z1mka
18.04.06, 15:30
nie mam już siły...
radośc z macieżyństwa spakowała walizki i wyskoczyła z dziesiątego piętra a ja
mam ochotąę skoczyć zaraz za nią...
kocham moje dziecko nad życie i nie mogę patrzeć jak od rana do godziny 15 zje
jedyne 100 ml kaszki...
mam dość modłów przed posiłkiem "Boże, żeby choć coś zjadła" w trakcie posiłku
"Boże, niech zje jeszcze troszkę" i po posiłku "Boże, czemu ona nie je"
Przed chwilą prawie dostałam furii i zgniotłam butelkę, moje dziecko ryczało i
łaziło za mną zasmarkane a ja nie miałam ochoty ją wziąć na ręce, nie
potrafiłam jej przytulić... wymiękłam kompletnie...
Taka jestem, taka, a nie inna, inna nie będę, a moje dziecko zasługuje na
bardziej cierpliwą matkę...
to gdzie jest to dziesiąte piętro?
Podobno są jakieś lekarstwa na brak apetytu... tylko jakie! I jak mam się ich
domagać od mojego lekarza, dla którego jest wszystko okej! Jestem gotowa lać w
maryśkę nawet piwo, żeby tylko miała lepszy apetyt. Nie wiem o co jej chodzi,
bo poza tym ładnie się bawi, jest zadowolona, biega, śmieje się... skąd ona ma
tyle siły skoro nic nie je...
Naprawdę mam ochotę się pochlastać i nie trafiają do mnie argumenty Wiliama
S., że "jeśli umrę sam na sam ze światem Cię zostawię"... Marysiu