Dodaj do ulubionych

wybaczanie

13.11.09, 16:32
Nawiązując do postu o córce w ciąży, co przedawkowała amfę:
nastolatek wpadł z koleżanką, matka przygarnęła ich do siebie, mieszkali u
niej ze 3 lata - rzecz jasna na jej koszt, bo rodzina panny groszem nie
śmierdziała i pomóc nie byli w stanie. Notabene owa matka też z mizerną
pensją. Utrzymanie obojga i dziecka było na jej głowie, choć oprócz tego ma
jeszcze młodsze dziecko. Matka żywiła i ubierała, pomagała jeszcze przy
dziecku, żeby młodzi szkoły pokończyli. Synuś jakby nie widział tego, ile
matce zawdzięcza, o pannie nie wspominając, nawet pomocy w domu matka się nie
doczekała. W końcu się przelało i doszło do ciężkiej draki, nie znam
szczegółów, ale w rezultacie młodzi wyprowadzili się z hukiem, i od tej pory
żadna ze stron się do siebie nie odezwała. Trwa to już parę lat, babcia
wnuczki nie widuje, przeżywa to mocno, bo bardzo się z małą zżyła. Ale czuje
się tak zraniona, że pierwsza nie wyciągnie ręki.

potrafiłybyście obrazić się na własne dziecko, nawet gdyby zachowałoby się
karygodnie? z jednej strony czasem naprawdę się należy, z drugiej - hmm, serce
boli.
Obserwuj wątek
    • kicia031 Re: wybaczanie 13.11.09, 16:52
      Bo najgorsze jest, jak sie nie rozwiazuje problemow na biezaco,
      tylko sieczeka az przeleje czara i robi sie potem pieklo.
    • christen Re: wybaczanie 13.11.09, 16:53
      ciężka sprawa, może młodzi mieli dośc tego, że matka im swojego kotleta nie
      oddawała? taki uraz im został to i się nie odzywają
    • agamagda Re: wybaczanie 13.11.09, 16:58
      Nie wiem, nie chciałabym być w takiej sytuacji.
      Ale nie wiem (w sensie nie jestem przekonana), czy zaakceptowałabym
      utrzymywanie dwojga młodych zdrowych ludzi, mających własne dziecko
      i rodzinę.
      • burza4 Re: wybaczanie 13.11.09, 17:14
        a co miała zrobić? wysłać 17latka do pracy? a kto zatrudni smarkacza bez
        wykształcenia? ponoszenie konsekwencji to jedno, ale jaką szansę na
        usamodzielnienie się miałaby, gdyby żadnej szkoły nie skończył?

        pewnie żadnej ze stron słodko nie było, bo ona tez nie z tych, co zagryzają
        wargi, a powodów miała aż nadto. Wiem, że młodzi pretensje mieli np. że oczekuje
        że synowa chałupę ogarnie, kiedy ona na nich pracuje, jak zwróciła uwagę to
        usłyszała, że panna tu nie przyszła cudzych kątów sprzątać... synuś też potrafił
        walnąć "nie widzisz, że pampersy się kończą" - nie wnikając skąd matka ma na nie
        wziąć. Kasę z prezentów ślubnych wydali na gadżety, nie przejmując się wyprawką.
        Rozmów na temat odpowiedzialności było wiele, tyle, ze spływało to po nich, albo
        jeszcze pretensję mieli że matka się wtrąca, krytykuje, pilnuje, zachowywali się
        jakby im się wielka krzywda działa, że matka za mało koło nich skacze i jeszcze
        śmie czegoś wymagać. Pewnie matka też cudowną teściową nie była, ale pomagała i
        finansowo i przy dziecku, bo szlag ją trafiał, że wnuczka pół dnia w kojcu
        siedzi, a rodzice na kompie grają. To na pewno nie było tak, że przemilczało się
        poszczególne sytuacje, nie wiem co sprowokowało wybuch, i kto co komu
        powiedział. Skutek jest jaki jest.
        Młodzi się do wdzięczności za parę lat utrzymywania nie poczuwają w najmniejszym
        stopniu, wręcz skarżą się ludziom, że w jednych butach z domu wyszli. Matka ma
        powody do żalu, nawet jeśli przesadnie miła i wyrozumiała dla nich nie była.
        Parę lat separacji nie otworzyło im oczu na to, co dla nich zrobiła, są obrażeni.

        Powinna się wypiąć, czy dążyć do zgody?
        • jagaa Re: wybaczanie 13.11.09, 17:19
          Skoro młodzi wciąż jadem plują - wypiąć się. Trudno. I tak nigdy miło między
          nimi nie będzie.
        • malila Re: wybaczanie 13.11.09, 17:24
          To zależy od tego, na czym jej najbardziej zależy. Na kontakcie czy
          na uznaniu przez młodych własnej winy.
          To może być tak, że upór syn odziedziczył po matce. Czyli nawet
          jesli czują, że z czymś przesadzili, to uważają, że ta druga strona
          bardziej i że to ta druga strona powinna pierwsza przeprosić. W tej
          sytuacji ja jako matka wyszłabym z ręką do zgody jako pierwsza.
          Dlatego, że uznalabym, że moje dziecko ode mnie nauczyło się że
          najważniejsza jest własna urażona ambicja i poczucie krzywdy i
          poczucie bycia atakowanym. Ode mnie więc powinno się tego "oduczyć"wink
          Syn i synowa zabraniają jej kontaktu z wnuczką?
        • ihanelma Re: wybaczanie 13.11.09, 17:37
          Mnie by szlag trafił dużo wcześniej, na pewno bym nie robiła za
          służącą we własnym domu. Jakby chcieli mieszkać, musieliby się
          udzielać i tyle. Dlatego nie bardzo sobie wyobrażam siebie w tej
          sytuacji - kłótnia by była na poczatku współpracy, później wóz albo
          przewóz.
          Temperamet mam taki, że "po wielkiej burzy słońce" - jak się już
          wygrzmię, szybko mi cholera mija i pewnie bym pierwsza zadzwoniła.
          Ale jakby mieli wrócić albo mielibyśmy współpracować, to na moich
          zasadach. Nie jestem pamiętliwa ani obrażalska, wiele potrafię
          wybaczyć, ale to nie oznacza niekonsekwencji. Uparta jestem jak
          osioł momentami jesli jestem przekonana do swoich racji. Potrafię
          zmienić zdanie, ale pod wpływem argumentów, a nie emocji.
          Mam nadzieję, ze żaden z synów nie wyrośnie na taką roszczeniową
          lebiodę.
        • attiya Re: wybaczanie 13.11.09, 17:46
          skoro ma młodsze dziecko w domu to niech na razie nim się zajmie....
          może cud się zdarzy i w końcu przejrzą na oczy
        • nenia1 Re: wybaczanie 13.11.09, 18:25
          Wychowywanie dzieci nie polega na usuwaniu im każdego pyłka spod stóp.
          To również odpowiednia dyscyplina i stosowne wymagania.
          Nie wierzę, że w zdrowej, prawidłowej rodzinie 17-latek
          tak roszczeniowo traktuje własną matkę.

          Ludzie często się żalą odczuwając cudzą niewdzięczność
          a oni przecież byli tacy dobrzy i wszystko dla dziecka robili.
          Tyle, że dobry to nie znaczy pozwalający na wszystko
          i nie stawiający żadnych wymagań.

        • agamagda Re: wybaczanie 13.11.09, 20:54
          burza4 napisała:

          > a co miała zrobić? wysłać 17latka do pracy? a kto zatrudni
          smarkacza bez wykształcenia? ponoszenie konsekwencji to jedno, ale
          jaką szansę na
          > usamodzielnienie się miałaby, gdyby żadnej szkoły nie skończył


          Powiem tak, mój brat mając 19 lat oświadczył, że dalej uczyć sie nie
          będzie (nie miał dziecka ani innych zobowiązań to fakt). Ma maturę i
          finito. moja mama z dużą konsekwencją wymogła na nim pójście do
          pracy, dokładanie sie do życia, dyskoteki i póżne powroty tylko po
          wcześniejszym uzgodnieniu - bo mieszka w jej mieszkaniu.
          zupełnie nie była cool. Ale rezultat był taki, ze brat szybko
          zrozumiał, kim zawodowo może być człowiek z maturą i jak ciężko jest
          zarabiać pieniądze na codzienne życie. Rok później, dostał się na UW
          na bardzo "ekskluzywny" kierunek - dziś ma dobrą i stabilną pozycję
          zawodową.

          Młodzi powinni przynajmniej na pół etatu pracować i dokładać sie
          życia. A już na pewno, wymagałabym pracy w domu i zajmowaniem sie
          dzieckiem (łącznie z zakupem pieluch lub praniem tetrowych).

          Poniekąd Młodzi mogą czuć się skrzywdzeni, bo nagle odstawiono ich
          od piersi, a im się przecież należało wszystko !

          Powiem Ci tak, im dłużej myślę o tej sytuacji, to myślę, że dla obu
          stron wskazana jest dłuższa separacja. Młodym, bo muszą zrozumieć co
          stracili i jak trudno jest być dorosłym i samodzielnym. Matce, żeby
          też zrozumiała, że dziecku nieba nie przychyli, skoro ono tego nie
          chce. Może taka sytuacja uzdrowi ich stosunki.
    • marzeka1 Re: wybaczanie 13.11.09, 18:08
      Młodzi są roszczeniowi i niewdzięczni, dziwię się, że nikt tego im w twarz nie
      powie, gdy tak pomstują, że w jednych butach z domu wyszli.Przykre.
      Dla mnie to tylko dowód, że gdyby mojemu synowi w tym wieku przyszło zostać
      ojcem, to trudno, pomogłabym płacić alimenty, zagnała do pracy, a młodej z
      dzieckiem na utrzymanie i robienie za służącą nie przyjęłabym, niech jej rodzice
      się martwią.
      • bezzznaczenia Re: wybaczanie 13.11.09, 19:35
        marzeka1 napisała:
        pomogłabym płacić alimenty, zagnała do pracy, a młodej z
        > dzieckiem na utrzymanie i robienie za służącą nie przyjęłabym,
        niech jej rodzic
        > e
        > się martwią.


        bo jest NIA A NIE NIM?
        • marzeka1 Re: wybaczanie 13.11.09, 19:39
          Akurat mam 2 synów, więc raczej jeśli miałoby to mnie spotkać to tylko w formie:
          mamo,wpadłem z ...dlatego pisałam z tej perspektywy.
    • kawka74 Re: wybaczanie 13.11.09, 18:29
      Z jednej strony aż się prosi, żeby gó...arstwo kopnąć w tyłek, z drugiej, wiadomo, żal.
      Przypuszczam, że kiedy już przeszedłby mi gniew, może spróbowałabym nawiązać kontakt, ale na innych warunkach, już nie jako bankomat/sprzątaczka/kucharka - ucinając wszelkie próby powrotu do dawnego układu i obarczenia mnie winą za tamtą sytuację. Chcieliby o tym porozmawiać, proszę, ale bez zmuszania matki do czołgania się i wyznawania win.
      • marzeka1 Re: wybaczanie 13.11.09, 18:34
        "może spróbowałabym nawiązać kontakt, ale na innych warunkach, już nie jako
        bankomat/sprzątaczka/kucharka - "- tyle czy gó...arstwo chce takiego powrotu,a
        nie np. by matka się ukorzyła i wróciła do sponsorowania, sprzątania, gotowania
        itp.
        • kawka74 Re: wybaczanie 13.11.09, 20:07
          Po pierwsze: ja nie wiem, czego chce, ale co mi szkodzi spróbować? Ubędzie mnie od tego? Wyciągnięcie ręki nie oznacza przyznania się do wszystkich win świata i akceptacji wszystkich fanaberii młodych ludzi.
          Po drugie: jeśli stawiam nowe warunki, oznacza to, że powrót do starych układów mnie nie interesuje. Jeśli nie dałoby się ułożyć relacji na nowo, inaczej, niż wcześniej - najprawdopodobniej wycofałabym się z kontaktów na kolejne lata.
    • figrut Re: wybaczanie 13.11.09, 18:43
      Znamy tylko relację z Twojej strony, a sprawa tak delikatna, że wymaga raczej
      relacji obu stron. Wiemy tylko, że matka utrzymywała młodych i ich dziecko, a
      także zajmowała się dzieckiem. Nie wiemy nic o tym czego ona tak naprawdę
      oczekiwała od młodych. Zdaje się, że aż tak roszczeniowi to młodzi nie byli.
      Gdyby byli, tak łatwo po wielkiej kłótni nie wyprowadziliby się z przytulnego
      gniazdka i nie wyszliby z portfela mamusi, a jednak wyprowadzili się i zdaje
      się, że zaczęli życie na własną rękę (co nie musi oznaczać, że absolutnie na
      własny rachunek).
      • burza4 Re: wybaczanie 13.11.09, 19:27
        W każdym konflikcie każda ze stron ma własne racje.
        Na pewno z drugiej strony tez padło wiele przykrych słów, bo z pewnością matka
        cicho nie siedziała, i mówiła co sądzi na temat ich stylu życia. Czyli w
        forumowym rozumieniu była typową czepialską teściową, która wtrącała się,
        usiłowała narzucić własne zdanie, pilnowała chodzenia do szkoły i stopni, kazała
        się zajmować domem itd. Nie wiem, czy ja bym siedziała cicho, szczerze mówiąc.
        Fakt, wyprowadzili się kiedy on skończył szkołę i zaczął coś tam zarabiać. Obie
        strony mają do siebie wielki żal, syn - za "wypominanie" że matce lekko nie
        było, matka - za "niewdzięczność". Choć to niewłaściwe słowo, bo pomagała
        przecież nie po to, żeby jej czapkować, ale... W sumie to tylko dzięki jej pracy
        i pomocy stanęli na nogi, parę lat ich utrzymywała - to są fakty. Syn się po
        prostu wypiął na to, co ona dla nich zrobiła; synowa skarży się ludziom jak to
        im źle było, że matka w niczym nie pomogła, byli zdani na siebie, goli i bosi z
        domu wyszli. Te krzywdzące oskarżenia podsycają niechęć matki do tego, żeby
        wyciągnąć rękę. Pat.

        Mimo wszystko nie wiem, czy dałabym radę tak się odciąć od własnego dziecka,
        nawet gdybym czuła się bardzo urażona.

        • bezzznaczenia Re: wybaczanie 13.11.09, 19:33
          Skoro mieli 17 lat jak zostali rodzicami i sie uczyli to matki
          obowiazkiem bylo lozenie na utrzymanie ich i dziecka. Nie wiem jak
          mozna bylo egzekwowac od nich obowiazki jak od samodzielnych, skoro
          nawet dorosli nie byli. Moze zawarli zwiazke malzenski

          W kazdym razie, odejdzmy od mitu nastoaltkow w ciazach, ktorzy maja
          byc odpowiedzialni i bog wie jakcy po wpowpadali. Tylko na forum ten
          mit istniej. Wiekszosc rodzicow pomaga finansowa, miekszaniowo,
          wychowawczo swoim dzeciom, ktore maja juz dzieci. To jest norma.
          Odchodzenie od niej na rzecz dosroslosci i osdpowiedzialnosci za
          wlsne czyny to patologia.

          To zycie, a nie zabawa w wychowanie 17 latka.
          • triss_merigold6 Re: wybaczanie 13.11.09, 20:05
            A rodzice panienki powinni byli łożyć na panienkę i polowę kosztów
            utrzymania swojej wnuczki pokrywać.
            Jasne, że sporo rodziców pomaga ale coś za coś. Skoro matka chlopaka
            umozliwiła im kontynuowanie edukacji i zepwniła dach nad głową i
            utrzymanie to strzelanie fochów jest niestosowne. Mogła panienkę z
            potomstwem odeslać do jej starych i tylko płacić za syna alimenty.
        • marzeka1 Re: wybaczanie 13.11.09, 19:34
          "Te krzywdzące oskarżenia podsycają niechęć matki do tego, żeby
          wyciągnąć rękę. Pat."- a czy ktokolwiek, kto zna, co matka rzeczywiście zrobiła
          dla nich powiedział im w oczy, co o takich "oskarżeniach" mysli, czy też
          panience przytakuje "ach, jaka ta teściowa niedobra".
          Im więcej czytam dyskusji na temat teściowa- synowa, tym bardziej wiem jedno:
          OSOBNO za każdą cenę.
        • figrut Re: wybaczanie 13.11.09, 19:46
          Wiesz, ja strasznie wyczulona jestem na takie gadanie o pomaganiu i na samo
          pomaganie. Za taką pomoc płaciłam niewspółmiernie większą cenę, niż ta pomoc
          była warta (moja nieobiektywna ocena). Ktoś na NK wkleił zdjęcie klasowe z
          liceum i jest na nim moja córka (3-4 letnia ? nie pamiętam która to klasa była).
          Nie jest to jedyne takie zdjęcie, bo córkę musiałam do szkoły zabierać bardzo
          często. Albo cena za opieką nad nią była nieadekwatnie wysoka, albo też pół
          godziny przed moim wyjazdem była obraza majestatu. Minęło dużo lat, a moja mama
          nadal wszędzie rozpowiada, jak to mi dziecko wychowała, opiekowała się małą,
          żebym ja mogła szkołę skończyć (poszłam zaocznie do liceum po zawodówce).
          • burza4 Re: wybaczanie 13.11.09, 20:23
            wiem, ze są sytuacje, kiedy pomoc w gardle staje. Ale jeśli się z niej
            korzystało, to powinno się mieć świadomość że ona istniała. O ile trudno
            oczekiwać rozsądnego podejścia od 17latków, o tyle parę lat starsi - widzą z
            własnego doświadczenia ile kosztuje utrzymanie 3 osób, a finanse domowe,
            obciążenia i znikome zarobki matki tajemnicą dla syna nie były, biednie u nich
            było zawsze. Wnioski można wyciągnąć, ta pomoc była dla niej ogromnym wyrzeczeniem.

            A że się wtrącała? fajne to nie jest, ale ja tez ustawiałabym nastoletnią córkę
            do pionu w razie potrzeby. Mówi się o tym, że jak dziecko chrzani sobie życie to
            powinno poczuć konsekwencje. Tyle, że jak widać - dzieci często mają potworny
            żal o te konsekwencje, które powinny ponieść. Traktują to jak rodzaj kary, a nie
            skutki własnych poczynań.

            Moja matka nie zawsze słodka była, ale jej wkład w moje życie widziałam zawsze.
            I zawsze byłam wdzięczna, choć nie raz koty darłyśmy, bo nie wszystko co robiłam
            jej się podobało. Moja matka miałaby prawo mówić, że wychowała mi córkę, bo w
            istocie - więcej czasu miała dla niej niż ja (ja pracowałam i studiowałam w
            weekendy). Może po prostu nie chcesz, nie umiesz przyznać że coś jej zawdzięczasz?
            • figrut Re: wybaczanie 13.11.09, 21:04
              > Moja matka nie zawsze słodka była, ale jej wkład w moje życie widziałam zawsze.
              > I zawsze byłam wdzięczna, choć nie raz koty darłyśmy, bo nie wszystko co robiła
              > m
              > jej się podobało. Moja matka miałaby prawo mówić, że wychowała mi córkę, bo w
              > istocie - więcej czasu miała dla niej niż ja (ja pracowałam i studiowałam w
              > weekendy). Może po prostu nie chcesz, nie umiesz przyznać że coś jej zawdzięcza
              > sz?
              Nie wiem, czy dobrze mnie zrozumiałaś. Ja kocham moją mamę. Kocham ją mimo
              wielkiego żalu jaki do niej mam po dzień dzisiejszy (a mam 38 lat i sama mam
              dorosłą córkę). Doceniam fakt, że w wielu sytuacjach bardzo mi pomogła, ale
              jednocześnie nie mogę zapomnieć, ile za to zapłaciłam. Moja szkoła, moja matura
              nie była warta takiej ceny.
              Tak na marginesie - z teściową mieszkającą w tym samym budynku od lat ośmiu
              potrafię się zgodzić. Ja dostaję pomoc od niej, ona dostaje pomoc ode mnie.
              Jedna drugiej nie rozlicza, nie wymaga zapłaty.
              • burza4 Re: wybaczanie 13.11.09, 21:57
                figrut napisała:

                > Doceniam fakt, że w wielu sytuacjach bardzo mi pomogła, ale
                > jednocześnie nie mogę zapomnieć, ile za to zapłaciłam. Moja szkoła, moja
                matura nie była warta takiej ceny.

                życie składa się z niuansów, każda sytuacja jest inna, trudno wszystko opisać.
                Wierzę, że było ci bardzo trudno, ale ujmujesz to tak, jakbyś miała żal do matki
                że płaciłaś za własne błędy? może matka z perspektywy czasu też żałuje wielu
                rzeczy, może wtedy jej się wydawało, że to co robi, powie przyniesie jakąś
                korzyść. Po to się truje dzieciom, choć wiadomo że je to wkurzasmile

                > Tak na marginesie - z teściową mieszkającą w tym samym budynku od lat ośmiu
                potrafię się zgodzić. Ja dostaję pomoc od niej, ona dostaje pomoc ode mnie. >
                Jedna drugiej nie rozlicza, nie wymaga zapłaty.

                nie rozlicza - bo dostaje rewanż. Gdy jedna strona czuje się wykorzystywana, a
                jej pomoc niedoceniona, nie ma mowy o zdrowych relacjach


                • figrut Re: wybaczanie 13.11.09, 22:42
                  Za moje błędy chciałam płacić sama, ale byłam pod ogromnym wpływem mojej mamy i
                  zawsze czułam się winna, kiedy nie zrobiłam tak, jak ona by tego chciała. Tak
                  byłam wychowana, tak miałam wpojone, że matce nie robi się przykrości. Potrafiła
                  i potrafi do tej pory wpędzić nas (mnie, rodzeństwo i bratową) w poczucie winy,
                  choć wszyscy jesteśmy dorośli i teoretycznie powinniśmy być ponad to. Nigdy nie
                  dała nam zapomnieć ile jej zawdzięczamy.
                  ale ujmujesz to tak, jakbyś miała żal do matk
                  > i
                  > że płaciłaś za własne błędy?
                  Jeśli tłuczesz w sklepie jeden słoik, to zapłata za całą paletę słoików zawsze
                  jest krzywdząca.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka