Jak pewnie wiekszosc z Was wie Matus BYL dzieckiem, ktore raczej umialo samo
zasnac.Polozony do lozeczka w odpowiednim momencie pomruczal sobie do
pieluszki i zasypial.Zarowno wieczorem, choc rzadziej bo czesto zasypia przy
kaszce, jak i w dzien.Do czasu....ostatnie tygodnie moj maz upodobal sobie
wieczorne karmienia.Chwala mu za to, alleluja ale on karmil i potem lulal
Matusia dopoki nie zasnal na rekach.Sprawialo mu to ogromna przyjemnosc
(mezowi, choc Matkowi pewnie tez) i czesto gesto zasypial na fotelu razem z
Mlodym.Wszystko pieknie ladnie, wiez ojca z synem i syna z ojcem sie
zasciesnila ale tym sposobem Mateusz oduczyl sie samodzielnego zasypiania.Nie
przeszkadza mi usypianie go dwa razy na dobe, nie jest to uciazliwe ani
meczace, wprost przeciwnie.Same wiecie jakie to cudne uczucie jak sie pyszczek
wtula w serce

A czasu zajmuje to naprawde niewiele, 5 min to jest
maksimum.Problem niestety pojawia sie w nocy.Mateusz sie przebudza, powiedzmy
o 3-ej w nocy i trzeba go wziac na rece, usiasc z nim i go utulic.Wczoraj go
tak tulilam ponad godzine w srodku nocy.Odlozony do lozeczka darl sie, ze
pewnie Xemm go slyszala!
Zbesztalam meza za te niecne praktyki, bo oczywiscie w nocy to on nie wstaje,
spi jak susel i traba powietrzna by go nie obudzila.
Dzis probowalam polozyc Mateusza po staremu, czyli dostal kaszke, troszke
przytulanka i do lozeczka.Hehehe, glupia naiwna stara matka!Plakal tak
rzewnie, ze sie zlitowalam.Na rekach-cisza, czyli normalka.Tylko sie zblizam w
okolice lozeczka-ryk.Zawolalam wiec meza i ten go uspil po swojemu czyli na
rekach.A teraz mysli jak naprawic dziecko......
I niech mysli!