Dodaj do ulubionych

jestem mega rozzalona zyciem

30.10.09, 12:13
po 1 - chamowatym mezem.
po 2 - sytuacja finasowa, ciulanie od 10 tego do 10tego.
jakos odechciewa mi sie wszytskiego jak ide do domu a tam obrazony
maz, balagan, bo on nie posprzata, lodowka swieci pustkami, a on
leci do baru pic. fajki, piwo, kawa codziennia a ja jak kupie sobie
loda,czy ciastko w pracy,to mam wyrzuty ze nie umiem oszczedzac, a
potem brakuje nam. a moglabym od zeta do zeta i uzbierac na cos.
teraz lekarz dal dziecku recepte co prawda(nie jest to lek pierwszej
potrzeby,ale jednak zalecony, a maz mowi ze teraz nie kupimy bo nie
mamy kasy,dopiero po wyplacie. a zagladam mu do portwela a tam ze
100zl, no tak ale do 10tego to na piwska i faje to musi starczyc a
na dzieko nie musi?? plakac mi sie chce ze sobie wybralam takiego
palanta na meza. gdzie on ma ja jakas normalna hierarchie wartosci.
przecie oboje powinnismy sobie od ust (przyslowiowo) odjac by dac
dziecku,a on nie-tylko o sobie mysli!!
Obserwuj wątek
    • pati9.78 Re: jestem mega rozzalona zyciem 30.10.09, 12:21
      Współczuję Ci bardzo...rzeczywiście Twój mąż chyba po prostu nie
      dorósł do roli ojca...
      • kasskossk Re: jestem mega rozzalona zyciem 30.10.09, 12:28
        Złap za ryja trutnia i wywal za drzwi!!!!!!!!!!!!!

        Przepraszam za moja szczerosc!!
        • karla134 Re: jestem mega rozzalona zyciem 31.10.09, 15:09
          A to chamisko!!!!!!!!Więc zrób tak jak...
          kasskossk napisała:

          > Złap za ryja trutnia i wywal za drzwi!!!!!!!!!!!!!
          >
          > Przepraszam za moja szczerosc!!

          i też przepraszam.
    • ola_motocyklistka Re: jestem mega rozzalona zyciem 30.10.09, 12:30
      Albo przewartościujecie i zmienicie swoje życie albo się rozstańcie. Po co masz
      się męczyć? Nie rozumiem.
      • kasskossk Re: jestem mega rozzalona zyciem 30.10.09, 12:36
        Dla mnie facet ktory zamiast dziecku lek woli sobie kupic piwo i
        paczke fajek to prawdziwa swiiniia!!
        Jak mozesz byc z kims takim?
      • zaklopotana0 ale jak to zrobic? 30.10.09, 12:48
        jak przewartosciowac swoje zycie? ze ja mam na 1szy miejsu stawiac
        alkohol,faje,a potem dopiero dziecko? czy maz ma zmienic?bo to
        raczej niewytkonalne skoro przez 2 lata ojcostwo nim nie wstrzasnelo
        na tyle.
        • deodyma Re: ale jak to zrobic? 30.10.09, 16:52
          pewnie, ze maz sie moze zmienic, tylko ze na gorszebig_grin
    • triss_merigold6 Mąż był z losowania? n/t 30.10.09, 12:34
      • isa1001 Re: Mąż był z losowania? n/t 30.10.09, 12:44
        Nie, pewnie z łapanki. Biegał wolniej od innych i nie zdążył uciec.
        • wjw2 Re: Mąż był z losowania? n/t 30.10.09, 13:21
          Dbig_grinbig_grinbig_grin


          Zarty żatami, ale mnie się nie trafiają nawet te wojniej biegające
          pokrakiDbig_grinbig_grin:
      • zaklopotana0 nie z losowania 30.10.09, 12:45
        z wyboru. jakkolwiek glupio to nie zabrzmi i kuriozalnie w tym calym
        watku, wiedzialam,ze on ma raczej trudny charakter,ale troche
        liczylam ze zmieknie jak urodze dziecko, zwlaszcza ze to on chcial
        dziecko a ja nie umialam sie zdecydowac.
        jednak rzeczywistosc pokazala stara prawde-ze ludzie sie nie
        zmieniaja (na lepsze)
        • broceliande Re: nie z losowania 30.10.09, 12:55
          Ładnie sobie Ciebie wychował. Klasyczne wpędzanie w poczucie winy. Z
          powodu ciastka, z powodu lekarstwa dla dziecka.
          A żeś naiwna myśląc, że dziecko go zmieni, to nie Ty pierwsza.

          Ja, kiedy mąż się rozleniwi, pędzę do roboty ryzykując awanturę.
          • bri Re: nie z losowania 30.10.09, 15:59
            Wiele kobiet ma to od dziecka - dziedziczą chyba po matce.
      • 18_lipcowa1 moze z lapanki? 30.10.09, 13:58
    • hexe28 Re: jestem mega rozzalona zyciem 30.10.09, 14:07
      Popiera propozycję kasskossk: złapać za ryj i za drzwi.
      Czy on chociaż na to piwo i faje zarabia, czy to Ty fundujesz mu te
      przyjemności. Jeśli Ty dajesz kasę, to przestań to robić i niech chłop
      się do roboty weźmie. Ja na Twoim miejscu zgarnęłabym tą 100 z
      portfela, bo zdrowie dziecka jest dla mnie najważniejsze. Fajki, piwo i
      bary to ostatnie co bym fundowała.
      A tak poza tym, to strasznie mi szkoda Ciebie i dziecka
    • mozambique Re: jestem mega rozzalona zyciem 30.10.09, 14:23

      plakac mi sie chce ze sobie wybralam takiego
      > palanta na meza. gdzie on ma ja jakas normalna hierarchie wartosci


      a gdzue ty miałas normlana hierarchie wartosci wybierając takeigo
      planata za meza i ojca dziecka ??
      i tylko nie bredź ze on taki dopiero po ślubie sie zrobił
      • triss_merigold6 Re: jestem mega rozzalona zyciem 30.10.09, 14:30
        Gdyby kobiety w tym kraju całkowicie odrzucały palantów podczas
        wstępnej selekcji to niewielu mężczyzn miałoby szanse na sukces
        reprodukcyjny. Bardzo niewielu.
        • ardzuna Re: jestem mega rozzalona zyciem 31.10.09, 00:24
          ...i kobiety w celu osiągnięcia własnego sukcesu reprodukcyjnego musiałyby się
          zgodzić na wielożeństwo albo zaimportować Chińczyków, po sprawdzeniu czy także
          nie są palantami.
    • marzeka1 Re: jestem mega rozzalona zyciem 30.10.09, 15:16
      No dobrze, źle wybrałaś, zdarza się. Nie ma co rwać szat, ale pytanie: CO Z TYM
      ZROBISZ? Czy dalej zmarnujesz sobie i dziecku życie przy takim facecie????
      Nieodmiennie zdumiewa mnie zdanie" Liczyłam, że on się zmieni"- a na jakiej niby
      podstawie liczyłaś?
      • triss_merigold6 Re: jestem mega rozzalona zyciem 30.10.09, 15:20
        Abotak. Albowiem ludowe przysłowie głosi "jak się ożeni to się
        odmieni". Bo co ludzie by powiedzieli jakby go panna tak nagle
        zostawiła. W tym kraju kobiety są od pokoleń tresowane do "pracy nad
        mężczyzną i związkiem" więc trudno się dziwic kolejnej naiwnej.
        • marzeka1 Re: jestem mega rozzalona zyciem 30.10.09, 15:32
          No i, kurczę, NIE ROZUMIEM takiej postawy. A akurat ja z tych wierzących,
          praktykujących itp., nie przemawia do mnie idea "nieść krzyż" w postaci
          pijaka,przemocowca, beznadziejniaka, który nie szanuje żony, a wymaga obsługi. Z
          tym,że wybierając faceta, nie rozczarowałam się, wiedziałam, jakie ma wady
          (całkowicie akceptowalne dla mnie). Dlatego nigdy nie uderzyłam w tekst: on się
          zmieni.
        • kasskossk Re: dajcie kobiecie spokój 30.10.09, 15:35
          Dosyc ze maz utrudnia Jej zycie to jeszcze wy dobijacie tekstami!!
          A czy wy jestescie takie święte??? Cały czas ktoras na tym forum
          pisze jakiego ma okropnego meza-nie ona pierwsza i nie ostatnia na
          takiego trafiła! Znam przypadki ze koledzy cpali,pili,byli
          bandziorami a po slubie zmienili sie o 180stopni,moze włascicielka
          liczyła na to samo..uwazam ze nalezy jej wspolczuc,a nie dobijac bo
          widac ze przejmuje sie dzieckiem,a nie idzie w tany do baru razem z
          mezem zostawiajac dzieciaka samego w domu.

          Ok podstawowe pytanie-masz gdzie zatrzymac sie z dzieckiem jesli
          chcialabys odejsc??
          • marzeka1 Re: dajcie kobiecie spokój 30.10.09, 15:41
            "A czy wy jestescie takie święte??? "- to wybór sensownego faceta czy normalne
            wobec faceta oczekiwania pretendują do świętości?
            To nie pierwszy post dziewczyny, ma problemy, tylko czy poza narzekaniem na
            forum ZECHCE coś z tym zrobić?
            • kasskossk Re: dajcie kobiecie spokój 30.10.09, 15:53
              Jesli ona chce cos zmienic to sama musi to zrobic-przeciez nikt
              tego za Nia nie zrobi..ale wiem ze bardzo wazne jest wsparcie dla
              takiej osoby-takze psychiczne.
              To ze chce odejsc to połowa sukcesu ale czy ma dokad isc?? Przeciez
              nie bedzie mieszkała z dzieckiem pod mostem!
    • kali_pso Re: jestem mega rozzalona zyciem 30.10.09, 16:06

      Po pierwsze spróbuj zrobić jakąś rezerwę finansową- na własnie takie
      niespodziewane wypadki, jak lek dla dziecka. Osobne konto np.
      wpłacaj tam każdego miesiąca cokolwiek, i niech sobie lezy, jednego
      miesiąca wykorzystasz ale może byc i tak, że przez kilka nic sie nie
      wydarzy a Ty będziesz spokojniejsza. Wiesz ja powiem Ci jak jest u
      mnie- mój mąz zupełnie nie martwi sie finansami, bo WIE, ze ja
      wszystko załatwięwink Może Twój tez jest/zawsze był tak przez Ciebie
      rozpieszczany? I dzisiaj nic z siebie nie jest w stanie dać, bo
      przyzywczaił sie do dobrego?
    • princy-mincy Re: jestem mega rozzalona zyciem 30.10.09, 16:31
      Pomijajac co zrobic z takim palantem w dlugoterminowym dzialaniu,
      wzielabym te 100 zl z jego portfela i poszla kupic to lekarstwo
      dziecku.
    • sapalka1 Re: jestem mega rozzalona zyciem 30.10.09, 16:42
      1. Ustal ile masz kasy (może gdzieś się coś po kieszeniach zawieruszyło, również
      męża - w tym wypadku dobro dziecka przemawia za tym by mu przetrząsnąć kieszenie
      - racja wyższa) - idź kupić lekarstwo a resztę kasy wydaj na jedzenie. To wredne
      (ale przy zachowaniu Twojego męża blednie). ale najlepiej żeb został bez grosza
      w kieszeni (na to piwsko i fajki). Będzie miał z tym problem - niech zarobi -
      cokolwiek, na dziecka zdrowiu nie można oszczędzać, na jego nałogach - mozna.
      2. Załóż konto i jeśli się tylko da wpłacaj tam każdą zaoszczędzoną sumę, nawet
      najmniejszą. Mąż (taki mąż) nie powinien o nim wiedzieć, to konto da Ci odrobinę
      bezpieczeństwa.
      3. Zastanów się czy kochasz swojego męża i czy chcesz z nim spędzić życie. Jeśli
      tak - konieczna jest rozmowa/rozmowy, moze terapia. Jeśli nie - nie warto
      marnowac życia z nim.
      Trzymaj się i zdrowia dla dziecka i Ciebie!
    • basiakasiajoasia Re: jestem mega rozzalona zyciem 30.10.09, 16:52
      Przeczytałam Twoje wszystkie Twoje posty i widzę ze sytuacja jest
      raczej beznadziejna.
      Zostaje Ci tylko postrasznie go rozwodem (separacja). Bedzie płacił
      Ci alimenty na dziecko i jakos tam dasz rade. Moze oprzytomnieje i
      wykaze chęć zmiany a moze nie. Nie martw się, ja po rozwodzie
      dopiero odetchnełam. Odchowasz troche dziecko i ułozysz sobie zycie.
      Nie ma sensu tkwic w zwiazku bez przyszłosci, dorobisz się depresji,
      lęków i wtedy cięzko bedzie ci odejsc.
      Myśl teraz o tym co Ty czujesz i czego Ty chcesz ale działaj i to jak
      najszybciej, bo samo nic sie nie zmieni.
      Pozdrawiam Cię.
    • lena_madzia Re: jestem mega rozzalona zyciem 30.10.09, 18:40
      przepraszam a wasi męzowie są idealni???
      Nie wiem może ja mieszkam na innej planecie ale każdy facet jakiego
      znam ma jakieś wady które mogły by mi przeszakadzać np. nałogi,
      sknerstwo, baby na boku, pieniactwo albo dupa wołowa. No jeszcze
      dłuuuuuugo mogłabym wymieniać.
      i małżeństwa tych facetów raczej do mega-szczęśliwych nie należą.
      • triss_merigold6 Re: jestem mega rozzalona zyciem 30.10.09, 18:45
        Sporo błędów w życiu popełniłam ale nie strzeliłam sobie dziecka z
        alkoholikiem.
        Każdy ma jakieś wady tylko owe wady mają różny ciężar gatunkowy. O
        ile niechęć do spotkań towarzyskich czy codziennego golenia się mogę
        zaakceptować o tyle bab na boku czy sknerstwa już nie.
      • marzeka1 Re: jestem mega rozzalona zyciem 30.10.09, 20:22
        "przepraszam a wasi męzowie są idealni???"- nie, żadnej nie jest, tyle,że są
        wady akceptowalne i takie, przy których nie ma szans na udany związek. Zaliczam
        do nich patologiczne sknerstwo,pociąg do chlania i przemoc wobec kobiety i
        dziecka, tudzież pieprzenie na boku innych.
        • miedzymorze Re: jestem mega rozzalona zyciem 30.10.09, 23:10
          Ejno, chyba jesienna chandra się nieco przytłoczyła.
          Jest 29., lek nie jest pierwszej potrzeby, mąż powiedział, że za po 10. kupi - czyli za 10 dni jest po temacie. To, że ma w porfelu na piwo i fajki tez ci powiedział, czy sama to sobie wymyśliłaś ?
          Może po prostu nie lubi być bez kasy zupełnie ?
          Piszesz że zarabiasz - zrób tak jak ktoś radzi wyżej -odkładaj sobie po trochu na koncie.
          Swoją drogą - 100 zł to nie problem zostawić w aptece, ale jeden lek ? Co to za cudo, tak z ciekawości ?
          pozdr,
          mi
          pozdr,
          mi
          • uroda_ziemi1 Re: jestem mega rozzalona zyciem 31.10.09, 09:37
            Zakłopotana!
            a czy gdybyś od niego odeszła to masz się gdzie podziać i za co żyć?
            a może on pójdzie w siną dal... czy mieszkanie jest Wasze wspólne, Twoje, Jego,
            wynajmujecie?
            musisz coś z tym zrobić!
            im szybciej tym lepiej!
          • ledzeppelin3 Re: jestem mega rozzalona zyciem 31.10.09, 14:57


            > Ejno, chyba jesienna chandra się nieco przytłoczyła.

            Ejno, raczej przejrzała na oczy.

            Jest 29., lek nie jest pierwszej potrzeby, mąż powiedział, że za po 10. kupi -
            > czyli za 10 dni jest po temacie. To, że ma w porfelu na piwo i fajki tez ci pow
            > iedział, czy sama to sobie wymyśliłaś ?

            Na pewno wymyśliła. Wrabia biednego misia i tyle.

            > Może po prostu nie lubi być bez kasy zupełnie ?

            Pewnie, nie lubi być bez kasy. I lubi piwo i fajki. Taki jest i trzeba się z tym
            pogodzić. I odkładac samej, odkładać, odkładać. Nie kupować głupot w rodzaju
            buty na zimę czy szminka. W końcu jest MATKĄ i ŻONĄ.

            > Swoją drogą - 100 zł to nie problem zostawić w aptece, ale jeden lek ? Co to za
            > cudo, tak z ciekawości ?

            Pewnie jakieś fiu bździu, kto to słyszał tyle na bachora lek wydawać. W d..ch
            się poprzewracało. I sie dziwić, że misie wyrzekają na te baby rozrzutne...
            • titta Re: jestem mega rozzalona zyciem 31.10.09, 16:48
              Czesc lekow to takie fibzi-bzdiu wlasnie. Bo widzimiesie lekarki i
              modne.
              Czesc kobiet ma tendecje do bycia cierpietnicam, traktowanie, zycia
              mega powaznie (czyt. zacharowywanie sie, wieczne poczucie winy) i
              zal do calego swiata, ze nie robia tego samego. Nie wiem jak w tym
              przypadku, ale z opisu wcale nie jest jednoznaczny. Pewnie, zebu
              lepiaj bylo aby pan gral w pilke reczna czy innego golfa, a nie
              siedzial po knajpach. Ale moze on tez pracuje na utrzymanie tej
              rodziny i nalezy mu sie od zycia cos wiecej niz sluchanie wiecznie
              marudzacej i jeczacej zony.
              Co nie znaczy, ze to ona zawsze ma sobie od ust odejmowac. wrecz
              przeciwnie, tez wyluzowac.
              Poza tym z facetem trzeba jak z psem, za przeproszeniem. Konkretnie
              i konsekwentnie zastosowac kij z marchewka, z przewaga marchewki.
              Jeczenie i marudzenie zazwyczaj szybko powoduje uodpornienie.
    • mamabuly Re: jestem mega rozzalona zyciem 31.10.09, 16:28
      Twojemu mężowi potrzebna jest terapia wstrząsowa i im szybciej do
      tego doprowadzisz tym krócej bedziesz cierpieć w tym toksycznym
      układzie.

      Tak jak radzą dziewczyny, zabrałabym mu tę stówkę to na start.
      Potem postraszyła separacją może coś do gadziora dotrze. Jeżeli nie
      to nie jest wart Twojego zachodu.
    • zaklopotana0 odpowiadajac na Wasze posty 02.11.09, 10:07
      Maz zarabia, i ja zarabiam,ale od ladnych paru miesiecy juz 1szego
      nie mamy kasy. maz uwaza ze debet to jest wyplata a ja uwazam ze to
      jest kasa na czana godzine. i probuje nie brac debetu bo za miesiac
      bedzie wyplata o 300zl mniejsza i po paru miesiacach bedzie sporo na
      minusie.ale on mi kaze brac debet a sam ma 100zl w portwelu,wiem bo
      zajrzalam. gdybym mu wziela ta stowe,to by byla awantura na calego
      przez tydzien i kupa wypominania i wyzywanie od zlodziejek.dlatego
      ide dzis wyplacic debet i kupie dziecku lek,cena ok 20zl, a na
      miesiac ok 60.
      ...co zamierzam robic z tym malzenstwem? sama do konca nie wiem, na
      razie wydrukowalam pozew.czekam co dalej. Teoretycznie mam sie gdzie
      podziac,ale odsylam do innych postow zaraz moze sie okazac ze
      malzenswto mojej mamy tez sie rozleci i nie bede mogla sie do niej
      wporwadzic.
      mysle ze nie narzekam tylko na forum,szukam pomocy na terapii
      malzenskiej,ale bez efekto itd itd.
      nie ma opcji wplacania na konto grosza,bo brakuje nam juz
      1szego,wiec jak ja moge sobie skitrac kase i potem na dziecku
      oszczedzac? i udawac ze nie mam? jak nadprogramowy grosz wpadnie to
      odloze ale z wyplaty to nie ma szans.
      kiedys ja go straszylam rozwodem,a teraz on sie waha nad
      rozwodem,ale nie zlozy pozwu,bylby zadowolony gdybym to ja go
      wyreczyla.
      • arwena_11 Re: odpowiadajac na Wasze posty 02.11.09, 11:02
        A ile mąż dokłada się do "życia"?

        Proponuję, abyś usiadła z ołówkiem w ręku i zrobiła spis kosztów miesięcznych.
        Czynsz,
        energia,
        gaz,
        dziecko ( ubrania, szkoła, lekarstwa )
        jedzenie ( ile wydajesz na miesiąc, nawet z zaokrągleniem w górę )
        ubrania

        Podlicz wszystkie wydatki i w zależności od wkładu w prace domowe ( jak
        zajmujecie się równo to po 50%, jak ty więcej to on np. musi wpłacić 60-70%
        kwoty jaka ci wyszła) wpłacajcie tę kwotę na osobne konto - domowe.

        Pozostałe pieniądze z pensji każdy ma dla siebie. Jak zabraknie pod koniec
        miesiąca, to musicie solidarnie dopłacić. Jak on nie będzie miał, to robisz
        debet i w następnym miesiącu on musi to spłacić.

        Tak funkcjonuje większość znanych mi małżeństw, które mają osobne konta
        osobiste. I jakoś zdaje rezultaty.

        ja nie mam tego problemu, bo mimo, że mąż zarabia, to ja zarządzam kasą i na
        moje konto ona wpływa. Dysponujemy obydwoje, ale ja decyduje o wydatkach. Nie
        wyobrażam sobie, że mąż wydaje kasę na piwo czy knajpę a mnie nie stać na
        lekarstwa czy buty. chore.
        • kalina_p Re: odpowiadajac na Wasze posty 02.11.09, 11:23
          ta rada, dość sensowna, dotyczy tylko pieniędzy, nie ogólnego "klimatu".
          Ja się rozwiodłam, kiedy uczucie zdechło...
          A co do pieniędzy - autorka nie bardzo chyba umie rozmawiac z mężem a on z nią,
          a gdzie brak komunikacji, tam ustalenia nie pomogą, bo ustalic się nic nie da,
          bo nie ma z kim wink

          Ech...tak to już w życiu bywa, nie zawsze jest różowo.
          Do autorki - kochasz, zależy Ci, to próbuj, gadaj, prowadź na terapię, stań a
          uszach.
          Nie kochasz - pewnie będzie tylko gorzej, w dodatku sobie zycie zmarnujesz.

          https://img404.imageshack.us/img404/7088/garfield010.gif
        • zaklopotana0 Re: odpowiadajac na Wasze posty 02.11.09, 12:06
          pomysl dobry ale u nas nie ma racji bytu. gdybym tylko powidziala za
          zajmuje sie domem wiecej od meza to awantura przez tydzien. po rowno
          to na pewno nie jest. on sam potwierdzil niedawno ze juz
          dawno "polozyl laske na to malzenswo i nie zamierza nic w domu
          robic" ale czasem ugotuje i tego sie trzyma i bylby foch jakbym
          powiedziala ze ja wiecej robie a wiec on ma placic wiecej.to wyglada
          tak: on czasem ugotuje i pozmywa od wielkiego dzwonu, reszte rzeczy
          (poza naprawami) w domu robie ja sama,on nawet problem ma z
          wyrzuceniem smieci i odkurzaniem,wiec praktycznie sama to robie. on
          sie interesuje natomiast autem i kolo niego chodzi. pracuje o 1-2dni
          w miesiacu wiecej ode mnie i jest mega "zapracowany i przemeczony".
          robiac bilans wyszloby ze wydajemy wiecej niz zarabiamy.
          kiedys byly proby wlozenia do wolnego portwela czesci kasy na
          wspolne wydatki, no to przez pare dni wydalam ze 300zl, a bo byly
          wieksze zakupy ze 2 razy, pieluchy itd. to potem maz sie czepial,ze
          rozpuscilam pieniadze i wiecej nie chcial sie skladac. on placi
          rachunki (wiecej zarabia) a ja za swoja wyplate oplacam swoje wizyty
          u lekarza i reszta idzie na zycie, jak braknie to go prosze ale jak
          wie ze mam niewykorzystany debet to za chiny ludowe nie chce mi dac
          kasy i nie chce mi tez pozyczyc.
          • arwena_11 Re: odpowiadajac na Wasze posty 02.11.09, 12:38
            Wiesz co to daj sobie spokój z nim. To nie małżeństwo tylko jakiś
            chory układ.

            Albo rób tylko za siebie i dziecko. Pierz swoje rzeczy, prasuj,
            zmywaj po sobie i dziecku, gotuj tylko dla siebie i dziecka. Wtedy
            Pan Mąż zobaczy ile musi zrobić koło własnej d..y.

            Ale skoro jak piszesz on już olał to małżeństwo, to po co ty je
            ratujesz. Do tanga trzeba dwojga. Złóż pozew o rozwód. Nawet
            proponowałabym z jego winy. Nagrywaj wasze kłótnie, zwłaszcza te o
            kase na lekarstwa dla dziecka czy na potrzeby dziecka. Będziesz
            miała dowód do sądu.

            Wylicz alimenty i składaj wnosek. Tu nie ma co się juz bawić. Z tej
            mąki chleba nie będzie.
          • kalina_p Re: odpowiadajac na Wasze posty 02.11.09, 12:40
            prośbę mam ogromna - portFel, plissss
            Słuchaj, ja bym w takim klimacie nie wysiedziała. Nie rozumiem, jak ludzie
            kochający się mogą sprzeczać się o takie rzeczy czy nie wyręczać sie wzajemnie
            w domowych obowiązkach...normalne powinno być, że Ty robisz coś dla
            niego/siebie/Was i on wzajemnie - troszczy sie o Ciebie/siebie/Was...a jeśli
            jest tak, że on sobie, Ty sobie, on położył laskę, to jest fikcja a nie dom czy
            rodzina.
            Ja bym nie wytrzymała w czyms takim. A jak seks? Kochacie sie w ogóle? W sensie
            fizycznym i emocjonalnym?
            Wolałabym sama, bez stresów, na własny rachunek, spokojna i szczęśliwa, po co mi
            chłop, który nie pomaga, rozlicza z kazdego grosza, nie dba o dom..?
            • zaklopotana0 Re: odpowiadajac na Wasze posty 02.11.09, 13:52
              sorry za portwelwink dla mnie tez to powinno byc naturalne ze robie
              cos z czystej przyjemnosci np robie mu kawke i przynosze, dla meza
              natomiast gdy nie ma dobrego humoru (a zwykle jest wkurzony)
              zrobienie jakiejkolwiek przyslugi okupione jest wyrzutami. albo
              klasyczne jego uprzejmosc: zrobic Ci herbate? mowie ze tak. "to
              chodz tu i sobie wloz do kubka bo nie wiem ktora chcesz" haha jaka
              to przysluga jak i tak musze do tej kuchni isc? inny przyklad prosze
              zeby zjal z szafy pudlo,bo wlasnie mi sie przypomnialo ze mam tam
              potrzebna ksiazke, a on juz sie burzy ze zdazyl usiasc na folelu i
              nie moglam zawolac wczesniej a teraz musi sie podniesc, albo jak
              prosze zeby przyniosl mi sol z kuchni jak jemy obiad,to juz obraza
              bo musi sie "nachodzic" Jezuuu ja bym sie podniosla i przyniosla,
              tak po prostu. Ja juz powoli tego nie wytrzymuje.
              czy sie kochamy? fizycznie prawie nie,bo on nie chce, emocjonalnie
              nie wiem. kocham swoje wyobrazaznie o tym jak moze byc cudownie,ale
              jego chyba nie za bardzo juz.po tym wszystkim ciezko byc pewnym
              swoich uczuc.
              ja wiem,ze samej mi lepiej bedzie, tzn bedzie cisza,spokoj, ale boje
              sie przyszlosci i nie wyobrazam sobie ze kiedys zamiast kolo niego
              obudze sie kolo kogos innego. jakis kosmos. jest dupkiem, obraza
              mnie, rani, wyzywa przy dziecku,ale kiedys go kochalam i szkoda mi
              pieknych chwil, szkoda mi rozwalac rodzine. choc czy my w ogole nia
              jestesmy ? sad
              • zaklopotana0 Re: odpowiadajac na Wasze posty 02.11.09, 14:00
                teraz mi napisal ze kupil dziecku pieluchy (bo sie skonczyly i byla
                sprzeczka kto ma dac kase) i dodal "zadowolona?"tyle ze znajac jego
                to byl sarkazm. kurcze czy ja powinnam byc zadowolona ze ojciec
                dziecku kupil pieluchy? nie, to powinno byc naturalne,prawda? czy on
                jest zadowolony i dumny jak tacham siatke zakupow,lub zaopatruje dom
                w srodki czystosci?? a on mi laske robi?? rece mi opadaja.
                dziewczyny (zwlaszcza po przejsciach) jak zebrac sie i odejsc??
                brak mi jaj-jak ktos kiedys napisal. nie chce takiego zycie dluzej,
                z jednej strony cos do niego czuje (moze milosc,moze przywiazanie) z
                drugiej nienawidze bo zachowuje sie jak gnojek i bydlak. chce byc
                szczesliwa dla mojego dziecka,wesola,usmiechnieta a nie chce zeby
                ktos taki cale zycie podcinal mi skrzydla. on nawet potrafi
                sarkastycznie mowic do mnie pani MGR bo mu chyba zal ze nie ma
                wyzszego wyksztalcenia. czy tylko mi sie wydaje ze on robi wszystko
                by mnie maksymalnie zgnoic i zdolowac?
                • kalina_p Re: odpowiadajac na Wasze posty 02.11.09, 14:13
                  wiesz co...to nie jest na pewno łatwe, lekkie i przyjemne, kazde rozstanie i
                  decyzja o nim jest trudna. Mnie tez nie było jakos specjalnie wesolo po
                  rozwodzie, bo to porażka dwojga ludzi - ich planów, marzeń, niestety sad
                  I dla opuszczajacego i opuszczanego jest to cholernie trudne. ALE - własnie - w
                  niektroych przypadkach warto, po prostu - dla siebie, dziecka.
                  gdybym tkwiła w martwym zwiazku, w którym siłą rzeczy ani ja ani mąz nie
                  moglibysmy byc szczęśliwi, to w efekcie byłoby nas dwoje nieszczęśliwych +
                  dziecko wychowane w srednio fajnej atmosferze i domu bez miłości i ciepła.
                  Podjęłam decyzje, było trudno, bałam sie jak cholera tym bardziej, że nie
                  pracowałam, mąz dobrze zarabiał...No ale co? Siedziec dla wygody z chłopem,
                  którego nie kocham? I majac 70 lat stwierdzic, że spieprzyłam sobie zycie?

                  Córa tez odetchnęła, klimat w domu przedtem byl niefajny, nie bylo ciepla,
                  miłości, ot, dwoje obcych sobie ludzi, którzy przekazuja sobie informacje na
                  temat wyrzucania smieci, staraja się ze soba jak najmniej przebywac. Po co
                  ciagnąc fikcje?
                • daisy Re: odpowiadajac na Wasze posty 02.11.09, 14:24
                  Niestety, chyba ci się nie wydaje. Chyba powinnaś uciekać, gdzie pieprz rośnie.
                  A raczej pogonić męża (czyje jest mieszkanie? Jeśli wspólne, to raczej jasne, że
                  zostaniesz w nim ty z dzieckiem).

                  Co robić? Napisać pozew, przy pomocy prawnika (jeśli cię nie stać, poszukaj
                  bezpłatnej pomocy prawnej, są takie możliwości). Zanieść go do sądu. Zacząć
                  prowadzić dziennik, z codziennym zapisywaniem co się między wami zdarzyło,
                  spisać też "wspomnienia" - na własny użytek rozwodowy, strasznie się różne
                  rzeczy zapomina. Zanim mąż dostanie wezwanie na rozprawę, opracować sobie wizję
                  podziału majątku, wysokości alimentów, opieki nad dzieckiem, najlepiej wersję
                  optymistyczną i wersję żelazne minimum. Gdy mąż dostanie wezwanie, przedstawić
                  mu wersję optymistyczną i dogadywać się, żebyście w sądzie wiedzieli na czym
                  stoicie. Jeśli mąż nie będzie chciał współpracować, poradzić się prawnika i
                  ewentualnie wynająć do reprezentacji na rozprawie. Nie unoś się honorem, nie
                  zostawiaj mu mieszkania, pieniędzy itd. "dla świętego spokoju". Spokój to będzie
                  miał on, a ty z dzieckiem musisz gdzieś mieszkać i za coś żyć. Pamiętaj, że
                  walczysz przede wszystkim dla dziecka, nie dla siebie.
                  Nie przełamuj się, nie czekaj na cud, nie myśl za dużo, po prostu zrób to. A gdy
                  będziesz się bała, to przypomnij sobie, że w każdym momencie przed ogłoszeniem
                  wyroku sądu można się wycofać. Ale pewnie nie będziesz chciała...
                  Trzymaj się.
                  • zaklopotana0 mieszkanie jest wynajete 02.11.09, 15:01
                    nie mamy wlasnego lokum,wiec musialabym go opuscic. maz jesli by nie
                    znalazl lokatora (lub lokatorkiwink to pewnie tez by wrocil do
                    rodzicow-alimenty i najem chyba nie na jego sily,chociaz, nie moj to
                    problem juz.
                    pozew juz mam, zastanawiam sie tylko czy zmienic na z orzekaniem o
                    winie. mam mu wiele do zarzucenia,ale on niestety mi tezsadtez
                    potrafilam rzucac miesem,rzucic w niego czym popadnie,kopnac
                    komputer itd. nie wiem czy jest sens sie wiec szarpac. ale z drugiej
                    srtony to on jest chamski i nie mysli o przyszlosci naszej rodziny i
                    zaluje "swoich" pieniedzy na dziecko,przestal chodzic na terapie
                    malzenska i "polozyl laske na to malzenstwo". wiec jakby nie patrzec
                    to on zrezygnowal,a ja probowalam ratowac to?chcialam z nim byc do
                    konca,ale on wypina tylek na mnie. na razie nagrywan rozmowy jak
                    wyzywa mnie, jak nie chce sie dolozyc na leki dziecka i takie
                    inne.przeraza mnie to wywlekanie brudow w sadziesad
                    • kalina_p Re: mieszkanie jest wynajete 02.11.09, 15:07
                      najlepiej, jakbys dała sobie spokój z orzekaniem o winie, na pewno będzie sie
                      bronil i masz 3 lata szarpania się w sądzie. Po co? Dla satysfakcji? Za
                      porozumieniem stron, bez orzekania o winie, szybko, bezbolesnie i najtaniej smile
                      Zreszta przewaznie prawda leży gdzies posrodku i wina jest w jakims stopniu z
                      obu stron. Ustalcie opieke nad dzieckiem, alimenty - im wiecej sami ustalicie,
                      tym krócej bedziecie sie rozwodzic. Jak nie mozecie sie dogadać, to sporóbuj
                      przez mediatora.
                      • arwena_11 Re: mieszkanie jest wynajete 02.11.09, 16:07
                        Rozwód z orzekaniem o winie ma podstawowy plus. EX w przyszłosci nie
                        będzie mógł wystąpić o alimenty na siebie. W innym przypadku, każde
                        z małżonków w razie pogorszenia się stopy życiowej może wystąpić do
                        drugiego o alimenty.
                        • a_weasley Re: mieszkanie jest wynajete 04.11.09, 11:55
                          Arwena_11 napisała:

                          > Rozwód z orzekaniem o winie ma podstawowy
                          > plus. EX w przyszłosci nie będzie mógł
                          > wystąpić o alimenty na siebie. W innym
                          > przypadku, każde z małżonków w razie
                          > pogorszenia się stopy życiowej może
                          > wystąpić do drugiego o alimenty.

                          Drobna poprawka. Nie pogorszenia stopy, tylko znalezienia się w niedostatku.
                          W przypadku pogorszenia stopy bez znalezienia się w niedostatku może żądać
                          alimentów były małżonek tylko wtedy, gdy to drugie zostało uznane za wyłącznie
                          winne rozkładu pożycia. Jeżeli orzeczono winę po obu stronach, to nie.
                    • daisy Re: mieszkanie jest wynajete 02.11.09, 15:09
                      To przynajmniej sytuację mieszkaniową macie jasną.
                      Nie jestem prawnikiem, nie wiem, czy orzeczenie o winie męża coś ci daje, oprócz
                      wątpliwej satysfakcji. Jeśli nie są to jakieś niezbędne korzyści, to chyba bym
                      sobie darowała. W końcu najbardziej chodzi o alimenty, prawda? A te się dostaje
                      i bez orzekania o winie.
                      Najlepiej pogadaj z prawnikiem i policz, ile możesz ugrać, a ile stracić -
                      nerwów przede wszystkim...
                    • magda.kunicka Re: mieszkanie jest wynajete 02.11.09, 15:12
                      Cześć, czytam Twoje posty i bardzo, bardzo mi smutno. Uważam, że bardzo dobrze
                      robisz przygotowując się na rozwód - ODWAGI! Zasługujesz na szczęście, pamiętaj
                      o tym. A z rozwodem z orzeczeniem winy bym uważała, chyba, że on nie będzie
                      chciał się na niego zgodzić - wtedy nie będziesz miała wyjścia. Z drugiej strony
                      to, co opisujesz, co jakoby mogłoby być zarzutem wobec Ciebie, jest niczym wobec
                      jego zaniedbywania rodziny. Trzymaj się!
                • trzylatka Re: odpowiadajac na Wasze posty 02.11.09, 15:16
                  zaklopotana0 napisała:

                  on nawet potrafi
                  > sarkastycznie mowic do mnie pani MGR bo mu chyba zal ze nie ma
                  > wyzszego wyksztalcenia. czy tylko mi sie wydaje ze on robi
                  wszystko
                  > by mnie maksymalnie zgnoic i zdolowac?

                  A gdzie i w jakim trybie zodbylas ten tytul?

                  • trzylatka STOP 02.11.09, 15:23
                    Co ty bredzisz? Dlaczegochcesz sie z nim rozowdzic? Mowilas mu o
                    rozwodzie. Czy napioszesz pozew i wyslesz do sadu? A on go
                    odbierze..? Co ty w ogole bredzisz! Czym/Kim ty sie sugeruejsz.
                    Forum? Na forum polinteligentki doradzaja jak byc najlepiej powinno.
                    Rozwiedz sie/ Zostan.
                    To malezenstwo 'konkoradatwe'?
                    Wiesz co daje ci rozwod z winy meza-alimenty na ciebie. Wiedzialas o
                    tym. Z takich jak ty, to ja sie smieje. nabijacie kabze prawinkom,
                    lekarzom, sedziom, kosciolowui. Wszystkim. To co piszesz swiadczy o
                    twojej infantylnosci, niedoroslosci, niedojrzalosci, dziecinnym
                    pdoejsciu do zycia..Rozwodu nie bierze sie od tak. Bo soli nie
                    przynosi, bo wypomina, bo pieluch kupic nie chce, seksu brak.
                    • kalina_p Re: STOP 02.11.09, 15:29
                      rozwodzi sie wtedy, kiedy życie wspólne zaczyna byc/jest bez sensu, radości, a
                      jest smutne, przykre i dolujace.
                      Pieluchy czy kłótnie to przewaznie wierzcholek góry lodowej...
                      • zaklopotana0 Re: STOP 02.11.09, 16:47
                        co ma do tego MGR? ze co ze nie szlusznie mi dali? zrobilam go na
                        panstwowej uczelni dziennie, jeszcz cos?
                        czy uwazasz ze malo mam powodow do rozwodu? uscisle temat
                        1 odtraanie mnie, brak seksu, ogladanie stron porno
                        2 wydzielanie kasy (ostatnio)
                        3 wyzywanie od szmat (przy dzieku), grubasow, ku.., mowienie do
                        dziecka "mamusia jest popierd..."
                        4 raczkujacy alkoholizm
                        5 zaniedbywanie mnie, rodziny
                        6 w przeszlosi - pobicie mnie. pobyt w szpitalu
                        7 zakladanie hasla na komputer, wyrywanie anteny od telewizora,
                        odcinanie kabla od internetu
                        8 male zaangazowanie w prace domowe
                        9 odzywki typu: zaraz ci pierd....-takze w obecnosci osob trzecich,
                        np jego mamy
                        10 gaszenie swiatla, wykrecanie korkow, lub sciaganie koldry i
                        otwieranie balkonu bym zmarzla
                        11 przemoc psychiczna: "idz i nie wracaj", "brak ci odwagi by sie
                        rzucic pod pociag?"
                        12 i wiele wiele innych
                        nadal dziwisz sie ze napisalam pozew (jakis tydzien po slubie)
                        ja oczywiscie jestem wspolwinna, nie wypieram sie,nie swiece
                        przykladem. sek w tym,ze ja chcialam dobrze a pobladzilam, a pan maz
                        chyba od poczatku mial mnie w d...
                    • triss_merigold6 Yyy to powiedz 02.11.09, 15:32
                      To powiedz z jakiego powodu można wziąć rozwód?
                      Nie ma znaczenia czy małżeństwo jest konkordatowe czy zawarte w USC,
                      udziela rozwodu sąd i ma to skutki prawne.
                      • trzylatka Re: Yyy to powiedz 02.11.09, 15:41
                        Kazdy ma swoje powody. Rozne. Ale tutaj one nie sa powazne. To
                        raczej kaprys. fanberia. Nuda.
                        Malzenstwo to chęc utrzmyania zwiazku, walka o niego. Nie wiem tez
                        jak mozna podjąc decyzje na podstawie forum interentowego!!!! Widac,
                        przekonałyście Zakłopotaną do tego by sie rozwiodla. W ciagu dnia
                        napisala pozew! Farsa.

                        Oczywiscie, slowa tu nikt nie napisal o tym, jak Zaklopotoana bedzie
                        żyla PO. Ona sama dopowiedziala, ze bede to alimenty- dodatkowo nie
                        bedzie ustala winy. BO PO CO? Napisala pozew i zaraz wysle. Ona juz
                        podjęła decyzje. To jest najważniejsze.
                        Na bok schodzi dziecko, wynajmowane miekszanie, przyszlośc jako
                        smaotnej matki, pieniądze. Forum ja przekonalo.
                        BaNda 20paro latek, nie majacych innej alternatywy na spedzanie
                        czasu na forum.
                        • daisy Re: Yyy to powiedz 02.11.09, 15:57
                          Żałuję, ale nie jestem dwudziestolatką (ech!) i nie należę do żadnej bandy.
                          Czyżbyś oceniała "po sobie"?
                          Twoje posty są do tego bardzo mało zrozumiałe. Co to jest "smaotna matka" i
                          "miekszanie"?

                          I czy masz coś konstruktywnego do powiedzenia? Może chciałabyś doradzić autorce,
                          żeby siedziała z mężem ze względu na "miekszanie" i konkordat? Ale fajnie.
                        • zaklopotana0 Re: Yyy to powiedz 02.11.09, 16:54
                          moj powody sa powazne moze nie pisze o wszystkich od razu, ale mam
                          takie-sa wyzej. a wracajac do tematu jesli by ci maz powiedzial
                          jestem z toba przede wszystkim z powodu dziecka i mysle o rozwodzie
                          to co chcialabys nada z nim byc?
                          ja nie jestem i nie bylam (poza krotkimi momentami)szczesliwa w
                          malzenstwie-czy to nie wystarczjacy powod do rozwodu?
                        • drinkit Re: Yyy to powiedz 02.11.09, 21:33

                          trzylatka napisała:

                          > Kazdy ma swoje powody. Rozne. Ale tutaj one nie sa powazne. To
                          > raczej kaprys. fanberia. Nuda.

                          1 odtraanie mnie, brak seksu, ogladanie stron porno
                          2 wydzielanie kasy (ostatnio)
                          3 wyzywanie od szmat (przy dzieku), grubasow, ku.., mowienie do
                          dziecka "mamusia jest popierd..."
                          4 raczkujacy alkoholizm
                          5 zaniedbywanie mnie, rodziny
                          6 w przeszlosi - pobicie mnie. pobyt w szpitalu
                          7 zakladanie hasla na komputer, wyrywanie anteny od telewizora,
                          odcinanie kabla od internetu
                          8 male zaangazowanie w prace domowe
                          9 odzywki typu: zaraz ci pierd....-takze w obecnosci osob trzecich,
                          np jego mamy
                          10 gaszenie swiatla, wykrecanie korkow, lub sciaganie koldry i
                          otwieranie balkonu bym zmarzla
                          11 przemoc psychiczna: "idz i nie wracaj", "brak ci odwagi by sie
                          rzucic pod pociag?"
                          12 i wiele wiele innych


                          Jeszcze jakieś pytania?
    • insomnia0 Re: jestem mega rozzalona zyciem 02.11.09, 15:48
      sam fakt ze ma kase...a nie chce dac na leki- dla mnie dyskredytuje go jako
      meza czy ojca..
      ja to za ten fakt bym zrobila awanture i sie rozwiodla!!
      co za cham...
      wspoilczuje Ci...
      https://suwaczki.maluchy.pl/li-37215.png
      • inga71 Re: jestem mega rozzalona zyciem 02.11.09, 22:11
        uciekaj dziewczyno,szkoda życia i Twojego i dziecka.Też nie jestem
        za rozbijaniem małżeństw ale w tym przypadku myślę że nie ma co już
        ratować
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka