Tak apropos watku o Isabel Olchowicz-Marcinkiewicz i
owego ,,swietego" oburzenia na ta cala sytuacje. Myslicie, ze lepiej
byc na miejscu zdradzanej zony czy tez kochanka, ktora moze kiedys
zona zostac (jak w tym przypadku) ? Mnie nie bulwersuje fakt iz Pan
Marcinkiewicz pozostawil zone dla kochanki (spojrzcie zreszta jak
jego zona wyglada), lecz ze od tego pokroju czlowieka wymagalam
wiekszego gustu, poczucia smaku i lepszych zasad w wyborze
partnerki. A wyszlo na to, ze wybor padl, na prowincjonalna, nie
grzeszaca inetlektem, o iscie ,,bazarowym" guscie i prosta ,,jak
konstukcja cepa" panne, choc po chwili refleksji doszlam do wniosku,
ze przeciez to prosty nauczyciel wiec czego mozna bylo sie
spodziewac. Dziewczyna wiec jest idealnym przykladem jak kochanka
moze ,,zdegradowac" zonke, a cala hipokryzja wyciekajaca z
ust ,,praworzadnych o etycznych i moralnych zasadach "obywateli to
czysta zazdrosc Pan, ze kiedys to moze je spotkac, a o poziomie
zycia jaki zapewni Isabel (bo przepraszam ale jej niezaleznosc to
kpina)jej maz moga tylko pomarzyc i Panow, bo najprosciej w swiecie
nie wszystkich stac na mloda, zonke