viki0
05.06.09, 12:06
Przechodzimy z synkiem (13m-cy) tydzień adaptacji w prywatnym
żłobku, miałam wracać do pracy niedługo.... ale coraz bardziej mam
doła i szkoda mi dzieciaczka;-( Rycze jak go tam zostawiam;-( dziś 3
raz obudzi się po drzemce i będzie się bał bo znowu znikłam...
ciekawe ile będzie musiał płakać zanim któraś z opiekunek po niego
pójdzie?;-( nie chce tam nic jeść i podobno to normalny bunt dziecka
tak tam mówią, wczoraj nic nie tknął aż ja przyszłam dopiero dał mi
się nakarmić. Kurcze w domu tak się chucha i dmucha na szkraba, dbam
jak mogę by zjadł i by jak najmniej płakał a tu zupełny odwrót
tzw "zimny wychów";-( dziecko musi odczekać swoje zanim dostanie
jeść lub zanim ktoś poswięci mu odrobinę uwagi;-( a za
nieuzasadniony płacz jest kara... wyprowadza się takiego delikwenta
do innego pomieszczenia i wraca dopiero jak się uspokoi... kurcze
czy dzieciaczkowi do 3 roku życia nie może się zdarzyć gorszy dzień?
tam się zabrania dziecku płakać jak jest smutne... Chyba nie wracam
do roboty wydłużę wychowawczy na maxa.... jestem za bardzo związana
emocjonalnie z synkiem on ze mną tym bardziej. Nie chcę żeby mój
maluszek nauczył się tego że nie warto płakać bo i tak nikt nie
przytuli. Za bardzo go kocham. Trudno najwyżej zwolnią mnie po
wychowawczym... i tak nie lubię tej pracy. Będzie nam ciężko
finansowo ale na opłaty jakoś wydziergamy;-( Czy zrobiły byście to
samo? czy może przesadzam?