Muszę, no muszę...
Siedzę sobie (wyleczona z okropnego bólu głowy, który towarzyszył mi od rana
uffff...) szukając materiałów potrzebnych do pracy, ukradkiem popisuję na
forum, a dziecię moje szwęda się po bibliotece, gubiąc kredki i flamastry, i
co jakiś czas przychodzi do mnie po biszkopta (dzisiaj dzień słodyczy) "Mama,
ciacio" - słyszę z niepokojącą częstotliwością (co 2 minuty mniej więcej).
W końcu po kolejnym "Mamo, ciacio" patrzę na dziecię głeboko wzdychając: "O
Boże, znowu ciastko?" "Tak" -potwierdza dziecię gorliwie, żeby nie było
wątpliwości. Daję jej biszkopta. Za 2 minuty dziecko podchodzi i woła "Mamo,
ciacio, o boszsze!".

)))))