Dodaj do ulubionych

Rodzić po polsku

28.10.03, 14:23
Ja na szczęście nie mam doświadczeń sprzed akcji rodzić po
ludzku, ale jestem bardzo wdzięczna jej organizatorom-
inicjatorom, bo dzięki niej obydwa porody przeżyliśmy razem z
mężem, w atmosferze sprzyjającej matce i dziecku i zostaliśmy
otoczeni fachową opieką i pomocą.
Rodziliśmy w szpitalu, który dostał wyróżnienie już w 1993 roku
i chociaż daleko mu do ideału, warunki były naprawdę ludzkie. W
dodatku za każdym razem nie kazano nam płacić za poród rodzinny,
chociaż odbywał się w osobnej sali przygotowanej do tego celu.
Życzylabym wsyzstkim kobietom, aby swoje dzieci mogły urodzić
tak, jak mi to było dane. A akcja "rodzić po ludzku" przyczyniła
się do tego z pewnością.
Obserwuj wątek
    • mamakaji Re: Rodzić po polsku 29.12.03, 11:53
      Komentowany artykuł powstał w roku 2001, wtedy właśnie przyszło mi rodzić w
      jadnym z krakowskich, wcale nie najgorzej ocenianych szpitali. Z tego co wiem
      nie wiele zmieniło się od tamtego czasu. Za pewne akcja "Rodzić po ludzku"
      przyniosła bardzo wiele dobrego, ale do zrobienia jest jeszcze znacznie więcej
      niż by to wynikało z załączonego artykułu. Przede wszystykim opisywany standard
      dotyczy przede wszystkim tzw. porodów rodzinnych. A jeśli komuś przyszło
      rodzić 'samotnie'? To automatycznie oznaczało brak dostępu do tych wszystkich
      udogodnień. Ja nawet nie miałam sobie gdzie usiąść! Miałam do wyboru
      podpieranie ściany lub wdrapanie się na łóżko porodowe! A odwiedziny rodzinny?
      Owszem ale znow tylko dla tych kobiet, które były po porodach rodzinnych. Ja by
      porozmawiać z mężem lub rodzicami musiałam sama "poczłapać" na korytarz gdzie
      na stwojąco mogłam z nimi zamienić parę słów. Ale nie to jest jeszcze
      najważniejsze. Najważniejszy jest stosunek lekarzy i pierlegniarek. Tu chyba
      musi zmienić się całe pokolenie. Przed porodem leżałam 6 tygodni na patologii,
      teoretycznie mogłam być pod ciągłą kontrolą lekarzy. A jednak od momentu gdy
      coś zaczęło się dziać źle musiało minąć 1,5 dnia zanim doprosiłam się by ktoś
      się mną zainteresował, bym doczekała się w kolejce do KTG (już nie pamiętam czy
      właśnie tak nazwywa się to badanie). W konsekwencji mało brakowało bym
      straciła moją malutką, a i tak wciąż jeszcze nie wiem czy i jakie konsekwencje
      pozostawią te tak zwane problemy okołoporodowe. Mogłabym pisać jeszcze wiele o
      mojej "przygodzie" na porodówce, o tym jak przyspieszany byl poród, o tym w
      jakim stylu pediatra poiformował mnie o nieprawidłowościach stwierdzonych u
      mojego dziecka itd. Jedno jest pewne: DO ZROBIENIA JEST JESCZE BARDZO WIELE!
      • mama_pyzuni Re: Rodzić po polsku 29.12.03, 12:49
        Podpisuję sie pod stwierdzeniem mamykaji - DO ZROBIENIA JEST JESZCZE BARDZO
        WIELE!!! Zwłaszcza w podejściu personelu medycznego do rodzącej.
        Mój poród - koszmar przechodziłam rok temu w niedużym powiatowym szpitalu.
        Oczywiście dookoła pełno plakatów akcji "Rodzić po ludzku", niestety w
        praktyce nie stosowano sie do tych zaleceń.
        Poród był wywoływany po upływie 7 dni od terminu porodu (mimo, że dziecko było
        w idealnym stanie, co wskazywało usg i ktg). Usłyszałam, że chyba nie chce
        zabić własnego dziecka, a to może nastąpić w przypadku przenoszenia ciąży.
        Dostałam oksytocynę w kroplówce, po 15 minutach zaczęły sie silne skurcze,
        występujące co 3-4 minuty. Rozwarcie postępowało bardzo ładnie, jednak po 8
        godzinach regularnych skurczów (przy rozwarciu na 4 palce) byłam tak
        wymęczona, że poprosiłam o znieczulenie zewnątrzoponowe. Zostałam wyśmiana
        (dosłownie), położne i pielęgniarki przychodziły zobaczyć co to za dziwoląg
        nie da rady urodzić dziecka.
        Wszystko to czego dowiedziałam sie w szkole rodzenia nie miało zastosowania,
        miałam inaczej oddychać, nie wolno było chodzić i wybrać sobie pozycji do
        parcia, no i nie było mowy o znieczuleniu. Miałam leżeć na łóżku i czekać. Był
        z mną mąż i mimo, że do porodów rodzinnych przeznaczona była osobna sala to i
        tak, jak sie okazało nie była używana. W boksach obok siebie rodziły trzy
        kobiety i te krzyki dzwięczą mi w uszach do dziś.
        W końcu mąż został wyproszony (bo niby za bardzo wszystko przeżywał), a mi
        kazali przeć. Miałam pełne rozwarcie ale żadnego skurczu partego. Ale mimo to
        lekarz kładł mi sie na brzuch i usiłował wypchnąć dziecko. Trzy razy straciłam
        przytomność...
        Cały czas zwiększano dawkę oksytocyny, ale nie było rezultatów. Wyobrażcie
        sobie lekarza z położną, którzy stojąc pół metra ode mnie mówią głośno "Ona
        nam sie zaraz wykończy, jak ta oksytocyna zadziała, tyle już dostała
        zastrzyków, że koń by urodził, a ona nic. A to dziecko to jakoś krzywo jest
        ułożone..."
        Szok, byłam przerażona, a dodatkowo cały czas miałam silne bóle.
        Mój mąż zadzwonił do moich rodziców, przyjechali i czekali pod porodówką i
        zobaczył ich lekarz (nota bene oni sie dosyć dobrze znają, ale jak ja rodziłam
        to miałam już nazwisko po mężu). I lekarz zaczął żartować z położną "A co to
        cała rodzina J. tu robi?" Resztką sił odpowiedziałam, że to moi rodzice. i
        wiecie co - lekarz zrobił sie tak czerwony, szybko wybiegł z sali i za 5 minut
        zjawiła sie pani anestezjolog a za 15 minut już miałam cesarkę!!! (po 12
        godzinach bardzo silnych skurczy!)
        Do dziś mam koszmary dotyczące porodu i mam nadzieję, że przy drugim od razu
        zrobią mi cesarkę!!!!!!!!!!!!!
        • askap64 Re: Rodzić po polsku 06.01.04, 18:24
          Ja rodzilam w Angli, ale wrarzen supr pozytywnych nie mam wcale. Wrecz
          przeciwnie. Opieka w czasie ciazy pozostawia wiele do zyczenia, po pierwsze
          wizyta u ginekologa nie jest obowiazkowa wiec zeby sie do niego udac musialam
          grubo sie tlumaczyc. Gdy sie okazalo , ze mam nadrzerke lekarz stwierdzil:"To
          jest norma". Przechodzac do samego porodu.

          Gdy przyjechalam na porodowkelekarz zapytal jak silne mam skurcze, odparlam, ze
          slabe, a on mi na to , ze powinnam do domu jechac bo z takimi skurczami to
          jeszcze dlugo potrwa. Nalegalam na badanie i okazalo sie ze mialam 3 cm
          rozwarcia, na co on stwierdzil, "Ale niespodzianka".

          Co prawda mialam zamowione znieczulenie, ale okazalo sie ze jest tylko jeden
          anestozjolog, ktory wlasnie jest zajety (porodowka z jednym anestezjologiem).
          po kilku godzinach, juz w fazie parcia, anestezjolog sie zjawil i powiedzial,
          ze przeciez sobie swietnie radze. Super podejscie lekarskie nie jest wiec
          charekterystyczne tylko w Polsce. Podczas fazy parcia pielegniarka 4 razy
          pytala sie czy mnie naciac poczym niezdazyla, bo sie rozerwalam.Dobrze, ze
          prztnajmniej teraz moge sie z tego smiac. W sumie wszystkie srodki
          przeciwbolowe zaczely dzialac dopiero po porodzie, bo byly podane zbyt pozno.
          Pielegniarka powiedziala mi , ze za wczesnie urodzilam.I co tu robic. Gdybym
          posluchala lekarza to pewnie urodzilabym w drodze powrotnej do domu.

          Po porodzie ze szpitala mnie doslownie wyrzucili po 6 godzinach. Dobrze,ze nie
          jestem samotna matka, bez rodziny.

          Czulam sie jak w odcinku Monty Pajtona ( to zasluga srodkow przeciwbolowych
          dzialajacych jeszcze 12 godzin po porodzie).

          Pozdrawiam.
    • sylvieska Re: Rodzić po polsku 29.12.03, 20:33
      Ciągle zastanawiam się gdzie tkwi błąd w funkcjonowaniu szpitali w
      Polsce...bo ,że nadal funkcjonują "horror odziały położnicze" świadczy post
      powyżej. Co zmieniać? Finansowanie szpitali ? Mentalności personelu? Dawać
      ordery i nagradzać za coś co powinno być normą a nie wyjątkowością?...Rodziłam
      w małym prywatnym krakowskim szpitalu. Poród i pobyt w nim wspominam z jak
      najlepszej strony. Za poród i pobyt nic nie płaciłam bo szpitalik miał umowe z
      Kasą chorych . Sprzęt nie był super nowoczesny rzekłabym standardowy. Personel
      miły i kompetentny, choć może powinien być skwasniały i znerwicowany bo praca w
      tym szpitaliku była dla połowy kadry druga dodatkową ( wszak męczącą ) pracą
      wcele nie super płatną. Patrzyłam na to wszystko i zastanawiałam się jak to
      może być...szpital finansowany jak reszta publicznych szpitali w Polsce kadra
      też zasilana przez personel z róznych publicznych szpitali...więc jak to może
      być ,że tu tak normalnie po ludzku rodzić można...No i nie wiem jak to może być?
      no nie wiem.
      • gocha71 Re: Rodzić po polsku 20.01.04, 13:47
        Gdzie tkwi błąd w funkcjonowaniu szpitali w Polsce? według mnie w tym, że
        pacjenci traktowani sa jak petenci, a nie prawdziwi klienci, którzy płacą
        (skladka zdrowotna) i maja z tego tytułu prawo wymagać!!!
        Dopóki będziemy przedmiotami, a nie podmiotami leczenia szpitalnego,w Polsce
        kobiety będą rodziły w takich a nie innych warunkach, w takiej a nie innej
        atmosferze, bo ta jest najwazniejsza. Urodziłam dwoje dzieci w dwóch różnych
        szpitalach i wiem, co mówię.
        Gocha.
    • kasia_mama_szymcia Re: Rodzić po polsku 30.12.03, 00:40
      Mój poród mimo, że trwał 21 godz. 30 min. wspominam miło. Szymonek urodził się
      23 sierpnia 2003 r. w CZMP w Łodzi. Miałam przy sobie męża, ale rodziłam na
      sali ogólnej (tzn. byliśmy oddzieleni ściankami i parawanami od innych par).
      Towarzyszyli nam przemiła położna i lekarz (dodam, że nic nie zapłaciliśmy,
      chociaż braliśmy to pod uwagę). Poród trwał tak długo, bo nie miałam akcji
      porodowej. Myślę, że dużo pomogła mi szkoła rodzenia, koncentrowałam się na
      tym, żeby Synek miał dość dużo tlenu. Gdy podjęto decyzję o cesarce byłam już
      wyczerpana, bo skurcze były okropne, Maluszek się pchał na świat a ja nie
      mogłam mu w tym pomóc. Jeszcze na stole operacyjnym powiedziałam lekarzowi, że
      i tak niedługo się spotkamy (bo planujemy mieć dugie dziecko). Potem pokazano
      mi Szymcia, mąż mógł przy nim być, niestety ja nie. Dopiero następnego dnia
      mogłam synka normalnie utulić i w tym wszystkim to było dla mnie najgorsze,
      brak obecności dziecka po cesarce. Byłam przygotowana na poród naturalny,
      gdzie synek miał być ze mną. Teraz gdy patrzę na moją 4 miesięczną pociechę
      nie wyobrażam sobie życia bez niego. Pozdrawiam wszystkie Mamy.
      • hanka_79 Re: Rodzić po polsku 18.01.04, 17:40
        Może będę niesprawiedliwa, ale szczerze mówiąc już mnie mdli od ciągłych
        opowieści, porad, artykułów, postów itp. na temat "ludzkiego" rodzenia. Ja nie
        wiem gdzie Wy znajdujecie te szpitale? Rodziłam 3 lata temu i do dziś na samo
        wspomnienie robi mi się duszno. Nie mam do powiedzenia nic poza tym, że
        w całym życiu nie doznałam tak wielu upokorzeń jak ze strony położnych podczas
        porodu. To bvył najgorszy koszmar mojego życia, kiedy przez 6 godzin musiałam
        lezec plackiem na łóżku porodowym, z pękniętymi żyłami, bo wenflon był
        skrzywiony i prosząc położną o zwilżenie ust wodą- nie doczekałam się. A co
        powiecie na nacięcie bez skurczu?
        I na dziś dzień bardzo się cieszę, że ordynatorem oddziału był znajomy
        rodziny, bo przez to doznałam zaszczytu i dano mi znieczulenie podczas
        zszywania szwów, za co leżaca obok dziewczyna miała pretensje i do położnych i
        do mnie, bo ona nie dostała. Aco najśmieszniejsze? Po tym znieczuleniu położna
        stojąc przy mnie i przyglądając mi się z niesmakiem powiedziała do drugiej :
        widzisz, wystarczy żeby było taką stać na "posmarowanie" i już ma znieczulenie
        i sam pan doktor się nią zainteresował. Nie było "posmarowane", ale przy
        kolejnym porodzie-już z całą pewnością w innym szpitalu- "posmaruję" na 100%.
        A miała to być najpiękniejsza chwila mojego życia...
        • agao_z Re: Rodzić po polsku 20.01.04, 14:31
          Ja rodzilam poltora roku temu na Karowej. Coz... porod wspominam z mieszanymi
          uczuciami, a wszystko to za sprawa poloznej z ktora rodzilam: czego pani tak
          wyje?, przebila mi pecherz plodowa nie pytajac sie o zdanie, na izbie przyjec
          zrobiono mi masaz szyjki, nie pytajac sie o zdanie, studentka przy porodzie, w
          sumie ok, tylko jedna, ale za to probowala mnie nacinac miedzy skorczami...
          (tez bez pytania sie mnie o zdanie). Pozycja oczywiscie bardzo popularna w
          Polsce: pollezaca, dziecko nie moglo wyjsc. Lekarz po porodzie: no wie pani,
          takiego malego dzioecka nie mogla pani urodzic?!!!

          To tyle na ten temat...

          A co do samej idei rodzic po ludzku, to coz, chyba sie troche w naszym chorym
          kraju przepoczwarzyla. W wiekszosci przypadkow ten ma ludzki porod,
          kto "posmaruje". A kto nie posmaruje, jesli to jest najprawdopodobniej jego
          jedyny porod w zyci, albo jeden z dwoch, a chce miec mile wspomnienia?

          Aby cos sie w tej sprawie zmienilo, musi jeszcze wiele wody w Wisle uplynac...
          Musi sie zmienic personel w szpitalach, a to tez nie gwarantuje sukcesu. Moja
          siostra studiuje poloznictwo w Warszawie. Jeszcze rok temu byla wielka
          reformatorka, wielka przodowniczka zmian. A teraz: nacinac trzeba zawsze, a
          szczegolnie przy pierwszym porodzie, rodzic na pollezaco (bo to prawie jak
          pozycja wertykalna?!!!), przynajmniej przy pierwszym porodzie... "bo jak ja mam
          w inny sposob zbadac pacjentke?" Nic dodac, nic ujac... A jak ja przycisnelam
          mocniej, to powiedziala, ze nawet jakby ona chciala, zeby kobiety rodzily
          inaczej, to nikt "z gory " na to nie pozwoli, bo przychodza lekarze i krzycza
          na studentki i polozne, co tez one wyprawiaja...
          Bez komentarza.
          Optymistycznie nie jest...
          I zastanawiam sie, czy za drugim razem nie zaplacic, zeby nie miec takich
          historii, choc to kloci sie troche z moja moralnoscia. W koncu lekarze i
          polozne juz dostali wynagrodzenie za swoja prace.

          Pozdrawiam
          Agnieszka, mama Zosi, czyli tego co najpiekniejsze, ktore spotkalo mnie tamtego
          dnia.
    • burza4 Re: Rodzić po polsku 20.01.04, 14:52
      owszem - wiele jest jeszcze do zrobienia

      a ja chciałam poruszyć jeszcze wątek uboczny - jak to w Polsce da się wypaczyć
      każdą piękną ideę. Ta akcja przyniosła wiele zmian. M.in. to, że matki
      zazwyczaj dostają dzieci po porodzie pod swoją wyłączną opiekę. Na zasadzie -
      chciały - to mają. Tylko że to chyba nie do końca tak miało wygladać? Bo z
      rozmów z moją poprzednią gin wynikało, że jako skutek uboczny tej skądinąd
      pięknej i potrzebnej akcji ograniczono etaty pielęgniarek i położnych w
      oddziałach - bo i po co tyle personelu, skoro są matki? I tym prostym sposobem
      z tego, co miało być dla kobiet przyjemnością zrobiono obowiązek. To nie tak
      wygląda gdzie indziej. Koleżanka rodziła w Stanach, gdzie standardowo od lat
      dzieci są z matkami. Ale nie cały czas! Jest sztab pielęgniarek, które są od
      tego, żeby matkę odciążyć w pierwszych chwilach po porodzie, wykąpać dziecko,
      przewinąć, żeby mogły odpocząć i dojść do siebie! tymczasem u nas zostawia się
      jeje po prostu zdane na własne siły. Poł biedy, kiedy poród był stosunkowo
      łatwy. Ale jeśli trwał 36 godzin? nie każdy ma kogoś z rodziny do pomocy, a
      personelu najzwyczajniej w świecie brakuje - bo zlikwodowano "niepotrzebne"
      etaty...
      • mamasita Re: Rodzić po polsku 21.01.04, 18:06
        Ja mam bardzo mile wspomnienia, jak na porod, szpital na zelaznej, porod
        rodzinny, doskonala opieka, pielgniarki na kazde wezwanie nawet o 4,3 rano na
        telefon, maz ze mna. Pielgniarki i przewijaly i umyły dziecko, udzielajac
        lekcji co robic, jak sie obchodzic,jak dbac. te wszystkie udogodnienia jak
        wlasny pokoj z mezem i porod rodzinny i znieczulenie zewnetrzo oponowe, trzeba
        duzo zaplacic. Straszna szkoda ze nie jest to tansze i powszechnie dostepne, w
        koncu w kraju gdize jest przyrost na minus, cos powinno motywowac kobiety by
        miec dzieci, forma traktowania, opieki, udogodnien. Tymczasem odnosze wrazenie
        ze bycie matka to ciagla walka o przetrwanie - z urzedami, z miejscem pracy, z
        opieka i lekarzami. Moj maz mowi ze Polki sa niesamowite, piekne, madre, silne
        i daja sobier ade z takimi warunkami, gdize amerykanki by osiwiały.
      • pysia-2 Re: Rodzić po polsku 25.02.04, 10:41
        Noo, to ja musze poweidziec ze tym bardziej utwierdzam sie w przekonaniu ze
        rodzilam w rewelacyjnym szpitalu! (Miejski w Olsztynie). Bo ja owszem, mialam
        swoje dziecko przy sobie, ale do kapieli zabieraly je polozne, do przewijania
        pierwszego i drugiego dnia roowiniez, dopiero jak doszlam do siebie, polozna
        ZAPYTALA, czy chce przewinac dziecko.
    • lechasia Re: Rodzić po polsku 20.01.04, 16:22
      Ja rodziłam jednego syna 9 lat temu(poród naturalny) i na samo wspomnienie o
      nim mam wszystkie włosy na ciele na baczność, natomiast drugiego syna 6 tygodni
      temu.Byłam święcie przekonana ,że po tych wszystkich akcjach pobyt na porodówce
      i oddziale położniczym będe wspominała zupełnie inaczej.Również do porodu byłam
      przygotowana inaczej. Miesiąc wcześniej umówiłam sobie położną, którą poleciły
      mi moje koleżanki.Sam pobyt na porodówce wspominam bardzo dobrze. Obserwowałam
      również jak położne odnoszą się i zajmują innymi rodzącymi. Położne były
      uśmiechnięte i miłe i widać było ,że są z powołania. Mój poród jednak zakończył
      się cesarką, po której zostałam przewieziona na pięknie wyremontowany i okazały
      oddział położniczy. I tutaj skończyło się to co ludzkie , a zaczęło
      się ....szkoda mówić. Trafiłam na salę pooperacyjną z 6 łóżkami. Każda młoda
      mama po cesarce unieruchomiona na łóżku bo wstać można dopiero po 24 godzinach.
      Dzwonka przy łóżku nie można było naciskać "bo nie wolno", wolno było tylko
      wołać, ale jak zawołać personel jak na oddziale położniczym w mieście
      wojewódzkim w szpitalu wojewódzkim dyżuruje 1 położna !!!, a pacjentek na
      oddziale ponad 20.Można napisać ,że przez te 3 dni pobytu zajmowałam się sama
      sobą z pomocą równie sprawnych ruchowo jak ja moich koleżnek z sali.Dodam
      jeszcze, że na oddziale nie ma odwiedzin (odwiedziny w wiatrołapie na końcu
      korytarza) więc o pomocy np męża można sobie tylko pofantazjować.Chwała tylko
      za super personel, który zajmował się dziećmi.
      Na porodówce rodziłam po ludzku , ale to co ludzkie zostało przed wejściem na
      oddział położniczy.
    • benia151 Re: Rodzić po polsku 20.01.04, 17:33
      ...
    • gusialek1 Re: Rodzić po polsku 13.02.04, 23:34
      Rodziłam pierwsze dziecko 1997r z meżem i tak naprawde to nieprzyjemnie mi było
      z nie którymi pacjentkami poniewaz wymyslaly mi ze jestem ksiezniczka i dlatego
      mam kaprys rodzic z mezem.teraz we wrzesniu rodzilam drugie dziecko tez z mezem
      i nikogo to nie dziwilo wrecz odwrotnie dziwne bylo ze ktoras rodzi bez
      meza .Ta akcja uswiadomila wielum rodzica ze porod mimo ze strasznie boli to
      mozna go przezyc w godnych warunkach z najbliza osoba .kazdej mamie tego zycze
      • linusia_75 Re: Rodzić po polsku 14.02.04, 08:58
        Rodziłam córkę w grudniu 2001 r. w szpitalu na warszawskim Solcu, w
        towarzystwie męża, z personelem z dyżuru, na ogólnej sali, ale praktycznie
        byłam jedyną pacjetnką.
        Połóżne były przesympatyczne i kompetentne, lekarz odbierajacy poród opowiadał
        dowcipy, wszyscy chwalili mnie, że doskonale sobie radzę, informowano nas o
        wszystkich lekach, badaniach i przebiegu porodu.
        Sam poród był typowy, 8 godzin, w trakcie podano oksytocynę, obyło się bez
        znieczulenia. Mogłam chodzić, iść pod prysznic, skakać na piłce, wszystko, co
        tylko pomagało mi zmniejszyć ból.
        Owszem, dziecko było ze mną, ale w każdej chwili mogłam oddać je pod opiekę
        położnych, gdybym tylko nie czuła się na siłach. Wiele matek korzystało z tego
        przynajmniej po to, żeby iść pod prysznic.
        Odwiedziny były praktycznie cały dzień, oczywisćie w rozsądnych porach.
        Za nic nikomu nie płaciliśmy. Wychodząc po prostu podziękowaliśmy.
        Planujemy wkrótce drugie dziecko. Nawet nie musimy się zastanawiać, jaki
        szpital wybrać.
        Pozdrawiam
        Linusia
        • betty69 Re: Rodzić po polsku 10.06.04, 23:01
          Nie mog´ jeszcze wypowiedzieç si´ na temat szpitala, gdy´´ termin mamy na 3
          lipca (czyli wkrótce). Z m´´´em podjeliĘmy decyzje, ´´e bedziemy rodziç w
          szpitalu warszawskim na Solcu. Uko?czyliĘmy szko?´ rodzenia, którŕ prowadzi?a
          po?o´´na z tego szpitala. ByliĘmy zadowoleni. Oglŕdajŕc szpital, inna po?o´´na
          by?a bardzo mi?a i udzieli?a nam wyczerpujŕcych odpowiedzi. Licze na to, ´´e
          bedziemy mieli podobnie mi?e wspomnienia z porodu w tym miejscu. Napisze po
          narodzinach naszego maluszka.
          Pozdrawiam i dzi´kuje, bo twój list utwierdzi? mnie, ´´e to mo´´e byç dobry wybór
          Betty
    • kajami1 Re: Rodzić po polsku 14.02.04, 13:16
      Ja rodziłam w Bydgoszczy. w maju 2002r. Sam poród, może dlatego, że rodzinny
      był całkiem, całkiem gdyby nie oddziałowa porodówki. Położna, która się mną
      zajmowała była dobrą i bardzo wrażliwą osobą natomiast oddziałowa tragedia
      wrzaskliwa, wiecznie krytykująca baba, wyśmiewająca krzyczące rodzące. Rodziłam
      9 godzin, ale na porodówkę poszłam dopiero po 3 godz.(zaczęłam w nocy i nie
      chciałam bez sensu robić tak szybko afery. Leżałam na patologii, więc nie
      miałam daleko).
      Gdyby nie ta wredna, złośliwa baba (czytaj: oddziałowa) uznałabym, że w
      bydgoskim Bizielu starają się aby kobiety rodziły po ludzku.

      Za to patologia jest "super" dzień przed porodem wypisano mnie do domu
      (wróciłam po 11 godz.)z silnym białkomoczem 120(norma:0,5). Lekarz z przychodni
      jak mnie zobaczył to wręcz zaczął kląć jak można wypuścić z brzuchem kobietę w
      38tyg.ciąży z silnym zatruciem ciążowym i wielowodziem do domu. O ironio, przez
      3 godz. lekarka z patologii mimo fatalnych wyników nie chciała mnie przyjąć z
      powrotem do szpitala. Ona też gdy zaczęły mi odchodzić wody stwierdziła, że
      pewnie popuściłam mocz(całe łóżko pływało) na szczęście mój Misiu postanowił
      zmienić swoje ułożenie i zaraz po badaniu odchodzące mi wody zalały calusieńki
      gabinet zabiegowy i panią doktor(hi,hi dobrze jej). Dopiero wtedy trafiłam na
      porodówkę. Tam na szczęście spotkałam zupełnie innych, miłych ludzi (z
      wyjątkiem: patrz wyżej).
      Drugie dziecko też będę chciała tam rodzić, chyba,że będę musiała leżeć na
      patologii wtedy zmienię szpital.
      Pozdrawiam.
      • soniasonia1 Re: Rodzić po polsku 15.02.04, 01:29
        Przypominam sobie plakaty "rodzic po ludzku". Oto moja historia.
        1).Skurcze. Przyjecie do szpitala - ja mowie-dziecko jest nogami w dol; lekarz-
        robi badanie i mowi - nie, wszystko jest ok, glowka do dolu. Błagam lekarza o
        usg przez dobre pare minut. Z wielka łaska idziemy do sali zamknietej na 3
        klucze. Lekarz mowi- no rzeeeeczywiiiiscie- dziecko do gory nogami.No popatrz
        popatrz....
        2). Porod - cesarka, zniecz.zewn.bo przypadkowo był anestezjolog, mąż.
        Zbyt małe cięcie- dziecko wyszarpują- ja trace oddech, dziecko całe sine, 6
        punktow Apgar.
        3). Sala pooperacyjna. Pielęgniarki wchodzą i wychodzą 24h bo znajduje się tam
        mebloscianka z lekarstwami, strzykawkami,nerkami i wszystkim co może robic
        hałas. Prosząc o dokarmienie płaczącego dziecka zdenerwowana pielęgniarka
        ściska mi cycka z całej siły i krzyczy- przeciez masz pokarm. Przy takim
        chwycie cycka to siłą woli i strachem przed bólem znzlazłabym mleko rok przed
        zajściem w ciąże.....
        4.) Sala ogolna dla mam po porodzie. Pani ordynator od noworodkow przy całej
        ekipie chichoczących studentów podniesionym głosem oznajmia że nie jestem w
        stanie opiekować się dzieckiem skoro używam sprayów do pielęgnacji dziecka w
        dodatku bez odpowiednich atestów.....
        Ten "spray" to była mała buteleczka z dozownikiem talku firmy AVENT.....
        Oznajmiła również totalną żółtaczke w przeciwieństwie do jej zastępczyni. Niby
        przypadkowo tylko mojemu dziecku w hurtowym pobieraniu krwi wszystkim dzieciom
        nie zrobiono badania na poziom bi. Bez mojego nalegania badań chyba wogóle by
        nie wykonano.

        U dziecka już w brzuchu stwierdzono wade nerki. Po urodzeniu szpitalne usg nie
        wykazało "żadnych nieprawidłowości". I tak przez 3miesiące moje dziecko miało
        ostre zapalenie nerki ale , cytuje pediatre- "to musiał być przypadek".
        5.) Po 6 dniach wypisują mnie.
        6.)W domu robie kupe z krwią. Nie wiem o co chodzi.
        W środku nocy po 33 godzinach "R-ka" odwozi mnie do szpitala z ostrym bólem
        brzucha. Nikt nie wierzy że tak boli. Lekarz ogólny wciska mi rękę do wysokości
        nadgarstka w odbyt i krzyczy że mam tak nie wyć jak pies bo jest środek nocy.
        W ciągu 30 minut 2 lekarzy na okrągło powtarza badanie. Nikt nie pomaga wstać a
        leże na łóżku dla rodzących. Spadam na ziemie i wydaje mi sie że umarłam.
        Potem pamiętam tylko lampy na suficie jadąc na operacje.
        7.) Nic mnie nie boli. Raj. Pytam -co mi było? Lekarze - ropa ropa wszędzie
        ropa. Prawie pod serce. NIE WIADOMO SKAD. Cud że pani żyje.

        Noworodek z moim ukochanym "niemężem" u znajomych.. Wszystko już będzie
        dobrze.........

        Minął rok, 1 miesiąc i 5dni.
        Jestem szczęśliwa. Ale czasami mój mózg znajduje droge do wspomnień. Wtedy boli
        tak jak kiedyś.
        Upokorzenia, strach, bezsilność.
        Wiem że Wam też mogło się to przydarzyć. Pisze bo chciałam posłać to w świat bo
        czasami myśle że nikt mnie nie słyszy..................

        • soniasonia1 Re: Rodzić po polsku 15.02.04, 01:37
          Poród tylko ze względu na ewentualne komplikacje z nerką Dzieciątka odbył się w
          centralnym szpitalu klinicznym w katowicach ligocie przy którym znajduje się
          budynek centrum zdrowia dziecka. Miałam nadzieje że będziemy tam
          bezpieczniejsi.......
          • ajko Re: Rodzić po polsku 22.02.04, 01:58
            Ja urodziłam po ludzku i do dzisiaj poród jest dla mnie miłym wspomnieniem, po
            którym mam cudowną,prawie duletnią pamiątkę.Ciąża była trudna,zagrożona,poród
            3 tygodnie przed terminem.Nie zdążyłam nikomu "posmarować",dziecko nie chciało
            czekać.W nocy pękł pęcherz.Kraków-NZOZ ,nie prywatna klinika.Położna pyta czy
            chce golenie i lewatywę.Godzę się .Potem usg,dwóch lekarzy konsultuje wynik
            badania...chyba cearka,jestem za wąska,dziecko małe,ale szanse na poród
            naturalny niewielkie.Mąż jest przy mnie,dodaje otuchy.Przychodzi położna,mówi
            jak sie nazywa,ile lat pracuje,że ma swoje dzieci i że we wszystkim mi
            pomoże.Rozmawiemy sobie o różnych głupotach.Jestem w sali z wanną gdybym
            chciała posiedzieć...nie chcę.Przez kilka godzin nie mam bóli,lekarka pyta czy
            chce oksytocynę,bo to pewnie przyspieszy poród.Mówię,że chcę,podają
            kroplówkę,spaceruję z mężem,chodzę pod prysznic.Kiedy nie moge wytrzmać proszę
            o znieczulenie dokręgowe,po chwili dostaję...ulga.Teraz mam rodzić...lekarka
            woła zastepcę ordynatora.Bada mnie,juz wiem że nie dam rady.Główka się
            zaklinowała i nie zejdzie niżej,z dzieckiem ok. nie ma na co czekać.Dostaję
            silniejsze znieczulenie, 20 min. i mam dziecko na piersi.Pani anestezjolog
            gratuluje córeczki.Jestem szczęśliwa.Położne pomagają we wszystkim.Jedna spędza
            ze mna cała noc,mam pokarm ,ale mała nie umie ssać.Mąż kupuje laktator,położna
            mobilizuje małą do ssania.Rano zagląda do nas pytając czy dajemy sobie
            radę.Wychodzę w niedziele ,czuję sie dobrze,dziecko też.Nie mam złych
            wspomnienień,a na dodatek wszystko było za darmo..acha,mała dostała jeszcze
            maskotkę od szpitala-inne noworodki też.Wiem ,miałam
            szczęście...Pozdrawiam.Kaśka
      • inga17 Re: Rodzić po polsku 26.03.04, 12:22
        Ja również urodziłam w bydgoskim Bizielu w styczniu 2003. Wcześniej leżałam na
        patologii, ale akurat pobyt tam wspominam dość miło. Dość przyjemnie wspominam
        też poród-na sali ogólnej, ale z mężem. Koszmar zaczął sie po urodzeniu
        dziecka. 2,5 godzinne leżenie przed porodówką i oczekiwanie na zwolnienie łóżka
        na oddziale położniczym, niemiłe, opryskliwe, chamskie położne;żadnej pomocy,
        instrukcji co do opieki nad dzieckiem. Miałam zarwane łóżko,na którym nie
        potrafiłam karmić na leżąco, a nie mogłam normalnie usiąść, poza tym nie
        potrafiłam przystawić małego do piersi. położna na moją prośbę z wielką łaską
        po prostu go "nasadziła" na pierś i szybko odeszła, a mały jakoś puścił pierś i
        nie mógł na nowo złapać. Do tego w małych salkach po 3 kobiety i tłum
        odwiedzających-po 4-5 osób do każdej, co skutecznie uniemożliwiło jakiekolwiek
        próby karmienia. Gdy w końcu wieczorem powiedziałam (zrobiło się trochę
        spokojniej), że syn płacze a ja nie umiem przystawić go do piersi i chyba jest
        głodny, to szybko zabrała dziecko, a po jakichs 30 minutach przyniosła
        mówiąc "no faktycznie był głodny, całą glukozę wypił" i szybko wyszła z sali.
        Całą noc próbowałam przystawiać małego i w końcu nad ranem mi się zaczęło
        udawać.Nastepnego dnia rano dostał szczepionkę i cały dzień spał. Rezultat był
        taki, że moje dziecko przez 2,5 dnia NIC NIE JADŁO!!! O wielu innych sytuacjach
        nie ma co pisać i dalszych przejżściach, ale do dziś wspominam to jako koszmar.
    • mamakubusia Re: Rodzić po polsku 15.02.04, 11:26
      dołączę się do wątku bo już myślałam że to ze mną coś nie tak sad
      Kubę urodziłam 15 miesięcy temu, ciąza była zagrożona, dwurożna macica, krwiak,
      chore nerki, przedwczesne skurcze w sumie 5 pobytów na patologi.
      Trzy miesiące leżenia plackiem tylko do ubikacji mogłam a kiedy tam szłam to
      dostawałam zadyszki - organizm totalnie osłabiony.
      Jestem raczej świadomą osobą więc zdawałam sobie sprawę z tego że z
      taką "kondycją" będzie ciężko urodzić ale nikt nawet się tym nie przejmował.
      3 tygodnie przed terminem doszedł niesamowity ból w "dole brzucha" tydzień
      wytrzymałam (byłam w szpitalu ale doszli do wnoisku że to nic zrobili ktg i
      posłali do domu) w końcu zawiadomiłam MOJEGO LEKARZA RODZINNEGO NAJLEPSZEGO NA
      ŚWIECIE Pani doktor stwierdziła że spojenie łonowe mi się rozchodzi, udałam się
      do ginekologa od razu wziął mnie na oddział i tu się zaczęło
      wszyscy lekarze mnie oglądali (włącznie z ortopedą) i stwierdzili że muszę mieć
      cc puki jeszcze spojenie nie pękło tylko Pan ordynator stwierdził że to
      przecież można rehabilitować (dla niezorientowanych rehabilitacja jest długa ok
      6 miesięcy, bolesna i nie ma gwarancji że wszystko się dobrze zrośnie) Już się
      szykowali do podania mi oksytocyny ale ja nie dałam za wygraną stwierdziłam że
      ok tylko żeby mieli świadomość że zaskarżę szpital jeśli spojenie pęknie w
      czasie porodu i wyobraźcie sobie za 15 minut leżałam na sali operacyjnej
      myślałam że to koniec koszmaru ale tu sie dopiero zaczęło
      - nie miałam pokarmu więc byłam traktowana jak wyrodna matka która nie chce
      karmić własnego dziecka nikt mi nie pomógł
      - nie mogłam dzwonić na siostry miałam je wołać (zaraz po cc) miałam
      znieczulenie ogólne i byłam intubowana więc nie mogłam wołać co dziwniejsze
      byłam sama na całym oddziale
      - moje dziecko od czwartku do soboty nic nie jadło krzyczało jak szalone
      - nikt nie zabrał małego chociaż na chwilkę od początku był ze mną przychodziły
      tylko żeby mnie uświadomić że jak go nie uspokoję to dostanie gorączki i będzie
      musiał mieś kroplówkę
      - w końcu zdecydowałam sie na sztuczne karmienie i tu się zaczęło ale znowu się
      nie dałam i oznajmiłam Pani ordynator od noworodków że to ja bedę decydować w
      jaki sposób będę karmić swoje dziecko (długo walczyłam o pokarm dostałam go po
      2 tygodniach i karmiłam synka piersią)
      - nikt mi nie pomół nie zajął się nawet na godzinkę dzieckiem, byłam padnięta
      oczywiście miałam depresję nie miałam siły
      - jeszcze jedno nie wolno było samemu przebierać dziecka(pieluchy) dzwonić nie
      wolno było a sala z siostrami noworodków była na końcu oddziału więc za każdym
      razem musiałam jechać z małym 3 razy podnosząc ten wózek bo na korytarzu są
      progi i tak kilka razy dziennie
      nie będę już dłużej marudzić dodam tylko że szpital ma dobrą opinię jest
      szpitalem przyjaznym dziecku.....
      teraz wspominam to właściwie z humorem nie czułam bólu tylko to traktowanie
      Jest jeszcze dużo do zrobienia ale to tylko my możemy to zmienić
    • luxonna Re: Rodzić po polsku 25.02.04, 08:22
      pozwolcie ze przekopiuje post ktory pisalam wczoraj na innym forum, nie chce mi
      sie pisac od nowa, o to samo chodzi...

      Porod wywolywany, koszmar. Ale pomimo bólu nie do zniesienia
      dziwnie mocno utkwiły mi w pamięci sprzątaczki stojące pod ścianą z miotłami w
      rękach i gapiące się, oraz lekarze (z innego oddziału, nie związani ze sprawą)
      siedzący w kącie, pijący kawę i śmiejący się, gadający. Acha i jeszcze facet
      którego żona rodziła obok, ale że u niej było nieciekawie gapił się ciągle na
      mnie przez drzwi... A ja w kusej koszulce, pomimo bólu który zdawał się nie do
      zniesienia i nieprzerwany, naprawdę wstydziłam się strasznie że oni wszyscy tak
      gapia się na mnie...
      Poza tym miałam straszny wstręt na dotyk (po prostu okropne dreszcze i chęć
      wymiotowania jak tylko ktoś mnie dotknął), a kiedy położna to zauważyła kilka
      razy "dla żartu" mnie specjalnie dotykała, po czym razem z moim mężem (i całą
      widownią) śmiali się do rozpuku kiedy zaczynałam krzyczeć żeby mnie juz
      przestali macac...
      Poza tym... to nacięcie... aż trudno mi pisać... Pamiętam ten ból straszny... i
      sama ta świadomość, że ktoś nożyczkami przecina moje ciało... no i ten dźwięk
      metalu... KOSZMAR! A mówili, że nacięcia nie poczuję... Ale ja chyba po prostu
      nie miałam partych skurczów... Tzn. nie czułam żadnej potrzeby wypychania. Te
      skurcze różniły się dla mnie od wcześniejszych tylko tym że bolały mniej.
      No i nie wspomnę o szyciu...
      Ale kiedy trzymałam na rękach moją Córeczkę wszystko było już nieistotne! I
      przez pierwsze dni byłam tak zaabsorbowana Małą, że nie myślałam o porodzie,
      nie wspominałam... Dopiero kiedy któregoś dnia mąż napomknął o następnym
      dziecku wszystko zaczęło wracać... Teraz nie ma dnia, żebym nie myślała, nie
      przezywala na nowo bolu i upokorzenia... Nie ma nocy, zeby nie snil mi sie
      dzwiek nozyczek tnacych moje cialo...
      Prosze, nie zrozumcie mnie źle. Kocham moje Dziecko i dla Niej zrobię i zniosę
      wszystko. Ale chyba muszę iść do psychiatry, bo wspomnienia porodu siedza w
      mojej głowie tak mocno... Wypływają ciągle i czasem jedno czyjes slowo sprawia
      ze zaczynam plakac, ze wszystko mi sie przypomina... Wiem ze nie jest to
      normalne. I nie wiem co zrobic.
      Pozdrawiam, pa!

    • agachrzanowsky Re: Rodzić po polsku 25.02.04, 10:05
      Opowiem dwie historie.

      Syna urodziłam w 1998 w małym szpitalu na Mazurach. Na oddziale znalazłam się
      ok południa, przed tym była jeszcze izba przyjęć - lewatywa, golenie i
      nieprzyjemna położna, brak intymności, to było straszne...
      Na oddziale położniczym pozwolono mi chodzić, był przy mnie mój mąż.Bóle
      stawały się coraz silniejsze, ok 17:10 położna podłączyła KTG, zbadała i
      stwierdziła, że z pół godziny będzie dzidziuś. Nie chciałam porodu rodzinnego i
      mąż pojechał do domu, ucieszony, że tak szybko będzie tatusiem.Zostałam sama na
      dużej grupowej sali, gdzie były trzy łóżka przegrodzone parawanem, a za jednym
      z nich leżała kobieta wymęczona porodem,ok. 17:30 odeszły mi wody i zaczeły się
      jeszcze mocniejsze skórcze, a zaraz za nimi parte. Parłam z całych sił i nic,
      dzidzia nie chciała zejść niżej do kanału rodnego. Dostałam kroplówę z
      oksytocyną gdyż skórcze były "nieefektywne".Bolało jeszcze bardziej... Położna
      kazała mi przewracać się z boku na bok, klekać, kucać, w tych skurczach stawało
      się to nie do wytrzymania,chciałam uciec "wyjść z własnej skóry". Nagle na sali
      pojawiło sie sporo ludzi, kilka połoznych, lekarz pediatra, pielęgniarki.
      Położne mówiły, żebym krzyczała to bedzie mi lżej. Lekarz, młody był chyba
      bardziej wystraszony niż ja, próbował (razem z położną o dużych gabarytach)
      wypchnąć mi dziecko "uwalając się" na brzuch. Protestowałam. Byłam zmęczona
      zaczełam sinieć na twarzy, podłączono mi tlen i kroplówkę w drugą rękę.
      Ok 20:30 przyjechał ordynator, znieczulił, założył Vacum i Mateusz był na
      świecie o 20:40. Siny 8 pkt ale wszystko dobrze, całe szczęście.
      Kocham małe dzieci, ale po tych przeżyciach zabijałam w sobie tęsknotę za
      kolejnym malutkim człowieczkiem w naszym życiu.
      Jednak natura jest silniejsza i tak w kwietniu 03 pojawiły się "dwie kreseczki.
      Wielka radość i olbrzymi strach... przed porodem.

      Córkę urodziłam 06.01. tego roku w Gdańsku (szpital na Zaspie). W domu odeszły
      mi wody ok 23i zaczeły się skurcze, pojechaliśmy do szpitala. Izba przyjęć
      brrr...
      Na bloku porodowym byłam o 24, sama bez męża. Mała przytulna salka w ciepłych
      kolorach z obrazkami na ścianach, a żeby nie było mi smutno włączono mi radio.
      Położna przedstawiła się i powiedziała,że zrobi wszystko abym szczęśliwie
      urodziła dzidzię, lekarz bardzo sympatyczny młody człowiek. Zrobiono mi USG,
      podano zastrzyki i czekałam leżąc na prawym boku i wpatrując się w obrazek na
      którym mama tuli w ramionach dziecko. Miałam chwilę smutku, gdy patrzyłam na
      zegar i myślała "to poleże tutaj całą noc" i czekałam na najgorsze. Po godzinie
      dostałam następny zastrzyk. Położna pytała jak się czuję, lekarz pocieszał
      mnie, że wszystko będzie dobrze. I było. O 2:07 przyszła na świat po jednym
      skurczu partym nasza córka Weronika o 2:10 słyszał ją już tata w słuchawce
      telefonu. To wielkie szczęsie mieć taki poród, trafić na takich ludzi. Szybciej
      doszłam do siebie po porodzie, nie wybucham płaczem gdy ktoś mnie zapyta jak
      rodziłam. Wielkie dzieki lekarzowi, położnej i prowadzącemu moją ciążę i "temu
      na górze"...- naprawdę mam za co dziękować...

      Aga
      a to moje skarby
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=10891365
      • soniasonia1 Re: Rodzić po polsku 27.02.04, 11:38
        Myślałam że tu do Was nie wróce ale coś mnie skusiło.
        I znowu becze jak bóbr.
        Ja też bardzo sie boje znowu zajść w ciąże. Też mi sie wszystkim tym odbija i
        to w różnych sytuacjach. Oglądam wiadomości o Iraku i zaczynam płakać bo w
        głowie znalazłam uczucie bólu, świadomość że moge umrzeć i zero pomocy. Tak co
        jakiś czas.
        Mam blizny na całym brzuchu po tych wszystkich operacjach. Codziennie je widze.
        A ile blizn i zrostów jest w środku......
        Psycholog radził myśleć optymistycznie.
        Straszny strach że znowu będzie podobnie......
        NIE CHCE!!!!!!!!!

        • pysio8 Re: Rodzić po polsku- czy jesteśmy bierne? 26.03.04, 11:22
          Mam pytanie do dziewczyn, które spotkały się ze złym, wulgarnym, nieodpowiednim
          traktowaniem w szpitalu, podczas porodu,ze strony położnej lub lekarza.

          Czy zrobiłyście coś z tym fantem?
          Zaskarżyłyście delikwenta gdziekolwiek?

          Starczyło odwagi, czy też wręcz przeciwnie, lepiej było schować głowę w piasek,
          odpuścić sobie?
          Wiem, że to nie jest łatwe ale wykonalne!
          • kajami1 Re: Rodzić po polsku- czy jesteśmy bierne? 28.03.04, 00:12
            Ja miałam utrudnioną sytuację, gdyż zaraz po urodzeniu dziecka (6 tygodni po)
            musiałam odbyć praktykę właśnie na tej porodówce na której rodziłam sama a do
            tego ta wredna, wrzaskliwa baba (oddziałowa) mimo nie posiadania wyższego
            wykształcenia i tak miała decydujący głos przy jej zaliczaniu.
            Lekarce z patologii "podziękowałam" osobiście. Zresztą i tak była
            przestraszona, że zarządałam aby epikureza na wypisie pokrywała się z
            rzeczywistością (żałujcie, że nie czytałyście bajeczek, które miałam dostać).
            Chyba dość długo się bała bo pamięta mnie do dziśsmile

            Pozdrawiam.
            Kasia
          • pysio8 Re: Rodzić po polsku- .. szkoda, że tchórzymy... 29.03.04, 11:35
            Po co o to pytam?
            Ano sama tchórzyłam przez wiele miesięcy, biłam się z myślami czy warto
            informowac przłożonych i rzeczników odpowiedzialnosi zawodowej o postępowaniu
            personelu medycznego.
            Wyszło mi, że warto.
            Bo bycie położną to nie to samo, co sprzedawanie ziemniaków w sklepie
            warzywniczym.
            I do wykonywania tego odpowiedzialnego zawodu, oprócz "sprawności technicznej,
            manualnej" potrzeba pewnego poziomu wrazliwości i uczciwości.
            Jeśli dana osoba nie posiada tejże wrazliwości, to powinna zostać odsunięta od
            wykonywania tego zawodu, albo sama zrezygnować.

            Marzy mi się, że położna, z którą "miałam przyjemnośc" rodzić, podchodzi do
            mnie i mówi;..." Wiesz, przemyślałam sprawę, źle ciebie potraktowałam, więcej
            nikomu tego nie uczynię, zmieniłam się"

            I byłoby po sprawie, bez skarg, bez sądów, bez taplania się w błocie
            pt."darmowa"| skorumpowana służba zdrowia" .
    • kamila_trojaczki Re: Rodzić po polsku 26.03.04, 12:33
      Jestem szczesliwa mama16mc trojaczkow urodzilam przez cc i nie mam zadnych
      zastrzezen co do porodu. Profesjonalana obsluga (mezczyzni) itp. Dzieci
      urodzily sie duze jak an trojaczki 1950,2180,2370 dostaly po 10 i 8p Apgar.
      Podjelam trudna dla siebie decyzje o nie karmieniu piersia dzieci to
      spowodowalo zle traktowanie mnie przez personel (kobiety zajmujace sie dziecmi)
      robily okropne uwagi typu nie karmi to zla matka itp. Nie pomogly mi absolutnie
      w niczym mialam troje dzieci non stop trzy dni po cc na sali (prze 16dni)ani
      razu nie zaproponowaly pomocy w karmieniu. Troilam sie by moc cala trojke
      nakarmic jednoczesnie by zadne nie musialo plakac, a pzeciez napewno slyszaly
      nocne plakanie moich serduszek. Trzech rak nie mam wiec jedna butelke
      podtrzywalam noga bylo to wielkie wyzwanie 3 dni po cc i z zaczynajacym sie
      macierzynstwem, ale dalm rade. Po butelki musialm jedzidz przez dlugi korytarz
      co 1,5g z dwoma wozeczkami z zapakowanymi dzecmi.
      Czy my kobiety nie mozemy same decydowac bez glupich komentarzy jak chcemy
      karmic. Musialam podpisac oswiadczenie typu: Matka zrzeka sie karmienia dziecka
      (zamiast dzieci) piersia- okropnosc jestem na siebnie wsciekla ze to podpislam.
      Ok 10 osob KOBIET usilowalo zmusic mnie do karmienia piersia bylo to takie
      przykre i chyba nadal jest. Czy to jest ludzkie traktowanie kobiety -
      szykanowanie-presja psychiczna itp. Kobiety spotykane na korytarzu mowily ze
      jak wyjda ze szpitala przestana karmic -jedno dziecko a ja z trojaka sama w
      domu (maz caly dzien pracuje) mialam karmic piersia.Wiec nie chodzi tylko by
      rodzic ludzku ale by byc traktowanym w szpitalu po ludzku -ze zrozumieniem.
      Dodatm tylko ze moja decyzja o karmieniu sztucznie szkrabkow byla jak
      najbardziej sluszna dzieci dogonily rowiesnikow urodzonych o czasie (moje ur. w
      34tyg)nie chorowaly rozwija sie prawidlowo sa pogodne i bardzo kochaniutkie.
      Denerwuje mnie osobiscie nagonka o karmieniu naturalnie sa przedstawaione tylko
      plusy takiego karmienia a o minusach nikt nie wspomina. Dlaczego nikt glosno
      nie powie ze sztuczne mleko jest nie malze identyczne z naturalnym mlekiem
      kobiety. Pozdrawiam i leca bo wlasnie moje serduszka sie obudzily. Sami
      zobaczcie jakie mam cudne trzy karsnoludki.
      www.trojaczki.net
      Pozdrawiam i zycze wszytskim kobietom by piekne wspomnienie o narodzinach
      dzieci nie przycmiewalo wspomnieniem o smutnych chwilach zwiazanymi z
      beznadzieja obsluga personelu szpitalnego.
      Kamila z Aleksandra, Dominikiem i Julia 2002,11,19 Wroclaw
    • weronikarb Re: Rodzić po polsku 26.03.04, 14:16
      Być może zmieniło sie sporo na porodówce, bo wiem co mi mama opowiadała. Ja
      wspominam poród z miesznymi uczuciami. Zresztą ja miałam cc. Po cięciu położyli
      mnie na sali z naturalnymi mamami, maz mogł wejsc tylko na moment (a byl 1
      godz.), pokazali mu malego przez szybe. Ciecie zaczeli o 7.30, wstalam o 14.00
      pod kontrola pielegniarki, doszlam tylko do umywalki, a o 15 juz mialam malego
      u siebie pod stala opieka moja. Uczyly mnie karmienia naturalnego, przez
      pierwsze 3 dni maly tylkko siedzial przy cycu lub plakal, niemialam pokarmu,
      jak mowilam pielegniarkom/poloznym to sciskaly z calej sily i kropelki
      wychodzily-stwierdzily ze jest, a wiecej naplynie. Mialam strasznego dola, bo z
      nikim z rodziny sie nie widzialam, nawet z mezem, bo odwiedziny byly na koncu
      korytarza w sali dla odwiedzajacych, a ja niemoglam wyjsc bo maly nie spal
      prawie wcale. Jejku jak ja mialam dosyc, non stop plakalam, do tego jak
      zobaczyly to polozne to z krzykiem, ze to przez to jest dziecko nerwowe. Wiem,
      ze mialy racje ale jak tu nie plakac, jak dziecko placze z powodu glodu mi z
      piersi leci tylko krew. Po 3 dniach wyladowalismy na SEPT-yku z podejrzeniem
      wady serca u malego (sinienie, stalo sie to jak po wielu godzinach poszlam do
      poloznej aby dala dziecku cos jesc bo placze. Wziela je i po 1 godz. przychodzi
      do mnie ze mam sie pakowac bo idziemy na SEPT-yk. Tam dziecko mi zabrali i
      podlaczyli do maszyn u mnie panika i placz, na szczescie meza kuzynka to
      polozna i zadzwonila do kolezanek aby mi tlumaczyly co sie dzieje. Maz zaraz
      przyjechal jak zadzwonilam. Okazalo sie ze dziecko zdrowe. Nie przybieral na
      wadze tyllklo spada i przez to bylam w szpitalu 9 dni. W koncu polozna sie
      zlitowala i nakarmila malego, po tym malemu waga ruszyla i moglismy wyjsc.
      Wiem, ze to nie jest koszmar. Ale najgorsza jest ta bezoosobowosc i to ze nie
      mogl byc przy mnie maz to mnie zalamywalo, ze niemoge sie przytulic, wyzalic,
      byloby mi lzej. To moja pierwsza dzidzia i bylam 1 rok po slubie, z mezem sie
      nie rozstawalismy na tak dlugo nawet w narzeczenstwie.
      Renata
    • mika.maciek Re: Rodzić po polsku 03.06.04, 22:50
      Rodziłam w maju 2003r.szpital wojewódzki w L.Nie było może idealnie,ale nie
      mogę narzekać.Trafiłam najpierw na położnictwo,bo pierwsze skurcze okazały
      przepowiadającymi/na izbie przyjęc zbadał mnie dość brutalnie lekarz z
      niezadowoloną miną/.Na drugi dzień odeszły mi wody i też trafiłam na tego
      lekarza,ale był delikatniejszy,już wiedział,że też jestem lekarzem.Położne
      traktowały mnie grzecznie ,ale z dystansem.Miałam silne skurcze co 2-3 min.i
      rozwarcie 3 cm-przeraziłam się,ale usłyszałam,że szyjka jest podatna-pewnie te
      wcześniejsze skurcze ją przygotowały.Położna kazała mi chodzić,ale ja z bólu
      nie mogłam,dała mi więc worek przy którym mogłam klęczećlub kucać.Nie
      spodziewałwm się ,że tak będzie mnie bolało,dostałam tylko dwie buskolizyny,na
      przyspieszenie rozwarcia,niestety nie działały znieczulająco.Mój mały sie
      jadnak spieszyl i po ok 1,5 godz.poczułam takie skurcze parte,że myślałam,że
      urodzę na podłodze,dalszy poród to były może 3-4 parcia,Ale niestety bolało
      mnie nacięcie krocza,widziałam,że położna chce je zrobić gdy nie ma skurczu-
      naparłam sama,ale i tak bolalo.Nacieła mnie za głeboko i mocno krwawilam z
      rany.Małego dostałam od razu do piersi/po zszyciu/,przeleżałam dwie godziny na
      porodówce i chciano,żebym PRZESZŁA ZA WÓZKIEM z dzieckiem na drugi
      oddzial.ponieważ zrobiło mi sie słabo po tym krwawieniu,pozwoliły mi zostać
      jeszcze 2 godz. na porodówce.Póżniej ja pchałam łóżeczko z dzieckiem a położna
      niosła moją wielka torbę.Z moich obserwacji -położne były grzeczne także dla
      innych pacjentek,w trakcie porodu dbały o nie.Dodam,że nie miałam umówionej ani
      opłaconej połoznej ani lekarza,zdałam sie na los.Na połoznictwie od początku
      sama zajmowałam sie małym,pielęgniarki z noworodków kąpały dzieci i
      przychodziły się pytac,czy nie potrzebujemy pomocy,ale były wyjątkowo
      oschłe,zero empatii.Mały miał żółtaczke ,leżelismy 8 dni ,a ja zaczynałam
      wysiadac nerwowo,płacz itd.Ten szpital oceniłabym na 4,a sam poród na 4+.
    • pia_ Re: Rodzić po polsku 04.06.04, 12:20
      Urodziłam dziecko we wrześniu 2003 r. w małym szpitalu - jednym ze zwycięzców
      akcji Rodzić po ludzku. Z położną umówiłam się wcześniej, bo chciałam aby
      wszystko było pod kontrolą i za taka opiekę jej zapłaciłam (nie ograniczyła się
      tylko do porodu, ale z własnej woli przychodziła do mnie przez cały mój pobyt,
      doglądała szwów, pomagała masować piersi, itp chociaż miała w tym czasie
      urlop). Lekarza, który odebrał poród widziałam pierwszy raz w życiu, ale
      wspominam go bardzo miło, chociaż było jedno małe ale - za słabo znieczulone
      krocze przy zszywaniu. W tym czasie rodziłam tylko ja, więc był spokój, miałam
      wygodny pokoik do porodów rodzinnych, byłam non-stop z przyszłym tatusiem, do
      niczego mnie nie zmuszano (wyjątek to pozycja do rodzenia - tylko jedna, na
      fotelu). Niemiłym zgrzytem był anestezjonog, bo gdy zażyczyłam sobie
      znieczulenia (lekarz wyraził zgodę), odmówił tłumacząc się przeterminowanym
      sprzętem (chciał wyraźnie pieniędzy, tylko później w obecności lekarza i
      położnej nie mógł tego powiedzieć, tak jak mi). Na szczęście tak mnie to
      zdenerwowało, że zaraz urodziłam. Opieka poporodowa była super - doglądanie
      piersi, udzielanie informacji na temat dziecka, itp, a było to trudne dla
      personelu, bo z powodu redukcji na dużurach była zawsze tylko jedna
      pielęgniarka opiekująca się dziećmi i jedna mamami (a wszystkie sale były
      zajęte). Pomimo tego, iż zapłaciłam za opiekę (bo tak chciałam), to dziewczyną
      leżącą obok, także opiekowała się moja połóżna, a ona nie zapłaciła i także
      była bardzo z tej opieki zadowolona. Notabene położna chciała za poród tak
      śmiesznie niską cenę, że mnie rozbawiła (od mojej znajomej, która bardzo szybko
      urodziła nie chciała nic, chociaż były wcześniej umówione). Tak więc istnieją
      jeszcze "ludzkie" szpitale.
      P.S. A anestezjologowi nie przepuściłam i już tam nie pracuje (pracował tam
      dorywczo).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka