm, i ciepło, i szczypta ironii.


        ---

        ⭐ Rada

        Jeśli chcesz, aby takie sytuacje były mniej stresujące, warto rozważyć dwie rzeczy:

        1. Zauważanie pierwszych sygnałów, że otoczenie zaczyna Cię drażnić — zanim pojawi się „szał”.
        To pozwala zareagować spokojniej, jeszcze zanim poziom napięcia skoczy.


        2. Małe, szybkie rytuały porządkowe, które nie muszą być codzienne, ale np. 5 minut „błyskawicznego ogarniania” co drugi dzień.
        To często zmniejsza nagłe wybuchy frustracji.



        Jeżeli jednak Wasz system działa — nie powoduje konfliktów, a wręcz mobilizuje do sprzątania — to nie ma potrzeby go zmieniać. Każdy dom rządzi się własną dynamiką, a najważniejsze, że u Was to działa.


        ---

        Pozdrawiam iBanerekPL . Zapraszam na mój blog www.drogadosiebie.blogi.pl
    • enja11 Re: praca nad sobą 06.02.06, 14:18
      No dobra dziewczyny, a co z poważniejszymi niż sprzątanie sprawami? Angielski
      (już niedługo tylko "hellou" będę pamiętać), książki trochę ambitniejsze niż
      Chmielewska (brak mi sił na wysiłek umysłowy), szukanie pracy, a przede
      wszystkim wymyślenie gdzie ja chcę pracować. Brak mi pomysłów, a w odkładaniu
      na potem jestem mistrzemwink)
      Problem chyba leży w tym, że "wolne" to ja mam wieczorami, a wtedy najczęściej
      padam na twarz i nie mam siły, ani ochoty na twórcze myślenie. Wtedy też
      nadchodzi czas podsumowań i obiecywania sobie, że jutro napewno się tym zajmę,
      zrobię listę, będę systematyczna i zorganizowanawink)
      To nie jest też tak, że mi cały czas sen z powiek spędza. To są raczej napady:
      co jakiś czas mam doła, że stoję w miejscu. Jachu jest dla mnie radością, ale
      też usprawiedliwieniem. Ale zdaję sobie sprawę, że są kobiety, które mimo
      dziecka (a może właśnie dzięki niemu) mają czas na wiele więcej rzeczy niż ja.
      Problem leży chyba w tym, że nie umiem sobie zorganizować czasu, a także
      sprawić, żeby wieczorem mieć trochę więcej energii (chyba się uraczę mydłem i
      gąbkąwink) Kurde, nie umiem tego do końca ubrać w słowa i sprecyzować i chyba
      dlatego tak się miotam.
      • izka_74 Re: praca nad sobą 06.02.06, 14:21
        Tym razem całkiem serio - daj sobie czas. Naprawdę urodzenie dziecka tak
        przewraca wszystko do góry nogami, że potrzeba czasu aby na nowo zacząć
        interesować się innymi rzeczami, niż dziecko i aby lepiej dawać sobie ze
        wszystkim radę. Jak się będziesz dołowała, że inni radzą sobie lepiej, to na
        pewno nic się od tego nie polepszy. Może inni mają pomoc od kogoś z bliskich,
        może stać ich na wynajęcie pomocy do sprzątania, a moze po prostu robią na
        tobie takie wrażenie (często to się zdarza). Olej to i ciesz się beztroskim
        czasem z dzieckiem, bo on się szybko kończy! smile
      • pampeliszka Re: praca nad sobą 06.02.06, 21:20
        Enja, po angielsku zacznij czytac, co lubisz. Np. Harrego Pottera. I ogladac-
        polecam serial Despered Housewifes, wlasnie wczoraj zaczelismy z mezem i sie
        szykuje na cały luty i marzec, hehe, bo tego duzo.
        Ja tez mam swiadomosc, ze powinnam WIECEJ i CZESCIEJ uczyc sie czeskiego, staram
        sie codziennie ogladac wiadomosci i potem na drugi dzien czytac gazety,zeby
        utrwalac, ale gramatyke straszliwie mam zaniedbana. Nie chce mi sie, tak po prostu.
        Tez nie wiem, co bym chciala robic, kiedy Malgos podrosnie. Nie wiem tez, czy
        wrocimy do Polski czy zostaniemy w Czechach, co troche mi przeszkadza w
        podejmowaniu decyzji.Od czasu do czasu pojawia sie jakaś propozycja (ktos nas
        wyłapuje na gg i proponuje wspołprace polsko-czeska), a ja sie nie moge zebrac i
        zdecydowac, czy chce czy nie chce.
        Ale wiesz co? Jakos mnie to nie dołuje (pewnie dlatego,ze jem magnez,
        hehe).Wszystko w moim zyciu ma swoj czas i swoje miejsce i jestem pewna, ze
        teraz tez wszystko jest tak, jak byc powinno. Moge sobie spokojnie zyc i sie
        cieszyc z kazdego dnia z Malgosiem.I sie tak po prostu zwyczajnie ciesze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka