anbull
14.11.07, 21:58
..., no bo jak nazwać sytuację, w której 22 miesięczne dziecko
będące na 5 dniowym pobycie z tatą poza domem zaczyna szarpać za
pieluchę/spodnie, ciągnąć tatę za rękę (mało mówi) do WC jak chciało
siku...., a po powrocie do domu nastąpił regres. Na pytanie czy chce
siku tradycyjnie kreci głową. W zasadzie jedyny sposób na posadzenie
małego zbója na nocnik to wprowadzona reguła - jak piszczy budzik
(nastawiany przeze mnie) to idziemy na nocnik. Działanie jest dobre
(nie wprowadza stresu) o ile mały wcześniej nie napełnił pieluchy.
Jeszcze przed wyjazdem bywało, żę na hasło "tata nocnik" w trakcie
przebieranie syn potrafił powstrzymać sikanie, az mąż dostarczy
nocnik. Bywało również, żę syn strasznie się denerwował przy
zakładniu pieluchy jak chciała siku, w takich styuacjach sam biegł
na nocnik.
Mam wrażenie,żę przespałam właściwy moment chociaż na "częściowe"
odpieluchowanie syna. Przecież dzieci są bardzo sprytne i zadziwjają
nas wieloma rzeczami, robią gigantyczne postępy z dnia na dzień.
Niespełna 3miesięczne dzieci ciągnie się na basen, potem uczy się ję
jeść sztućcami, pić z kubeczka,a na nocnik się chucha i dmucha.
Po moich doświadczeniech z synem nie uważam zeby sytwierdzenie
superniani, żę nocnik to "praca dziecka, a nie rodzica" było
właściwe. Jak malucha odpowiednio wcześniej nie zaznajomimy z
różnymi sprzętami to będzie się ich poprostu bało. NIe mam na myśli
przeprowadzenie wojen domowych,bo one na pewno niczemu dobremu nie
służą, ale czekanie aż dziecko samo zrezygnuje z pieluchy nie wydaje
mi się właściwe i trochę przeraża mnie myśl 3-latka goniacego w
dzień z pieluchą.