zaklopotana0
30.10.09, 12:13
po 1 - chamowatym mezem.
po 2 - sytuacja finasowa, ciulanie od 10 tego do 10tego.
jakos odechciewa mi sie wszytskiego jak ide do domu a tam obrazony
maz, balagan, bo on nie posprzata, lodowka swieci pustkami, a on
leci do baru pic. fajki, piwo, kawa codziennia a ja jak kupie sobie
loda,czy ciastko w pracy,to mam wyrzuty ze nie umiem oszczedzac, a
potem brakuje nam. a moglabym od zeta do zeta i uzbierac na cos.
teraz lekarz dal dziecku recepte co prawda(nie jest to lek pierwszej
potrzeby,ale jednak zalecony, a maz mowi ze teraz nie kupimy bo nie
mamy kasy,dopiero po wyplacie. a zagladam mu do portwela a tam ze
100zl, no tak ale do 10tego to na piwska i faje to musi starczyc a
na dzieko nie musi?? plakac mi sie chce ze sobie wybralam takiego
palanta na meza. gdzie on ma ja jakas normalna hierarchie wartosci.
przecie oboje powinnismy sobie od ust (przyslowiowo) odjac by dac
dziecku,a on nie-tylko o sobie mysli!!