Dodaj do ulubionych

Referencje

14.11.09, 19:36
Zacznę od początku. 2 lata temu do mojego działu przyszła nowa dziewczyna -
Asia. Bardzo fajna, sympatyczna, trochę nieśmiała, nawet się
"zakolegowałyśmy". Po 4 miesiacach ja poszlam na macierzyński, ona pracowała
dalej, utrzymywałyśmy dośc luźne kontakty - maile, czasem telefon itd... Ona
narzekała, że nasza szefowa się na nią uwzięła, gdyż biurowa intrygantka
przeciw niej knuje. Nawet do tego stopnia, że szefowa daje jej jakieś
ostrzeżenia, że ją zwolni, a ona się tak stara... Żal mi było Asi,więc jak
pojawił się wakat u moje bardzo dobrej koleżanki to dałam jej namiary. Well,
muszę się przyznać, że zrobiłam coś więcej, pomogłam Asi przygotować się do
rozmowy kwalifikacyjnej (narzekała że jej rozmowy źle idą bo się stresuje). I
dostała się. Nie minęło długo kiedy znów zaczęła jęczeć. I tu też szefowa się
na nią uwzięła. Od koleżanki wiedziałam, że czasem rzeczywiście coś zawala,
szefowa rzeczywiście trochę na nią narzeka, ale bez przesady. Wiedziałam też
że wg tejże szefowej, Asia bardzo dobrze sprzedała się na rozmowie, bo w
rzeczywistości taka dobra nie jest, co nawet miło mnie połechtało...
2 tygodnie temu dostałam od kol. smsa, że Asię zwolnili. A za co? W związku z
kryzysem nie dali u nich podwyżek, ale dla tych którzy dobrze pracują
sfinansowali jakieś małe szkolenia. Asia została najgorzej oceniona w swoim
dziale (sama mi o tym pisała - ale w jej mniemaniu zadecydowało o tym
"uwzięcie" się a nie jakość jej pracy), więc szkolenia nie dostała. Ale Asia
postanowiła na szkolenie skierować się sama. Jakby nic zaniosła fakturę
wystawioną na firmę - dla mnie osobiście to bezczelność - a jak wy myślicie?
To najwyraźniej przelało szalę goryczy. Ale i tak zachowali się spoko -
rozwiązali umowę za porozumieniem stron z miesięcznym wypowiedzeniem, a bojąc
się, że złośliwie coś napsuje (to relacja mojej kol.) zwolnili z obowiązku
świadczenia pracy. Z Asią się od tego czasu nie kontaktowałam - jakoś nie
miałam ochoty jej współczuć. A dziś jakby nigdy nic dostaję od niej smsa, że
szuka pracy i podała mnie, jako osobę, która ma jej dać referencje, mam przy
tym po prostu nakłamać, że robiła coś czego nie robiła wcale, bo ona "ubarwiła
trochę" (dobre) swoje CV. Co więcej podobno do swojej jeszcze szefowej też
zadzwoniła, żeby ta nakłamała tak samo... Ja się zaczynam zastanawiać czy ona
jest zdrowa na umyśle. W pracy, do której aplikuje skończy się tak jak w dwóch
poprzednich, choćby zgodny chór kłamców dał jej super referencje...
Najwyraźniej stworzyłam potwora, który chodzi po rozmowach i nie wiadomo co
klepie. Nie powinnam jej pomagać z tym interview wtedy. Nie byłoby problemu
teraz... To chyba przestroga, że niektórym nie należy pomagać. A kłamać nie
zamierzam.
A co wy myślicie o całej tej sprawie?
Obserwuj wątek
    • lidia341 Re: Referencje 14.11.09, 20:40
      Masz rację. Nie dawaj referencji tej babiesmile
      • drogadodomu Re: Referencje 14.11.09, 22:04
        Parę lat temu przyszła do mnie taka dalsza koleżanka i oświadczyła, że będzie opiekunką, dała już ogłoszenie i zamierza podawać mnie jako poprzedniego pracodawcę. Miałam zapewniać ludzi jak doskonale zajmowała się moimi dziećmi. Kurcze ja nawet na pare godzin nie zostawiłabym chłopaków pod jej opieką. Odprawiłam ją krótko. I chyba nie tylko ja, bo kariery opiekunki nie zrobiła.
    • kol.3 Re: Referencje 14.11.09, 22:13
      Myślimy, że jesteś zbyt życzliwa.
    • zolza78 Re: Referencje 15.11.09, 22:21
      przecież Ty tak naprawdę nie byłaś jej pracodawcą. Więc z jakiej
      paki miałabyś pisać jej referencje?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka