Mój synek w nocy miał zły sen, obudził się, płakał... "Antoś nie będzie
jatał! Antoś nie będzie jatał!" - tak powtarzał, a ja go uspokajałam, jak
umiałam najlepiej: oczywiście, że nie będziesz latał, teraz śpij, przytul się
do mamusi albo do tatusia i śpij, to był tylko sen, jesteś w domu i tak
dalej, i tak dalej. Z pół godziny nam tak zeszło w nocy, zanim zasnął w
naszym łóżku.
Rano wszystko było OK., miło i wesoło, śniadanko, wygłupy, dopóki nie
zaproponowaliśmy, że pójdziemy na plac zabaw. To nasze wesołe i rozbrykane
dziecko zmieniło się nie do poznania - zaczął płakać, zasłonił rączkami
buzię, wyjęczał, że nie pójdzie "kap babaw", chce zostać w domu z mamą i
tatą, rozpaczał, nie chciał dać się ubrać... Zdeterminowany był bardzo. Znów
pojawiły się słowa, że "nie będzie jatał", co mi przypomniało jego nocne
koszmary. Zaczęliśmy wypytywać, trochę ciężko to szło, jak to z dwulatkiem,
ale chyba ustaliliśmy, co takiego zaszło na "kapu babaw", że mały ma uraz.
Otóż: jakiś pan zbił swoje dziecko!!!...

(
W opowieści małego brzmiało to tak, że: pan zjobił chopcu pach, pach i
ksiciał, a Antoś się bał. Co krzyczał, mały nie umiał powtórzyć, ale domyślam
się, że "nie będziesz latał" czy coś w tym rodzaju, bo skądś się takie słowa
w tym koszmarze musiały wziąć. Synek pokazywał też na swoje ramię, ale ciężko
było się dopytać, czy to tamten chłopiec dostał w ramię, czy może Antoś. Mały
raz mówił, że on, a raz że tamten "chopec".
Babcia, która wtedy była z Antosiem, żadnej takiej sytuacji sobie nie
przypomina, co przynajmniej uspokaja nas co do tego, że Antoś nie został
uderzony - to na pewno by zauważyła, bo by jej od razu od tym powiedział.
Tak tak chciałam się wyżalić na durnych rodziców krzywdzących swoje dzieci
i przy okazji cudze...