Znalazłam się dzisiaj w następującej sytuacji: podczas spaceru z psem szłam za
kobietą, która pchała przed sobą spacerówkę, a obok niej dreptało małe
dziecko. Piszę dreptało, bo widać było, że jest to dla niego stosunkowo świeżo
nabyta umiejętność. Z jednej strony chodnika znajduje się dość strona skarpa i
ta dziewczynka w pewnym momencie postawiła nogę w złym miejscu i osunęła się
po stoku. Na szczęście była to miękka ziemia pokryta dodatkowo liśćmi. Kobieta
zaczęła krzyczeć, gwałtownie wyciągnęła dziecko (za kaptur od kurtki),
postawiła na chodniku i zaczęła bić...
Nie wytrzymałam i podeszłam bliżej, przez co po raz pierwszy miałam okazję
przyjrzeć się osobom dramatu z bliska i od przodu. Starsza pani, miała w
prawej ręce papierosa, więc nie trzymała małej za rękę. Gdy wyciągała małą,
papierosa trzymała w ustach, a gdy ją biła, pochylała się nad nią, ciągle z
tym papierosem w ustach. Na ten widok zwróciłam jej uwagę, żeby przestała bić
dziewczynkę, co nie zrobiło na niej zbyt wielkiego wrażenia, ale bicia
zaprzestała. Rzuciła tylko, że dziecko było nieposłuszne i bicie to jest
odpowiednia metoda.
Do tej pory czuję bezsilność: kobieta nie była raczej matką dziecka (zbyt
zaawansowany wiek), raczej babcią lub opiekunką. Nie wiem, jak się nazywały,
nie wiem, co je łączy, ale mam poczucie niesprawiedliwości, jaka dotknęła to
dziecko - kobieta jej nie upilnowała, a potem jeszcze sprała

Co byscie w takiej sytuacji doradzały, drogie eMamy? To mogło być dziecko
którejś z Was, zostawione zaufanej opiekunce...