Moim problemem jest zachowanie synka po powrocie od dziadków.No
tragedia. Moje dziecko aniołkiem nie jest i pewnie nigdy nie
będzie,to żywe dziecko którego wszędzie pełno, ale to nie znaczy, że
nie ma być grzeczne. Normalnie, jak jest w domu, to jak już dochodzi
do jakiegośproblemu szybciutko to sobie wyjaśniamy i jest ok, na
spacerach to samo, mały wie, że jak coś powiem to tak ma byc i już,
czasem próbuje się stawiac, ale dochodzimy do porozumienia

Nie
było problemu z pożyczaniem zabawek, zawsze przepraszał jak komuś
coś przypadkiem zrobił, nie było mowy aby zrobił coś specjalnie. Ale
to wszystko się zmienia jak jedziemy do babci (bez znaczenia
doktórej). Dziadkowie widują wnusia raz w miesiącu, czasem rzadziej,
i jak juz ich odwiedzamy to jesteśmy tam kilka dni. Mały ma tam
pozwalane na wszystko, dosłownie na wszystko, nawet jak kiedyś
uderzył babcie twarz to babcia tylko małemu powiedziała, że tak nie
wolno, ale jak się synek popłakał to babcia jego zaczęła przepraszać
(czyż to nie chore??). Dziadkowie szczycą się tym że synus to u nich
w ogóle nie płacze. No pewnie, bo czemu ma płakać jak mu na wszystko
pozwalają. Jak mam im w końcu wytłumaczyć, że tak nie można, że tym
pozwalaniem robią wielką krzywdę dziecku i mi, bo ja przez kolejny
tydzień naprawiam to co zepsuli dziadkowie, a z wyjazdu na wyjazd
jest coraż trudniej. Tez macie takie problemy?? Co z tym robić?/ Jak
wytłumaczyć dorosłym niby rozsądnym ludziom takie błędy bo mi już
argumentów brakuje.