Dodaj do ulubionych

zmuszac czy dac sobie spokój.. pomocy

26.06.08, 00:35
kochani mój mały ma 5 lat ogólnie jest chudym ..żywym ..
ruchliwym.. niejadkiem.
od kilku miesiecy mieszkamy z moim nowym partnerem.... ktory jest
ojcem dla mego i swego syna...
ostatnio narasta konflikt... bo mój syn ma upatrzone potrawy i za
nic w świecie nie chce spróbowac nic nowego.. ( w jego jadłospisie
sa.. kluski ,pierogi, nalesniki...rosół i pomidorowa danonki.. parówki
i kakao ) nic wiecej moz e nie istniec.. jedynym owocem które czasem
zje to jabłko...a warzywem ..to marchewka (ale z wielkim bólem)
kiedys nie był tak wybredny.
ja unikając nerwów małego ..placzu ....godze sie ..i raczej gotuje
pod małego... lub specjalnie dla niego.
nigdy sie nie zdazyło aby syn zjadł na obiad to co my.
mój partner wymysla rozne sposoby aby urozmaicic malemu diete...ale
ciagle jest to samo... on nie zje bo nie lubi bo on tego nie
je....!!!!
mój partner... na to . to w takim razie wstan i idź do pokoju...i
tu sypie sie tysiace kar" "zero tv, nie czytamy bajek, nie jemy
czekolady.... zero roweru..... ja sie zameczam bo dziecko głodne
siedzi w pokoju i płacze......ale nie poddaje sie ... i powtarza z
uporem ż e on nie zje bo nie lubi!!!!!
ta sytuacja staje sie stresujaca i wykańcza mnie powoli... nie moge
pozwolic aby maly tak stresowal sie przy posilkach... jednoczesnie
uwazam że mój artner tez ma racje ... mały powiniemnn jesc to co
wszyscy a nie tylko to co lubi...

rany ... czy i jak zmusic małego do normalnego jedzenia...jak
zachecic do próbowania potraw,,,, czy te kary sa dobrym pomyslem....
czy macie inne sposoby....jak było /jest u was?????????
Obserwuj wątek
    • mearulezz Re: zmuszac czy dac sobie spokój.. pomocy 26.06.08, 00:48
      moze porozmawiaj z partnerem.
      powiedz to co napisalas tutaj.
      facet niedawno zamieszkał z wami, zamieszal w Waszym zyciu. Moze najpierw niech
      zbuduje autoryteet u twojego syna za pomoca ciepla szacunku, przyjazni a nie za
      pomoca kar, zakazow i nowych reguł.
      • alexolo Re: zmuszac czy dac sobie spokój.. pomocy 26.06.08, 00:54
        ale ja nie prosze o pomoc w sprawie mego partnera.... bo uwazam że ma
        racje irytujac sie ,..jak mały ostentacyjnie.. neguje wszuystko co mu
        podajemy.... .. nie godze sie na te kary... które wynikaja z naszej
        niemocy...a potem okazują sie niekonsekwentne...ale nie o to chodzi

        jakimi sposobami namawiace niejadki do probowania nowego... czy wogle
        namawiacie dzieci do jedzenia czy ... godzicie sie na
        niejesdzenie....liczac ze w końcu zgłodnieja ??????
        wiem ż e dzieci sa rózne .. np moje chrzesnice jedzą wszystko.... nawet
        łagodne flaki szpinak i kaszanke
        ale s a niejadki .....zmuszac czy nie?
        jakie fortele stosowac?
        • faq Re: zmuszac czy dac sobie spokój.. pomocy 26.06.08, 15:16
          > ale ja nie prosze o pomoc w sprawie mego partnera...

          a własnie temu sie powinnas przyjrzec. Dla dziecka obcy facet nie stanie sie z
          dnia na dzien autorytetem, a stosowanie szykan dotyczacych jedzenia to juz
          barbarzynstwo. Mozecie mu obrzydzic przyjemnosc probownia i jedzenia do konca
          zycia. Spojrz na to z innej strony, nie dosc ze rewolucja bo pojawil sie Twoj
          partner to jeszcze stosuje jakies drakonskie metody rodem z horroru. Skoro
          wczesniej nie robilas problemu z powodu jedzenia wybranych potraw to co sie
          zmienilo? Nie uczynisz z niejadka smakosza stosujac presje.. nie nauczyl sie
          wczesniej jesc roznorodnie to teraz troche za pozno - dzieci maja przywiazanie
          do rytualow a co za tym idzi sa bardzo konserwatywne - tak buduja swoje poczucie
          bezpieczenstwa. A wy zamiast budzic w nim ciekawosc tylko usztywniacie wzajemne
          pozycje.
          Powtarzam jedzenie musi byc przyjemnocscia - w milej atmosferze, bez presji, bez
          szykan, wtedy jest szansa, ze dziecie 'ocieplone' odwazy sie na eksperymenty.
          Wyobraz sobie, ze nowy facet wprowadza sie do Twojego domu i zada wyrafinowanego
          seksu grozba... jakbys sie czula?
        • osa551 Re: zmuszac czy dac sobie spokój.. pomocy 26.06.08, 16:48
          > ale ja nie prosze o pomoc w sprawie mego partnera.... bo uwazam że ma
          > racje irytujac sie ,..jak mały ostentacyjnie.. neguje wszuystko co mu
          > podajemy.... .. nie godze sie na te kary... które wynikaja z naszej
          > niemocy...a potem okazują sie niekonsekwentne...ale nie o to chodzi

          Twojemu dziecku już wystarczy stresu, że wprowadziłaś mu do domu obcego faceta,
          a Ty jeszcze pozwalasz, żeby ten obcy facet karał Twojego synka.
          BRAWO!!!!!!!!!!!!!!! sad

          Kluczem do jedzenia jest brak zmuszania i kar. Jeśli Twój partner tego nie wie,
          to może niech nie wychowuje dzieci, a szczególnie cudzych. Karami jeszcze
          pogłębia niechęć Twojego synka do jedzenia. Żal mi Twojego dziecka.
        • babcia47 Re: zmuszac czy dac sobie spokój.. pomocy 27.06.08, 14:01
          postawić jedzenie takie jak dla wszystkich..i dac wybór: je albo
          nie..jeżeli twierdzi, że mu nie smakuje lub tylko grzebie a jedzenie
          wystygło..zabrac talerz i "zwolnic" syna z obowiazku siedzenie przy
          stole..nastepny posiłek w porze, kiedy jecie go wszyscy, to samo co
          wszyscy..bez zadnych przekąsek i słodyczy miedzy posiłkami..do
          picia, woda lub niesłodzone soki. Im mniej zainteresowania i nacisku
          na jedzenie z Waszej strony tym lepiej..jak zgłodnieje bedzie jadł
          wszystko i bez problemu a robienie z tego "problemu" tylko Młodego
          niepotrzebnie "nakręca"
          • alexolo TO PRAWDA!!!!!!! 27.06.08, 17:04
            A TWOJA KONCEPCIA ZGADZAM SIE W 100%

            NIE MOŻNA Z DZIECI ROBIC ŚWIETYCH KRÓW...choc i tak sa
            najwazniejsze... nie wiedze sie w gotowaniu 4 róznych
            obiadów... niestac mnie na to.. u mnie w domu w zyciu
            tego nie było... ale najwazniejsze aby nie robic z tego
            problemu...i nie nagłaśniac w domu sprawy jedzenia do
            skrajnosci
            zauwazyłam z e mój syn ucieka sie do fortelu i niechcac
            jesc ...twierdzi ż e boli go brzuch.... oczywiscie to tylko
            wybieg.....
            powiedziałam mu wczoraj ż e nie musi go bolec
            brzuch ...jesli nie chce juz jesc... wystarczy ż e powie"
            najadlem sie dziekuje!!!!
            i zadziałało.. przy deserze po kilku łyzkach budyniu...juz
            sie wiercił... a ja go zapytałam o co chodzi....a on
            elegancko wyrectował moje słowa... mimo niezjedzonego budyniu
            poczułam ulge i synek pewnie tez!!!!!

            babcia47 napisała:

            > postawić jedzenie takie jak dla wszystkich..i dac wybór: je albo
            > nie..jeżeli twierdzi, że mu nie smakuje lub tylko grzebie a
            jedzenie
            > wystygło..zabrac talerz i "zwolnic" syna z obowiazku siedzenie
            przy
            > stole..nastepny posiłek w porze, kiedy jecie go wszyscy, to samo
            co
            > wszyscy..bez zadnych przekąsek i słodyczy miedzy posiłkami..do
            > picia, woda lub niesłodzone soki. Im mniej zainteresowania i
            nacisku
            > na jedzenie z Waszej strony tym lepiej..jak zgłodnieje bedzie jadł
            > wszystko i bez problemu a robienie z tego "problemu" tylko Młodego
            > niepotrzebnie "nakręca"
    • malwa85 Re: zmuszac czy dac sobie spokój.. pomocy 26.06.08, 00:54
      Moim zdaniem te kary są bardzo złym pomysłem.Jeszcze bardziej zniechęcasz
      dziecko do jedzenia.Jedzenie będzie kojarzyło mu się z czymś złym.Dziecko w tym
      wieku jest bardzo uparte i zapewne postawi na swoim a i często będzie robiło na
      przekór dla samej zasady.Skoro dziecko jest zdrowe nie ma anemii,nie brakuje mu
      witamin to nie można robić z tego powodu wielkiej tragedii i żądać,aby z dnia na
      dzień całkowicie zmieniło swoje dotychczasowe nawyki żywieniowe.Ja bym
      codziennie proponowała jakąś inną rzecz niż ta z listy produktów dziecka,ale
      jeśli by nie chciało to nie i koniec.Nie zmuszać na pewno z czasem wszystko mu
      się odmieni.A teraz jest całkowicie zniechęcone przez atmosferę jaka panuje
      przy jedzeniu.Porozmawiaj z partnerem,żeby nie naciskał tak na
      dziecko.Pozdrawiam i wytrwałości życzę i cierpliwości.
      • alexolo dzieęki z a konstruktywną odp 26.06.08, 01:00
        a o z tym" póki nie zjasz nie wstaniesz od stołu"
        ja pamietam te metody z dzieciństwa...

        ja bym odpusciła... mnie zmuszano do jedzenia ..jedzenie było bardzo
        wazne w zyciu rodziny..duzo sie o tym mówilo i przywiazywało wage i ....
        teraz... od 25 lat walcze z otyłoscia ... bezskutecznie.....jedzenie jest
        nadal dla mnie bb wazne.
    • malwa85 Re: zmuszac czy dac sobie spokój.. pomocy 26.06.08, 01:09
      Mnie niestety również zmuszano do jedzenia.Moja najczęstsza kara to było nie
      odejdziesz od stołu póki nie zjesz.I doskonale pamiętam,że czasami nawet miałam
      ochotę spróbować czegoś,ale nie próbowałam po złości.I wiele godzin
      przesiedziałam sama w pokoju gapiąc się w talerz.I nigdy się nie
      złamałam.Rodzice skutecznie zniechęcili mnie do wszelkiego jedzenia.Zmieniło to
      się dopiero jak pojechałam na klasową wycieczkę i zobaczyłam,że nie trzeba jeść
      z płaczem a jedzenie może być przyjemnością a nie karą.Ja niestety również mam
      niejadka i wybredniocha.Ale nie zmuszam tylko proponuje.Nie to nie świat się nie
      zawali jak nie zje tego co my.
    • ik_ecc Re: zmuszac czy dac sobie spokój.. pomocy 26.06.08, 01:52
      Pomijajac kwestie jedzenia - Twoj parnter wybral sobie doskonaly
      sposob na staly konflikt z Twoim synem. Przybrany rodzic nie
      powinien byc od dyscypliny. Tylko biologiczny rodzic ma w oczach
      dziecka "prawo" do karania i narzucania - jesli to przybrany rodzic
      bierze to na siebie, konflikt jest murowany, syn na pewno bedzie sie
      przeciwstawial i dosyc szybko zrobi sie w Waszej rodzinie bardzo
      brzydko. To WY powinniscie sobie te sprawe najpierw wyjasnic miedzy
      soba, umowic sie na wspolny front, i to TY powinnas egzekwowac
      cokolwiek tam wymyslicie.
    • alika77 Re: zmuszac czy dac sobie spokój.. pomocy 26.06.08, 06:05
      Wyglada na to, ze cale pokolenie (albo i pokolenia) Polakow
      wyrastaly slyszac "nie odejdziesz od stolu dopoki nie zjesz"... Ja
      tez to slyszalam, jak rowniez (choc jak przez mgle) pamietam babcie
      wciskajaca mi kolejny kawalek "za mamusie, za tatusia"... A rodzine
      liczna mialam wink U mnie zaskutkowalo to sklonnosciami do anoreksji
      i nawet dzisiaj, po 10 latach od opuszczenia domu jak jestem u
      rodzicow i mama proponuje cos do zjedzenia to odruchowo
      mowie "nie",uswiadamiajac sobie po sekundzie, ze w sumie jestem
      glodna. I dlatego obiecalam sobie, ze swojego dziecka do jedzenia
      zmuszac nigdy nie bede.
      Moja corka rowniez "jadkiem" nie jest, kiedy karmilam ja piersia
      potrafila zadowolic sie 5-minutowym ssaniem (z jednej tylko strony)
      i wystarczalo jej to na pare godzin. Teraz (skonczyla 2 lata) staram
      sie znalezc kompromis, tzn. zupe robie raczej pod kontem tego, jakie
      ona lubi, ale juz drugie "normalne", cos co zjedza wszyscy. Chce -
      je, nie chce - nie je. Probowalam raz czy dwa wcisnac jej cos tam,
      ale mala ma przekorna nature (po mnie, haha), wiec dalam sobie
      spokoj. Bedzie glodna, zje. Co jakis czas proponuje jej nowe rzeczy,
      bo potrafi mnie zaskoczyc, przez miesiac nie chce spojrzec na
      marchewke, az tu pewnego dnia staje sie to ulubionym warzywem. A
      poza tym daje na luz, majac dostep do jedzenia z wlasnej woli
      dziecko sie nie zaglodzi.
    • mw144 Re: zmuszac czy dac sobie spokój.. pomocy 26.06.08, 08:32
      Nigdy nie zmuszałam dziecka do jedzenia, jak ma ochotę jeść makaron
      na przemian z frytkami przez dwa tygodnie 3 razy dziennie to proszę
      bardzo, smacznego. Po dwóch tygodniach sam przyszedł i poprosił o
      kotleta mielonego na obiad i jajecznicę na kolację. Nic tak nie
      zniechęca do próbowania nowych rzeczy jak zmuszanie do ich
      zjedzenia, a postawa Twojego partnera dodatkowo zniechęca dzieciaka
      do jedzenia wogóle. Posiłek ma się kojarzyć z przyjemnoscią a nie
      karą i płaczem.
    • monis250 Re: zmuszac czy dac sobie spokój.. pomocy 26.06.08, 08:50
      Moja córcia (4 lata) to też straaaaaszny niejadek i chudzielec , ale
      w odróżnieniu od Twojego syna je prawie wszystko. Też się
      gimnastykowałam żeby jadła więcej, prosiłam, groziłam. Wkońcu
      odpuściłam, "nie chcesz to nie jedz". Skończyły się prośby i namowy.
      Po prostu sobie odpuściłam. Teraz sama przychodzi i mówi, że jest
      głodna. Nie bardzo wiem jak radzić sobie w Twojej sytuacji, gdy mały
      je tylko kilka potraw, ale myślę że też odpuścić (przynajmniej
      spróbuj) jak chce jeść tylko parówki cały dzień to niech je. Uwierz
      mi, że wkońcu mu się znudzą i będzie chciał coś innego. Wydaje mi
      się, że ważne są też wspólne posiłki przy stole, a nie jedzenie w
      samotności. A propos kar, które stosuje Twój partner uwazam, że to
      nie jest dobry pomysł i to bardzo. Tak sobie myślę, że gdybym to ja
      miała te 5 lat to też nie jadłabym NA ZŁOŚĆ. Jeśli Twojemu synowi
      jedzenie będzie się kojarzyło tylko z karami, to sama sobie
      odpowiedz na pytanie czy tędy droga?
      pozdrawiam i życzę powodzenia
    • hanka13 Re: zmuszac czy dac sobie spokój.. pomocy 26.06.08, 08:58
      Pomysl generalny: przeczekac, w spokoju, i pozwolic dziecku jesc to
      co lubi (i cieszyc sie ze sa rzeczy ktore lubi!) zamiast zmieniac mu
      rodzinne posilki w pieklo.

      1. A dlaczego uwazasz, ze dziecko POWINNO lubic dokladnie to co wy?
      Dziecko to czlowiek, pamietaj o tym, i moze po prostu nie smakuje mu
      to co tobie wydaje sie smaczne... pomysl o tym.
      2. Jesli nie jest to sytuacja, ze ewidentnie jego niechec do
      konkretnej potrawy w danej chwili wynika tylko z checi "zrobienia na
      zlosc" twojemu partnerowi czy tobie, to naprawde - odpusc sobie.
      Wasze obecne postepowanie juz z pewnoscia doprowadzilo do tego, ze
      synek na mysl o wspolnym posilku pewnie od razu dostaje mdlosci... a
      jedzenie, zlaszcza rodzinny posilek, powinno byc dla dziecka
      przyjemnoscia! Moje wspomnienia z dziecinstwa to horror i terror
      jedzeniowy... do dzis dobrze pamietam to uczucie, ze zaraz
      zwymiotuje, i stale hasla "jak nie zjesz, to ...." i tu lista kar i
      zakazow. I po co?! Czy twoje dziecko stale choruje? czy masz
      ewidentne dowody, ze ma awitaminoze itp? czy jest ponizej norm
      centylowych? Jesli nie, daruj sobie i nie rob dziecku piekla na co
      dzien...
      3. Piszesz, ze maly ma swoje ulubione potrawy, i ze nigdy nie je
      tego co wy - tak na marginesie, rozumiem, ze nie jadacie w ogole
      takich rzeczy jak " kluski ,pierogi, nalesniki...rosół i
      pomidorowa .."? No a jesli to je chetnie, to sprobuj mu tylko od
      czasu do czasu urozmaicac te potrawy innym dodatkiem, np. nowy farsz
      do nalesnikow, inny dodatek do klusek (np sezonowo mus z truskawek),
      rozne pierogi... i uzbroj sie w cierpliwosc (i swojego partnera
      tez!) jesli nie bedzie mial na takie zmiany ochoty. Skoro ma 5 lat,
      to zanim poswiecisz godzine na gotowanie, spytaj go wczesniej, czy
      zje to co nowego robisz...
      4.Robienie problemu ze sprawy niejedzenia tego czy owego powoduje
      niewatpliwie nasilenie niecheci dziecka do jedzenia w ogole. No i
      eskalacja problemu naprawde nie pomaga w jego rozwiazaniu, ktore
      pewnie przyjdzie samo, z czasem, o ile na to pozwolicie. Ciagle
      karanie, naleganie, placz synka i wasze i jego nerwy to zadna metoda
      na spowodowanie, ze maly nagle zapala checią do innych smakow. Jesli
      masz watpliwosci, poradz sie psychologa - w tym momencie robicie
      dziecku krzywde, wybacz ale naprawde tak mysle (bazujac rowniez na
      moich wspomnieniach).
      5. Poczytaj sobie troche o fazach rozwoju dziecka - tak to bywa, ze
      dziecko uwielbia jakies smaki przez pol roku, a potem nagle nie chce
      nawet na to danie patrzec. Albo - jest chetne do probowania nowosci,
      a potem blok totalny i niczego nowego do ust nie wezmie... O ile nie
      powoduje to totalnego niedozywienia, to trzeba po prostu ze spokojem
      przeczekac...a zreszta, z tego co piszesz wynika, ze wlasnie teraz
      nie dojada i musi isc glodny do swojego pokoju...
      6. Pomysł kar, o ktorych piszesz... (hm, faktycznie swietny pomysl,
      zeby za kare dziecku nie czytac!)....i w ogole, karanie za to ze
      dziecko nie je to jest bzdura. Kara powinna miec związek z jej
      przyczyną - a lista kar ktora podajesz jest irracjonalna...
      Wasze reakcje, wasza negacja jego zachowania, nerwy itd juz sa dla
      dziecka ogromna kara i ciaglym stresem. Pomysl o tym.
      Choc nie wiem, czy wezmiesz sobie do serca te uwagi skoro myslisz,
      ze "mój partner tez ma racje ... mały powiniemnn jesc to co
      > wszyscy a nie tylko to co lubi..." - a dlaczego? czy ty na co
      dzien starasz sie jesc to co lubisz, czy to co wywoluje twoja
      niechec?
      Acha, moj synek tez jest niejadkiem, generalnie nie aprobuje nowych
      smakow, staram sie podsuwac mu ciagle to i owo z nowosci, ale
      spokojnie - jako dodatek do tego co lubi i wiem ze zje. Efekt - ja
      sie nie denerwuje, on nie ma stresu, i od czasu do czasu jakas nowa
      potrawa dołącza do jego zestawusmile I dziecko chetnie biegnie do stolu
      jak slyszy haslo "obiad" czy "kolacja".
      A jesli zdarza sie (niestety), ze pojawiaja sie ewidentne kaprysy,
      ze chce z pomoca jedzenia nami pomanipulowac, bo np. pol godziny
      wczesniej prosil o kanapki z szynka, a teraz "nie chce szynki!", to
      slyszy spokojne "chciales wlasnie to, przygotowalam, a jesli nie
      chcesz to nie jedz", a jesli maly probuje robic awanture, to
      ewentualna kara ma jakis zwiazek z jedzeniem - np. "jesli nie zjesz
      obiadu, to nie bedzie deseru" - i tyle.

      pozdrawiam i zycze rozsadku i spokojusmile,
      hanka
      • babcia47 Re: zmuszac czy dac sobie spokój.. pomocy 27.06.08, 14:18
        1. A dlaczego uwazasz, ze dziecko POWINNO lubic dokladnie to co wy?
        > Dziecko to czlowiek, pamietaj o tym, i moze po prostu nie smakuje
        mu
        > to co tobie wydaje sie smaczne... pomysl o tym.
        ..a dlaczego cała rodzina ma sie ograniczac do tego co łaskawie
        toleruje w menu dziecko? ..a jeżeli kazdy będzie miał swoje ulubione
        smaki, to mama ma przygotowywac 4 posiłki osobno dla
        kazdego?..pomysl o tym.
        Rozumiem, ze ktos moze mieć obrzydzenie do jakis produktów..jeden z
        moich synów nie jada majonezu, musztardy, chrzanu, sledzi, bigosu,
        niektórych zup, warzyw, wątróbki, kaszy gryczanej..czasem to bardzo
        ogranicza jadłospis pozostałych członków rodziny (sałatki, sosy) lub
        mnie zmusza do gotowania mu osobno..na szczęście pozostali
        jedzą "normalnie" bo inaczej stanowczo bym odmówiła "kucharzenia"
        • babcia47 Re: zmuszac czy dac sobie spokój.. pomocy 27.06.08, 14:20
          ps. mój syn juz dorosły..zostało mu..
    • karanissa Re: zmuszac czy dac sobie spokój.. pomocy 26.06.08, 09:18
      Sluchaj, to taki wiek. Dziecko ma swoj ulubiony repertuar potraw i
      niechetnie probuje czegos nowego. A im bardziej naciskasz, tym
      bardziej sie zacina w sobie.

      Ja mam bardzo podobnie. Moj synek ma niespelna 5 lat, ale niechec do
      probowania nowych potraw trwa juz jakies dwa lata. Menu bardzo
      podobne, jak w Twoim przypadku: wszelkiego rodzaju kluchy, pierogi,
      nalesniki, makaron, pomidorowa, rosol, frytki, od biedy kotlet
      panierowany z piersi drobiowej, na szczescie je duzo owocow i
      uwielbia jogurty i serki. Przepada za kanapkami, oczywiscie ciagle z
      tym samym: ser zolty, salami i ogorek. Co dziwne - w przedszlolu
      zjada wszystko oprocz - jak sam mowi - "szpinaku i pasty
      kielbasowej".

      Wiem, ze z tego wyrosnie. Nie zmuszam do jedzenia innych rzeczy, niz
      te ulubione. Wazne, ze zjada ich duzo i nie chodzi glodny.
      Oczywiscie krew mnie czasami zalewa, jak probuje namowic go do
      sprobowania czegos nowego. Metrowym kijem nie tknie takich potraw,
      gdzie wymieszane jest wiele skladnikow, typu gulasz czy duszone
      warzywa.

      Najbardziej serce boli mnie na wakacjach, gdzie zazwyczaj wykupujemy
      All Inclusive i zajadamy sie pysznymi, regionalnymi potrawami. Ale
      nie moj syn: on siedzi nad talerzem pelnym frytek (lub suchego
      chleba), a obok zielony ogorek sad I tak dzien w dzien sad Dobrze,
      ze sniadania przynajmniej w takich przypadkach zjada obfite, bo
      zawsze sa jakies platki i mleko. Potrafi wtrabic 3 miseczki - za
      kazdym razem inne platki.

      Tak wiec moja rada: nie stresuj sie, odpusc, nie namawiaj, gotuj
      codziennie te pomidorowa, a do tego kluchy. Trudno, w koncu to minie.
    • loola_kr Re: zmuszac czy dac sobie spokój.. pomocy 26.06.08, 09:28
      Zmuszanie dziecka do jedzenia jest złym pomysłem a karanie za
      niejedzenie jeszcze gorszym.
      Niech je to, co lubi. Z czasem polubi inne rzeczy.
      Moja córka ma też ulubione potrawy i też czasami się denerwuję, że
      nie je tego co my (młodszy je) ale odpuszczam. Dostaje to, co lubi.
      Czasem nalegam, żeby coś spróbowała ale jak nie chce to zmuszam.
      Jezeli zje troche i mówi, ze juz się najdał pytam raz czy może zje
      jeszcze trochę. jak nie to nie.

      A tak na marginesie to chyba niezbyt dobry początek wspólnego
      mieszkania z punktu widzenia dziecka...
      • damap Re: zmuszac czy dac sobie spokój.. pomocy 26.06.08, 10:07
        Karanie za niejedzenie? Co to za metoda? Takim sposobem spowodujesz
        jeszcze większą niechęć do jedzenia, a u dziecka pojawi się strach
        (jeśli już się nie pojawił) przed wspólnymi posiłkami. Jeśli nie
        zmienisz zasad, problem będzie narastał. Nie tędy droga. Odpuść
        sobie. Podawaj te posiłki, które lubi, po jakimś czasie urozmaicaj
        je, wprowadzaj nowości, ale niech w danej potrawie będzie
        podstawowy składnik, który syn lubi. Jeśli lubi kluski, rób je na
        różne sposoby, to samo z pierogami i naleśnikami (na słodko, na
        ostro, z różnym farszem). Proponuj co jakiś czas coś nowego,
        zachęcaj, ale nie zmuszaj. Moja młodsza siostra była niejadkiem,
        rodzice stosowali metodę zmuszania jej do jedzenia, efekt taki, że
        ma już 21 a do tej pory nie spróbowała jeszcze wielu potraw, bo jak
        twierdzi, źle jej się kojarzą z dzieciństwa. Nie lubi np. sosów, bo
        rodzice na siłę polewali jej ziemniaki sosem, kiedy ona chciała
        jeść same. Efekt- nie zje żadnego sosu, wybiera z niego samo mięso
        i je z suchą kaszą lub ziemniakami. Jedymym sosem jaki zje jest
        pomidorowy do spagetti, ale tylko dlatego, że spóbowała go na
        jakiejś imprezie i to całkiem niedawno. Jak to kiedyś ktoś
        napisałam mądre zdanie "Wychodować niejadka jest bardzo łatwoi-
        wystarczy go zmuszać do jedzenia". A przecież jedzenie to ma być
        przyjemność a nie KARA.
        A najgorsze w tym co napisałaś jest to, że to Twój partner
        wprowadził te kary i to on je stosuje, a Ty stoisz obok. Nic
        dobrego z tego nie wyjdzie.
        • alexolo dziewczyny dziekuje 26.06.08, 10:39
          siedze i czytam wasze opinie....płacze i smieje sie na przemian... bo
          widze z e moj mały nie jest wyjatkiem...
          ja mam identyczny pogląd jak wy... ja bym nie zmuszała.. bo maly miał
          juz rozne fazy jedzeniowe....no ta trwa juz od 1,5 roku.. to mnie
          niepokoiło...

          czy podawac dziecku jakies witaminy..????????

          .. bo on na prawde z owocow to 1 jabłko i marchweke na miesiac... no
          czasem banan
          kiedys jadł szpinak ...pomidory i ogórki

          macie racje biore stery w swoje ręce... wiem z e nie jest z a poźno
          ..bo mały z moim partnerem ma bbb dobry kontakt ...zrobie wszystko
          aby tak zostało...choc wiem ze partner .. nie bedzie zadwolony i
          poczuje ż e obieram mu autorytet..........jego syn ma 14 lat widocznie
          zapomniało mu sie jak było u niego w domu 11 lat temu.
          • loola_kr Re: dziewczyny dziekuje 26.06.08, 11:46
            moja nie je warzyw w ogóle, żadnych surówek itp poza ogórkiem
            kiszonym i to tylko mojej mamy.
            Z owoców to lubi arbuza, winogrona i banany. Czasem brzoskwinie. I
            tyle. Nie daję jej żadnych witamin. Może Twój syn przekona się
            powoli do owoców? Teraz będzie mnóstwo...
    • kra123snal Re: zmuszac czy dac sobie spokój.. pomocy 26.06.08, 10:43
      Szczerze mówiąc nie rozumiem Ciebie. Dziecko jak i dorosły ma prawo
      do swoich preferencji żywieniowych. Ma prawo czegoś nie lubić, a
      poza tym jedzenie w atmosferze terroru na pewno temu nie sprzyja.
      Sama sobie jedz to czego nie lubisz w ramach jedzenia tego co
      wszyscy. Przecież to nonsens! Uszanuj decyzję dziecka! Przez
      zmuszanie nie zachęcisz go do urozmaicania jadłospisu, wydaje mi
      się, że zniechęcisz go w ogóle do jedzenia a wtedy nawet kluski i
      pierogi pójdą w kąt. Ja nawet w imię jedzenia w towarzystwie nie
      ruszę brukselki. Dziecko ma bardziej wyczulony smak - nie zmącony
      solą, cukrem, wzmacniaczami smaku - wyraźniej czuje smak gorzki (np.
      szpinak, brukselka...). Może warto brac to pod uwagę?
      • spartanka4 Re: zmuszac czy dac sobie spokój.. pomocy 26.06.08, 11:19
        ja bym nie zmuszała, mój mąż "stary baran" a za nic w świecie nie zje barszczu,
        buraczków i wszystkiego w czym jest choć mg buraczka, jak wyczuje to pójdzie to
        zwymiotować ?smile, a próbowałaś przygotować coś do jedzenia razem z synem, weź
        kilka składników które lubi i kilka tych których nie lubi i zróbcie coś razem, a
        kary mogą przynieść efekt odwrotny, mój mały kiedyś nie jadł prawie dwa dni, bo
        przygotowałam mu zupkę a ten wszystko wypluł i zjeść nie chciał, obiad
        wyniosłam, za kilka godzin znowu spróbowałam z tym samym i wieczorem to samo, za
        każdym razem pluł, na drugi dzień powtórka , z tym samy obiadkiem i powtórka w
        jego wykonaniu, wieczorem jak mu zaniosłam to wciągnął wszystko w ciągu pięciu
        minut i chciał jeszczesmile może to też metoda, tylko ja nie dawałam mu nic do
        jedzenia tylko picie, nie lubi jajka i tego mu nie daję a tak poza tym zjada
        wszystko bez problemu
    • krwawakornelia uwazam ze ostro przeginaszi robisz synowi krzywde. 26.06.08, 11:39
      i wprowadzenie paru sensownych zasad przy stole i przestanie sie bac
      wlasnego dziecka dobrze wam zrobi.
      • alexolo prosze o wyjasnienie ////w/w kwesti... 26.06.08, 12:40



        zupełnie nie wiem co chcesz mi powiedziec.. mam nadzieje ż e to
        konstruktywne tresci.... jesli kpisz obrazasz drwisz...wybacz ....twoje
        słowa nie docieraja do mnie

        nie jestem potworem .. martwie sie sytuacja ... i uwazam sie za
        odpowiedzialna .. tak jak wy i dla tego jestem na forum z problemem!!!!!!


        krwawakornelia napisał:

        > i wprowadzenie paru sensownych zasad przy stole i przestanie sie bac
        > wlasnego dziecka dobrze wam zrobi.
        • krwawakornelia po prostu dwie sprawy 26.06.08, 22:26
          czy jestes wstanie poswiecic swoj nowy zwiazek dla kapryszenia
          pieciolatka.
          I druga, jest taka ze twoj syn potrzebuje w tej chwili konkretnego
          wsparcia z Twojej strony, ktorego Ty mu nie chcesz udzielic.
    • marva Re: zmuszac czy dac sobie spokój.. pomocy 26.06.08, 14:34
      A Ty jesz wszystko? Czy też są rzeczy, które lubisz mniej, bardziej
      lub wcale? Bo czegos tu nie rozumiem. Nie chce, niech nie je. Moje
      dziecko z zup je tylko rosół i pomidorową, owoców i warzyw nawet nie
      tknie (poza jabłkiem, bananem i kukurydzą) i jakbym mu za każdym
      razem kazała odejść od stołu i zakazała oglądać bajek itp to pewnie
      nic by nie jadł.
      No więzi to Twój partner z Twoim dzieckiem chyba nie buduje w ten
      sposób. Wiem, że czasami można wyjść z siebie i stanąć obok i po
      częście Twojego partnera rozumiem. ALe moze tak spróbować innych
      metod, zachęcić jakoś, przekonać, opowiedzieć jakąś historyjkę nt
      pozytywów jedzenia owoców i warzyw...no nie wiem, jakieś
      łagodniejsze metody. tym sposobem dzieciak nabawi się wstrętu do
      wspólnego jadania posiłków na całe życie.
      • alexolo taaak 26.06.08, 14:52
        moj artner i ja opowiadamy bajki.. recytujemy wiersze o tatku
        niejadku.. sa naet przedstawienia z owoców i warzyw.... ale niepokojace
        jest gdy dziecko na pyt co byc zjadł mówi .. w kółko " cinimini
        bez mleka..."

        ciekawa jestem czy by was niezaniepokoiło .. po przeczytaniu składu
        owych chrupek.no przeciez nie mozna pobłazac tak do końca...
        próbuje na rózne sposoby pokazac dziecku...że jedzenie moze byc zabawą
        i moze dawac przyjemnosc.... przestane zmuszac.... przestane walczyc..
        bede spokojnie patrzec jak dzieko zajada sie tym co lubi.. batony..
        czekolady i chrupki bez mleka....[popadam w skrajnosc..

        • kra123snal Re: taaak 26.06.08, 15:32
          Może nie pytaj co chce, tylko np. jajecznica, czy pierogi?
          • alexolo taaaak a co wy na to 26.06.08, 16:56
            skoro nie trzeba zmuszac i dbac aby dziecko miało
            urozmaicona diete... to po co zmuszac do kapania.. do
            mycia zębów...po co zmuszac tylko do 1 h przed tv...moze
            róbta co chceta... skoro nie wolno denerwowac dzieci...
            przeciez gdybym postepowala ze wszystkim jak radzicie co
            bym postepowala z jedzeniem... to dziecko do przedszkola by
            nie chodziło.. i sie nie myło ,chodziło spac o 23...po co
            zmuszac samo minie....
            oczywiscie w tym poście popadam w skrajnosc...ale te wlasnie
            słowa przed chwila usłyszalam od mego faceta......
            brak mi argumentów.... jak znaleśc zloty srodek????
            • faq Re: taaaak a co wy na to 26.06.08, 17:20
              ale beton sprowadzilas pod swoj dach i demagoga do tego sad
              1. nie trzeba zmuszac, co wiecej nie wolno, bo wywoluje to wrecz przeciwny
              efekt. Czy celem jest zlamanie dziecka czy rozszerzenie mu diety? Nerwica czy
              otwarcie na nowosci?
              2. nikt nie sugerowal postepowania 'ze wszystkim' tak samo, choc ja i tak
              preferuje sposobem i perswazja niz rozjezdzanie woli dzieciecia walcem
              3. na takie slowa cisnie sie jedno: nie jego dziecko, jest 'nowy' wiec niech sie
              stosuje do Twoich regul
              4. dzieci poruszaja sie dobrze w okreslonych ramach i na dobre im to wychodzi -
              rytualy - wiec trzymaj sie zasad: stale pory posilkow, brak podjadania pomiedzy,
              brak zapijania sokami, zajadania czipsami - nie wiem jaki macie styl jedzenia,
              mozna wymagac obecnosci na wspolnych posilkach, ale nie dostosowania sie do
              waszego gustu. Zwlaszcza, ze to 'nowy' zmienia reguly i zasady a nie mama.
            • kra123snal Re: taaaak a co wy na to 26.06.08, 19:24
              Jedzenie jest podstawową czynnością, niezbędną do życia. To nie jest
              kwestia zabawy i samo jedzenie powinno być przyjemnością samą w
              sobie. Organizm dziecka ma jeszcze zdolność do naturalnego
              dobierania składników i ilości zakłocenie jej powoduje, że może
              dojść do zaburzeń metabolicznych. Zresztą dziecko samo siebie nie
              doprowadzi do głodu a jak jakiegoś składnika zabraknie w organizmie,
              to się upomni (z opowiadań mamy ja jako niejadek co jakiś czas
              wymagałam mięcha TU I TERAZ! smile Ja jadłam non stop bułki z masłem i
              żyję, mam się dobrze, mam końską odporność). Jedzenie ma zaspakajać
              potrzeby fizjologiczne... A cała reszta wspomniana przez Twojego
              partnera, to kwestie pielęgnacyjno-wychowawcze. To tak jakby zmuszać
              do picia alkoholu, bo dobrze jest to widziane w towarzystwie (wiem.
              Przesadziłam. No ale jest diametralna różnica między jedzeniem a
              oglądaniem tv).
              A poza tym, to Ty wychowywałaś syna tyle lat i nie może ktoś w
              buciorach wkraczać w jego życie, przyzwyczajenia, potrzeby...
              • krwawakornelia taaak, ale to "niejedzenie" 26.06.08, 22:43
                jest uzywane jako sroek nacisku i manipulacji.
                Juz nie mowiac, ze dziecko bardzo wiele przez to traci, a w kazdym
                standardowym obiedzie zawsze znajdzie sie cos co da sie zjesc i nie
                treba wszystkiego lubic.
                Mozna chociazby z zupy wyjesc ziemniaki, zjesc sam makaron samego
                ogorka.
                A obiadowe menu planowac wspolnie.
                A zasada wszystkiego sprobowac, a jak nie smakuje to wypluc zawsze
                wychodzi na dobre.
            • hanka13 Re: taaaak a co wy na to 27.06.08, 12:00
              Wiesz co, twoj partner myli chyba dyscyplinowanie dziecka z
              wmuszaniem w niego jedzenia...
              Nikt tez nie pisze ci tutaj, ze nie trzeba "denerwowac" dzieci, i
              pozwalac im by robily co chca.... Kwestia dyscypliny, ograniczenia
              TV, nalegania na mycie zebow - to zupelnie inna sprawa niz smak,
              ulubione potrawy itd! Pomysl - kazdy z nas (hm, po jezdzie autobusem
              mam watpliwosci....) przeciez codziennie sie myje, myje zeby itp. I
              to sa sprawy "niedyskutowalne". Natomiast jak posadzisz przy stole 5
              osob, i beda mialy do wyboru rozne potrawy, to pewnie niemal kazdy
              wybor bedzie inny! Czym innym sa obowiazki, reguly wynikajace np. z
              norm zycia spolecznego, a czym innym indywidualne smaki i gust. Twoj
              partner nie zamierza chyba na sile narzucac twojemu synkowi koloru
              scian w pokoju, tylko w razie malowania pozwoli wybrac 5-latkowi?
              nie bedzie mu chyba kupowal na sile wylacznie pomaranczowych bluzek,
              i zmuszal do ich noszenia? itd, itp.
              hanka
            • daga_j Re: taaaak a co wy na to 27.06.08, 13:48
              Dobrze jest określić sytuację takimi zdaniami:
              W naszej rodzinie dzieci chodzą spać o 21, bo uważamy, że dzięki temu będą
              następnego dnia wyspane i będą zdrowo rosły.
              Ja nie pozwalam Ci oglądać telewizji dłużej niż godzinę bo dbam o Twoje oczy,
              wiem, że dzieciom szkodzi nadmiar telewizji.
              I tak samo:
              Podaję do jedzenia różne potrawy, bo to jest zdrowe jeść różne rzeczy, i te z
              tłuszczem i z białkiem i węglowodanami - podać parę przykładów z piramidy
              żywienia co jest co. Np. mięsa, szyneczka, ryby zaspokajają nasze potrzeby na
              tłuszcz, żeby oczka były błyszczące a skóra miękka i gładka. Serek, twaróg,
              mleko dają nam białko, dzięki któremu rośniemy i mamy mocne kości i zęby. No i
              tak dalej - miło wytłumaczyć z dzieckiem albo się z nim w to pobawić
              przedstawiając rysunki tych produktów i ono będzie zgadywało czy to daje nam
              tłuszcz czy białko, czy można tego jeść dużo czy mało. (nie jestem ekspertem - z
              tą gładką skórą wymyśliłam ale to chyba szczegół co nie) Zapewne w teorii
              dziecko będzie dobre, ale przy obiedzie będzie dalej marudziło. Jednak tak jak
              poprzednie dziewczyny proponuję nie karać za niejedzenie (jedyną znaną dziecku
              konsekwencją ma być brak deseru/słodyczy jeśli nie zje choć trochę obiadu).
              Zapraszasz wszystkich do stołu i mówisz dziś na obiad mamy np. kotlety z piersi
              kurczaka z ziemniakami i mizerię. Każdy zjada tyle ile potrzebuje. Poprosić syna
              by Ci posypał ziemniaki koperkiem, dzieci lubią takie rzeczy a może zachęci się
              i posypie też sobie? Starać się nie namawiać nadmiernie syna do jedzenia, jak
              nie zje to trudno. Kilka razy w tygodniu rób obiady które raczej synek zje, a
              pozostałe takie jak lubią inni, najwyżej nie zje, ale nie zagłodzi się. Czasem
              proś go o pomoc w kuchni, np. powiedz dziś robię naleśniki takie jak lubisz,
              chodź pomożesz mi, wbij jajko albo zamieszaj coś, a następnego dnia "dziś robię
              kotlety takie jak lubi partner, jak myślisz on woli więcej czy mniej pieprzu?
              pomożesz mi doprawić?" - niech dziecko wie, że czasem robisz coś specjalnie dla
              niego czasem dla innych i rozumiesz, że wtedy jemu nie musi to tak smakować, ale
              jak dziecko nie będzie karane oraz zobaczy jak można pomóc w przygotowaniach i
              że sprawia Ci radość szykowanie smakołyków dla innej osoby to myślę, że z czasem
              zachęci się i spróbuje - na zasadzie czy dobrze doprawiliśmy z mamą? smile
              • alexolo Ddzieki 27.06.08, 17:10

                TAK .. MAŁEMU SPRAWIA WIELKĄ RADOSC PRZYGOTOWANIE POSIŁKÓW..
                NAWET JESLI ICH NIE JE!!!!

                daga_j napisała:

                > Dobrze jest określić sytuację takimi zdaniami:
                > W naszej rodzinie dzieci chodzą spać o 21, bo uważamy, że dzięki
                temu będą
                > następnego dnia wyspane i będą zdrowo rosły.
                > Ja nie pozwalam Ci oglądać telewizji dłużej niż godzinę bo dbam o
                Twoje oczy,
                > wiem, że dzieciom szkodzi nadmiar telewizji.
                > I tak samo:
                > Podaję do jedzenia różne potrawy, bo to jest zdrowe jeść różne
                rzeczy, i te z
                > tłuszczem i z białkiem i węglowodanami - podać parę przykładów z
                piramidy
                > żywienia co jest co. Np. mięsa, szyneczka, ryby zaspokajają nasze
                potrzeby na
                > tłuszcz, żeby oczka były błyszczące a skóra miękka i gładka.
                Serek, twaróg,
                > mleko dają nam białko, dzięki któremu rośniemy i mamy mocne kości
                i zęby. No i
                > tak dalej - miło wytłumaczyć z dzieckiem albo się z nim w to
                pobawić
                > przedstawiając rysunki tych produktów i ono będzie zgadywało czy
                to daje nam
                > tłuszcz czy białko, czy można tego jeść dużo czy mało. (nie jestem
                ekspertem -
                > z
                > tą gładką skórą wymyśliłam ale to chyba szczegół co nie) Zapewne w
                teorii
                > dziecko będzie dobre, ale przy obiedzie będzie dalej marudziło.
                Jednak tak jak
                > poprzednie dziewczyny proponuję nie karać za niejedzenie (jedyną
                znaną dziecku
                > konsekwencją ma być brak deseru/słodyczy jeśli nie zje choć trochę
                obiadu).
                > Zapraszasz wszystkich do stołu i mówisz dziś na obiad mamy np.
                kotlety z piersi
                > kurczaka z ziemniakami i mizerię. Każdy zjada tyle ile potrzebuje.
                Poprosić syn
                > a
                > by Ci posypał ziemniaki koperkiem, dzieci lubią takie rzeczy a
                może zachęci się
                > i posypie też sobie? Starać się nie namawiać nadmiernie syna do
                jedzenia, jak
                > nie zje to trudno. Kilka razy w tygodniu rób obiady które raczej
                synek zje, a
                > pozostałe takie jak lubią inni, najwyżej nie zje, ale nie zagłodzi
                się. Czasem
                > proś go o pomoc w kuchni, np. powiedz dziś robię naleśniki takie
                jak lubisz,
                > chodź pomożesz mi, wbij jajko albo zamieszaj coś, a następnego
                dnia "dziś robię
                > kotlety takie jak lubi partner, jak myślisz on woli więcej czy
                mniej pieprzu?
                > pomożesz mi doprawić?" - niech dziecko wie, że czasem robisz coś
                specjalnie dla
                > niego czasem dla innych i rozumiesz, że wtedy jemu nie musi to tak
                smakować, al
                > e
                > jak dziecko nie będzie karane oraz zobaczy jak można pomóc w
                przygotowaniach i
                > że sprawia Ci radość szykowanie smakołyków dla innej osoby to
                myślę, że z czase
                > m
                > zachęci się i spróbuje - na zasadzie czy dobrze doprawiliśmy z
                mamą? smile
    • lipcowa_mama83 Re: zmuszac czy dac sobie spokój.. pomocy 26.06.08, 18:28
      Mogę powiedzieć Ci jak było w moim przypadku- nie mojego dziecka wink
      Jak byłam mała byłam niejadkiem- oczywiście naleśniki, placki, rosół mile widziane.
      Nikt nie chciał mnie brać na wakacje bo nic nie jadłam. Jedynie moj babcia, która karmiła mnie naleśnikami ;P
      Druga babcia stosowała metody typu jedzenie w kiblu- nigdy nic w taki sposób nie zjadłam.
      U mnie w domu nigdy mnie do niczego nie zmuszano. Jak nie chcialam np kanapek mama robila mi kaszę manna na mleku z konfiturami, albo co tam lubilam smile

      Potem mi jakoś przeszło to bycie niejadkiem.
      Nie stresuj ani siebie, ani syneczka. Przyjdzie czas, że zacznie jeść noramlnie smile - obiecuję ;P


      ps
      przychodzi mi jeszcze do glowy ograniczenie slodyczy- to szatanstwo straszne i nic dobrego nie wnosi w zyciu naszych dzeci.
    • mroweczkaaha Re: zmuszac czy dac sobie spokój.. pomocy 26.06.08, 23:02
      Moim zdaniem nie powinno się karać dziecko za to że nie chce jeść
      tego co byśmy sobie zażyczyli. Moja Droga!!! Twoje dziecko wcale nie
      jest aż takim niejadkiem jak Ci się wydaje. Menu typowego niejadka
      zliczyć można na palcach u jednej ręki ( wiem, bo w mojej rodzinie
      są 2 takie przypadki) i bynajmniej się ich nie karze. Tym nic nie
      wskórasz, a jedynie bardziej zniechęcisz do jedzenia i dodatkowo
      zbuntujesz dziecko przeciwko ojczymowi. Ta metoda nadaje się w
      wojsku, ale nie w przypadku małego wrażliwego dziecka. Poczekaj,
      prędzej czy później sam zacznie próbować innych rzeczy. Z drugiej
      strony znienawidziłabym kogoś kto wpychałby mi czerninę, kotlety
      mielone czy np. kaszę gryczaną....pomimo że nigdy tego nie
      próbowałam....po prostu dla mnie to jest niesmaczne i basta.......
      Pozdrawiam i trzymam kciuki za maluszka!!!!!
      • anja0123 Re: zmuszac czy dac sobie spokój.. pomocy 27.06.08, 16:36
        Opinia pedagogow jest taka, ze ABSOLUTNIE nie nalezy zmuszac dziecka
        do jedzenia, bo jedynie pogarsza to sprawe. Zadnych kar, nawet braku
        deseru (deser powinien byc widziany jako czesc posilku, a nie
        nagroda). male dzieci jedza tyle, ile im potrzeba. nawet pare kesow
        im wystarczy.
        • phantomka Re: zmuszac czy dac sobie spokój.. pomocy 27.06.08, 16:54
          Napisalas, ze masz problemy z nadwaga i lubisz jesc, ale pewnie masz
          jakies potrawy, ktorych nie lubisz. Postaw sie teraz w sytuacji
          syna: ktos daje ci przykladowo czernina czy flaki i kaze jesc pod
          grozba kary. Milo?
          Jedzenie ma sie kojarzyc z czyms przyjemnym. Sama mam niejadke,
          rowniez ma kilka ulubionych potraw (najgorzej jest wlasnie z
          obiadami) Pogodzilam sie z tym i gotuje jej w malych garnkach to, co
          lubi. My jadamy cos innego, a przy okazji proponujemy, zeby
          sprobowala tego, co my.
          Innych sposobow nie ma, w ten sposob mozesz tylko zaszkodzic synowi,
          co moze prowadzic do wiekszych problemow niz obecne.
          • alexolo No ok ale czy?????????? 27.06.08, 17:14
            jesli dziecko odmawia jedzenia .... specjalnie ...bo wie z e
            na deser jesyt budyn.... to co... przymknac oko .. i dac
            budyń czy czekolade
            moimo z e nic nie zjadło?
            • phantomka Re: No ok ale czy?????????? 27.06.08, 17:29
              Nie, deser jest po zjedzonym obiedzie, u nas nawet sok jest dopiero
              po obiedzie. Natomiast nie zmuszac do potraw, ktorych wiesz, ze on
              nie lubi.
              • alexolo Re: No ok ale czy?????????? 27.06.08, 17:52
                MÓWIĆ dziecku... nie jesz słodyczy ....bo nie zjadłeś
                obiadu.....
                czy raczej masz słodycze .. mimo ze nie zjadłes
                obiadu... i jest nam bb przykro?

                w sumie dostaje nagrode za niezjedzenie...chyba tak to
                nal;ezy traktowac?
                • phantomka Re: No ok ale czy?????????? 27.06.08, 18:03
                  No ale dlaczego chcesz mu dawac slodycze, skoro nie zjadl obiadu? W
                  ogole po co mu te slodycze w takiej sytuacji, kiedy nie chce jesc -
                  ja zawsze powtarzam: nie jesz obiadu, widocznie nie masz miejsca w
                  brzuchu, skoro nie masz miejsca, to na slodycze czy sok tez nie
                  bedziesmile
                  • alexolo ALE idac za takim tokiem rozumowania.. 27.06.08, 18:14
                    to przeciez mnie należy zmuszac dziecka do jedzenia tego
                    czego nie chce.... i własnie dziecko nie chce nic co mu
                    podano na obiad(mimo ż e te rzeczy akurat lubi) ale
                    stanowczo odmawia .. twierdzac ż e tego własnie dzic nie
                    lubi ....ale budyń to by zjadł...
                    dziecko ma wsac od stołu głodne ... czy wg zyczenia
                    robimy budyń... bo nie wolno zmuszacz i nalezy dawac to
                    na co dziecko ma smaka?
                    • phantomka Re: ALE idac za takim tokiem rozumowania.. 27.06.08, 18:33
                      Przepraszam, a ile ty masz lat, ze zastanawiasz sie nad takimi
                      glupotami? Jestes matka myslaca samodzielnie, czy za pomoca nowego
                      partnera i przy wsparciu 5 letniego syna?
                      Ty jako rodzic ustalasz reguly, slodycze je sie po posilkach. Chyba,
                      ze pojdziesz swoim tokiem myslenia i pozwolisz na jedzenie samych
                      slodyczy, bo dziecko tak chce.
                      Naprawde nie widzisz tej subtelnej roznicy miedzy bezwartosciowym
                      slodyczem a wartosciowym obiadem?
                      • alexolo HEE chce sprowokowac dyskusje 27.06.08, 19:02
                        bo nawiazuje do opowieści jednej z dziewczynn .. w którek
                        to opowiadała ż e super niania.. jest za dawaniem słofdkich
                        naleśników do bólu....ile wlezie....az dziecko samo
                        odmówi... co zaróznica naleśnik czy budyń...?
                        na szczescie moje dziecko słodyczy ..w dosłownym słowa
                        znaczeniu... niemal nie jada


                        phantomka napisała:

                        > Przepraszam, a ile ty masz lat, ze zastanawiasz sie nad takimi
                        > glupotami? Jestes matka myslaca samodzielnie, czy za pomoca nowego
                        > partnera i przy wsparciu 5 letniego syna?
                        > Ty jako rodzic ustalasz reguly, slodycze je sie po posilkach.
                        Chyba,
                        > ze pojdziesz swoim tokiem myslenia i pozwolisz na jedzenie samych
                        > slodyczy, bo dziecko tak chce.
                        > Naprawde nie widzisz tej subtelnej roznicy miedzy bezwartosciowym
                        > slodyczem a wartosciowym obiadem?
                        • monis250 Re: HEE chce sprowokowac dyskusje 02.07.08, 10:46
                          Wiesz śledzę ten wątek od kilku dni i pomału zaczynam sie
                          zastanawiać, czy to nie jakaś lekka prowokacja z Twojej strony.
                          Piszesz może pracę z psychologii, czy co?
    • emwu55 Re: zmuszac czy dac sobie spokój.. pomocy 27.06.08, 18:15
      Niejadka NIE zmusza się do jedzenia. Niejadek je to co chce bo
      inaczej nie je nic. Niejadek niestety rządzi stołem w domu i trzeba
      zrozumieć i przetrwać. Dla niejadka najczęściej gotuje sie osobno .
      I basta !!! Wiem - bo mam w domu i już nie walczę.
      • alexolo A jak odróznic niejadka od szntazysty... 27.06.08, 18:29
        i małego manipulanta? ??????? wink

        bo dzieci bbb szybko wykorzystuj a sytuacje....
        i moz e odpuscic dziecku.. poddac sie i stworzyc sobie
        niejadka... i oddzielnie mu gotowac... czy to nie jest
        wygodnictwo i brak konsekwencji?
      • babcia47 Re: zmuszac czy dac sobie spokój.. pomocy 27.06.08, 18:43
        ja miałam niejadka, rzadził, nawet czasem zmuszałam, gotowałam
        razem, osobno, i na okragło, bo co chwila miał inne zachcianki,
        które po podaniu "olewał"..aż mnie cos naszło, diabli mnie wzieli i
        dałam mu wybór.."możesz jeść lub nie"..i niejadkostwo przeszło mu w
        dwa tygodnie do tego stopnia że szukałam lodówki z zamknięciem na
        szyfr elektroniczny..bo lodówka z łańcuchem i kłódką głupio by
        wyglądała w kuchni smile))do dziś wszystko co z grubsza nadaje sie do
        jedzenia to wróg i trzeba to zniszczyć natychmiast..najlepiej przez
        pożarcie..i o dziwo szczupły...
        • alexolo dobre ;-) 27.06.08, 19:04
          • babcia47 Re: dobre ;-) 27.06.08, 19:55
            to drugi syn..tamten tez teraz taki "jadek" byle bez majonezu,
            musztardy, śledzi itd..oj przydała by mi się taka lodówka,
            szczególnie ze synowa tez "żarta"smile)ciakawe co z wnuka wyrosnie..na
            razie dostał pierwsze papki i wcina az sie kurzy..ale przynajmniej
            mam im czym sprawić frajdę jak przyjadą..bo "mamusiowe"
            najlepsze..co synowa potwierdza(zjada z dokładką) i wyciąga ode mnie
            przepisy, żeby nakarmić tego "niejadka" wreszcie do syta..
      • hanna26 Re: zmuszac czy dac sobie spokój.. pomocy 27.06.08, 20:07
        emwu55 napisała:

        > Niejadka NIE zmusza się do jedzenia. Niejadek je to co chce bo
        > inaczej nie je nic. Niejadek niestety rządzi stołem w domu i trzeba
        > zrozumieć i przetrwać. Dla niejadka najczęściej gotuje sie osobno .
        > I basta !!! Wiem - bo mam w domu i już nie walczę.

        Nie, naprawdę, dziewczyny, ile Wy macie lat? Pięć, piętnaście, czy trochę więcej? Jasne, że nie zmusza się nikogo do jedzenia obojętnie - jadek czy niejadek. Natomiast rządzenie stołem przez kilkuletnie dziecko... Gotowanie osobno... Sorry, mam wrażenie, że czytam wypowiedzi nie dorosłych kobiet, ale przedszkolaków, które sie bawią "w rodzinę". A jak dziecko ma ochotę przez tydzień jeść na obiad wyłącznie lody i pić szmpana, to też lecicie od razu po Algidę? To może od razu niech papieroska zapalą, na pewno im się nie spodoba i do końca życia będzie problem palenia z głowy.
        Wiecie, ja mam troje dzieci, każde lubi co innego i musiałabym zatrudnić ze dwie pomoce domowe, gdybym miała każdemu z nich gotować tylko to, co lubi. I jaka byłaby dla nich z tego nauka? Że mama i tata są zupełnie nieważnymi ludźmi w tej rodzinie. Bo mama i tata nie mają prawa do ulubionych potraw. Takie prawo mają wyłącznie niejadki. Fajne, co? W takiem razie nie dziwię sie, ża macie niejadki w domu. Opłaca się być u Was niejadkiem.
        No, chyba że dla siebie i męża też gotujecie osobno - w myśl sprawiedliwości i nauki, że Wam też się coś od życia należy. W takiem razie u mnie nie byłoby nawet tylu garnków, bo gotowanie pięciu obiadów to nie dla mnie robota.

        Jeśli chodzi o pytanie autorki wątku - nie chcę nic radzić, ale powiem Ci, jakie u nas panują zasady:
        - nikt nikogo nie zmusza do jedzenia.
        - w związku z tym nie krzyczymy, nie karcimy, nie karzemy, jeśli ktoś nie chce czegoś zjeść.
        - każdy ma prawo nie być głodnym, nie mieć na coś ochoty, zjeść pół porcji albo nie zjeść wcale - to przecież normalne.
        - jeśli wszyscy siedzimy przy stole i jemy wspólny posiłek, nikt nie wstaje od stołu sam, bo coś mu się nie podoba. Oczywiście może nie zjeść swojej porcji, ale grzeczność nakazuje, żeby poczekał aż inni członkowie rodziny zjedzą.
        - Każdy ma własny gust i ulubione potrawy - i dzieci i rodzice. Czasami na obiad jest to, co lubi najbardziej mama, czasami tata, czasami któreś z dzieci. Jeśli ktoś ma akurat ochotę na coś innego niż jest na stole - może sobie głośno pomarzyć. Może także np. wziąć sobie ogórka, jeśli nie "wchodzi" im pomidor. Nie znaczy to jednak, że mama natychmiast pędzi do garów, żeby ugotować to co sobie ktoś zamarzy. Wbrew pozorom mama nie jest ani służącą, ani niewolnicą.

        Z Twojego postu zrozumiałam (przepraszam, nie czytałam wszystkich wypowiedzi), że dotychczas gotowałaś wyłącznie to, co Twój syn sobie życzy. Jeżeli pięcioletni chłopiec był przyzwyczajony, że "od zawsze" rządzi przy stole, to trudno oczekiwać, żeby zmienił się z dnia na dzień. Na to trzeba jednak trochę czasu. Może skorzystaj z pomocy jakiegoś psychologa dziecięcego?
        Pozdrawiam serdeczniesmile
        • babcia47 Re: zmuszac czy dac sobie spokój.. pomocy 27.06.08, 21:56
          no nie..ten tekst nie był autorki wątku tylko jednej z forumek....
          • hanna26 Re: zmuszac czy dac sobie spokój.. pomocy 27.06.08, 23:08
            babcia47 napisała:

            > no nie..ten tekst nie był autorki wątku tylko jednej z forumek....

            Tak, masz rację, ten tekst nie był autorki wątku. Po prostu zrozumiałam, że autorka wątku postępowała dotychczas identycznie i przyzwyczaiła syna, że on nie je nic innego, tylko to, co najbardziej lubi. Ale być może źle zrozumiałam czy coś przeoczyłam.
        • phantomka Re: zmuszac czy dac sobie spokój.. pomocy 27.06.08, 22:02
          Tak, zdarza mi sie gotowac dla siebie i niemeza osobno, bo akurat on
          ma ochote na jedno, a ja na drugie. Nie widze problemu, bo szanuje
          wolnosc wyboru drugiego czlowieka. Mnie osobiscie nikt nie zmusi
          nigdy do jedzenia tego, co akurat jest na stole, a na co ja nie mam
          ochoty. Naleze do osob, ktore w jedzeniu przebieraja (choc jesc
          lubie) Nie jem na stolowkach, w tanich barach, etc. Wole zjesc sucha
          bulke z kabanosem. Mam prawo? Mam. Podobnie jak moje dziecko, czy
          kazda osoba, ktora jest np. gosciem w moim domu, ma prawo do swoich
          smakow.
          Twoj post hanna jest totalnym przerysowaniem problemu, z ktorym
          widocznie sie nie spotkalas. Ja nie widze problemu nastawienia corce
          zupy i wrzucenia tam kilku warzyw. Jezeli ona nie chce tej zupy
          jesc, to jej nie zje i nie dostanie w zamian nic innego.
          Natomiast odbieranie dziecku prawa do wlasnych smakow, to jest
          wlasnie to nasze wielkie "rodzicielstwo" Jestem mama/tata i wiem
          lepiej, co ci dziecko smakuje, prawda?
          • babcia47 Re: zmuszac czy dac sobie spokój.. pomocy 27.06.08, 22:44
            Twoje poglądy uległy by radykalnej zmianie gdybyś, podobnie jak ja
            kiedys pracowała po 12 godzin dziennie(albo i dłużej) i musiała
            każdemu domownikowi przygotowac odmienne danie, bo akurat ma takie
            gusta lub taka zachciankę na dziś..moze to egoistyczne ale dla mnie
            było swego rodzaju wyzwaniem ugotowanie dla rodziny obiadu na
            nastepny dzień jezeli trafiałam do domu ok godziny 20-tej i
            zajmowało mi to 2 godziny(teoretycznie gotowałam na 2 dni ale
            chłopcy byli juz "jadkami" i zazwyczaj wykańczali wszystko w
            jeden)..gdybym miała gotować jeszcze 2-gi, 3-ci lub 4-ty obiad..to
            chyba bym się wyprowadziła..co to ja niewolnica?..oprócz gotowania
            miałam tez inne obowiązki, w tym wychowanie dzieci..no i kiedys spać
            też było trzeba...moze mój przypadek i przytoczony przykład skrajny
            ale gdzie jest napisane ze kobieta musi całe życie spedzic w kuchni
            i zaspokajać wszelkie zachcianki? jej tez sie cos od zycia
            nalezy..choćby chwila słodkiego nieróbstwa...
            • phantomka Re: zmuszac czy dac sobie spokój.. pomocy 27.06.08, 23:40
              Ja opisuje swoj dom, ja obecnie nie pracuje. Nie wyobrazam sobie,
              zebym miala stac nad garnkami pracujac, a moj niemaz nie pomagalby w
              domu, uwzgledniajac w to gotowanie obiadow - to sa dwie rozne
              sytuacje.
              Natomiast nie wyobrazam sobie, zeby ktos zmuszal mnie do jedzenia
              czegos, czego nie lubie i tu nie jestem w stanie ugiac sie pod
              zadnym argumentem. Dlatego doskonale rozumiem moja corke i szanuje
              jej smak. Kolezanki dziecko, kiedy ona daje mu sporobowac cos, czego
              on nie lubi, po prostu zaczyna to zwracac - sama mialam takie
              sytuacje, kiedy zbieralo mi sie na wymioty, bo probowalam jesc
              jakies dziwne dla mnie smaki. W jedzeniu nie tylko o to chodzi, zeby
              sie najesc, ale i zeby smakowalo.
              • babcia47 Re: zmuszac czy dac sobie spokój.. pomocy 28.06.08, 01:44
                > Natomiast nie wyobrazam sobie, zeby ktos zmuszal mnie do jedzenia
                > czegos, czego nie lubie i tu nie jestem w stanie ugiac sie pod
                > zadnym argumentem.
                powiem Ci, z własnego doswiadczenia, że potrawy dobrze przyprawione
                głodem maja jakis niezaprzeczalny urok i niepowtarzalny smak...a ja
                w zyciu nie pozwoliłabym sobie na to by ktos mnie zmuszał nie tylko
                do zarobkowania na rzecz utrzymania rodziny ale do tego na
                zaspokajanie kaprysów żywieniowych kazdego członka z rodziny..takie
                poglady żeczywiscie można głosic jedynie kiedy się nie pracuje, a
                własciwie, kiedy gotowanie dla rodziny jest jedną z
                wykonywanych "prac"..jednak traktowanie i radzenie tego komuś, kto
                ma równiez inne absorbujące zajecia, jak praca zawodowa lub
                zajmowanie sie małym dzieckiem, takiego rozwiazania to delikatnie
                mówiąc jest naduzycie
                • phantomka Re: zmuszac czy dac sobie spokój.. pomocy 28.06.08, 09:07
                  Dla ciebie naduzycie, dla mnie normalnosc. Cale zycie sie tak
                  wychowalam, cale swoje dorosle zycie, kiedy zylam z partnerem i
                  oboje pracowalismy i mielismy dom, gotowalismy sobie tylko to, co
                  oboje lubimy. Uwierz, ze sa szczesliwi ludzie na swieciesmile
                  A ugotowanie zupy dla dziecka zabiera mi jakies 10 min i zupa sama
                  sie robi - nie wiem, jak ty robisz zupy, ale u mnie kuchenka gotuje.
                  Naprawde zadna sztuka.
          • hanna26 Re: zmuszac czy dac sobie spokój.. pomocy 27.06.08, 23:52
            phantomka napisała:

            > Tak, zdarza mi sie gotowac dla siebie i niemeza osobno, bo akurat on
            > ma ochote na jedno, a ja na drugie. Nie widze problemu, bo szanuje
            > wolnosc wyboru drugiego czlowieka. Mnie osobiscie nikt nie zmusi
            > nigdy do jedzenia tego, co akurat jest na stole, a na co ja nie mam
            > ochoty.

            Moje córki wracają z parku tak głodne i zziajane, że mało jest rzeczy, na które nie mają ochotywink A może po prostu ja tak dobrze gotuję?

            > Twoj post hanna jest totalnym przerysowaniem problemu, z ktorym
            > widocznie sie nie spotkalas.

            Rzeczywiście, nie spotkałam się jeszcze z problemem pt. "Muszę ugotować kilka różnych obiadów dla mojej rodziny, bo inaczej jedno z dzieci umrze mi głodu".

            > Natomiast odbieranie dziecku prawa do wlasnych smakow, to jest
            > wlasnie to nasze wielkie "rodzicielstwo" Jestem mama/tata i wiem
            > lepiej, co ci dziecko smakuje, prawda?

            Albo nie przeczytałaś dokładnie mojego postu, albo go źle zrozumiałaś. Ja nie odbieram moim dzieciom prawa do własnych smaków tylko prawo do codziennych zachcianek przy stole. Każde z nich ma swoje preferencje, co nie znaczy, że ja codziennie muszę je wszystkie spełniać.
            Cóż, nic na to nie poradzę, że dla mnie wychowanie dziecka nie oznacza automatycznie spełniania wszystkich jego kaprysów.
            • phantomka Re: zmuszac czy dac sobie spokój.. pomocy 28.06.08, 09:11
              I kolejne przerysowania: jak rozumiem jadalas u mnie i dlatego
              sugerujesz, ze zle gotuje, okbig_grin Z postu wylaniam sie rowniez jako
              matka bezstresowo wychowujaca dziecko, spelniajaca jego kaprysy
              zywieniowe - wow, normalny mag z ciebie. Takie wnioski wysunac na
              podstawie dodatkowo ugotowanej zupy, to szczyt geniuszu jak dla mnie.
              Mam nadzieje, ze dzieciom tez przekazalas ta lekkosc w
              generalizowaniu i szybkim osadzaniu ludzismile
    • kasiak37 Re: zmuszac czy dac sobie spokój.. pomocy 27.06.08, 23:13
      przykro to powiedziec ale sama sobie jestes winna tej sytuacji.Trzeba bylo od
      malego uczyc dziecko jesc roznorodne rzeczy,konsystencje czy smaki.Teraz
      niestety tylko cierpliwosc i namawianie do probowania.
      • alexolo Re: zmuszac czy dac sobie spokój.. pomocy 28.06.08, 00:41
        kasiak37 napisała:

        > przykro to powiedziec ale sama sobie jestes winna tej sytuacji.Trzeba bylo od
        > malego uczyc dziecko jesc roznorodne rzeczy,konsystencje czy smaki.Teraz
        > niestety tylko cierpliwosc i namawianie do probowania.



        bzduury!!!!!!!!!!!!!!!!
        jak juz pisane na forum było ...dzieciom zmieniają sie gusta..tak i
        mojemu..sie zmieniło... i od 1,5 roku nie je pomidorow szpinaku...
        mies...i innych rzeczy ktore lubił a teraz wydaje mu sie ż e go otrują!!

        sęk czy przymuszac czy nie...i z lektury wiem ż nadal
        proponowac...ale nie muszac...dac wolna reke ...ale z rozsądkiem.... no
        i żadnych kar za nie wciśniecie buLy do końca
        • wojtekp67 Re: zmuszac czy dac sobie spokój.. pomocy 01.07.08, 10:15
          Przypadkowo trafiłem na to forum. Nie czytałem całego watku al;e...
          spojrzyjcie w przeszłosc, czy jako dzieci tez wszystko jedliście to
          co rodzice?
          Ja przez całe dzieciństwo, oprócz mielonych i parówek, nie wziałem
          do ust mięsa. Zadnych kurczaków, szynek, kiełbas etc. próba
          zmuszenia końxczyła sie wymiotami. Rodzice na szczescie odpuścili,
          jadłem, dzem, parówki, sery i piłem mleko smile))
          Jestem zdrowym, dorosłym mezczyzną i....swoich dzieci nie zamierzam
          zmuszać do jedzenia określonych potraw. Kazdy człowiek , w tym
          dziecko, jest inny i trzeba to uszanować.Nalezy zadbac zeby jedzenia
          zapewniało wystarczajace ilosci białka , wapna, witamin etc.
    • nereis Re: zmuszac czy dac sobie spokój.. pomocy 01.07.08, 22:26
      Ja mam taka corcie. Ma trzy latka. Nie można o niej powiedziec, że
      jest niejadkiem, ale za to panicznie boi się nowości!!! Tak jak u
      Twojego synka ma kilka rzeczy, które je i koniec, żadna inna nie
      przejdzie. Zaczęłam grzebać po necie i znalazłam. NEOFOBIA
      POKARMOWA - czyli lęk przed nowościami. Mało jest informacji po
      polsku na ten temat, ale jak przeczytałam to wypisz wymaluj nasze
      dzieci.
      dziecko.onet.pl/2847,6,twoje_dzieci_wybrzydzaja_przy_jedzeniu_maja_to_po_tobie,2,artykuln.html
      oiw.pl/Rodzicielstwo/3/27/175/250/Niechec_dzieci_do_nowych_pokarmow_to_sprawka_genow.htm
      Tu podaję dwa linki do ciakawych artykułów na ten temat. Niestety
      nie wiem nadal jak sobie z tym radzić. Wiem tylko, że to samo nie
      przejdzie. Boję się, że jak od września moja mała pójdzie do
      przedszkola to i tak będę ją musiała zabrać po miesiącu, bo po
      prostu nic nie tknie.
      Rady typu: nie daj nic innego to w końcu zgłodnieje i zje, albo
      rozstawiaj jedzenie po całym domu- spróbuje z ciekawości itd. są
      zupełnie bezużyteczne w tym przypadku. Moja córka widząc mnie np. z
      truskawką na widelcu ma w oczach takie przerażenie jakbym stała z
      nożem ociekającym krwią albo nie wiem co jeszcze. Gdy jemy z mężem
      obiad patrzy na nas z obrzydzeniem jakby chciała powiedzieć "jak Wy
      w ogóle możecie to wkładać do ust?".Potem ucieka jakby nawet nie
      mogła patrzeć na to.
      To zaczęło się już niemal od 6 miesiąca życia, nigdy nie wykazywała
      ciekawości w stosunku do jedzenia, a je tylko to co poznała do ok
      1,5 roku, wtedy to już kategorycznie odmówiła kosztowania
      czegokolwiek nowego. Od tamtej pory cudem do menu dodaliśmy
      kukurydze got., lody ( bo też sie ich bała) i raz zjadła ziarenko
      groszku.
    • martusia_25 Re: zmuszac czy dac sobie spokój.. pomocy 02.07.08, 10:58
      Z romowy z Januszem Książykiem z Centrum Zdrowia Dziecka:
      "Zdarza się, że dziecko w kółko je na przykład kluski. Co wtedy -
      próbować temu zaradzić czy przeczekać?

      Na pewno nie robić niczego gwałtownego. Źródłem nieprawidłowych
      nawyków żywieniowych bywa czasem jakiś problem rodzinny. Możliwe, że
      dziecko opycha się kluskami, bo odreagowuje w ten sposób napięcie
      emocjonalne, a jednocześnie sygnalizuje nam, że w domu dzieje się
      coś złego - irytując rodziców swoim uporem, próbuje zwrócić na
      siebie uwagę.

      A co, jeśli dziecko w ogóle nie chce jeść? Czy takiego niejadka
      trzeba leczyć?

      Tylko jeśli niejedzenie jest objawem choroby. Z dzieckiem, które nie
      chce jeść i chudnie, trzeba pójść do lekarza. Ale jeżeli lekarz
      stwierdzi, że jest zdrowe, to należy je zostawić w spokoju, a już na
      pewno nie karmić na siłę. Często niechęć do jedzenia bierze się
      właśnie z takiego traktowania. Dziecko odmawia jedzenia, bo ma złe
      skojarzenia z posiłkami, z atmosferą, która im towarzyszy. Jedzenie
      jest rzeczą zupełnie naturalną i taką powinno pozostać. Wywieranie
      presji na dziecko, wykorzystywanie swojej przewagi, robienie z
      posiłku seansu przemocy wywołuje reakcję odwrotną do zamierzonej, a
      z moralnego punktu widzenia jest niedopuszczalne. "

      Selektywna niechęć do niektórych potraw może być też wywołana złym
      samopoczuciem po ich zjedzeniu.

      A już zupełnie od siebie dodam: czy gdyby partnerowi nie smakowała
      jakaś potrawa, to też powiedziałabyś mu, że nie wstanie od stołu
      dopóki nie zje, bo ma jeść nie to, co lubi tylko to, co Ty mu
      ugotujesz? Zapewne nie, bo potraktowany jak śmieć zawinąłby się na
      pięcie i tyle byś go widziała. Dlaczego więc chcesz tak traktować
      własne dziecko? Możesz nie dać mu nic w zamian, ale zmuszanie do
      jedzenia nielubianych rzeczy jest upokarzające i wstrętne. Sama to
      przeżyłam, długo miałam z tego powodu problemy i nigdy nie
      zafundowałabym tego własnemu dziecku. Przeżyłam też
      nowego "partnera" mojej mamy, który to był taki super, ża zawsze
      stawała po jego stronie, bo przecież był taki dobry, że zechciał
      zastąpić ojca jej dzieciom i mieliśmy go słuchać i szanować. Szkoda,
      że nie zapytała nas, czy chcemy takiego ojca, obcego faceta który
      przylazł z ulicy i zaczął wprowadzać własne porządki w naszej
      rodzinie. Cóż, to co w zamian za to zafundowaliśmy jej z braćmi w
      okresie dojrzewania, było konsekwencją której żadnej matce nie życzę.
    • kanaviosta Re: zmuszac czy dac sobie spokój.. pomocy 02.07.08, 15:00
      czytając Twój post mam wrażenie, że istnieje w waszej nowopowstałej rodzinie jakaś niedobra rywalizacja, próba sił.
      Twój partner bardzo chciałby żebyście tworzyli normalną rodzinę, dlatego stara się wywierać nacisk na dziecko i za wszelką cenę podporządkować je nowym zasadom.
      Twój synek być może, biorąc pod uwagę wielką zmianę w waszym życiu, chciałby czuć, że chociaż jedna rzecz została po staremu (objawia się to niechęcią do potraw, które proponujecie wspólnie z partnerem)
      może warto, żebyś porozmawiała z każdym z nich?
      z partnerem o tym, że powinien budować przede wszystkim pozytywną więź i zaufanie, w wtedy Twój syn akceptując go w roli ojca chętniej zgodzi się z jego opiniami. naprawdę, jeśli dziecko zje inne danie niż to, które on lubi, nie oznacza to, że rządzi w domu. myślenie, jakie prezentuje w tym przypadku Twój parner osobiście uważam za infantylne.

      z synem: o tym, że nadal jest dla Ciebie równie ważny jak przed pojawieniem się nowych członków rodziny. dzieci często nie mówią wprost o swoich odczuciach. demonstrują je jednak właśnie w taki sposób jak Twój syn.
      przymusem niczego nie osiągniecie. pojawienie się nowego partnera matki to zawsze dla dziecka ogromny stres, utrata poczucia stałości, bezpieczeństwa. potrzebuje teraz wiele czasu, cierpliwości i pozytywnych wzmocnień żeby odnalazł sie w nowej rodzinie jaką tworzycie.
      jeśli zobaczy, że nowe relacje, nowe zasady moga być przyjemne, jeśli zaakceptuje Twojego partnera w roli ojca, na pewno chętnie zje z Wami wspólny posiłek, nawet jeśli będzie mniej smaczny.
    • kanaviosta Re: zmuszac czy dac sobie spokój.. pomocy 02.07.08, 15:03
      może czuje, że nie kochasz go już tak bardzo bo dzielisz teraz swoją miłość i uwagę na dodatkowe dwie osoby. swoje odczucia manifestuje właśnie poprzez niechęć do jedznenia nowych potraw.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka