Dodaj do ulubionych

zmęczona jestem...

11.10.09, 17:13
to już prawie dwa lata mijają,odkąd urodził się mój synek.Był moim
wymarzonym dzieckiem,po dłuuugiej,trwającej prawie 17 lat przerwie
(bardzo wcześnie urodziłam córkę,teraz jest dorosła)Tak więc siedzę
w domu i,wstyd się przyznać,mam już dość.Wiem,wyjdę na wyrodną
matkę,ale...przez te miesiące wszystko robiłam sama.Nikt oprócz mnie
nawet małemu nie zmienił pieluchy,nie wykąpał,no może mąż,kilka
razy.Do małego też wstawałam ja.Mieszkamy od roku na wsi,dość daleko
od znajomych czy przyjaciół,całymi tygodniami jestem sama z
małym,nie mam do kogo się odezwać.Jestem potwornie
zmęćzona,najchęniej wyjechałabym na kilka dni...ale to tylko
marzenie...uwielbiam mojego synka i naprawdękocham z nim
przebywać,ale czuję się wypalona...czy jestem złą matką???
Obserwuj wątek
    • w_miare_normalna Re: zmęczona jestem... 11.10.09, 17:25
      Nie jesteś, moja 16 miesięczna jest tak żywa, tak absorbująca, że nie
      raz mam ochotę pieprznąć drzwiami i już nigdy nie wrócić.
      Od kiedy ją zobaczyłam, pokochałam najbardziej na świecie, do
      jakiegoś tam czasu było ok, ale od kiedy skończyła rok sobie po
      prostu nie radze, mój partner wraca z pracy ok.18 czyli mała powoli
      się szykuje do kąpieli i spania, spędza z nią mało czasu, w weekendy
      wcale nie jest lepiej, załatwia jakieś swoje sprawy, albo odpoczywa,
      więc wszystko przy małej robię ja,Gdybym się zastanowiła to chyba na
      palcach jednej ręki policzyłabym ile razy ją przewinął.I to pewnie
      wtedy gdy byłam w szkole bo nie miał wyboru. Jestem zmęczona, krzycze
      non stop, dziś pierwszy raz dostałą solidnego klapsa, a i to nie
      przyniosło skutku.Wszystkie znajome, a to powyjeżdżały, a to
      dzieciate i czasu nie mają, a to zapracowane, więc siedzę sama, nie
      licząc wyjazdów do mamy raz w tygodniu.Nie raz kiedy idę spać, ze
      świadomością, że młoda obudzi mnie o 3 w nocy to myślę sobie jak by
      to było gdyby tej ciąży nie było, żeby tak cofnąć czas, ale później
      się ganiam i wynajduje tyle plusów bycia mamą. Codziennie uśmiechy,
      zabawy, spacery i tak sobie myślę, że nie mogłoby jej nie być,
      przecież tak ją kocham.A że żywa ? Cóż .. z wiekiem pewnie to minie i
      nie raz jeszcze kochana zatęsknimy za tymi czasami smile)
      Trzymaj się smile
      • misiowa83 Re: zmęczona jestem... 11.10.09, 17:46
        a w ogóle to mężczyżni nie rozumieją,że możemy być zmęczone...jak
        to,przeciez cały dzień siedzisz w domu?!!" a że mają
        poprane,posprzątane,ugotowane,dziecko przypilnowane to już się nie
        liczy,samo się zrobiło...niedawno powiedziałam mężowi,ile kosztuje
        niania czy choćby lepszy żłobek-to był bardzo zdziwiony,że tak
        drogo...powinien istnieć jakiś klub dla matek,z bezpłatnymi
        opiekunkami,kawiarnią,basenem,salonem kosmetycznym,restauracją
        itp.gdzie można by było za niewielką opłatą członkowską odwiedzić
        kosmetyczkę,zjeść obiad,wreszcie przygotowany i podany przez
        KOGOŚ,pogadać wreszcie normalnie,oczywiście z transportem,od i do
        domu,żeby nie utykać się z wózkiem po autobusach...ehhh,marzenia!
        • ewcia-k26 Re: zmęczona jestem... 11.10.09, 17:51
          Faktycznie to tylko marzenia, ale jakie piękne wink
        • w_miare_normalna Re: zmęczona jestem... 11.10.09, 18:31
          Albo chociaż takie klubiki malucha w każdym mieście, tak jak w Anglii
          prowadzisz dziecko na 3-4 godzinki dziennie za darmo.
          W tym czasie mogłabym zrobić dużo rzeczy, wypocząć, odwiedzić
          kosmetyczkę-solarium-fryzjera, albo nawet poleniuchować w domu, no i
          nawet robotę na pół etaty można by podjąć.U nas w Poznaniu nie ma
          czegś takiego, dowiadywałam się i niestety ..
      • ewcia-k26 Re: zmęczona jestem... 11.10.09, 17:50
        Wiem z doświadczenia, że to straszne uczucie mieć "dość" własnego
        dziecka. Mój synek potrafi tak skutecznie dać mi w kość, że tracę
        niemal chęć do życia. Szczególnie gdy mąż wychodzi jak mały śpi i
        wraca jak mały już dawno śpi. Takie stany mijają po kilku dniach.
        Jeśli to możliwe warto odnowić znajomość z jakąś koleżanką (nawet
        jeśli nie ma dzieci). Wybrać się z dzieckiem na spacer w miejsce,
        gdzie rzadko chodzimy. Wieczorem, mimo zmęczenia zrelaksować się.
        Posiedzieć dłużej w wannie z maseczką na twarzy i jakimś fajnym
        zapachowym płynem do kąpieli. Spędzić dzień po prostu inaczej.
        Potrzebujemy co jakiś czas jakiejś odmiany prawda? A swoją drogą
        prawdą jest, że całkiem niedługo zatęsknimy do tych czasów. Już nigdy
        nie będziemy mogły spędzać tak wiele czasu z własnym dzieckiem i
        obserwować jak każdego dnia się zmienia i dorasta smile
        • misiowa83 Re: zmęczona jestem... 11.10.09, 18:50
          tak,tylko czasem chciałabym pospacerować SAMA,żeby złapać odrobinę
          oddechu,nie biegać za uciekającym dzieckiem i koncentrować się
          głównie na tym,żeby czegoś sobie nie zrobiło.Już w ogóle nie czuję
          się KOBIETĄ-jestem jakimś dziwacznym stworem,wiecznie upaćkanym
          jedzeniem,w rozciągniętym swetrze,bo i tak nikt nie widzi,ze sporą
          nadwagą-dojadanie po dziecku,bo szkoda wyrzucić,a na ćwiczenia brak
          siły,bo wieczorem padam na pysk(mały chadza spać po 22)a rano muszę
          wcześnie zwlec się z wyra,bo trzeba zrobić śniadanie mężowi,kanapki
          do pracy a o 7.30 wstaje synek.Włosy w "wiecznym" kucyku-do fryzjera
          chodzę trzy razy do roku,a i to z największym trudem,o kosmetyczce
          już zapomniałam.Libido ZEROWE!!!Seks może dla mnie nie
          istnieć.POTRZEBUJĘ JEDNEGO,SŁOWNIE JEDNEGO DNIA W TYGODNIU-TYLKO DLA
          SIEBIE!!! czy naprawdę tak trudno to zrozumieć???!!
          • errmaris Re: zmęczona jestem... 11.10.09, 19:22
            JAkbym czytala o sobie sad
          • daisy Re: zmęczona jestem... 12.10.09, 14:26
            > siły,bo wieczorem padam na pysk(mały chadza spać po 22)a rano muszę
            > wcześnie zwlec się z wyra,bo trzeba zrobić śniadanie mężowi,kanapki
            > do pracy a o 7.30 wstaje synek.Włosy w "wiecznym" kucyku-do fryzjera


            Łatwo to zrozumieć i nawet można coś na to zaradzić. Zacznij od tego, żeby to
            mąż wstawał pierwszy i robił śniadanie dla siebie i dla ciebie, żebyś po wstaniu
            mogła zająć się tylko dzieckiem i sobą. No wybacz, ale ja bym trochę pogoniła
            takiego faceta jak twój (do roboty). Za to jeden dzień weekendu tylko
            "tatusiowy", bez odwołania. To się da zrobić, tylko trzeba trochę szacunku dla
            siebie samej i swojego życia!!!
        • grace.4 Re: zmęczona jestem... 12.10.09, 05:32
          sama dzieci nie zrobilas i wiem!!!! jak sie czujesz. przestalam byc
          perfekcyjna, ni latam wiecznie ze scierka.sprzatam jak wszyscy pojda
          spac, a rowniez zachecam synka do pomocy.jest czysto ale sie nie
          swieci, wole wyjsc z domu nawet na pol dnia,zeby nie spedzac go w
          domu,zawsze to odmiana , ktorej ty potrzebujesz. jesli chodzi o
          dzien dla mnie mowie pare dni wczesniej,ze mam wychodne ,zawsze mam
          aprobate albo oznajmiam,ze mam dzien pieknosci i kisne w lazience
          zamykajac szczelnie drzwi,relaksujac sie, w koncu nie spieszac...
          wazne sa te chwile, musisz zatrudnic meza do wspolpracy. musicie sie
          razem wspierac i pomagac. czasami czytajac niektore posty robi mi
          sie przykro i jednoczesnie dziekuje Bogu,ze mialam tyle szczescia. a
          narzekam z regulywink
    • dorotamakota1 Re: zmęczona jestem... 11.10.09, 19:32
      A myślałaś o pójściu do pracy?
      Masz to w planach?
      Bo te nawet pół etatu było by dla Ciebie najlepszym wyjściemwink.
      Ewentualnie uprzedzić męża i zarezerwować sobie sobotę na wyjście.
      Chociaż jeden dzień należy Ci się jak psu budatongue_outbig_grin
      • sabka22 misiowa83... 11.10.09, 19:51
        Naprawde wstajesz rano żeby mężowi śniadanie do pracy zrobić?
        A co on niepełnosprawny jest???

        Nie dosyć że masz wszystko na głowie to jeszcze mężusiowi kanapki
        rano....boszzz jak ja takie coś czytam to mnie skręca!
      • papiki Re: zmęczona jestem... 11.10.09, 19:52
        Misiowa, Ty robisz śniadanie mężowi??? Jak mojemu kawę zrobię to się
        cieszy i mi dziękujesmile A jak obiadu nie ma, to są bary (dla córki
        mam zapasy obiadowe w zamrażalniku).

        Ja też mam taką sytuację jak Ty (nikła pomoc od kogokolwiek, daleko
        od znajomych, po prostu jestem sama - i tak prawie trzy lata) i
        podobne stany emocjonalne. Tyle tylko, że mąż zdaje sobie sprawę, że
        ja nie siedzę sobie w domu, bo lubię. Wiele się zmieniło odkąd córka
        poszła do przedszkola. Mam czas na zakupy bez pośpiechu, na
        poleniuchowanie bez wyrzutów sumienia. Chciałabym jeszcze wrócic do
        pracy, na pół etatu, rozmawiałam z szefem, ale jest zastój w
        zamówieniach i nic do roboty. Ale i tak szykuję się do kolejnej
        ciąży. Zdaję sobie sprawę, że to wiąże się znowu z siedzeniem w
        domu, ale może przy dwójce dzieci będzie inaczej.

        Włosy układam codziennie, maluję się, żadnych porozciąganych ubrań -
        robię to nie tylko dla swojego lepszego samopoczucia, ale także dla
        córki, żeby widziała ładną, zadbaną i zadowoloną (hehe) mamę.
      • dare-czka Re: zmęczona jestem... 11.10.09, 19:52
        mam czasem(czesro)takie odczucia jak ty.Zmeczenie,wieczne
        niewyspanie,brak wolnej chwili zeby w spokoju wypic kawe,wiecznie w
        biegu,ale z drugiej strony przeciez to nie bedzie wiecznie
        trwalo,nasze dzieci dorosna i bedziemy to wspominac z lezka w
        oku...zobaczysz....I tez czasem nie czuje sie jak kobieta,zakladam
        co rano ten sam dres,wlosy w kucyk i heja do przodu!
    • beliska Re: zmęczona jestem... 11.10.09, 20:38
      Jestem bardzo zmęczona i ostatnio b.znerwicowana. Sama z młodą od urodzenia, mąz w delegacjach a od wiosny za granicą. Mieszkamy na wsi od kilku lat, ale nie do konca jest to moje miejsce na ziemi i prócz oczywistych plusów typu ogród, nuda zabija niestety.
      Nie rozumiem jednak za bardzo, jak mozna dopuścic do tego, by źle czuć się we własnej skórze, zaniedbać. Po urodzeniu młodej, kilkumiesięcznym pobycie w klinice, jak tylko dalam radę jako tako chodzić, polazłam/bo pójściem tego nazwac nie mozna/ do najbliższego fryzjera.
      Owszem czasem nie mam czasu i sił, by zrobic sobie paznokcie, ale bez przesadywink Mozna chodzic w dresie i często chodzę, ale to może byc fajny dres, do tego lekki makijaż w 2minuty, perfumy dodające energii i juz się lepiej człowiek czuje. Nigdy w zyciu nie wstawałam przed mężem, by mu kanapki zrobic. Jak miałam dobry dzień, to robiłam wieczorem i do lodówki. Jak jest w domu, dzielimy obowiązki i zupełnie nie odczuwam, że mam młodą, która jest bardzo absorbującym dzieckiem od urodzenia.
      Weź się w garśc kobietosmile Pogadaj z mężem, zadbaj o siebie, zaproś przyjaciół na jesienne wiejskie ognisko i moze rozejrzyj za pracą, bo bycie kura domową nie za bardzo Ci sprzyja. Zastanów się, czy nie masz depresji, czy to tylko znużenie i zmęczenie.
      Rozejrzyj się też wśród sąsiadów, bo moze tuz za płotem masz fajnych ludzi. Mam super sąsiadów i dziś ostatkiem sił wzięłam w końcu jęczącą od rana młoda pod pachę i poszłam za płot, zakłócać senne niedzielne popołudnie. Postawili piwo, dali smazone rydze, a młoda szalała w domu pełnym ludzi. Mnie się nawet za bardzo gadac nie chciało, ale wiedzą, że po prostu mam czasem dośc.
      Staram się jak mogę, by dac radę, nie zwariować i doskonale wiem, że bycie non stop tylko z dzieckiem moze wyjśc bokami bez względu na to, jak mocno się je kocha.
      Pozdrawiam
    • anja0123 Re: zmęczona jestem... 11.10.09, 21:54
      Kilka rad:
      - po pierwsze: wychowac meza!!!!!!!! Co to za argument, ze on
      pracuje? Ty tez, i to o wiele ciezej!!! Moj maz, mimo ze pracuje
      zarobkowo na caly etat, a nie, tak jak ja, na pol, w takim samym
      stopniu wieczorami i w weekendy zajmuje sie dziecmi, wstaje do nich
      w nocy nawet czesciej, niz ja, prawie zawsze podaje ostatnia
      wieczorna butelke, czesciej, niz ja, czyta starszemu na dobranoc i
      td. Potrafi przy dziecku wszystko, i nie tylko przy dziecku -
      gotuje, pralke laduje, podloge myje, no dobra, tylko koszul sobie
      nie umie sam uprasowac. A kiedy po drugim dziecku przez trzy
      miesiace bylam w depresji, pracowal wieczorami i po nocach, a w
      dzien zajmowal sie dziecmi, a ja dochodzilam do siebie. I co, facet
      nie moze? - moze, tylko musi mu sie chciec i czuc za swoje dzieci
      taka sama odpowiedzialnosc, jaka czuje matka.
      - po drugie - wychowac meza
      - po trzecie - wychowac meza itd....
      - po czwarte - zadbac o zdrowy i spokojny sen dziecka (jesli sypia
      zle). Tez sie da!
      - po czwarte - nawiaz kontakt z innymi mamami z dziecmi w podobnym
      wieku. Umawiacie sie na pol dnia, dzieci sie razem bawia, a wy
      gadacie i pijecie kawe. Bardzo pomaga zaladowac baterie!
      - po piate: - zadbac co jakis czas o chwile dla siebie. W sobote
      rano wysylasz meza z dzieckiem po zakupy, a ty idziesz do fryzjera.
      - poza tym - mysl pozytywnie. Dzieci dorastaja tak szybko! Ani sie
      obejrzysz, a Twoje dziecko bedzie starsze, zacznie chodzic do
      szkoly, a Ty bedziesz miala wiecej czasu dla siebie.
      Powodzenia!

      • qsko Re: zmęczona jestem... 11.10.09, 22:21
        Też jestem za wychowaniem męża. Mój wstaje rano, bierze małą pod pachę,
        robi śniadanie. Wyprowadza psa i zawozi starsze do szkoły. Jeśli wraca
        i nie ma obiadu, to zawija rękawy i gotuje. W końcu to nasze wspólne
        życie i wspólne dzieci.
        A spać nauczyłam się nawet jak mi chodzą po głowie, ale to 12 lat
        praktyki.
        • leneczkaz Re: zmęczona jestem... 12.10.09, 10:56
          bardzo mi się podoba .. ta praktyka tongue_out
    • vivall Re: zmęczona jestem... 11.10.09, 22:28
      ja też się przyłączam do zmęczonych mam.
      żyć mi się nie chce. najpierw siedziałam w domu ze starszą córką. jakoś czas
      leciał. teraz starsza poszła do przedszkola i jestem z młodszą. siedzę w domu,
      nic mi się nie chce, o nic nie dbam, wszystko mnie denerwuje, drażni. drę gębę
      na dziewczynki, na męża, na wszystkich dookoła. mam pretensje nie wiadomo o co.
      mąż ciągle w delegacji, że przyjeżdża na weekendy. wiecznie brak czasu, brak kasy.
      wiem, że robię źle, że krzywdzę dzieci, ale nie mogę nad tym zapanować. czasami
      sobie myślę, trzeba było zostać singielką, jestem straszną matką, nie nadaję się
      do tego. ostatnio stwierdziłam, że najlepiej dla wszystkich by było jakbym
      zniknęła z tego świata.
      a gdzieś tam w głębi serca słyszę głos... ciesz się z dzieci, bo te chwile nigdy
      nie wrócą. ciesz się, bo niedługo dzieci odfruną ci z domu...
      • batutka Re: zmęczona jestem... 11.10.09, 22:34
        to normalne, ze majac male dziecko jestes zmeczona
        masz do tego prawo - mysle, ze nie ma mamy, ktora ma motorek w tylku i ktora
        jest na wysokich obrotach, usmiechnieta przez cale dnie codziennie
        ja kocham swoje dziewczyny nad zycie, ale czasem tez mialabym ochote pobyc sama,
        odpoczac, zeby nikt i nic mi glowy nie zawracal
        normalka smile
      • anja0123 Re: zmęczona jestem... 11.10.09, 22:34
        Proponuje wizyte u psychiatry. To nie zlosliwosc, ale naprawde dobra
        rada - antydepresanty pomagaja na takie nastroje. Po co sie tak
        meczyc?
        • batutka Re: zmęczona jestem... 11.10.09, 22:39
          ja jeszcze dodam,, ze jestem mama dwojki dzieci rok po roku, wiec lekko nie jest wink
          ale ja mysle o sobie - na pewno nie wstawalabym rano robic mezowi kanapki, bo
          sam am raczki i sobie robi, on wie, ze ja sie napracuje w ciagu dnia wiec nie
          meczy mnie tym dodatkowo
          poza tym, jak wraca z pracy, to ja robie czesto tak, ze zostawiam go z corkami i
          ide na zakupy, na spacer albo zamykam sie na jakas godzinke w drugim pokoju i
          mam czas TYLKO dla siebie
          on w tym czasie ma czas dla dzieci, bawia sie razem, wiec kazdy zadowolony
          czasem wyskakuje z kolezankami na kawke do jakiejs knajpki, na spacer
          trzeba pomyslec tez o sobie smile
          • mamasi batutka 12.10.09, 10:09
            No super podejście, pogratulować tylko. Ja tez tak robie. Kiedys
            byłam bardziej jak mama w wątku głównym ale koleżanka mnie
            zbuntowała. aha ale mężowi nigdy kanapek nie robiłamsmile
      • styczniowka82 Re: zmęczona jestem... 11.10.09, 22:37
        O rany skąd ja to znam, też mam wszystkiego dosyć. Mam również
        dwójkę dzieci 5 lat i 21 m-cy i przy obydwojgu robię wszystko sama,
        mąż jak coś zrobi to z wielką łaską, dopiero teraz więcej zaczyna
        robić przy starszaku.
        Wiem że lepiej będzie jak już pójdę do pracy ale to dopiero za rok
        jak mały pójdzie do przedszkola.
    • grace.4 Re: zmęczona jestem... 12.10.09, 05:21
      nie. jestes matka,ktora chce sie oderwac od codziennosci i przezyc
      cos nowego niekoniecznie na wysoka skale.cos co przyniesie swiezy
      powiew,oderwanie sie od rutyny i przywieje odswiezona energie na
      borykanie sie z meczaca czasem codziennoscia,za ktora zatesknisz po
      kilkudniowej przerwie. musisz odpoczac psychicznie i od czasu do
      czasu sie odrywac. moj maz czesto mnie wygania, gdy widzi,ze mam
      dosc,zawsze zacheca do wypadow. obopolna sprawa. nikt nam nie
      pomaga,wiec dbamy o to,zeby od czasu do czasu wyskoczyc sobie bez
      dzieciakow, osobno, czasem sie uda razemsmilewypoczeta,zrelaksowana
      matka,to szczesliwa matka... co z tego,ze jestes, jesli jestes zla
      np? nastroj jest zarazliwy.
      jeszcze raz, nie jestes zla maltka,jestes przemeczona matka u zadbaj
      o siebie
    • mamasi Re: zmęczona jestem... 12.10.09, 10:06
      A mąż to nie może ci pomóc. U mnie mąż kąpie małą ja ją ubieram.
      RAZEM jemy kolację, usypiamy małą na zmianę i na zmianę do niej
      wstajemy. Jak jest w domu to on zmienia pieluchy - nic trudnego sie
      nauczyć, trzeba chcieć. A kanapki zrób wieczorem i schowaj do
      lodówki - chociaz taki duzy facet chyba umie sobie sam je zrobić. Ma
      jakies dni wolne więc niech on idzie na spacer z małym a ty wtedy
      zrób sobie chwilke dla siebie, przespij się, poczytaj, może kapiel
      relaksująca i jakies zabiegi upiększające...Jak on nie będzie chciał
      ci pomóc to sie zbuntuj i nic nie rób. Jeśli myśli że ty nic nie
      robisz to wyjdź z domu a go zostaw z małym, niech posprzata i
      ugotuje obiad przy okazji...Najpierw z nim pogadaj i powiedz co ci
      lezy na serduchu. Powodzeniasmile
    • kanna a ja wyjechałam :) 12.10.09, 10:14
      Synek - 3 latka został z Tatą a Mała z babcią. Pojechałam w piątek
      rano i wróciłam w niedziele wieczorem - do spa, a co mi tam wink

      Spedziłam ten czas na lezeniu w basenie i w takiej rogrzewającej
      kapsule, na nic nie robieniu, czytaniu i spaniu.
      Wróciłam odmieniona smile Spokojniejsza, zrelaksowana.

      Wiecj nie jeździłam sama, ale co roku, koło XI/XII dzieci zostajką z
      babcią/chrzestnymi a my sobie z mężem wyjeżdżamy na przedłuzony
      weeekend do fajnego hotelu.

      W taki sposób dbamy o siebie i nasz związek. warto.
    • leneczkaz bo my- kubitki musimy być sprytne! 12.10.09, 10:54
      Ja tam mam wszytko wytresowane ale nie przypadkowo, tylko dlatego, ŻE TAK
      CHCIAŁAM! To Ty ustalasz swój los, swoje życie a nie ono się samo ustawiło...
      Mąż to nie Pan i Włatca od zarabiania, a Tyś nie kurczak domowy.

      U mnie mąż wstaje do syna (odkąd nie karmię piesią), wstaje z nim rano (4-6-ta)
      i rano karmi syna i sprząta kuchnię.
      Mnie budzi ok 6.30 i ja szykuję się do pracy (20 min.) a potem on (1,20 min
      ;p).. O 8-smej przychodzi niania/babcia a my wybywamy razem do pracy. Ja wracam
      ok 12-13-tej i żagnam nianię/babcię i zajmuję się zabawą z synkiem a potem
      obiadem. Po 14-15-tej wraca mąż i jemy rodzinny obiad. Do 18 mamy czas rodzinny
      lub jakieś zajęcia własne które ustalamy wcześniej (fryzjer, sport, wspólne
      wyjścia)+ ogarniamy razem mieszkanie. Po 18 następuje rytuał czytania
      książeczek, kąpania (mąż) i karmienia (ja). O 19 nasz syn odpływa w krainę
      ciemności ;p a my mamy czas na kąpiel, seks, film (przygotowuję też czasami
      obiad na dzień następny)..

      Wszytko ustalone i chodzi jak w zegarku. Ale mój mąż jest też moim przylacielem
      i partnerem, więc jemu sprawia przyjemność pomaganie mi.

      Ja też staram się ostatnio (od kiedy pracuję) wstawać rano do młodego bo uważam,
      że to niesprawiedliwe,żeby teraz on cały czas wstawał (jak nie pracowałąm to nie
      miałam takiego poczucia bo cały dzień z synkiem był bardziej męczący niż praca +
      syn, więc potrzebowałam więcej odpoczynku)

      Jednak powinnaś zastanowić się nad swoim życiem ogólnie. Bo potem deprecha i już
      generalnie nikt nie będzie szczęśliwy. A szczęśliwi rodzice generują szczęśliwe
      dzieci smile
      • misiowa83 Re: bo my- kubitki musimy być sprytne! 12.10.09, 12:09
        taaak,muszę się z Wami zgodzić,kobitki,że mój mąż jest zle
        wychowany,dużo w tym mojej winy,ale też mocno przyczyniła się do
        tego upierdliwa teściowa.Jak byłam w ciąży (szósty miesiąc)mój mąż
        wyjechał sobie na trzy tygodnie nad morze,ja zostałam sama,sytuacja
        powtórzyła się,kiedy mały był już na świecie,też wyjechał,tym razem
        na krócej,również w towarzystwie swojej ukochanej mamusi.Wprawdzie
        proponował wspólny wyjazd,ale ja z teściową dłużej niż kilka godzin
        nie wyrobię.Ponieważ m chrapie,a mieszkaliśmy wtedy w jednopokojowym
        mieszkaniu,w ciąży spałam w kuchni,na złączonych stołkach,a jak mały
        się urodził dostałam starą amerykankę (taki fotel rozkładany) m w
        tym czasie wylegiwał się na kanapie.Zima po urodzeniu małego była
        największym koszmarem mojego życia,ponieważ budowa domu mocno się
        opóżniła,zamieszkaliśmy w przyczepie campingowej.To znaczy głównie
        mój synek i ja zamieszkaliśmy,bo męża głownie nie było
        (praca,odwiedziny u mamusi)To,że przetrwałam w tej cholernej
        przyczepie z 9-miesięcznym dzieckiem to cud jakiś boski.Jak nadeszły
        mrozy to dzień zaczynałam od wyrąbywania,autentycznie,przerębla w
        pojemniku z wodą,żeby małemu ugotować obiad.Mój mąż
        oczywiście też oczekiwał po powrocie do domu obiadku.A jak same
        przypuszczacie,nawet głupie zmywanie zajmowało dużo czasu.Małeo
        kąpałam w misce,m ani razu nie zaproponował,że zrobi to za mnie,na
        moją prośbę odparł,że owszem,chętnie będzie kąpać małego,ale...jak
        już będziemy mieli normalne warunki.Teraz jest o niebo
        lepiej,mieszkamy już w domu,wprawdzie do całkowitego wykończenia
        jeszcze spooro brakuje,ale jest lepiej.M nadal nie pomaga.
        • mamasi Re: bo my- kubitki musimy być sprytne! 12.10.09, 12:18
          Kobieto!!! Po co ci taki facet? i to jeszcze bez serca, TOTALNY
          egoista...nie daj się. Postaw mu się ostro i już. Albo pomaga albo
          nie ma nic w domu zrobionego. Pewnie i tak poleci do mamusisad A za
          to że spałaś w kuchni na stołkach to powinien być wychłostanysmilenie
          jedna pewnie by ci w tym pomogła. Nie daj się!!!
        • ismen76 Re: bo my- kubitki musimy być sprytne! 12.10.09, 13:27
          O matko i wszyscy święci ..wiesz co ja zrobiłam gdy przeczytam Twój wątek?
          Przeżegnałam się stopą.

          Nawet nie myśl, że jesteś złą matką ..no w głowie mi się nie mieści jak można
          tak potraktować ciężarną .. z całym szacunkiem, toż to mami synek. Misiowa,
          wiem, że Ci będzie trudno, ale spróbuj się wziąć w garść, bo nikt za Ciebie tego
          nie zrobi. Podziel obowiązki dosłownie spisując na kartce. Niech mąż zobaczy ile
          jest do zrobienia, bo pewnie mu to gdzieś umyka i sądzi, że siedzisz na pupie i
          nic nie robisz. Jeśli nie poskutkuje i nie będzie się wywiązywał zostaw męża z
          dzieckiem na cały weekend, a Ty wyjedz nie wiem, do psiapsióły, mamy swojej,
          siostry - kogokolwiek. Musisz wziąć sprawę w swoje ręce dla własnego dobra.
          Jeśli nie masz z kim o tym pogadać nie krępuj się poprosić o pomoc specjalistę ,
          na pewno możesz znaleźć jakiegoś psychologa w swoim rejonie. Takie książki też
          mogą pomów wrócić Ci do równowagi:

          www.pt.pl/index.php/corporate/szkolenia_dodatki/ksiazki/ksiazki_asertywnosc

          gorąco Ci polecam tę książkę, to Ty możesz mieć największy wpływ na własne życie:

          www.dobre-ksiazki.pl/depresja-nie-jest-przeznaczeniem-p143054.html
          oraz to:

          www.dobre-ksiazki.pl/kobieta-i-depresja-p145409.html

          i coś dla rozwoju duchowego; ..zacznij myśleć pozytywnie.

          merlin.pl/Sekret_Rhonda-Byrne/browse/product/1,565089.html;jsessionid=593D8F80C8117A3CC978BA9243E9C8D7.LB4?gclid=CPuQioOyt50CFY6CzAod61Xu6g
          Trzymam kciuki za pozytywny rozwój sytuacji, pozdrawiam ;o)
        • daisy Re: bo my- kubitki musimy być sprytne! 12.10.09, 14:40
          O Jezusie, to straszne co piszesz o swoim małżeństwie, jakiś kryminał normalnie.
          Ciekawi mnie tylko, dlaczego na to wszystko pozwalasz, oszalałaś czy co? Dobrze
          wiesz, co jest nie tak, bo pięknie to wszystko wyliczyłaś, więc dlaczego nic nie
          zrobisz? No wybacz, ale wygląda na to, że bycie poniewieraną jakoś ci odpowiada...
        • leneczkaz Re: bo my- kubitki musimy być sprytne! 12.10.09, 15:07
          misiowa! jesteś ode mnie zaledwie 2 lata starsza kobieto! życie przed Tobą! nie
          daj się. weź sprawy w swoje ręce i porozmawiaj z maminsynkiem, że jest teraz
          dużym- synkiem a nawet ojcem i mężem.

          mi osobiście takie sytuacjie się w głowie nie mieszczą ale ja z natury jestem
          fighterką i nigdy nie pozwoliłabym a żeby Pan i WłaTca spał na kanapie a ja na
          fotelu.. niedoczekanie jego..
          w ciąży to u mnie była taka tresura, że mąż po mieście jeździł i szukał
          pomidorowej knnora bo stwierdzilam, że umrę jak jej nie zjem..

          no ale rozumiem, że sytuacja finansowa i społeczna może Cię przymusić do
          pozostania w tym związku. tylko wtedy się przyzwyczaj, że tak będzie zawsze..
          nie rób drugiego dziecia, to niedługo podrośnie, pójdzie do szkoły, Ty
          znajdziesz sobie kochanka.. będzie fajnie wink

          a tak serio.. matką jesteś dobrą ale Twoi rodzice coś spaprali, że masz na tyle
          niskie poczucie wartości, że godzisz się na tą sytuację.
        • anew3 Re: bo my- kubitki musimy być sprytne! 12.10.09, 23:00
          ta historie to juz przegiecie , nie zmyslasz czasem , jestem juz
          pewna, ze jestes trollem,
    • anew3 Re: zmęczona jestem... 12.10.09, 12:06
      sluchaj, matka jestes dobra tylko chyba teraz masz kryzys.pogadaj z
      corka, niech zostanie z bratem dajmy na too ze 2 razy w tygodniu na
      2 czy 3 godziny a ty zajmij sie soba. nie wiem co to za wies, cos
      tam jest w tej wsi oprocz domow, musi byc, moze jakas kawIARNIA CZY
      RESTAURACJA MOZE JAKIS OBIEKT TURYSTYCZNY; PARK ITD, czy jest
      jakies miasto czy miasteczko w poblizu, zacznij wychodzic z domu z
      dzieckiem albo bez, moze jakas sasiadka tez ma male dziecko, i
      jeszcze jedno po dziecku nie dojadaj, wyrzucaj, star dres wyrzuc kup
      sobie cos fajnego do ubrania i pomaluj sie troche. moze kup sobie
      tez czaem cos do poczytania , ksiake magazyn itd
      • gazeta_mi_placi Re: zmęczona jestem... 12.10.09, 15:52
        Jak do kawiarni lub restauracji sugeruję bez dziecka-inni użytkownicy tych
        miejsc też przyszli tam by wypocząć a nie słuchać wrzasków dwulatka.
        • leneczkaz Re: zmęczona jestem... 12.10.09, 16:23
          a mnie to tam obchodzi kto co sobie myśli pfffffffffffff O_o
          • gazeta_mi_placi Re: zmęczona jestem... 12.10.09, 16:46
            Myślę,że powinno Cię obchodzić,żyjemy w społeczeństwie,a nie w buszu.
            • batutka Re: zmęczona jestem... 12.10.09, 22:15
              misiowa, pogadaj z mezem, postaw sprawe na ostrzu noza, to jest totalny egoista,
              zachowuje sie jak nienormalny, nie szanuje Cie, dla mnie jakis horror
              nie moglabym zyc z kims takim
              musisz sie postawic bo inaczej wpadniesz w jakas depresje - on musi miec
              obowiazki, musi Ci pomoc - i czym predzej to zrozumie, tym lepiej
              • batutka Re: zmęczona jestem... 12.10.09, 22:20
                dodam jeszcze jedno: nie obraz sie, ale poniekad jestes sobie winna
                postawilas sie w tym zwiazku w roli ofiary, godzisz sie na wszystkie idiotyzmy
                meza, nie walczysz o swoje, nie dbasz o siebie (nie chodzi mi o wyglad
                zewnetrzny, ale o psychike, samopoczucie)
                on Cie taka widzi - godzaca sie na wszystko i wykorzystuje to
                musisz pokazac mu, ze jestes silna, ze od teraz Twoje potzreby sa rownie wazne
                jak jego
                po jaka cholere wstajesz rano i robisz mu to sniadanko
                jak on nie ma Ci ochoty pomoc przy dziecku, to nawet by mi nie przyszlo do glowy
                robic mu obiady, zobaczymy kto by dluzej wytrzymal
                szanuj siebie i swoje potrzeby, a inni zaczna Ciebie szanowac
                powodzenia i badz silna - pokaz temu egoiscie, na co Cie stac
                • beliska Re: zmęczona jestem... 12.10.09, 22:55
                  Przykro czytać, że masz takie, a nie inne zycie, ale Batutka juz napisała to, co ja też chciałabym.
                  Przyzwyczaiłaś męża do tego i tyle. Teraz masz dwa wyjścia-zmienisz układ w Waszej rodzinie, albo pozostaniesz w roli takiej, w którą sama wdepnęłaś i będzie Ci nadal źle, coraz gorzej.
                  Tu nie ma trzeciego wyjścia, bo nawet jak wykończycie dom, będzie ładny i wygodny, to sam ten fakt nie odmieni Twojego zycia.
                  Myslę, ze to nie tyle zmęczenie dzieckiem, byciem matką, ile całym Twoim zyciem z mężem egoistą i sorry ale chamem, bo fakt spania kobiety w ciązy na stołkach powala. Inne sprawy też niestety.
                  Nie łatwo będzie przestawić stosunki, ale jak tego nie zrobisz, jestes na spalonej. Jestes silną kobietą, bo sporo zniosłaś, teraz czas wykorzystać tę siłę dla Twojego dobra.
                  • dare-czka Re: zmęczona jestem... 13.10.09, 13:14
                    ja tu podpielam sie pod Twoj watek i wyzalalam ze ja tez mam
                    ciezko.ale sorki po przeczytaniu calej Twojej historii swoje
                    odwoluje!moj maz wychodzi rano wraca poznym wieczorem ledwo co zdazy
                    na kapiel synka,on kapie,wstaje w nocy i rano tez on wstaje a ja
                    jeszcze 20 minut dosypiam,kanapek do pracy nigdy mu nie
                    robialm,koszul nawet nigdy nie uprasowalam,to sama mu jeszcze swoje
                    ciuchy podrzucam bo wie ze prasowac nienawidze,potrafi
                    przewinac,nakarmic itp,fakt malo jest w domu,ale nadrabia w
                    weekend,w ciagu tygodnia to oczywiscie ja jestem z synkiem prawie
                    non stop-i fakt czasem jestem zmeczona,opieka nad dzieckiem,trzeba
                    cos ugotowac,posprzatac,ale nie pozolilabym sobie na traktowanie
                    takie jak Ciebie maz traktuje.Postaw mu sie na litosc boska bo sie
                    wykonczysz!nie badz wiezniem we wlasnym domu!postaw sprawe jasno bo
                    inaczej nie zmienisz swojego losu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka