Dodaj do ulubionych

list dojrzałej matki do młodej matki

03.05.09, 21:43
polecam ten wątek i życzę duuużo cierpliwości dla dzieci wszystkim rodzicom

forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=21000&w=94765812&a=94765812
Obserwuj wątek
    • asia0212 Re: list dojrzałej matki do młodej matki 03.05.09, 23:04
      Jak ja ją rozumiem smile Dzieci są tylko raz małe, dzieciństwo tak szybko
      mija...
    • lilka69 Re: list dojrzałej matki do młodej matki 03.05.09, 23:28
      tak, ladnie napisane. choc wydaje mi sie, ze to nie kwestia ilosci dzieci a
      wieku, w ktorym nawet to pierwsze sie ma.

      ja urodzilam dziecko majac 3 lat. mialam czas na niczym studia, rowniez na
      studiach nie zakloana zabawe, zwiedzanie i wyjazdy za granice. ialam i czas na
      prace po 40 godz w tygodniu.

      urodzilam dziecko i wcale nie podrzucam go komukolwiek. mialam nianie ale to
      kwestia zaledwie paru godzin w tygodniu. dlugo bylam na wychowawzcym. cieszenie
      sie z dziecka i brak pragnienia aby szybko doroslo jest zwiazane z wiekiem a nie
      iloscia dzieci- tal sadze.
      • epreis Re: list dojrzałej matki do młodej matki 03.05.09, 23:41
        to chyba kwestia dojrzałości, chęci bycia mamą...

        ja pierwsze dziecko urodziłam mając 21 lat, było spełnieniem moich marzeń...
        wykłócałam się z tymi którzy chcieli znim zostawać, że nie mam potrzeby wychodzenia...
        pierwszy raz miałam "chęć" wyjśc gdy on miał 1,5 roku- spokojne zakupy...

        dzisiaj mam dwoje, kilka lat więcej, męża marynarza i dwie babcie chętne do pomocy- z której praktycznie nie korzystam...
        bo chcę jak najdłużej cieszyc się dziećmi, póki jeszcze są "moje"
    • obyoby10 Re: list dojrzałej matki do młodej matki 03.05.09, 23:52
      Fajne... Poczułam się nie-sama ze swoimi odczuciami.
      Bo zgadzam się z autorką, choć urodziłam dziecko mając 28 lat. Dla
      mnie w sam raz - dojrzale, świadomie pragnęłam mieć dziecko i odkąd
      je mam, mój świat kręci się wokół Córki.Dla mnie to naturalne, dla
      mnie wychowywanie dzieci tak powinno wyglądać. Ona jest dla nas
      priorytetem. Poszłam do pracy po 4 miesiacach, ale pracuję w szkole -
      na 4 godziny mała zostawała z babcią. Pracuję, życie towarzyskie
      mamy znikome - w sumie z tymi, którzy też mają dzieci najbardziej
      ożywione, bo tak wygodnie. I uwaga bomba - nigdy mojej czteroletniej
      córki nie zostawiłam na noc u nikogo. Nie było potrzeby...Kwoką nie
      jestem, ale kocham być z Niąsmile
      Dobrze mi z tym, nie czuję się więźniem.
      I nie cierpię, gdy ktoś twierdzi, że się poświęcam. ja się, drodzy
      moi - delektuję byciem mamą...
    • agazuchwa Re: list dojrzałej matki do młodej matki 04.05.09, 07:12
      synek ma 2,5 rokusmile do babć chodzi kiedy musi naprawdę, ale co ważne
      postawilam nie niego kosztem pracy zawodowej wybrałam zajęcie które
      pozwala mi baaaaardzo duzo byc z nim (choć ryzykuję, ze za 2-3 lata
      moge stracić prace, ale zawsze jakąs znajde...a małego tomka nikt mi
      już nie odda
    • coronella Re: list dojrzałej matki do młodej matki 04.05.09, 08:53
      przeczytałam, i po raz kolejny mam ochotę powiedziec- nie mozna generalizowac. Każde dziecko jest inne, kazde zycie jest inne, kazda z nas jest inna. Dla mnie dewiza zyciowa jest- kierować się własnym zdrowym rozsądkiem.
      Mozna byc cudowną mamą, taką która nie oddaje na noc, która pozwala sie wypłakac, rozumie dziecka żale i złości. Można, do momentu gdy sie urodzi dziecko, które
      przez 2 lata nie przespało całej nocy, budząc sie co godzinę z płaczem
      płakało ciągle i bez powodu (może jakis powód miało, ale nie został nazwany)
      nie je,
      wciąz choruje, itp

      takiego mam syna,mam tez starszą córkę, dla której musiałam miec siłe i uśmiech,
      a jak mozna miec uśmiech i cierpliwość, gdy ze zmęczenia usypia się na stojąco, gdy się wyglada jak własny cień, bo w wirze pracy zapomina sie o własnych potrzebach, gdy się płacze z bezsilności, bo dziecko znów płacze i nie wiem dlaczego?

      Oddawałam syna dziadkom, bo chciałam się wyspać, raz na jakiś czas przypomniec sobie do czego służy noc
      bo chciałam odpocząć, od noszenia, od bawienia, od krzyków, odpocząc,
      odpocząc, by miec nadal ochote na zabawy ze starszą córką,

      marzyłam o wyjściu do kina, bo mój świat zaczynał się kręcić wokół karmienia, usypiania i płaczu syna,

      i przede wszystkim, bardzo bałam się zapomniec, że oprócz bycia mamą jestem też zoną. Kocham mojego męża nad życie, i wiem, że jestem mu potrzebna. jako żona, a nie matka jego dzieci. Mąż jest dla mnie najważniejszy, i bardzo potrzebuję bycia tylko z nim.

      Czy jestem gorszą mamą? Nie. Dla swoich dzieci jestem tą najlepszą.
      Mam świadomośc uciekającego czasu, ale nie żal mi tych dni spedzonych bez dzieci. Bo ten czas ucieka nie tylko im, ale i tez nam. To jest nie tylko życie naszych dzieci, ale i tez nasze. I ja nie zamierzam z tego rezygnowac.

      A dzieci i dziadkowie? Co złego jest w tym, że dzieci spedzają u nich czas? Dziadkom zostało jeszcze mniej czasu niz nam. I widze, że chca jak najwięcej poświęcic go wnukom. Widze wielka miłość, i przywiązanie. Więź, której ja nie miałam ze swoimi dziadkami (mieszkali daleko). Widze radośc dzieciaków, gdy do nich jadą. Dlaczego mam tego żałować?


      Wiem, że tamten post dotyczył generalnie pewnej filozofii, pewnego myslenia. Ale poruszał też drobne kwestie, i na te drobne odpisuję.
    • alex_78_2006 Re: list dojrzałej matki do młodej matki 04.05.09, 10:03
      A mnie się łezka zakręciła, nie podrzucam dziecka, kiedy mogę jestem dla niej cała, choć będzie niebawem miała 3 latka też jej pozwalam leżeć na mnie i tak co rano "kokosimy" się wspólnie... To dla mnie największy cud - zarówno ciąża jak i ta cudowna istotka, myślę że mnie będzie baaardzo ciężko gdy już inni będą dla niej autorytetem, pamiętam sama jak byłam mała nie siedziałam w domu z mamą ale biegałam z rówieśnikami ale ważne dla mnie było że ona jest w domu , że czeka i ja będę zawsze dla mojej córki.
    • bj32 Re: list dojrzałej matki do młodej matki 04.05.09, 11:33
      Hallo Julia!
      Matki są różne. Ja jakoś nie miałam problemów z tym,
      że "macierzyństwo staje się czasem opresją nie do zniesienia". Byłam
      sama z mężem i nikt nam prawie nie pomagał. I dalej tak jest. Jak
      sie uda młodą z 5 razy w roku wrzucić na weekend do babci to
      wszystko. I tak ósmy rok. I co? I nic. Nie umieram z tego powodu,
      nie byłam niecierpliwa, nie uczyłam czytać w wieku 9 miesiecy,
      miałam głęboko w rzyci imprezki i szaleństwa, a na uprzejmych gości
      reagowałam gwałtowną chęcia zatrzaśnięcia sie z niemowlęciem w
      pokoju i przekręcenia klucza. Nie rzucałam sie w wir, byłam wyspana
      i szczęśliwa. Może dlatego, że dojrzałam do posiadania dziecka, a
      nie, chciałam sie wyrwać od rodziców, uwiązać do siebie chłopa, albo
      zapewnić dziadkom wnuczę? A moze jestem stworzona na kure domową, a
      są kobiety, które są dobrymi matkami, mimo, że wolą sie spełniać
      zawodowo i uwiązanie do kuchenki i przewijaka je zabija? I co?
      Potępiać je, bo jakaś szczęśliwa mamusia 12 lat dojrzewała do
      macierzyństwa? I teraz szlachetnie pitoli, jak to kiedyś nic nie
      rozumiała, a teraz już rozumie?
      Ja tam wychodzę z radosnego założenia, ze dzieci nam sie starzeją, a
      my ciagle młodzi. Teraz Anka do szkoły chodzi, wczesniej chodziła do
      przedszkola, wiec mogłam sobie robić dowolną ilość maseczek czy
      szlajać sie po kawiarniach przed południem. Za kilka lat spokojnie
      będę mogła ją samą zostawić na wieczór i wyskoczyć do tancbudy, jak
      mi się zachce. Nie zapuściłam sobie tłustego dupska, nie zaniedbałam
      sie, więc mogę się spokojnie między ludźmi pokazywać. I za kilka lat
      też będę mogła [o ile mi tramwaj po twarzy nie przejedzie].
      A moralizowanie: "oh, jak ja was rozumiem, młode mamusie, ja też
      taka byłam, a teraz to już zmądrzałam niesłychanie" cuchnie mi
      pieluszkowym zapaleniem mózgu, ot co. Może pani już powinna mieć
      wnuczęta? Bo podobno do wnucząt ma sie taką anielską cierpliwość i
      łagodność.
      A to co?
      "teraz cieszę się każdą chwilą z nią.
      każdym płaczem.
      każdą nieprzespaną nocą."
      Poezja! Albo rodzaj zboczenia... Co takiego radosnego może być w
      niewysypianiu się? A moze do tego poczucie winy, że starsze córki za
      podrzutki wiecznie robiły? Ale tego jakoś nie wiedzę. Cały ten list
      przepełniony jest słodyczą "najmodsie dzidziuni, oj, oj". A co ze
      starszymi dziewczynkami? Dalej siedzą w wirze szkolnej opresji? Może
      nimi też należałoby sie wreszcie zająć. Zanim sie faktycznie wyniosą
      w cholerę i do Toronto, wyrzucając po drodze adres i telefon
      kochającej rodzicielki, apatrzonej jedynie w "najmłodsi śkalbulek"?
      • ligiacris Re: list dojrzałej matki do młodej matki 04.05.09, 13:56
        Pieknie to ujelas!! Ja mam wprawdzie male dziecko, ale co do
        poczatku listu podpisalabym sie z mila checia!!!
    • aluc Re: list dojrzałej matki do młodej matki 04.05.09, 11:47
      prawda, ale smęty straszne
    • mama_kotula Re: list dojrzałej matki do młodej matki 04.05.09, 12:22
      "Niczego Amelii nie ograniczam, MA MNIE CAŁĄ"

      ... a starsze córki już odkładają kieszonkowe na wyjazd do Toronto, bo dla nich praktycznie nic nie wynika z posiadania nowej dojrzałej matki, a śmiem twierdzić, że jest jeszcze gorzej (patrz ostatnie zdanie postu Bj).

      Albo rybki albo akwarium. Czuję że zaniedbałam starsze dzieci, to oczyszczę sumienie przy młodszym i będzie cud miód i sielanka? Znaczy, z najmłodszym jeszcze mogę ugrać spokój sumienia, a starsze, cóż, już za późno aby cokolwiek naprawiać, bo już ich w chuście nosić nie mogę i noce przesypiają?

      Nie podoba mi się ten list. Pozornie jest trafny, ale odczucia mam takie jak Bj i Coronella.
      • asia_i_p Re: list dojrzałej matki do młodej matki 04.05.09, 13:37
        No też mam takie odczucie, że będąc starszym dzieckiem nie
        chciałabym zobaczyc takiego listu autorstwa mojej matki.
      • zona_mi Re: list dojrzałej matki do młodej matki 05.05.09, 20:04
        > Nie podoba mi się ten list. Pozornie jest trafny, ale odczucia mam
        takie jak Bj i Coronella.

        I ja.
    • mamainki Re: list dojrzałej matki do młodej matki 04.05.09, 13:04
      Nie wzruszyło mnie wogóle.Za to poruszyła mnie wypowiedz Coronelli.Jej słowa
      świadczą o mądrym i dojrzałym macierzyństwie.Bo bycie matką to nie tylko
      zachwycanie się dzieckiem.To równiez proza życia codziennego.Praca, starsze
      dziecko(które w moim przypadku jest jeszcze małe 3 latka),mąż,rodzina ,znajomi.I
      ja sama, która chce być nie tylko matką, ale i zona ,a przede wszystkim
      kobietą.Bo cóz złego jest w chęci pobycia sama ze sobą, a nie tylko z
      dziecmi?Dla mnie nic.I aby zachować równowagę psychiczną robię to.Dzieci zostają
      wtedy z tatą i jest nam z tym dobrze.Mąż z racji swojej pracy nie spedza z
      dziewczynkami tyle czasu ile by chciał.Wiec jak ja wychodze ,to ma szanse
      nadrobic zaległości.Pewnie ze piekne i niezapomniane sa pierwsze lata zycia
      dziecka.Ale odrobina zdrowego egoizmu ,jeszcze nikomu nie zaszkodziła.
    • molonela Re: list dojrzałej matki do młodej matki 04.05.09, 13:44
      A co złego jest w zostawianiu dziecka na noc np. z dziadkami? Czyźby
      spędzanie każdej nocy z dzieckiem do 15 roku życia był jednym z
      punktów ogólnopolskiego konkursu na Matkę Polkę? wink))

      Ja dziecko urodziłam późno (34 lata), Dziecko było planowane,
      wyczekane, wymarzone. Wcześniej zdobyłam gruntowne wyksztacłcenie,
      zrobiłam tzw. karierę, wyszumiałam się na wszelkie możliwe sposoby.
      Nie zmienia to jednak faktu, że lubię wyrwać się gdzieś sama, a jak
      mam możliwość zostawienie dziecka z kimś na jakiś czas, na pewno z
      tego skorzystam. Kompletnie nie czuję potrzeby "trwania z dzieckiem
      w symbiozie" przez 24 h na dobę, 7 h w tygodniu. Kocham moje dziecko
      nad życie, ale potrafi mnie bardzo porzadnie zmęczyć.
    • moninia2000 Re: list dojrzałej matki do młodej matki 04.05.09, 14:10
      Calkowicie i obiema rekami podpisuje sie pod BJsmile
      Podobnie, uwazam, ze to kwestia dojrzalosci, bo sama urodzilam nasza
      mala w wieku 27 lat i byla nasza coreczka wymarzona i do teraz wciaz
      jestesmy dla Niej zawsze.
      Nie podoba mi sie ton poblazliwy listu oraz lasawe patrzenie na
      mlode mamy, bo na pewno niedoswiadczone. Zakladanie, ze...nie podoba
      mi siesmile
      • joannaiwa Re: list dojrzałej matki do młodej matki 04.05.09, 16:21
        jednym sie podoba innym nie, moim zdaniem jednak pięknie napisane. A
        o symbiozie to tam była mowa zaledwie kilkumiesięcznej, a nie do 15
        roku życia. No i wiadomo, że dzieci są różne (jak pisze Coronella -
        czasem bardzo wymagające), a każdy musi kiedyś odpocząć. Tak
        naprawdę to tu nawet nie chodzi o wiek do końca, tylko właśnie o tę
        dojrzałość do macierzyństwa, gotowość pewnej zmiany stylu życia,
        porzucenia "świętego spokoju", braku rozchwiania odnośnie metod
        wychowawczych itd.
        Powtórzę też, że dzieci tak wiele wybaczają rodzicom w imię miłości
        (nawet w rodzinach patologicznych), że już samo to powinno
        powstrzymywać rodziców od niektórych zachowań (nie mówiąc o
        wykorzystywaniu tego). A bywa różnie jak wiemy. Myślę, że najlepiej
        już od pierwszego dziecka wdrażać takie zasady jak w tym liście mowa
        w odniesieniu do ostatniego dziecka.
        • piopal Re: list dojrzałej matki do młodej matki 04.05.09, 16:53
          Na wszystko musi przyjść odpowiedni czas i do wszystkiego trzeba
          dojrzeć-nawet do macierzynstwa. Cóż z tego ze najlepszym okresem pod
          wzgledem fizycznym dla kobiety jest urodzić do 25 lat skoro
          psychicznie jest jeszcze niedojrzała(oczywiście nie wszystkie takie
          są)a jak jest już dojrzałą psychicznie kobietą koło 40-tki to z
          kolei fizycznie jest już stara...Ot nasze odwieczne wybory....Sama
          jestem póżną matka,pierwszego syna urodziłam w wieku 33 a drugiego
          37 i jedyną rzecz której sie boje ze zabraknie mi czasu-tego które
          mają "młode" mamy.
        • mama_kotula Re: list dojrzałej matki do młodej matki 04.05.09, 17:16
          CytatTak naprawdę to tu nawet nie chodzi o wiek do końca, tylko właśnie o tę dojrzałość do macierzyństwa, gotowość pewnej zmiany stylu życia, porzucenia "świętego spokoju", braku rozchwiania odnośnie metod
          wychowawczych itd.


          Z tym się najzupełniej zgadzam.

          Ale czy nie uważasz, Joanno, że list jednak opisuje jakąś skrajność?

          I to w dość niepokojący sposób? Taki, który nie tylko mnie nasunął skojarzenie, że jednak ta sielanka dojrzałego macierzyństwa jest u autorki kosztem czegoś, tak jak napisałam wyżej. Że dziewczyna popadła ze skrajności w skrajność - starsze dzieci zaniedbała (a przynajmniej takie ma poczucie), więc młodszemu to wynagrodzi dziesięciokrotnie.
          Ma poczucie winy i popełnionych błędów, przyznaje się do tego - super. Ale mnie oprócz tego rachunku sumienia brakuje, bardzo brakuje zadośćuczynienia. Ba, brakuje nawet pozorów chęci zadośćuczynienia. Zamiast tego, mamy zadowoloną z siebie mamusię i jej rozpieszczanego do granic bobaska, na którym realizuje dojrzałą wizję macierzyństwa.
          Cudownie dla bobaska, cudownie dla mamusi... i oczywiście najłatwiej założyć, że starsze wybaczą, bo "dzieci wybaczają rodzicom bardzo wiele". Natomiast po takim rachunku sumienia zrobiłabym wszystko, aby więcej nie musiały wybaczać.
          • bj32 Re: list dojrzałej matki do młodej matki 04.05.09, 18:34
            CytatCudownie dla bobaska, cudownie dla mamusi...
            Czy aby na pewno cudownie? Cała ta wielka, nieograniczona i
            przelewająca sie uszami miłość macerzyńska moze spowodować, ze po
            pierwsze bobasek będzie trzymany pod kloszem i chroniony do 18 roku
            życia, kiedy to wreszcie nie wytrzyma i w momencie otrzymania dowodu
            ucieknie z wrzaskiem nie troszcząc sie o kierunek; po drugie mamusia
            tak sie zatopi w tę miłość, ze porzucona przez bobaska poczuje się
            samotna i zawiedziona, że ona tak sie starała, tak chołubiła, tak
            łaziła krok w krok, a tu niewdziecznik przyduszony matczynym
            uczuciem uciekł, zeby mieć chociaż chwilę spokoju od pijawy. A
            starsze już sie z Toronto dawno przeniosły do Nowej Zelandii [dalej
            sie nie da].
            Ja widzę czasami po moim "wychuchanym skarbeńku", mimo, że już
            czwarty rok uczęszcza i nie spędza ze mna 24/7, że czasami
            zwyczajnie patrzeć na mnie nie może i jest szczęśliwa, jak moze
            pobyć beze mnie u babci, albo z tatusiem swoim ukochanym. A
            już po wakacjach, po turnusie rehabilitacyjnym na przykład to w
            ogóle nie mozemy na siebie patrzećwink
            Myślę, ze takie przesłodzone przelanie wszystkich uczuc w "późna
            dzidzie" przez "doświadczoną mamusie" to faktycznie popadnięcie w
            skrajność. Nauczyć się może i czegoś nauczyła, ale niekoniecznie
            tego, co jej sie wydaje...
            "Poświęcenie się" dziecku w całości jest moim zdaniem równie
            szkodliwe, jak zaniedbywanie.
            • mama_kotula Re: list dojrzałej matki do młodej matki 04.05.09, 19:57
              Nie, no ja piszę że cudownie, bo dziecina zdaje się wczesnoniemowlęca jest i na tym etapie to chustowanie 12h na dobę, dawanie piersi na żądanie, bieg na każde kwęknięcie ma jeszcze dobroczynny wpływ.
              Nie wybiegam póki co w przyszłość, niemniej twoje scenariusze są bardzo prawdopodobne.
              W każdym razie teraz jest super dla symbiotycznej dwójki. Dla reszty wcale może nie być super. Rodzina jednakowoż nie składa się z symbiotycznej dwójki a pani zdaje się o tym zapominać.
    • naomi19 Re: list dojrzałej matki do młodej matki 04.05.09, 16:59
      A mi się list nie podoba. Generalizujący, pouczający, sentymentalny.
    • uczula Re: list dojrzałej matki do młodej matki 04.05.09, 18:22
      ta tak tak...moj M tez tak powiedzial kiedys patrzac na mnie ii na miska -
      symbioza a po chwili zmienil zdanie...smile
      na to bardziej prawdziwe smile
      taka prawda.
    • asia_i_p Re: list dojrzałej matki do młodej matki 04.05.09, 20:02
      A zachwytu nad symbiozą z dzieckiem nie rozumiem, bo ja tak nie
      miałam.
      Karmiłam piersią prawie do końca trzeciego roku życia, jeszcze
      dzisiaj 3,5 letnia zasypia u mnie na kolanach a nad ranem przychodzi
      do naszego łóżka. Ale i tak nigdy nie mam poczucia bycia jednością,
      ani nawet poczucia ciągłości (moje ciało, moja krew). Pamiętam, że
      już trzymając na rękach 2-miesięczną czułam fascynację tym, że to
      odrębna osoba, dążąca do swoich celów, do pewnego stopnia
      niezależna.
      • bj32 Re: list dojrzałej matki do młodej matki 04.05.09, 20:40
        Ja tu hurtem i do Kotuli, i do Asi:
        No ja sie zgadzam, ze w pierwszym półroczu to symbioza, nawet w
        pierwszym roku... Ale to chyba kwestia jakiegoś innego odbierania
        emocji, a nie karmienie piersią czy noszenie w chuście do szóstego
        roku życia. Ja Ankę karmiłam przez 3 miesiace, potem leciała na
        butli. I ja sie budziłam dokładnie kwadrans przed nią, zeby jej tę
        butlę przygotować. Samoczynnie sie budziłam. Chociaż nie spała ze
        mną, tylko w łóżeczku. A nastroje wzajemne odbierałyśmy bez dysput
        jeszcze z rok czy półtora temu - ja po prostu wiedziałam, kiedy ona
        ma parszywy nastrój, a ona wiedziała, kiedy mnie boli łeb i nie
        wolno po mnie skakać.
        Za to teraz ma skłonność do pchania sie drogim rodzicom do wyra i
        tego jej nie zabraniam, chociaż zazwyczaj skutecznie wkomponowuje
        mnie w poręcz. To ona to robi z czego? Z zaniedbań moich
        emocjonalnych i niedyndania jej się u szyi bez przerwy?
        Jeszcze mi się przypomina, że jak była całkiem mała to do jedzenia i
        owszem, ale poza tym nie lubiła być na rękach. Wyrywała sie,
        wyginała i darła "wniebogłosy". Niecheć moją wyczuwała, czy jak? Ale
        to nie tylko moją chyba, a całego światasuspicious

        Tylko mi tu w tym przepięknym liście wychodzi, że sobie autorka z
        tego biednego dziecka protezę za wcześniejsze zaniedbania robi i tak
        dzieciakowi uprzykrzy życie nadopiekuńvczością, ze wyrośne z niego
        albo inawlida życiowo-społeczny, ale pójdzie w długą i w dojrzałym
        wieku lat 12 zacznie chlać, bo uzna, że kochającej mamusi na trzeźwo
        ogladać sie nie da.
        • joannaiwa Re: do bj32 05.05.09, 14:28
          Zbierając fakty odnosnie Twojej sytuacji - jesteś z Anią od
          urodzenia niemal nieprzerwanie, bo nie pracujesz poza domem (zdalnie
          obsługujesz fora + praca społeczna), jeżdzisz z nią na turnusy
          rehabilitacyjne, wykonujesz masę ćwiczeń w domu w związku z jej
          niepełnosprawnością, rodzice i teściowie nie właczyli się aktywnie w
          proces wychowania, w związku z tym jak sama napisałaś góra 5
          weekendów rocznie jest bez Ciebie co daje jakieś 240 h rocznie bez
          dziecka (no czasem jakis aerobik wieczorem, żeby sie nie otłuścić,
          choć takie chucherko 49 kg jak Ty nie ma de facto takiej możliwości -
          nie przypisuj sobie tu jakichś szczególnych zasług). Dla
          porównania - ja pracując poza domem spędzam bez dziecka minimum 8h
          dziennie co daje 40h x 52 tygodnie = 2080 h (podobnie jak inne
          pracujace mamy). I kto tu jest nadopiekuńczą matką, trzęsącą się nad
          własnym dzieckiem i niemal stale mu towrzyszącą (mąż jak sama
          piszesz pracuje duzo od rana do późnego wieczora) ? Twoje posty są
          dla mnie wewnętrznie sprzeczne - inaczej gadasz, inaczej robisz w
          praktyce. Tym bardziej przykre jest, że próbujesz upowszechnić styl
          wychowania dziecka, jak to określam, "na cwaniakowatym luzie" skoro
          sama go nie stosujesz. I ostatnie co można o Tobie powiedzieć
          to "wyrodna matka" - określenie którym tak chętnie się posługujesz.
          Robisz jednak szkodę - część ludzi, w tym matek, bardzo chetnie
          przyjmie rozgrzeszenie z preferowania swoich potrzeb bez względu na
          potrzeby dziecka, a Ty temu często przyklaskujesz i zachęcasz. Tyle
          że u ciebie nawet przy dodatkowym tygodniu nieobecności przy dziecku
          to ciągle jest tylko 408 h bez dziecka rocznie, u mnie to byłoby już
          2248 h rocznie (mam nadzieję, że nikt z rodziców nigdy nie sprawdzi
          przy jakiej liczbie godzin dziecko zapomina o swoich rodzicach, choć
          był już przypadek gdy sąd rodzinny przyznał władze rodzicielską
          opiekunce, bo matka-biznesmenka tak się zajęła biznesem, że jej
          własne dziecko uznawało za matkę opiekunkę właśnie). Celowo operuję
          na liczbach - tu się nie da nic przekłamać ani przeinterpretować
          (nawet jesli popełniłam jakąś omyłkę rachunkową). Oczywiście nie
          wliczam tu szkoły, przedszkola, mówimy o mniejszych dzieciach.
          Ciekawe też jak będziesz postępowała jako babcia. Czy włączysz się w
          pomoc przy wnukach? Zakładając, że córka po macierzyńskim pójdzie do
          pracy (taki trend), czy będziesz zajmowała się dzieckiem córki 40h w
          tygodniu (2080h - jeśli nie Ty to pewnie żłobek) + co najmniej jeden
          weekend w miesiącu(13 tyg x 48= 624 h ) + urlop bez dziecka min 2
          tygodnie w roku (336 h), bo przecież jak twierdzisz rodzice muszą
          czasem odpocząć od dzieci, a urlop bez dzieci jest taki fajny.
          łacznie Twoja wnuczka/wnuczek w przeliczeniu na doby pozostawałaby
          bez rodziców 127 dni w roku (prawie 1/3 roku), podczas, gdy Ty
          jako "wyrodna matka" zostawiasz swoją córkę na 10 dni w roku.
          Przypomnę, że psycholodzy zgodnie twierdzą, że liczy się zarówno
          ilość, jak i jakość czasu spędzanego z dzieckiem. Piszesz, że
          karmiłaś piersią tylko do 3 miesiaca - roumiem, że dalej się nie
          dało bo w innym miejscu piszesz że było Ci z tym źle (pewnie brak
          odpowiedniego wsparcia laktacyjnego). Niemniej jednak zrobiłaś wiele
          aby dziecko na tym nie ucierpiało, by zachować więź. Nie zostawiłaś
          go po 3 miesiącu w ramionach opiekunki, czy babci z butlą w reku,
          fruwajac sobie a to na imprezę, a to na wyjazd w ciepłe kraje itd.
          Szkoda dalej gadać, wszystko jest dla ludzi w rozsądnych granicach,
          a liczby mówią za siebie. No i tak bardzo część rodziców przejmuje
          się swoim biednym stanem ducha, sfrustrowaniem, a uczuciami dzieci
          jakoś mniej albo wcale, co jak pisałam nie przekreśla prawa do
          odpoczynku. Tylko czy w imie tego odpoczynku muszą zaraz wyjeżdżać
          na minimum tydzień, może wystarczyłoby się przespać 12h, albo wyjść
          na zakupy zostawiajac na pare godzin dziecko z babcią czy opiekunką.
          Tak łatwo się usprawiedliwiamy z naszych zaniedbań, a dzieci po
          prostu nas kochają i nie wyobrażają sobie życia bez nas.

          • bj32 Re: do bj32 05.05.09, 19:27
            Joasiu, zanim ponownie zechcesz mnie zdiagnozować, pozwól, ze wyrażę
            zachwyt nad Twoim analitycznym umysłem i matematycznym bredzeniemsmile
            Fakt, że nie pracuję poza domem wynika z tego, że mam
            dziecko "niepełnosprawne", otóż niedosłyszące, o czym nie wspominasz
            bezpośtednio, albowiem zostałaś uprzedzona, czym to się moze
            skończyć. Toteż pracy na pełny etat w dowolnym miejscu nie mogę
            podjąć. Ale to jeszcze nie oznacza, że dzieciak mi kiedykolwiek
            patologicznie wisiał u kiecki. Fakt spędzania czasu w jednym
            mieszkaniu nie oznacza, że jemy sobie z dzióbków;]. Góra 5 razy
            wyjeżdżam na więcej niż jeden dzień... Co nie znaczy, ze poza tym
            siedzę non stop z dzieckiem. Albo, ze robiłam to kiedykolwiek.
            Nie masz pojęcia, jak wygląda rehabilitacja niedosłyszącego dziecka,
            zatem nie bredź o wykonywaniu masy ćwiczeń. Bo sie na tym zwyczajnie
            nie znasz. Na turnusy nie tylko ja z nią jeżdżę. Jakkolwiek może Ci
            sie to wydawać zdumiewające: nie jestem hermafrodytą i Ania posiada
            również ojca. Jak zresztą większość dzieci tych podłych matek, które
            nie noszą dzieci w chustach.
            Cytatchoć takie chucherko 49 kg jak Ty nie ma de facto takiej
            możliwości

            Nazwanie mnie chucherkiem jest głupie. I infantylne. I masz
            przestarzałe informacje: teraz ważę 52 kilo. W dodatku zachwyca mnie
            zapał, w jakim wyszukujesz informacje na mój temat... Planujesz
            założyć fanklub?
            Czy przez to, że pracujesz poza domem czujesz się lepsza ode mnie
            pod jakimkolwiek wzgledem?
            CytatI kto tu jest nadopiekuńczą matką, trzęsącą się nad własnym
            dzieckiem i niemal stale mu towrzyszącą

            No przepraszam Cię, ale na podstawie informacji, ile czasu "spędzam"
            nie pracujac zawodowo nazwanie mnie nadopiekuńczą i trzsącą sie oraz
            stale towarzyszącą jest nie tylko brednią, ale i obelgą. To nie ja
            mam fioła i nie ja wydzwaniam do MOPSu ilekroć u sasiadów zapłacze
            dziecko... Moje od dawna jest dość samodzielne, żeby sobie zrobić
            kanapkę i zająć sobą. A ja mogę w tym czasie pilnować, żeby mi
            żadna "misjonarka" użytkowniczek nie straszyłasuspicious
            Cytatmąż jak sama piszesz pracuje duzo od rana do późnego wieczora

            Bądź uprzejma mi zalinkować, gdzie to napisałam. Bo to pomówienie. I
            nieprawda.
            CytatTym bardziej przykre jest, że kłamiesz i
            nadinterpretujesz na wyrywki wrzucając i dokładając od siebie
            informacje na mój temat.
            A z tą "wyrodną matką" to o co Ci tak konkretnie chodzi? Dla mnie
            na prawdę wyrodna
            to jest matka-wampirzyca, która emocjonolnie
            wbija się w dziecko jak kleszcza i jeszcze poucza inne, że tak
            powinny robićsuspicious
            CytatRobisz jednak szkodę - część ludzi, w tym matek, bardzo
            chetnie przyjmie rozgrzeszenie z preferowania swoich potrzeb bez
            względu na potrzeby dziecka, a Ty temu często przyklaskujesz i
            zachęcasz.

            Ja nigdzie nie piszę o preferowaniu bez względu - znowu przekręcasz
            i imputujesz. Czytaj to, co piszę. Czytaj po kilka razy, póki do
            Ciebie nie dotrze sens.
            CytatPiszesz, że karmiłaś piersią tylko do 3 miesiaca - roumiem,
            że dalej się nie dało bo w innym miejscu piszesz że było Ci z tym
            źle (pewnie brak odpowiedniego wsparcia laktacyjnego).

            Źle rozumiesz. I nie jest to Twoja sprawa. Rozumiemy sie? Przestań
            grzebac tak intensywnie w moim życiu i dorabiać teorie kretyńskie,
            bo zaczyna mnie to drażnić, świeta Joanno. Dziecko karmił zazwyczaj
            tatuś, to on wstawał w nocy, bo ja byłam leniwą krową. Moze być?
            Teraz też ja siedzę przy komputerze i usiłuję przemówić do rozumu
            produjującej histerię misjonarce, a moje dziecko zaniedbane siedzi i
            łupie w strzelanki na kompie. W dodatku siedzi w samych gaciach. I
            ma brudne nogi, bo nie miałam ochoty na mycie podłóg, a łazi boso.
            CytatTylko czy w imie tego odpoczynku muszą zaraz wyjeżdżać na
            minimum tydzień, może wystarczyłoby się przespać 12h, albo wyjść na
            zakupy zostawiajac na pare godzin dziecko z babcią czy opiekunką.

            Joasiu, skarbie, moze nie każda matka jest upierdliwie namolna
            towarzysko w stosunku do dzieci? Może nie kazda musi koniecznie i
            chce być z dzieckiem maksymalnie długo? Może są takie matki, które
            chtnie, mimo całej swojej miłości, same kupią dzieciom ten bilet do
            Toronto? Bo nie chcą być dal tych dzieci niesmiertelnymi wrzodami na
            dupie świata, które najchętniej przykułyby sie do dziecka łańcuchem
            po wsze czasy? Może są matki, które uwazają, że im się mimo wszystko
            coś od życia należy a dzieciakowi sie ucho od tego nie urwie i nie
            dostanie ciężkiej psychozy, jak w wieku roku na tydzień zostanie bez
            mamy?
            CytatTak łatwo się usprawiedliwiamy z naszych zaniedbań, a dzieci
            po prostu nas kochają i nie wyobrażają sobie życia bez nas.

            A jeszcze łatwiej robimy sobie z dziecka zastępstwo naszego całego
            życiaq emocjonalnego, bo może mąż miał nas już dosyć i woli w rzeczy
            samej od rana do późnego wieczora pracować [cokolwiek to znaczy],
            byle nas nie ogladać? Może pitoleniem o tym, jakie to kruche i o
            wątłej psychice i emocjach sierotki usprawiedliwiamy swoje stany
            fobiczne przed światem i samotnością i że nie wyobrażamy sobie życia
            bez dzieci... i temu chcemy je od siebie maksymalnie uzależnić. A
            czując podświadomie błąd - namawiamy do tego i innych, bo "kłamstwo
            często powtarzane staje sie prawdą" i jak kupa ludzi tak bedzie
            robić, to będzie znaczyło, ze to jest OK.
            Joasiu, nie dyskutuj ze mną. Bo Twoje wyliczenia sa od czapy, a ja
            dziekuję wszystkim bogom, ze nie mieszkam blisko Ciebie.
    • molonela Re: list dojrzałej matki do młodej matki 05.05.09, 11:02
      A nie macie takiego wrazenia, że autorka listu - "dojrzała matka"
      zachuje się tak, jakby znalazła się w punkcie, gdzie poniosła fiasko
      w różnych dziedzinah życia i w zwiazku z tym uczyniła z bycia matką
      dziedzinę swojej samorealizacji i źródło sensu życia?
      Kiedyś ciągnęło ją do "świata", miala jakieś zainteresowania,
      znajomych, teraz tylko dziecko jej w głowie, jakby nie miała żadnej
      alternatywy. O mężu, ojcu dzieci, nawet nie wspomina.
    • mol_sc Re: list dojrzałej matki do młodej matki 05.05.09, 11:28
      list ok...chociaż ja się pod tym nie podpisze bo moja sytuacja inna... mam 14m córke, zaszłam w ciążę zaraz po maturze, nie będąc na to przygotowana-bo to nie TEN moment...wybór studiów, plany o zamieszkaniu z chłopakiem, plany podróż, nacieszeniem się samodzielnościa, sobą i mężczyznom którego kochałam, tylko ja i on i to co zbudujemy razem-stało się tak a nie inaczej, że trzeba było od razu zbudować wszystko-trzeba było ? nie ale to takie naturalne u nas było. Wzieliśmy ślub, zamieszkaliśmy ze sobą. Czy cieszyłam się ciążą? Cieszyłam. Czy się bałam zostać mamą? I tak już nią byłam... na początku szok, potem milon pytań w głowie, i chyba tak na prawde ostatnie 2 m ciąży były fajne, kiedy czułam dziecko, każdy ruch, pory atywności i lenichowania... ale nadal obawy były bo ciąża nie była naszą świadomą decyzją...choć trzeba było się z tym liczyć... a teraz właśnie to moje 14 miesieczne diablisko śpi... i cieszę się z tego, bo jest chwila spokoju...za którą czasem tesknie. Czy oddaje na weekend do babci ? Oddaje...nie mam jakiegos wyrzutu sumienia z tego powodu... wiem, że obydwie się świetnie bawią. Czy tesknie za "wolnościa"? Nie...czasem mnie tylko wkurza, że każde wyjście gdzieś tam to zorganizowana akcja jak pod namiot na 3 tyg...a nie, że wpadłam na pomysł ubieram się i ide... Czy chodze do kina ? Chodze. Ale czy wróciła bym czas ?? NIGDY I można mnie nazwać niedojrzała i młoda matka... ale czy gorszą ? niech sie to nazywa jak chce...ja kocham moją córke, to, że nie zrezygnowałam z całej reszty dla niej chyba nie jest wyznacznikiem... po za tym jestem tego typu osobą, że jak mam czegoś za dużo, tracę cierpliwość, zaczynam byc tym zmęczona i czuję się osaczona... a jak że miłe jest potęsknić za maleństwem przez 2 dni...a widoku gdy taki mały chwiejący się przez pampersika fraglers po 2 dniach nie widzenia się leci do Ciebie z wyciągnietymi rękami i daje ci buzi pełne śliny i czułości? NIEZASTąPIONE
      • joannaiwa Re: list dojrzałej matki do młodej matki 05.05.09, 12:57
        no cóż ja tam oceniać autorki listu nie będę - widać że popełniła
        szereg błędów, przyznaje się do nich i przestrzega inne matki (młode
        wiekiem czy nie) przed popełnieniem podobnych, i to w sposób bardzo
        pozytywny. Nic tez nie wiemy tak naprawdę, czy ta matka nie
        postarała się już jakoś zadośćuczynić starszym dzieciom - ona
        opisuje tylko to co działo się w ich wczesnym dzieciństwie i
        przewiduje jak może wyglądać ich przyszłość. Zadowolenia z siebie
        też nie widzę - nie przyznawałaby się przecież wtedy do swoich
        błędów. Nie sądzę też aby kiedykolwiek pokazała ten list starszym
        dzieciom, bo i po co. Z odpowiedzi części forumowiczek widzę dwie
        rzeczy: 1) większość ludzi uczy się (albo i nie - bo idą w zaparte)
        wyłącznie na własnych błędach), nigdy na cudzych 2) przyznanie sie
        do błędu wykorzystują do surowej potępiajacej oceny i tu
        cytat "szybciej dostrzeżesz drzazgę w cudzym oku niż belkę we
        własnym" (asia_i_p przypominasz może coś sobie - mam nadzieję że
        dosłownie), a od siebie "ten kto bez winy niech pierwszy rzuci
        kamieniem". Nota bene, tak jak autorka listu wychowała pierwszą
        dwójkę wychowuje obecnie jakieś 50% matek minimum (może nawet więcej
        sądząc po wpisach na forach, a w PRL to nawet 90%). Czy wszystkie je
        potępicie?

        Mamy, którym list się podoba i akceptują styl wychowania jak przy
        ostatnim dziecku z listu zapraszam na forum dla długokarmiacych -
        tam spotkają więcej podobnych sobie i uzyskają wsparcie jakie i ja
        dostałam (dla wyjaśnienia - mam tylko jedno dziecko i list traktuję
        jako kwintesencję tego, o czym prawie od roku piszę na forach).
        • mama_kotula Re: list dojrzałej matki do młodej matki 05.05.09, 13:19
          CytatNie sądzę też aby kiedykolwiek pokazała ten list starszym
          dzieciom, bo i po co.


          Ależ ona już pokazała smile
          Wywiesiła go wszakże na ogólnodostępnym forum internetowym, a ty i inne panie rozpowszechniają go dalej smile
        • joannaiwa Re: do mol_sc 05.05.09, 13:24
          Cieszę się że bardzo kochasz swoje dziecko, pomimo że ciąża była
          nieplanowana. Dużo piszesz o swoich uczuciach do dziecka, jak to
          dobrze jest tęsknić za nim. Prosiłabym jedynie o zastanowienie nad
          jedną kwestia: Czy zastanawiałaś się co czuje dziecko, gdy mu
          znikasz? Twoje dziecko ma rok i dwa miesiące, jest w fazie lęku
          separacyjnego (trwa do 1,5 roku - 2lat), co oznacza, że gdy znika na
          2 dni osoba która najwięcej się nim zajmuje (najczęściej mama czyli
          Ty) znika mu cały znajomy świat i dziecko nie wie nawet że to nie na
          zawsze (to dlatego w tym okresie polecane są zabawy w akuku, żeby
          nauczyć dziecko, że jak ktoś znika z pola widzenia to nie na
          zawsze). Cieszysz się, że tak radośnie Cię wita - nie ma innej
          możliwości. Jedyny świat jaki zna właśnie wrócił. Jak myślisz,
          gdyby Twoje dziecko miało wybór - znikajaca mama, czy mama obecna,
          to co by wybrało? Spójrz na świat oczami twego dziecka, łatwiej
          wtedy zrozumiesz jego potrzeby i łatwiej będzie Ci zrozumieć
          dlaczego warto zrezygnować czasami z niektórych własnych potrzeb, bo
          przecież jesteś teraz całym światem dla swego dziecka i dla niego
          właśnie jesteś w pewnym krótkim okresie życia tak ważna, że
          prawie NIEZASTĄPIONA, nie dlatego że Ty tak chcesz, czy czujesz
          potrzebę bycia ważnym dla kogoś, to po prostu biologia. To się
          szybko będzie zmieniać, i w dużej mierze o tym jest ten list - czas
          dany na nawiązanie prawdziwej więzi z dzieckiem jest stosunkowo
          krótki i warto go dobrze wykorzystać. Pewne rzeczy można nadrobić
          później, ale np. radość i pochwały pierwszego kroczku u danego
          dziecka, pierwszego "mama" raczej jest tylko raz. Nie oznacza to że
          nie masz prawa do odpoczynku, tylko czy to muszą być dwa dni i
          akurat teraz - gdy dziecko boi się, że nie wrócisz?
          • bj32 Re: do mol_sc 05.05.09, 14:25
            CytatProsiłabym jedynie o zastanowienie nad jedną kwestia: Czy
            zastanawiałaś się co czuje dziecko, gdy mu znikasz? Twoje dziecko ma
            rok i dwa miesiące, jest w fazie lęku separacyjnego (trwa do 1,5
            roku - 2lat), co oznacza, że gdy znika na 2 dni osoba która
            najwięcej się nim zajmuje (najczęściej mama czyli Ty) znika mu cały
            znajomy świat i dziecko nie wie nawet że to nie na zawsze

            A ja bym prosiła, zebyś przestała dziewczyne wpędzać w poczucie
            winy. Rozumiem, że masz misje do spełnienia. ale ja myslę, ze i bez
            Twojej nadmiernej życzliwości nie jest jej łatwo. Straszysz ją
            trauma dziecka... Całe pokolenia dzieci wychowały sie
            mając "znikające" i pracujące matki i nie wyrosły na psychopatów...
            CytatSpójrz na świat oczami twego dziecka, łatwiej wtedy
            zrozumiesz jego potrzeby i łatwiej będzie Ci zrozumieć dlaczego
            warto zrezygnować czasami z niektórych własnych potrzeb

            Joannaiwa, czy Ty się nie wychowywałaś aby w sierocińcu? Bo takie
            spojrzenie na świat oczami opuszczonego przez matkę dziecka, jakie
            prezentujesz wskazuje raczej na osierocenie, niz na normalny dom,
            gdzie rodzice czasem potrzebują odpocząć od dzieci, żeby nie dostac
            szmergla. Ty nie proponujesz "rezygnowania z niektórych własnych
            potrzeb"
            . Ani nawet symbiozy. Ty proponujesz jakich chory układ,
            w którym dziecko jest jądrem świata dla rodzica, a rodzic wampirem
            emocjonalnym zakleszczonym na bezbronnej istocie.
            Cytatże prawie NIEZASTĄPIONA
            Prawie robi różnicę. A co zrobić, jak matka skutkiem
            zbytniego zżycia z dzieckiem skończy w czubkowie, bo nerwowo nie
            wytrzyma narzuconego jej przez Ciebie stresu życia wyłącznie
            dla dziecka?
            [quote]Pewne rzeczy można nadrobić później[/qutoe]
            Jak? Przelewajac wszystkie uczucia na kolejne dziecko? Bo tak wynika
            z zalinkowanego listu.
            Cytattylko czy to muszą być dwa dni i akurat teraz - gdy dziecko
            boi się, że nie wrócisz?

            Słuchaj, ja Cie bardzo proszę, żebyś przestała to robić... Żebys
            przestała straszyć wszystkie użytkowniczki pokolei. Bo z Twoich
            wpisów wynika, że każda mama, która nie odczuwa naturalnej potrzeby
            zrośniecia sie na zawsze ze swoim dzieckiem wychowa
            straumatyzowanego histeryka, panicznie lękajacego się całego świata
            i pójścia do kibelka, bo tam sie chadza w pojedynkę.
            Czytanie takich wpisów to dopiero jest trauma! Szczególnie dla
            młodych matek...
            • joannaiwa Re: do mol_sc- bj 32 05.05.09, 14:34
              Ratuję co mogę - Ty niestety jestes już tak spaczona że nic uratować
              się nie da - wiem to nie od dzis. Nie straszę mam, jakoś żadna mi
              jeszcze nie napisała że jest śmiertelnie przerażona moimi postami
              oprócz wszechwiedzącej co odczuwają inni moderatorki bj32. A co do
              lęku separacyjnego - nie wszyscy o nim wiedzą bez względu na wiek.
              • montagebolzen Re: do mol_sc- bj 32 05.05.09, 14:43
                .demonizujesz problemy.

                .podpisane - ojciec dziecka.
                • joannaiwa Re: do mol_sc- montagebolzen czy tam kto 05.05.09, 15:02
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=615&w=93812418&a=94284916
                  tylko cztery wpisy na wszystkich forach i taki fan moderatorki. No
                  rzeczywiście ojciec dziecka - śmiechu warte
                  • montagebolzen Re: do mol_sc- montagebolzen czy tam kto 05.05.09, 15:14
                    coś mi się wydaje, ze mnie nie zrozumiałaś, tak jak i uwag kierowanych pod twoim
                    adresem.
                  • bj32 Re: do mol_sc- montagebolzen czy tam kto 05.05.09, 15:26
                    Zazdrościsz, Joannoiwo?
                    A jak sie ma Twój wpis merytorycznie do wypowiedzi?
                    Oraz czy masz powody podwarzac ojcostwo Montagebolzena? Pewnikiem
                    Cię to zaskoczy, ale owszem - jest ojcem. Za to nie jest mnąsuspicious
                    • montagebolzen Re: do mol_sc- montagebolzen czy tam kto 05.05.09, 15:30
                      .w zupełności wystarcza mi, to, że jestem sobą.
                      • bj32 Re: do mol_sc- montagebolzen czy tam kto 05.05.09, 15:44
                        W sumie to też mi się wydaje, że to dobrze... Jednakowoż Joannaiwa
                        zdaje się sądzic, że jesteś moim klonem bądź też zatrudnionym przeze
                        mnie klakieremsuspicious
                        • montagebolzen Re: do mol_sc- montagebolzen czy tam kto 05.05.09, 15:49
                          i niech mnie ręka boska broni przed pisaniem tutaj, zbyt częstym oczywiście smile
              • bj32 Re: do mol_sc- bj 32 05.05.09, 14:46
                CytatTy niestety jestes już tak spaczona
                Kolejny atak personalny zostanie ocenzurowany, Joannoiwo. Nie muszę
                znosić Twoich obelg wyłącznie dlatego, że ratujesz świat.
                moderatorka
                bj32
              • bj32 Re: do mol_sc- bj 32 05.05.09, 14:50
                CytatRatuję co mogę
                Straszysz, nie ratujesz.
                Cytatjeszcze nie napisała że jest śmiertelnie przerażona
                Może sie bała?
                CytatA co do lęku separacyjnego
                ...nie wszystkie dzieci z tego tytułu zosają nieuleczalnymi
                czubkami. Być moze Ty byłaś często porzucana i teraz swoje lęki
                separacyjne przenosisz na dziecko. Ale ja spaczona w tym
                kierunku nie jestem.
                użytkownik
                bj32
                • joannaiwa Re: do mol_sc- bj 32 05.05.09, 15:09
                  oczywiście "dziecko z sierocińca", porzucane w dzieciństwie - czyli
                  niby ja to nie jest atak personalny - żałosne. Oświecę Cię - miałam
                  i mam bardzo kochających rodziców, szczęsliwe dzieciństwo i ogromne
                  wsparcie przy dziecku z ich strony. Może dlatego nie wyrywam się tak
                  strasznie na wolność i chcę żeby inne dzieci miały równie szczęśliwe
                  dzieciństwo jak ja i mój syn - bez znikających rodziców.
                  • bj32 Re: do mol_sc- bj 32 05.05.09, 15:23
                    Nie, to nie był atak personalny, to było pytanie.
                    Cytatmam bardzo kochających rodziców, szczęsliwe dzieciństwo i
                    ogromne wsparcie przy dziecku z ich strony

                    Ojej! Masz wsparcie? Nie mów, ze kiedykolwiek zostawiłaś
                    dziecko pod opieką dziadków! Toż to trauma dla niego, jak mu
                    zniknęłaś...
                    A ja sie wyrywam na wolność. Tyle, że nie strasznie, a
                    całkiem zwyczajnie, jak na normalnego człowieka przystało.
                    Cytatchcę żeby inne dzieci miały równie szczęśliwe dzieciństwo jak
                    ja i mój syn - bez znikających rodziców

                    Czyli masz poczucie misji do spełnienia. A czy nie zastanawia Cię,
                    tak choćby czytając wypowiedzi różnych użytkowniczek, ze może
                    Twoje dramatyczne wizje chorób psychicznych wywołanych traumą tych
                    biednych, porzucanych brutalnie na całe dwa dni na przykład
                    maleństw mogą albo wystraszyć którąś z młodych, niedoświadczonych
                    matek i wywołać w niej poczucie winy i traumę, albo skutecznie
                    zniechecić do Ciebie? Oraz że od dbania o dzieci całego świata są
                    ich rodzice, a nie Ty? Chcesz pomagać? Zatrudnij sie jako pracownik
                    socjalny, albo opiekunka w bidulu. Uprawianiem propagandy na forum
                    świata nie zbawisz.
            • mama_kotula Re: do mol_sc 05.05.09, 14:39
              CytatCałe pokolenia dzieci wychowały sie
              mając "znikające" i pracujące matki i nie wyrosły na psychopatów...


              Bidżejku, uściślij to, bo zaraz dojdzie do nieporozumień na tle tego, czym jest "znikanie matki" tongue_out

              Albo ja zapytam ciebie - nie mówisz o przypadkach patologicznych, kiedy matka zlewa dziecko do tego stopnia, że skutkuje to urazem psychicznym, profilaktycznym ekstremalnym przeginaniem w drugą stronę (aby dziecku traumy nie zafundować) i, co najgorsze, poczuciem misji uświadomienia innych matek, że błądzą i będą się smażyć w piekle a dziecko wyląduje w psychiatryku.

              Prawda, że nie o takie przypadki ci chodzi? :]
              • bj32 Re: do mol_sc 05.05.09, 15:10
                Ja nie mówię o takich matkach, jak macocha z Jasia i Małgosi, co to
                porzuca dzieci w lesie. Ja mówię o matkach, które czasem potrzebują
                wyjechac na dwa dni, a dzieci od tego nie lądują w psychiatryku. Ja
                uważam, ze nadmierne uzależnienie siebie od dziecka i dziecka od
                siebie jest bardziej szkodliwe. Absolutna symbioza między matką a
                dzieckiem, kiedy dziecko nie zdaje sobie sprawy, ze jest już całkiem
                oddzielnym organizmem to pierwsze pół roku. I wtedy w rzeczy samej
                dobre jest niewyjeżdżanie. Ale potem dziecko samo coraz bardziej
                dąży do samodzielności. Te "straszne" lęki sepsracyjne w okolicach
                na przykład siódmego miesiąca, kiedy matka nie może iść do kibleka
                sama to etap rozwojowy, który nie każde dziecko przechodzi. Tak, jak
                bunt dwulatka [sic! wypada mniej wiecej wtedy, kiedy zdaniem
                Joannyiwy dzieck może sie nabawić traumy na całe życie i jest
                objawem usamodzielniania się właśnie]. Jedne dzieci to mają, inne
                nie. Ja wyjeżdżałam. Moja mama pracowała, znam "70 miliardów" matek,
                które wyjeżdżały albo pracowały, a ich dzieci teraz sa rodzicami i
                też wyjeżdżaja i pracują... I nie chadzają w kaftanach
                bezpieczeństwa.
                Znam też dzieci nadopiekuńczych matek, które są lebiegami życiowymi
                bojącymi sie własnego cienia, albo alkoholikami i ćpunami, bo sobie
                nie poradziły. I 40latków dalej trzymających sie mamowej spódnicy.
                To dopiero jest nieszczeście...
                Ciekawe, która z tych opcji będzie w piekle... Albo juz jest...
                • joannaiwa Re: do mol_sc-bj32 05.05.09, 16:49
                  I jak rozumiem właśnie to, że tak wyjeżdżałaś na ten weekend to
                  możesz śmiało krytykować autorkę listu za postępowanie z dwójką
                  pierwszych dzieci, chociaż robiła pewnie to samo co Ty? Róznica jest
                  taka, że ona zmieniła swoje postępowanie, a Ty nie - i tu Cię boli i
                  od razu umniejszasz próbę naprawienia błędów, czepiasz się słówek
                  itd (już pisałam symbioza była kilkumiesięczna). I nie rozśmieszaj
                  mnie - dziecko w okresie lęku separacyjnego dąży do samodzielności -
                  ha, ha, ha. Ty chyba już nic kompletnie nie pamiętasz z dzieciństwa
                  Twojej córki. Nie znam też dziecka (a sporo ich w otoczeniu) które
                  by tego nie przechodziło, tę opinię potwierdza pediatra z czwórką
                  dzieci. Problem raczej w tym, że niektórzy rodzice tego nie
                  zauważają (nie ma ich, nie chca zauważyć - bo uważają że to dziecko
                  nimi próbuje manipulować i jest złośliwe - kompletny bezsens). Bunt
                  dwulatka zaczyna się raczej w okolicach ukończonych lub blisko 2
                  lat. A co do nadopiekuńczych matek - biorąc pod uwage ilość czasu
                  jaka spędzasz z dzieckiem, być może mówisz o sobie.
                  • bj32 Re: do mol_sc-bj32 05.05.09, 17:55
                    CytatI jak rozumiem właśnie
                    No właśnie najwyraźniej nie rozumiesz. Ale spróbuję Ci wyjaśnić:
                    Cytatrobiła pewnie to samo co Ty?
                    Ja nie balowałam po imprezkach i nie podrzucałam dziecka dziadkom,
                    nie wciskaj kitu.
                    Cytatzmieniła swoje postępowanie
                    W stosunku do starszych córek? Nic o tym nie ma. Jest tylko
                    ciamkanie o najmłodszej, do której sie przyssała emocjonalnie.
                    Cytati tu Cię boli
                    To akurat Twoje pobożne życzenie. Twoja misja nie robi mi dziur w
                    mózgu.
                    CytatTy chyba już nic kompletnie nie pamiętasz z dzieciństwa
                    Twojej córki

                    Taaaa..., bo ona dorosła, a ja mam demencje. Nie imputuj.
                    CytatNie znam też dziecka (a sporo ich w otoczeniu) które by tego
                    nie przechodziło

                    Może dlatego, że nie słuchasz, co sie do Ciebie mówi, a jeśli ktoś
                    sie z Tobą nie zgadza, to nasyłasz na niego MOPS tak długo, aż -
                    znękany - sie wyprowadza...? Pytam tylkosuspicious
                    Mój pediatra z dwójką dzieci mówi co innego. Znajoma psycholog też.
                    I co?
                    CytatBunt dwulatka zaczyna się raczej w okolicach ukończonych lub
                    blisko 2 lat.

                    To Tobie się tak wydaje. Bo wyczytałaś w podręczniku. Wystarczy
                    zajrzeć na tutejsze forum, zeby stwierdzić coś innegosuspicious
                    Cytatbiorąc pod uwage ilość czasu jaka spędzasz z dzieckiem
                    Wiesz coś bliżej na temat czasu, jaki spędzam z dzieckiem? Podziel
                    sie tą wiedzą. Z radością zdementuję Twoje wymysłysuspicious
                    Cytatbyć może mówisz o sobie
                    Rozwiń, proszę, tę myśl. O sobie też chętnie się dowiemsuspicious
                    Nadopiekuńcze mamuśki, zwłaszcza z misją, to zaraza naszych czasów.
                    Wystarczy wspomnieć Jolantę Fedak i jej pomysł odbierania praw
                    rodzicielskich za "przemoc ekonomiczną" w postaci schowania przed
                    dzieckiem 39 batoników od babci jeśli babcia przyniosła ich 40. To
                    właśnie z takich durnot rodzą sie dramaty: dzieci sa odbierane
                    rodzicom całkiem od czapy, bo jedna z drugą mądra naczyta sie "dzieł
                    wybranych" i głosi brednie, zgłasza na policję wszystko, jak leci,
                    bez zastanowienia, straszy, przeraza i wszystkich chce przerabiać na
                    swój obraz i podobieństwo.
                    Mówię Ci, Joasiu, zatrudnij Ty sie jako opiekun społeczny, zobacz,
                    jak to faktycznie wygląda, a nie bijesz pianę na forum i zadręczasz
                    spokojnych ludzi swoimi atakami powołania misyjnego...
            • mol_sc Re: do mol_sc 05.05.09, 18:06
              domyślam się co chcesz powiedzieć, nie wiem czy moje dziecko narazie tej fazy
              nie ma czy ja nie widze...ale jakos nie ma traumy gdy zamykam się np. w
              ubikacji, nie stoi pod drzwami i płacze. A co do zostawiania Mai u mojej
              mamy.... no wiesz... np. gdy zostaje z moi bratek przy wyjsciu jest płacz-po 5
              min spokój, ale przez to za bardzo nie lubie jej zostawiać z Pawłem bo mnie to
              stresuje, ale gdy zanosze ja do mojej mamy ona zapomina o mnie smile uwielbia
              zabawy z nią, mają swoje zabawy w które ja nie wkraczam i czy uważasz że ona się
              nie cieszy z weekendu u babci kiedy ledwo wejdziemy a ona mi robi <papa> i ani
              poł krzyku i płaczu gdy znikam? chociaz ja nigdy nie znikam, nie wiem czy
              ona to rozumie czy nie, ale tłumacze, że wychodze na tyle i tyle, że bedzie spać
              z babcią itp itp...
              • mol_sc Re: do mol_sc 05.05.09, 18:15
                miałam na myśli"gdy zostaje z moim bratem"
                • joannaiwa Re: do mol_sc 07.05.09, 22:14
                  znasz swoje dziecko najlepiej, jeśli nie widzisz niepokojących sygnałów i mała bardzo kocha babcię, lubi z nią zostawać to może jest ok. Ja w tym wieku dziecka zostawiałam syna z dziadkami na 2 godziny (też był i jest z nimi bardzo związany) jak jechałam do supermarketu na zakupy. Ale na noc nie - karmiłam piersią i całe noce beze mnie nie wchodziły w grę (wędrówki między łóżkiem syna i małżeńskim - wtedy uciążliwe, teraz wspominane z rozrzewnieniem) , zresztą ja sama nie czułam takiej potrzeby.
                  • mol_sc Re: do mol_sc 07.05.09, 22:40
                    u mnie karmienie piersia skonczylo sie okolo miedzy 9 a 10 miesiącem. Może źle
                    odbieram ten list ale wg niego i niektórych odpowiedzi powinnam teraz z moim
                    dzieckiem zamnkąć się w domu i byc tylko i tylko do dyspozycji jej. A już nie
                    daj Bożę drugie dziecko za jakiś czas bo się okaże jaka ja jestem teraz wyrodna
                    matka. Na pewno nie jestem idealną mama- czy takie istnieją? Na pewno popełniam
                    błedy i będę popełniać bo tak to już jest, ale nie dam się przekonać do tego
                    żeby zapomnieć o całym świecie na rzecz dziecka. Kocham ją i życie bym oddała,
                    ale na prawde nie widze problemu w tym, żeby raz w miesiącu zrobić coś w domu
                    spokojnie, czy po prostu poleżeć, spotkać się ze znajomymi czy spokojnie
                    pokochać się z mężem bez presji dziecka obok w łóżeczku. Nie robie nic kosztem
                    mojego dziecka. Nie stawiam też swoich potrzeb ponad jej. Gdybym buntowała się
                    na wizyty u babci -zrezygnowała bym bez wachania, ale skoro jest
                    możliwość-korzystam. Nie widze w tym nic złego. A to, że z czasem zmieniają sie
                    poglądy itp itp na pewno, nie zaprzeczam. Ale ja z tych co na własnych błedach
                    się uczą, a dopuki Mai nie dzieje się nic złego(a na prawde nie dzieje) to
                    postępowania swojego nie zmienie, bo na prawde nie uważam je za złe. smile
              • bj32 Re: do mol_sc 05.05.09, 18:30
                Cytatuwielbia zabawy z nią, mają swoje zabawy w które ja nie
                wkraczam i czy uważasz że ona się nie cieszy z weekendu u babci
                kiedy ledwo wejdziemy a ona mi robi <papa>; i ani poł krzyku i
                płaczu gdy znikam?

                Ależ cieszy się. Ale to na pewno dlatego, że ja zaniedbujesz
                emocjonalnie i dlatego woli być z babciąwink
                • mol_sc Re: do mol_sc 05.05.09, 21:37
                  o jezu...ja już nie wyłapuje...to ironia czy Ty tak poważnie ? bo nie wiem czy
                  mam sie bronić , atakować czy się uśmiechnąć? cokolwiek.... moje dziecko nie
                  wygląda na zaniedbane ani psychnicznie, emocjonalnie fizycznie i pod każdym
                  innym względem. W pieluszce sucho, najedzona, lekarze i szczepiania dopilnowane
                  i co najważniejsze radosna, uśmiechnięta i pełna czułości...chyba , że to są
                  objawy zaniedbania...to w taki razie jest najabrdziej zaniedbanym dzieckiem na
                  świecie...ale całkiem dobrze sobie z tym radzimy smile
                  • mama_kotula Re: do mol_sc 05.05.09, 21:50
                    mol_sc napisała:

                    > o jezu...ja już nie wyłapuje...to ironia czy Ty tak poważnie ?

                    To ironia i aluzja wink
                    Więcej tutaj:
                    "A argument, że dzieci się tak świetnie bawiły i nie chciały wracać do domu świetnie skwitował mój mąż - też nie chciałbym wracać do domu, gdzie rodzice chcą się mnie pozbyć i podrzucają dziadkom, a dziadkowie się o mnie troszczą więc wolę zostać u nich i uniknąć dalszego podrzucania w przyszłości. I żadna dynamika rodziny nie jest też tu żadnym argumentem. "

                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=575&w=85490731&a=85603221
                    w ogóle cały tamten wąteczek polecam ku uciesze wink
                  • bj32 Re: do mol_sc 05.05.09, 22:57
                    Spoko, Mol_scsmile Zartowałamsmile Moja też lubi być u babci i zawsze
                    lubiła i jakoś nie czuję sie podła, chociaż w tym wątku już sie
                    dowoedziałam, ze i zaniedbuję i jestem przesadnie troskliwabig_grinbig_grin
                    Ciekawe, jak ja to robięsuspicious
                    Pozdro.
                    • mol_sc Re: do mol_sc 06.05.09, 09:23
                      oprocz tego, że jestem niedojrzała to jeszcze się dowiedziałam, że jakaś zacofana i co tylko... a a propo wypowiedzi Pana Męża: moje dziecko chętnie wraca do domu.
                      Ludzie opanujcie się, moja mama też mnie zostawiała u mojej babci i nie czułam/czuje się jakaś zaniedbana tudzież podrzucana... uwielbiałam do niej jeździć, mogłam leże w wannie 40 min(u mnie w domu nie, bo 5 osob stalo w kolejce) nie miałam u babci obowiązków tylko zabawa zabawa i jeszcze raz zabawa.Uwielbiałam z babcią jeżdzić na wakacje ale też z rodzicami pod namiotem świetnie się bawiłam.
                      Ja na prawde nie łapie... gdyby moja córka płakała przez 2 dni u babci to by świadczyło o tym, że nie jest zaniedbywana przeze mnie ? A jak kocha babcie i nie widzi problemu z zostawaniem z nią to już coś nie tak ? cholera jasna.... zastanówcie się co tu piszecie.

                      a po za tym nawiązując do wątku- młoda mama nie może być dojrzała? Wykluczacie to ? ja uważam, że ciążą by u mnie inaczej wyglądała gdyby Maja była planowana(chociaż mój mąż zawsze się śmieje i mówi: Maja jest jak najabardziej planowanym dzieckiem-a to że się plany przybliżyły o 3 lata-to co ja mogę? smile) Nie było by szoku tylko radość która przyszła potem...ale ja już urodziłam to nie widziałam rożnicy w zachowaniu miedzy mna-młodą mama a tymi dojrzałymi które leżały ze mną. Tak samo przytulałyśmy, cieszyłyśmy się, tak samo z niedowieżaniem patrzyłyśmy na te małe rączki i tak samo bałyśmy się przebrać pierwszy raz pampersa.
                      A to, że daje małą na weekendy bo mimo ciąży zaczełam studia no i niestety nie ma możliwości jeździć na egzaminy z dzieckiem....to co ja poradze? To jest niedojrzałe, że chce zdobyć wykształcenie, żeby zapewnić sobie lepszą prace i swojej córce lepszy "byt". to jest niedojrzałe, że wole dać dziecko babci a nie myć z nią okien ? Ja jak oddaje Maje na weekend to nie leże nogami do góry, albo uczelnia albo sprzątanie, a zazwyczaj i to i to.
                      A gdy chcemy iść do kina to nie potrzebuje do tego weekendu tylko 2h.
                      A przede wszystkim czy to jest niedojrzałe, że mimo wejścia w nową role matki nadal pozostałam w roli żony, kobiety i samej siebie ?
                      pozdrawiam te dojrzałe i nie dojrzałe ...młode i stare- cokolwiek ma to znaczyć bo tak na prawde nie określono dokładnie o co chodzi...no i całuje te wszystkie zaniedbywane dzieci wyrodnych matek
    • mniemanologia Re: list dojrzałej matki do młodej matki 05.05.09, 13:00
      Do mnie to nie trafia.
      Tym niemniej jestem niewymownie wdzięczna, że autorka mnie nie
      potępia, ufff!
      • sylwiawenta ja to widzę tak... 05.05.09, 18:01
        ładnie napisane, ale co ma przez to rozumiec młoda matka? że nie cieszy się dzieckiem? że nikomu go nie dawac pod opiekę bo za 20 lat będzie tego żałowac, nie kumam. ja oddaję córkę na godzinkę lub dwie babci albo dziedkowi i nie sądzę że coś przez to tracę z życia mojej córki, i tak poświęcem jej całe moje dnie i noce i to nie dlatego że muszę ale że chce bo była planowana i jest bardzo kochana przez całą rodzinę ze mną na czele, życia sobie bez niej nie wyobrażam, ale nie mam jej przy sobie 24h na dobę tylko dla tego że za 4 lata pójdzie do podctawówki za 10 lat dostanie okres, a za 15 lat będzie miała swój pierwszy stosunek. wychodzę do kina, na basen, na popijawę ze znajomymi. co prawda nie często ale wychodzę i uwarzam że tak jest fer i co do mojego przeżywania życia i co do życia mojej córki, pamiętajmy też o tym że i my mamy tylko jedno życie, spędzic je tylko i wyłącznie z dzieckiem to nie jest fer co do nas samych, bo każdemu coś się od życia należy, a co jeżeli bóg nie da mi już więcej dzieci? powinnam się nad tym zastanawia teraz? a nóz widelec nie da, to już nikomu Julki nie oddam bo nie daj bóg ktoś inny nauczy jej jakieś słowa? nie widzę tego w taki sposób, dziecko jedno a moje małżeństwo, zycie towarzyskie i zawodowe to drugie. tak ja to widzę. zapomniałam dodac że jestem młodą matką i to moje pierwsze dziecko. a planuje jeszcze jedno w przyszłości.
        • bj32 Re: ja to widzę tak... 05.05.09, 18:26
          Cytatwychodzę do kina, na basen, na popijawę ze znajomymi.(...)
          dziecko jedno a moje małżeństwo, zycie towarzyskie i zawodowe to
          drugie.

          Zbrodniarka! No właśnie takie podejście poiwoduje, że te dzieci
          potem trzeba leczyć! Bo jak Ty sobie idziesz, to one tak sie boją,
          że na zawsze, że zaczynają pakować walizki do Toronto, bo mają
          traumę. Jakie życie towarzyskie? Jakie małżeństwo? Masz być
          wyłącznie
          dla dziecka i już. I za te 15 lat, jak już bedzie
          miała okres i pierwszy stosunek za sobą, to na pewno Ci bedzie
          bardzo dziekować, że dalej ją karmisz piersią, a do liceum nosisz w
          chuście...wink
          • sylwiawenta Re: ja to widzę tak... 05.05.09, 18:34
            taaaa Boże to jaką ja będę teściową?!
            • bj32 Re: ja to widzę tak... 05.05.09, 19:28
              Weź sie lepiej nie zastanawiaj, bo pewnie taką, jak nasze matki i
              teściowe. Ale jak zaczniesz to roztrząsać, to w ogóle nie będziesz,
              bo zemrzesz z przerażenia.
              • sylwiawenta Re: ja to widzę tak... 05.05.09, 19:48
                w sumie racja, będę się tym martwic za jakieś 15lat.
    • wakacyjna_iguana Re: list dojrzałej matki do młodej matki 06.05.09, 07:49
      Jak ją rozumiem - pierwsze dziecko urodziłam w wieku 30
      lat ale nieplanowane, byłam niedojrzała do macierzyństwa, załamana dzieckiem,
      czułam jakby mi się życie skończyło. Teraz jestem w planowanej drugiej ciąży i
      wiem i mam nadzieję, że teraz będę się cieszyć każdą chwilą z maluchem, nie tak
      jak przy pierwszej córce.
    • free-majkas Re: list dojrzałej matki do młodej matki 06.05.09, 15:39
      Oj,oj młode mamy . Myślę , że zrozumiec ten list możecie dopiero
      mając około 40-stki . Rozbieracie go na czynniki pierwsze ,
      analizujecie drobiazgi . Chodzi o ogólny przekaz - kobiety
      dojrzałej , z doświadczeniem życiowym . W pewnym wieku widzi się co
      w życiu jest najważniejsze , inaczej postrzega się macierzyństwo ,
      też przez perspektywę odchowanych już dzieci .
      • bj32 Re: list dojrzałej matki do młodej matki 06.05.09, 16:11
        Tak, tak... Najpierw odchowamy nasze dzieci, potem ich dzieci, potem
        wnuki naszych dzieci, potem zrozumiemy list dojrzałej matki, a potem
        to już bedziemy miały 100 lat i umrzemy...
        Ja mam prawie ośmiolatkę. I troszkę wiecej niż 26 lat. ALe co ja tam
        wiem, dziecku i tak wyjazd do Zambii grozi, bo zaniedbane...
        wink
        • free-majkas Re: list dojrzałej matki do młodej matki 06.05.09, 16:47
          A jednak nie rozumiesz smile .
          • bj32 Re: list dojrzałej matki do młodej matki 07.05.09, 12:19
            Rozumiem. Rozumiem patetyczne brednie i myślenie magiczne "jak się
            tą zajmę, to niezajmowanie się tamtymi będzie mi darowane".
            Rozumiem, że Tobie sie zdaje, że jak ktoś urodził pierwsze dziecko
            majac lat 20 to głuypi jest jak błoto i przy urodzonym w wieku lat
            40 szóstym może naprawić to, co spasprał, zajmujac sie wyłącznie
            nim. Rozumiem, ze zdaje Ci sie, ze dojrzałość zależy od wieku, a to
            nonsens. Gdyby o to chodziło, to nie byłybyśmy płodnie od 14 do 50
            lat, tylko od 40 do 80. Jednakowoż natura wie, co robi, że
            najlepszym wiekiem na rodzienie jest między 20 a 30 mniej wiecej.
            Rozumiem, że Ty, tak jak i Joasia i autorka owego cudownego listu
            macie monopol na wiedzę i jeśli ktoś myśli inaczej, to znaczy, ze
            niedojrzały i głupi. I należy mu to wykazać: kto nie z Mieciem, tego
            zmieciem. Rozumiem, ze sądzicie, ze późne macierzństwo i przyssanie
            sie do dziecka to spełnienie dla kobiety i ta tylko jest prawdziwą
            kobietą i matką, która tak właśnie robi.
            Rozumiem, że jeśli mam ochotę pójść bez dziecka, a za to z mężem na
            bibę, a potem do łóżka, to jestem nieopierzoną dzieweczką, która ma
            pstro w głowie, bo dojrzałą kobietą jest sie wyłącznie z dzidziunią
            uwieszoną u cycka.
            Rozumiem, ze macie na celu uszczęśliwienie kogo sie da promując
            macierzyństwo porfiryczne , bo tylko takie jest prawidłowe, o czym sie
            przekonałyście na własnej skórze...
            Rozumiem, że przesłodzone brednie i zasłona dymna w postaci kajania
            sie za popełnione w przeszłości błędy oraz pokuta w postaci
            emocjonalnego zniewalania najmłodszego potomka ma być zbawieniem dla
            świata. A każdy, kto Wam nie wierzy to przekona się a przekona,
            jeszcze zobaczymy, jeszcze nasze dzieci nam pokażą, jak wyjadą do
            Toronto. Albo na Ksieżyc. I nie będzie nam kto miał podać szklanki
            wody, blebleble. A te Wasze najmłodsze skarbeńki, takie chuchaniusie-
            dmuchaniusie to będą Was chołubić i tulić do łona w rewanżu za Wasze
            aktualne pieszczoszki, czego my, podłe matki wyjeżdżające na dwa dni
            albo dwa tygodnie i serwujące naszym dwu-, pięcio- czy
            piętnastolatkom lęki separacyjne - nigdy sie nie doczekamy. Biada
            nam, biada!
            • free-majkas Re: list dojrzałej matki do młodej matki 07.05.09, 17:40
              Masz dziewczyno gadane , ale na mój gust jesteś trochę za bardzo
              agresywna . Sfrustrowana jakaś czy co ??? Wiele bredni w tych twoich
              długich ( przydługawych ) wypowiedziach . Ale nie chce mi się ich
              prostowac , bo i po co ?
              • bj32 Re: list dojrzałej matki do młodej matki 10.05.09, 14:06
                "na mój gust"
                De gustibus non est disputandum
                Znaczy co? Jeśli nie pozwalam sobie narzucać światopoglądu to
                świadczy o frustracji? Ciekawe.
                "długich ( przydługawych ) wypowiedziach"
                Dziwne, że nie dostrzegłaś tego zjawiska w wypowiedziach Joasisuspicious
                "Ale nie chce mi się ich prostowac , bo i po co ?"
                I czemu mam wrażenie, że to z braku argumentów?
            • joannaiwa Re: list dojrzałej matki do młodej matki 07.05.09, 22:26
              wiesz co, takie brednie jak tu wygadujesz to po prostu śmiech człowieka ogarnia i widać że po prostu nie ma o czym dalej z Tobą w szczególności dyskutować. Przykro mi, ale jedyna metoda na takie osoby jak Ty i Kotula to po prostu ignorować i nie czytać postów. Co wszystkim rozsądnym mamom rekomenduję. Ponieważ zapewne mnie wytniesz (Twój ulubiony argument) - dokładnie to samo powtórzę na długokarmiących, gdzie szczęśliwie nie masz forumowej władzy, którą tak się upajasz - kto będzie chciał dotrze. I idź kobieto do jakiejś konkretnej pracy, to ci te frustracje z siedzenia w domu przejdą.
              • joannaiwa Re: list dojrzałej matki do młodej matki 07.05.09, 22:27
                oczywiście post wyżej do bj32
              • bj32 Re: list dojrzałej matki do młodej matki 10.05.09, 14:42
                Nie wytnę. Po to, żeby było widać, ze z braku merytorycznych
                argumentów wciskasz kity, jakobym naduzywała władzy moderatorskiej.
                Twoje notoryczne ataki na mnie i Kotulę powinny być usuwane znacznie
                częściej.
                "I idź kobieto do jakiejś konkretnej pracy"
                Dziekuję za te bezcenna rade. Zasady nie pozwalają mi powiedzieć,
                gdzie sobie ją możesz wetknąć, więc pozostańmy przy butach. W ogóle
                wszelkie sugestie co do tego, co powinnam ze swoim zyciem robić
                mozesz sobie wsadzic w buty.
                "to ci te frustracje"
                Które?
                "z siedzenia w domu"
                Serio myślisz, ze ja wyłącznie siedzę? Czujesz sie lepsza, bo
                pracujesz zawodowo poza domem? Dziękuj Bogu, ze masz całkiem sprawne
                dziecko, zamiast robić dosrywki. Właśnie za ten kawałek o
                frustracjach i siedzeniu w domu powinnam Cię ocenzurować, ale...
                Znaj łaskę władcysuspicious I niech wszyscy zobaczą, jaka jesteś dobrotliwa
                i milusia.
      • mniemanologia Re: list dojrzałej matki do młodej matki 06.05.09, 16:45
        Myślisz, że po 40 człowiek się robi sentymentalny, nawet jak nigdy
        taki nie był?
        • free-majkas Re: list dojrzałej matki do młodej matki 06.05.09, 16:59
          To nie jest sentymentalizm . Patrzy się na życie trochę inaczej -
          macierzyństwo też . Ale podobno niektórzy robią się sentymentalni na
          starośc smile.
      • mol_sc Re: list dojrzałej matki do młodej matki 06.05.09, 16:57
        oj jo jo dojrzało Mamo, ździwiła byś się jaki może mieć bagaż życiowy taka 21letnia dziewczyna jak ja, i jak bardzo może doceniać to co ma i jak może wiedzieć co w życiu najważniejsze.
        Czy wiek ma taki wpływ na dojrzałość tudzież niedojrzałość? Czy macie miare jaką mierzycie-ta nie dojrzała, a ta to już wszystko przeżyła? Co wg Was znaczy młoda matka a dojrzała ? dojrzała to musi być ta która po 40-tce, 3jka odchowanych dzieci, a ta młoda co psinco w głowie ma, wpadła na szybko z Bóg wie kim i patrzy tylko jak się dziecka pozbyć ? takie sa reguły ? Bo jeżeli tak to w takim razie ja już dziękuje za tą dyskusje.
        • free-majkas Re: list dojrzałej matki do młodej matki 06.05.09, 17:18
          " Dojrzała " znaczy tu raczej wiekowo . A "Młoda Mama " to po
          prostu młoda - to chyba nie jest obraźliwe jak ktoś jest młody smile .
          Mając np. dziecko 18-letnie widzi się popełnione błędy i te póżne
          macierzyństwo daje wspaniałą morzliwośc wykorzystania takiego
          doświadczenia .
        • montagebolzen Re: list dojrzałej matki do młodej matki 06.05.09, 17:24
          .spokojnie, przecież kochasz swoje dziecko wiec po prostu okazuj mu swoją miłość
          czyli naucz go kochać i nie daj się zwariować, przecież nie będziesz chodzić w
          koło dziecka trzymając w jednej ręce jakąś książkę o wychowaniu dzieci w drugiej
          wydruki postów z forum, choć zawsze można coś z nich (książek i postów) dla
          siebie 'wyciągnąć' czyli zawsze warto się douczać.
          zaufaj sercu i intuicji, nie bądź na sygnały z tych miejsc płynące głucha i
          będzie dobrze.
          .pozdrawiam serdecznie.
    • royalmail Re: list dojrzałej matki do młodej matki 06.05.09, 22:02
      Jako matka dzieci z różnicą wieku 13 lat (córka 17, syn niecałe 4)
      polecam autorce tej patetycznej epistoły wykonanie tzw. baranka na
      ścianę w celu otrząśniecia się z pieluchowego zapalenia mózgu.

      I z własnych przemyśleń dodam, że ten pryszczaty, na drugim planie
      stojący nastolat potrzebuje Twojego wsparcia droga mamciu często
      bardziej, niż różowy i cały w uśmiechach dzidziuś.Ale tego jeszcze
      nie wiesz, no bo skąd ?

      Bo jak się ma więcej dzieci, to się człowiek nie oddaje w całości,
      kochana jednemu dziecku. Ale do tej prawdy też pewnie dojdziesz za
      lat naście (jak doszłaś do dość oczywistych prawd o zgrozo dopiero
      teraz). Miałam 22 lata kiedy urodziłam moje pierwsze dziecko i
      uwielbiałam i CENIŁAM każdy moment bycia z córką. To wcale nie
      zależy od wieku, a od stopnia dojrzałości.

      Ale cóż, kolejne "prawdy objawione" dopiero Ci się objawią jak
      widzę...
      Jak dla mnie nie bardzo jest to "dojrzała matka". Wiele przed nią
      jeszcze uncertain
      • joannaiwa Re: list dojrzałej matki do młodej matki 07.05.09, 22:04
        najlepsi to są tacy wszystkowiedzący i super krytyczni jak post wyżej. A z pryszczatą córką to masz jakikolwiek kontakt, bo to co straciłaś w dzieciństwie to nie łudź się że teraz nadrobisz jak córka jest prawie pełnoletnia i generalnie może mieć Twoje zabiegi już teraz w poważaniu. I o tym też jest ten list.
        • mama_kotula Re: list dojrzałej matki do młodej matki 07.05.09, 22:32
          Cytatbo to co straciłaś w dzieciństwie to nie łudź się że teraz nadrobisz jak córka jest prawie pełnoletnia i generalnie może mieć Twoje zabiegi już teraz w poważaniu. I o tym też jest ten list.

          Czyli dokładnie, tak jak pisałam - starsze już na straty, bo i tak się nie nadrobi, więc nawet się nie warto starać, lepiej wszystkie wysiłki skierować w kierunku nowej maleńkiej dzidzi, bo tu jest jeszcze szansa tongue_out
          • joannaiwa Re: list dojrzałej matki do młodej matki 08.05.09, 00:51
            ponieważ zostałam oszczerczo pomówiona przez moderatora tego wątku o donoszenie bez powodu do MOPS na sąsiadów, dla niezorientowanych wyjaśniam: zawiadomiłam policję gdyż u mojej sąsiedki, która tak próbowała przyuczyć dziecko do samodzielnego spania, że płakało przeraźliwie 1,5 miesiąca i to tak, że nawet nie mogliśmy korzystać z przylegającego pokoju, a na nasze osobiste rozmowy odpowiadała jedynie, że nic się nie dzieje. Policja uruchomiła dalszą procedurę. Jak rozumiem, wg moderatora tego forum powinnam była zatkać uszy i udawać że nic się nie dzieje.
            Więcej na ten temat można znależć w moim pierwszym wątku na tym forum z lipca ubiegłego roku, gdy próbowałam znaleźć wsparcie w tej trudnej sytuacji (może trochę nieporadnie, ale były to początki):

            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=566&w=82290235&a=82290235
            Od tego też czasu staram się zachęcić rodziców do troskliwej uwagi wobec potrzeb dzieci (tak jak to opisano w liście - 3 dziecko) i krytycznego podejścia do niektórych propagowanych przez różne media metod usamodzielniania dzieci, gdyż sama doświadczyłam słuchając przez ścianę do czego w przypadku niektórych dzieci takie metody prowadzą. Pracuję i nie zawsze mam czas tu wchodzić, stąd krótkie wyjaśnienie dopiero dziś. Ot i całe moje tzw. "misjonarstwo".
            • free-majkas Re: list dojrzałej matki do młodej matki 08.05.09, 16:48
              Joanna , jestem pod wrażeniem . W 100% zrobiłaś dobrze . Trzeba
              reagowac i zrobiłabym to samo . Do tej pory zdarzało mi się jedynie
              zwróci uwagę na ulicy jakiejś zbyt impulsywnej lub obojętnej
              mamusi , ale ro drobiazgi . Znieczulica jest strasznym zjawiskiem ,
              nie tylko jeśli chodzi o dzieci . Uważam , że trzeba z tym walczyc ,
              niezależnie od tego co sobie ktoś tam pomyśli .
            • bj32 Re: list dojrzałej matki do młodej matki 10.05.09, 15:00
              "zostałam oszczerczo pomówiona przez moderatora"
              Gdzie zostałaś? Poproszę o wskazanie tego miejsca.
              "Jak rozumiem, wg moderatora"
              Moderator nie jest od tego, żeby roztrzasać Twoje działania prywatne
              w realu. Moderator pilnuje, żebyś nie atakowała personalnie na
              forum, żebyś nie prowokowała pyskówek i nie spamowała. Moderator
              wypowiada sie na czerwono. Jeśli nick jest czarny, to znaczy, że to
              nie moderator. Zatem wskaż, proszę, gdzie jakis moderator tak podle
              Cię potraktował. Możesz mi to podać na priv, możesz napisać na Forum
              o moderacji, albo wysłać maila na forum@gazeta.pl, że moderator Cię
              prześladuje.

              moderator
              bj32
              • joannaiwa Re: list dojrzałej matki do młodej matki 11.05.09, 12:21
                nie rozśmieszaj mnie bj32 - jesteś moderatorem, czy na czarno czy na
                czerwono. I pomówiłaś mnie pare postów wyżej (5.05.09, 19.27). A dla
                ścisłości - nie spamuję, nie atakuję personalnie jeśli ktoś nie
                atakuje mnie (jak Ty na przykład) i nie prowokuję pyskówek w czym
                przodujesz. Dopóki się nie właczyłaś to był bardzo spokojny wątek.
                Jeśli ktoś tu podkręca wątki to jestes to niewątpliwie Ty -
                wystarczy spojrzeć na twoje agresywne wypowiedzi. Być może taka jest
                Twoja rola w celu podniesienia atrakcyjności forum i przyciagnięcia
                uzytkowników - coraz mniej mnie to już obchodzi. A co do Waszej
                śmiesznej drogi odwoławczej - reklamacje trafiają z powrotem do tego
                samego moderatora, z którym jest spór - przećwiczyłam to poprzednio.
                A Twoja przełozona i koleżanka z Wrocławia zona_me juz Cie poparła w
                tym wątku. mam pisać na Berdyczów, a może do Michnika jak mi juz
                ostatnio zalecałaś? Mam ważniejsze sprawy na głowie niz wykłócanie
                się z wami - szkoda mego czasu. Dla mnie istotne jest to, że to nie
                jest wasze prywatne forum, lecz forum publiczne, na którym różne
                opcje mają prawo głosu i to ma byc bez cenzury myślącego inaczej
                moderatora. I nadal twierdzę, że moderatorzy powinni mieć zabronione
                wypowiadać się jako osoby prywatne na forach, które moderują - zbyt
                duża nierównowaga sił. Ja Cie nie moge wyciąć, gdy okreslasz mnie
                jako dziecko porzucone i z sierocińca, misjonarke itd. (poczytaj
                sobie swoje obraźliwe posty np. 5.05.09 g.19.27 i 5.05.09 14.25,
                albo gdy obrażasz inne mamy chamsko komentując jak to sobie w
                przeciwieństwie do nich "nie zapusciłaś otłuszczonego dupska" - post
                4.05.09 g. 11.37) Szczerze mówiac mam to gdzieś co wypisujesz,
                rózne się tu posty trafają. To raczej problem Wyborczej, którą tak
                czy inaczej jako moderator reprezentujesz, ale to juz nie moje
                zmartwienie.
                • bj32 Re: list dojrzałej matki do młodej matki 11.05.09, 17:37
                  "jesteś moderatorem, czy na czarno czy na czerwono."
                  Nie.
                  "A Twoja przełozona i koleżanka z Wrocławia zona_me"
                  Zona_mi, gwoli ścisłości. Nie jest moją koleżanką. A już z całą
                  pewnością nie w relacjach związanych z moderowaniem. Nie opowiadaj
                  kłamstw, bo ktoś może uwierzyc.
                  "Mam ważniejsze sprawy na głowie niz wykłócanie się"
                  Tak?
                  "I nadal twierdzę, że moderatorzy powinni"
                  Zgłoś pomysł na Forum o moderacji.
                  "To raczej problem Wyborczej, którą tak czy inaczej jako moderator
                  reprezentujesz"
                  Nonsens.
                  A cała reszta to Twoja nadinterpretacja.
                  Mówie Ci: pójdź drogą służbową, bo na razie z Twoich tyrad niewiele
                  wynika.
        • royalmail Re: list dojrzałej matki do młodej matki 08.05.09, 20:18
          No widzisz, świetnie się z córą rozumiemy.Gdybyś rozumiała tekst
          pisany wywnioskowałabyć to.

          A tak na marginesie, Twój dzieciak też będzie miał pryszcze kochana,
          wszystko przed Tobą smile
          • joannaiwa Re: list - do royalmail 11.05.09, 12:29
            cieszę się, że świetnie sie rozumiesz z córka, jak widać na Twoim
            przykładzie jest też nadzieja dla starszych dzieci autorki listu,
            choć parę osób uporczywie próbuje je tutaj okreslić jako stracone. A
            co do pryszczy - taki los nastolatków i oby to było w tym wieku
            największe zmartwienie nasze i syna, będzie dobrze smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka