Dodaj do ulubionych

Dziadkowie się wnukami nie zajmują a potem płaczą,

23.11.09, 22:26
... że wnuki mają je gdzieś.

Już wiele razy słyszałam podobne zdanie od mam na tym forum, ale nigdy,
przenigdy nie usłyszałam skargi od żadnej babci czy dziadka, że wnuczek się
nimi nie intersuje. Nawet od tych w Domu Pomocy (stołowałm się tam kilka lat -
w czasie liceum miałam tam wykupione obiady). Wręcz przeciwnie. W realu babcie
raczej swoich dorosłych wnusiów wychwalają pod niebiosa.
No ale postanowiłam poszukać też w internecie. I co? jedyny wątek na jaki się
natknęłam był o tym, jak osoby dojrzałe oburzały się na artykuł sugerujący, że
coraz więcej dziadków i babc lata do UK zajmować się wnukami emigrantów. Osoby
wypowiadające się w tym wątku z oburzeniem stwierdzały, że latają w celach
turystycznych, bo kiedy jak nie właśnie teraz! tongue_out
Obserwuj wątek
    • maman3 Re: Dziadkowie się wnukami nie zajmują a potem pł 23.11.09, 22:49
      Kazdy może mówić o tym, co zna, więc i ja pójde tą drogą- tak,
      jakbys pisała o mojej mamiesmile. Wiem, jak boli, kiedy własna matka
      nie jest zainteresowana pierwszym wnukiem, potem następnym i
      kolejnym. Jest babcią jeżdżącą do drugiej córki, za granicę.
      Paradoksalnie, tamte wnuki maja z nią lepsza więź. Teraz, kiedy moje
      dzieci maja dużo do pokazania, kiedy można być z nich dumnym-chętnie
      mówi, jak ich kocha. Ja milczę.Moja mama nigdy nikomu nie powie, że
      wnuki ją zaniedbują- bo ona wie, kto jest temu winien. Myślę, że
      wiele babć zdaje sobie sprawę z tego że coś zaniebały, a narzekanie
      na wnuki traktuja jak przyznanie sie do winy.
      • edit38 Re: Dziadkowie się wnukami nie zajmują a potem pł 24.11.09, 06:48
        maman3 napisała:

        Myślę, że
        > wiele babć zdaje sobie sprawę z tego że coś zaniebały, a narzekanie
        > na wnuki traktuja jak przyznanie sie do winy.

        Myślę dokładnie tak samo.
        Moja babcia przy każdej możliwej sytuacji powtarza że wszystkie swoje dzieci i
        wnuki traktuje jednakowo, niestety są to tylko słowa bo jedna z córek zawsze
        była jej faworytką i dzieci tej córki zawsze też były faworyzowane. Nawet do
        tego stopnia że na córkę kuzyna mówi "Nasza" a na moją "Wasza" (obie mają tak
        samo na imię i są prawie w tym samym wieku- moja jest o 1,5 m-ca starsza)
        Może to głupie ale jest mi przykro gdy ciągle słyszę "Wasza to to a Nasza to
        tamto" przecież obie dziewczynki są jej prawnuczkami i obie są tak samo blisko z
        nią spokrewnione. Od zawsze tak było mój ojciec był "gorszym gatunkiem" dziecka
        niż ciotka, my z bratem byliśmy "gorszym gatunkiem" wnuków niż dzieci ciotki i
        moje dziecko jest też "gorszym gatunkiem" prawnuka niż córka kuzyna.
        Trochę to przykre dla mnie ale już się do tego przyzwyczaiłam.
        • hanalui Re: Dziadkowie się wnukami nie zajmują a potem pł 24.11.09, 10:18
          edit38 napisała:
          Cytat
          > Trochę to przykre dla mnie ale już się do tego przyzwyczaiłam.


          Ale to tobie jest przykro a nie babci ze "wasza" corka nie jest w
          ustach prababci "nasza"
          • edit38 Re: Dziadkowie się wnukami nie zajmują a potem pł 24.11.09, 11:31
            hanalui napisała:

            >
            > Ale to tobie jest przykro a nie babci ze "wasza" corka nie jest w
            > ustach prababci "nasza"

            No tak to mnie jest przykro ale nie wiadomo czy kiedyś moja córka nie powie jej
            "ja jestem babci Zosi a ty jesteś tamtej Zuzi" i wtedy to babci chyba będzie
            przykro.
            • hanalui Re: Dziadkowie się wnukami nie zajmują a potem pł 24.11.09, 12:40
              edit38 napisała:
              Cytat
              > No tak to mnie jest przykro ale nie wiadomo czy kiedyś moja córka
              nie powie jej
              > "ja jestem babci Zosi a ty jesteś tamtej Zuzi" i wtedy to babci
              chyba
              będzie
              > przykro.


              Kluczowe slowo - chyba.
              Zakladam ze babcia nie zdziecinnieje na starosc i jako
              zdroworozsadkowy i normalnie myslacy czlowiek gadania lubie, nie
              lubie w wydaniu przedszkolaka (zdanie ktore przytoczylas jest z
              przedszkonego wieku) ktory zmienia zdanie co piec minut raczej nie
              bedzie brac na serio wink
    • 18_lipcowa1 Re: Dziadkowie się wnukami nie zajmują a potem pł 24.11.09, 07:46

      > coraz więcej dziadków i babc lata do UK zajmować się wnukami
      emigrantów. Osoby
      > wypowiadające się w tym wątku z oburzeniem stwierdzały, że latają
      w celach
      > turystycznych, bo kiedy jak nie właśnie teraz! tongue_out
      >

      no tak bo UK zwlaszcza jesienia i zima to raj turystyczny....
    • marzeka1 Re: Dziadkowie się wnukami nie zajmują a potem pł 24.11.09, 08:55
      Zdefiniuj, co rozumiesz przez "zajmowały"? Bo w celu nawiązania więzi nie ma
      potrzeby bycia opiekunką 8-9 godzin dziennie, gdy rodzice w pracy. Można więź
      nawiązać, opiekując się co któryś weekend, po kilka godzin co jakiś czas,
      prawda? Mam problemy z kręgosłupem i wiem, że kiedyś na nianię swoich
      ewentualnych wnuków nie będę się nadawać, to znaczy, że z tej racji nie będą mi
      bliskie, że nie będę z nim i spędzać czasu?
    • e_r_i_n Re: Dziadkowie się wnukami nie zajmują a potem pł 24.11.09, 09:04
      Moim zdaniem to nie jest kwestia zajmowania się (w sensie opieki), tylko
      zainteresowania. I tak jest, niewielkie/żadne zainteresowanie skutkuje
      słabą/żadną więzią, która objawia się niewielkim/żadnym zainteresowaniem.
    • havana28 Re: Dziadkowie się wnukami nie zajmują a potem pł 24.11.09, 09:15
      Masz na myśli zajmowanie się czy zainteresowanie wnukami? To niekoniecznie to samo i niekoniecznie rezultuje tym samym.

      Odczytałam Twój post jako skarga, że dziadkowie nie chcą się opiekować wnukami, więc potem mają za swoje...Jeden taki wątek juz tu niedawno był.
      • maman3 Re: Dziadkowie się wnukami nie zajmują a potem pł 24.11.09, 14:27
        Każdy czyta, jak chcesmile, słowo "zajmowanie sie" można różnie
        rozumieć, mnie do głowy by nie przyszło, żeby babcię wmanewrowywać w
        8 godzin dziennie opieki nad dzieckiem! I myślę, że większość z nas
        pisząc "zajmowanie" ma na mysli po prostu zainteresowanie,
        uczestniczenie w życiu wnuków, bo jednak u nas o jest normalny model
        (w przeciwieństwie, ponoć, do Danii)
        • hanalui Re: Dziadkowie się wnukami nie zajmują a potem pł 24.11.09, 14:42
          maman3 napisała:
          Cytat
          > I myślę, że większość z nas
          > pisząc "zajmowanie" ma na mysli po prostu zainteresowanie


          Niestety na tym formum to nie znaczy zainteresowanie, to znaczy 8
          godzinna harowka z dzieckiem, zapewnienie dziecku zabaw takich jak
          profesjonalna przedzkolanka (patrz watek o dziadku, ktory mimo ze
          przyjechal malym sie zajac, jest wyrodnym bo nie bawi sie 8 godzin
          na kolanach kolejkami, nie spelnia oczekiwan rodzicow dziecka), to
          sypanie darami najlepiej drogimi (tanie zabawki i rzeczy sie nie
          licza - patrz tysiace watkow skargach na to ze dziadkowie nie sypia
          prezentami, ze maja kase itd) a przy tym wszystkim geba na kubel,
          dyspozycyjnosc 24/24 kiedy tylko sie rodzicom dziecka zamarzy, a
          kiedy zamarza inaczej trzeba szybko spylac i nie przeszkadzac
          (patrz: tysiace watkow - moja tesciowa sie wtraca, tesciowa mnie
          wkurzyla, moja mama wtraca sie do wychowania mojego dziecka itp)
          • maman3 Re: Dziadkowie się wnukami nie zajmują a potem pł 24.11.09, 14:53
            Mam jednak inne zdanie, czytamy te same wątki- wydaje mi się, że
            dokonujesz nadinterpreacji, droga hanaluismile
    • franczii Re: Dziadkowie się wnukami nie zajmują a potem pł 24.11.09, 10:10
      do obcych sie nie skarza ale do wlasnych dzieci miewaja pretensje o to, ze wnuki
      nie dzwonia, nie wpadna posiedziec z dziadkiem. Wiem to z autopsji. No coz
      przychodzi taki wiek, kiedy czlowiek zaczyna byc stary naprawde, zmeczony i
      schorowany. Wtedy na piwko juz nie wyskoczy, kumple sie powykruszali do lepszego
      zycia, z mlodymi sasiadami nie ma o czym pogadac, zreszta zawsze gdzies pedza,
      tv ilez mozna ogladac. Corka lub syn wpadna raz w tygodniu ale po to zeby zakupy
      na caly tydzien przywiezc, rachunki zabrac i sprzatnac mieszkanie. Jednym slowem
      odbebnia obowiazek wobec rodzica tak jak on kiedys odbebnil wobec nich i zaraz
      uciekaja do wlasnych spraw, nie maja czasu zatrzymac sie usiasc przy herbacie i
      normalnie pogadac, wysluchac i pocieszyc.
    • franczii Re: Dziadkowie się wnukami nie zajmują a potem pł 24.11.09, 10:14
      No i rzeczywiscie powinnas doprecyzowac, co to znaczy zajmowac sie bo zajmowac
      sie mozna nianczac wnuki codziennie po 10 godzin ale mozna tez raz w tygodniu,
      miesiacu zabrac je na spacer, na weekend, odebrac z przedszkola bo rodzice nie
      zdaza dojechac na czas, a nawet zabrac na wakacje (moze to niepojete dla ciebie
      ale niektorzy dziadkowie znajduja w tym przyjemnosc) i to tez obejmuje
      zajmowanie sie. Jesli o to pierwsze ci chodzi to nie ma takiego obowiazku a
      dzieci prawa zadac nie maja no chyba ze sa naprawde przyparci do muru to wtedy
      udzielenie pomocy uwazam za moralny obowiazek. Natomiast jesli chodzi o drugie
      to wybacz ale jesli nie poswieca nawet malej czastki zycia wnukowi to znaczy, ze
      wnuk nie znajduje sie w kregu ich zainteresowan a tym samym nie moze liczyc na
      zainteresowanie w przyszlosci.
    • jmama Re: Dziadkowie się wnukami nie zajmują a potem pł 24.11.09, 10:26
      No cóż, a myślisz, że babcie i dziadkowie tak chętnie będą się przyznawać do
      tego, że wnuki mają ich gdzieś skoro mają świadomość, że gdy był czas nie mieli
      nawet chwili czy ochoty by nawiązać z tymi wnukami więź? I nie chodzi tu
      zajmowanie się dziećmi po 8-9 godzin dziennie, ale o poświęcenie czasu gdy jest
      taka możliwość. Ja mam i miałam bardzo dobry kontakt z dziadkami i od strony
      mamy i taty mimo, że z jednymi spędzałam dużo więcej czasu niż z drugimi, ale
      jak już się widzieliśmy to babcia lub dziadek opowiadali mi bajki, zabierali tam
      gdzie akurat szli czy po prostu w jakiś sposób włączali w różne prace i to od
      najmłodszych lat. Nasłuchałam się też mnóstwo opowieści z czasów wojny a
      opowiadane były tak, że nawet jako 4-6 letnie dziecko chciałam o tym słuchać.
      Niestety niektórym spędzanie czasu z dzieckiem kojarzy się tylko z siedzeniem na
      podłodze i zabawą klockami.

      Co do dziadków wyjeżdżających na UK żeby zająć się wnukami to też nie jest tak
      do końca. Moja ciotka np. jeździ do swojej córki po kilka razy w roku np. na
      miesiąc czy 2 tygodnie i owszem zajmuje się wnuczką ale nie dlatego, że musi ale
      dlatego że chce. Nie siedzi zresztą z dzieckiem całymi dniami, tylko jest po
      prostu w odwiedzinach u córki i min. wykorzystuje ten czas na nawiązanie więzi z
      wnuczką, której potem przez kilka miesięcy nie będzie widziała. Czy to jest
      takie dziwne?
      • ola Re: Dziadkowie się wnukami nie zajmują a potem pł 24.11.09, 12:04
        mój teść często narzeka mi, że moja córka go nie lubi.
        Biedny, nie wie dlaczego...
        A kiedy jesteśmy u niego, cały jego kontakt z dzieckiem polega na
        tym, że leży na kanapie i czyta gazetę.
        Nie zabierze na spacer, nie pobawi się choć chwilę.
        Raz na cały pobyt próbuje ją wziąć na ręce i dziwi się, że Mała nie
        chce i się go boi.Za parę lat tez pewnie będzie płakał, że Ona do
        niego nie dzwoni.

        U mnie było to samo - jedna z moich babć miała mnie całe lata w
        głębokim poważaniu. Nie chodzi o to, że nie niańczyła mnie 8 godzin
        dziennie. O to nie mam do niej pretensji.
        Chodzi o to, że podczas niedzielnych obiadów i imprez rodzinnych
        (czyli cały nasz kontakt) traktowała mnie jak powietrze. A potem
        miała straszne pretensje że jej nie kocham. Tak, o miłosc tu
        chodziło, nie o zainteresowanie. Twierdziła, że okazuję jej za mało
        serceczności i uczucia.
        A dla mnie była prawie obcą, kompletnie obojętną osobą.
        Choć starałam się zachować pozory (życzenia na dzień babci, telefony
        co tydzień itd.), to było widać, że nie ma miedzy nami żadnego
        uczucia.
        • hanalui Re: Dziadkowie się wnukami nie zajmują a potem pł 24.11.09, 12:52
          ola napisała:
          Cytat
          > jedna z moich babć miała mnie całe lata w
          > głębokim poważaniu. Nie chodzi o to, że nie niańczyła mnie 8
          godzin
          > dziennie. O to nie mam do niej pretensji.
          > Chodzi o to, że podczas niedzielnych obiadów i imprez rodzinnych
          > (czyli cały nasz kontakt) traktowała mnie jak powietrze. A potem
          > miała straszne pretensje że jej nie kocham. Tak, o miłosc tu
          > chodziło, nie o zainteresowanie. Twierdziła, że okazuję jej za
          mało
          > serceczności i uczucia.
          > A dla mnie była prawie obcą, kompletnie obojętną osobą.
          > Choć starałam się zachować pozory (życzenia na dzień babci,
          telefony
          > co tydzień itd.), to było widać, że nie ma miedzy nami żadnego
          > uczucia.


          Bosz...jak czytam cos takiego to mam wrazenie ze to nie dorosla
          osoba pisze tylko jakas smarkula z przedszkola. Naprawde nie macie
          gorszych problemow niz - babcia mnie nie kochala bo podczas
          niedzielnego obiadu nie padala mi do stop?
          • aandzia43 Re: Dziadkowie się wnukami nie zajmują a potem pł 24.11.09, 14:28
            Naprawde nie macie
            > gorszych problemow niz - babcia mnie nie kochala bo podczas
            > niedzielnego obiadu nie padala mi do stop?

            Brak miłości ze strony babci to pewnie nie jest jakiś wielki problem
            (zwłaszcza keidy rodzice uczuciowo wywiązali się wobec dziecka
            należycie). Niemniej jednak brak miłości między członkami rodziny
            jest jakimś problem, przyznasz chyba? Braki miłości i uwagi połaczony
            z dzikimi pretensjami i żądaniem tego, czego się samemu wnukom nie
            dało, na koniec.
        • deodyma Re: Dziadkowie się wnukami nie zajmują a potem pł 24.11.09, 13:02

          > U mnie było to samo - jedna z moich babć miała mnie całe lata w
          > głębokim poważaniu. Nie chodzi o to, że nie niańczyła mnie 8
          godzin
          > dziennie. O to nie mam do niej pretensji.
          > Chodzi o to, że podczas niedzielnych obiadów i imprez rodzinnych
          > (czyli cały nasz kontakt) traktowała mnie jak powietrze. A potem
          > miała straszne pretensje że jej nie kocham.





          tylko nie mow, ze do dzis masz traume z tego powodubig_grin
          moja tesciowa np tez nie interesuje sie moim dzieckiem a swoim
          wnukiemsmile
          nie po nosie jej bylo to, ze sie w ogle urodzil, ale szczerze
          mowiac, to mam to w nosie, chociaz mojego meza to boli.
          jesli dzwoni do nas i gada z mezem ( ze mna nie, bo jestesmy na
          wojennej sciezce), to tylko po to, zeby powiedziec, ze nasze dziecko
          jest wyjcem, belkotem i nie potrafi malowac zyraf na scianie, jak to
          potrafi np 2 ltnia corka jakiegos tam lekarza, czy profesorabig_grin
          ja sie z tego smieje, maz sie wscieka, ale tlumacze mu non stop,
          zeby nie bral sobie tego do glowy, bo robi to specjalnie i tyle.
          i ciesze sie, ze tesciowa mieszka ponad 600 km stad, bo nie
          chcialabym, zeby taka kobieta, jak ona , miala kiedykolwiek wplyw na
          mojego syna.
          • ola Re: Dziadkowie się wnukami nie zajmują a potem pł 24.11.09, 14:37
            Ale wy jesteście przewrażliwione!

            Odpowiedziałam tylko na post na ten temat.

            Nie mam żadnej traumy, która spędza mi sen z powiek.

            Przeczytajcie ten wątek jeszcze raz.
            Ktoś pisze: sa dziadkowie, którzy mają w d*pie wnuki.
            Ktoś inny odpowiada: nie spotkałam się z takim przypadkiem.
            Ja odpisuję: a jednak są, jestm tego przykładem.
            Tak wygląda pisanie na forum.
            Gdzie tu trauma? Gdzie pretensje?

            Ochłońcie nieco z tą psychoanalizą
          • edit38 Re: Dziadkowie się wnukami nie zajmują a potem pł 25.11.09, 06:51
            deodyma napisała:

            >
            > tylko nie mow, ze do dzis masz traume z tego powodubig_grin
            > moja tesciowa np tez nie interesuje sie moim dzieckiem a swoim
            > wnukiemsmile
            > nie po nosie jej bylo to, ze sie w ogle urodzil, ale szczerze
            > mowiac, to mam to w nosie, chociaz mojego meza to boli.


            No właśnie Ty to masz w nosie bo to dla Ciebie obca osoba, której zresztą nie
            lubisz. Nie oznacza to jednak że Twojemu dziecku też będzie to obojętne, jemu
            jednak może być przykro że babcia się nim nie interesuje (żeby nie było, nie
            twierdzę że z tego powodu będzie mieć traumę)
            • deodyma Re: Dziadkowie się wnukami nie zajmują a potem pł 25.11.09, 10:08
              nie wiem , jak to z moim dzieckiem bedzie, ale wole , zeby nie mialo
              z nim kontaktu, jesli tesciowa ma nastawiac dziecko przeciwko mnie.
              a to taki typ czlowieka, ktory jest do tego zdolny i niestety, nikt
              jej nie lubi, nawet jej rodzina, czyli jej wlasna matka i siostra...
            • hanalui Re: Dziadkowie się wnukami nie zajmują a potem pł 25.11.09, 11:02
              edit38 napisała:
              Cytat
              >Twojemu dziecku też będzie to obojętne, jemu
              > jednak może być przykro że babcia się nim nie interesuje


              A skad niby takie dziecko ma wiedziec ze obca osoba (w tym wypadku
              babcia ktora nie utrzymuje kontaktow) powinna sie nim interesowac?
              Czy to nie przypadkiem rodzicow rozmowy, narzekania, niezadowolenie
              rodzicow z tego fakty przekladane sa na dziecko i dziecku kreowany
              jest obraz tego ze jest odrzucone przez babcie i ze powinno byc mu
              przykro?
              • ciociacesia Re: Dziadkowie się wnukami nie zajmują a potem pł 25.11.09, 11:27
                tak, bo dzieci durne sa i nie umieja policzyc ile maja babc i dziadków. no doprawdy
                • hanalui Re: Dziadkowie się wnukami nie zajmują a potem pł 25.11.09, 12:22
                  Cytat
                  > tak, bo dzieci durne sa i nie umieja policzyc ile maja babc i
                  dziadków. no dopr
                  > awdy


                  Nie o liczenie chodzi wcale.

                  Widzisz..pamietam rozmowy mamy z ojcem ze tesciowa czyli moja babcia
                  nie jest dla nas (mnie i rodzenswta) taka jak dla mojego kuzyna
                  ktory z nia mieszkal, nie traktuje nas jednakowo, ze prezenty dla
                  tamtego sa lepsze itd
                  I co najsmieszniejsze...ja nie kumalam o co w tym wszystkim chodzi,
                  babcia byla babcia, kiedy byla, byla, kiedy jej nie bylo - nie bylo,
                  nie mialam poczucia straty ze byla u nas raz w tygodniu czasem a
                  innym razem raz w miesiacu, a moze wg mojej mamy powinna 3 razy w
                  tygodniu wink; przynosila lalki, slodycze...moze glupia bylam i nie
                  umialam odroznic ze czolg ktory dostal kuzyn jest drozszy i lepszy
                  od lalki ktora ja dostawalam, i ze slodycze ktore ja dostalam sa
                  mniej slodkie od kuzyna slodyczy wink

                  Mimo ze moja mama nieswiadomie probowala przekazac nam swoje
                  negatywne uczucia do swojej tesciowej, poniekad wmowic ze jest
                  gorsza babcia dla nas niz kuzyna, nie udalo jej sie to.
                  • ciociacesia bo widzisz 25.11.09, 12:32
                    twoja babcia nie była znaczaco gorsza babcia dla ciebie. ale sa takie babcie i
                    dzieci to widza. nie potrzebuja indoktrynacji, zeby sie pokapowac ze sa 'gorszym
                    wnuczkiem', albo ze babcia 'od taty' jest gorsza babcia niz 'od mamy'. spoko
                    jesli babcia jest po prostu inna - jedna sie bawi w koci llapci a druga nie
                    potrafi ale wykazuje sie w inny sposób. chodzi o syt kiedy jedna babcia jest
                    normalna a druga obojetna, oziebla lub wrecz wroga
      • maman3 Re: Dziadkowie się wnukami nie zajmują a potem pł 24.11.09, 14:36
        Bo wiecie co? Bycie dziadkami to jest praca, sposób na realizowanie
        się na emeryturze, kiedy często miejsce pracy zajmuje depresja- ale
        trzeba sobie z tego zdawać sprawę, że to praca, że dzieci też to
        doceniają-wtedy mona miec satysfakcję. Kiedyś chyba ludzie byl mniej
        leniwi i bardziej świadomi, że praca nie jedną ma twarzsmile. Mam w
        zasiegu dziadka kolegi mojego syna- człowiek wykształcony, jeszcze
        od czasu do czasu popracuje- on wnukowi pokazuje swiat, celebruje
        kazde spotkanie, ma scenariusz na cały dzień-tego dziadka wszyscy mu
        zazdrościmysmile
        • sueellen Re: Dziadkowie się wnukami nie zajmują a potem pł 24.11.09, 14:52
          > Bo wiecie co? Bycie dziadkami to jest praca, sposób na realizowanie
          > się na emeryturze, kiedy często miejsce pracy zajmuje depresja-

          No niestety, w Polsce są tak niskie emerytury, że dziadkowie nie maja kasy na
          podróże, przyjemności, zainteresowania. Nawet jakby któremuś na emeryturze
          zachciało się malować obrazy, to farby i sztalugi są drogie jak diabli. Więc co
          im zostaje? Etat niańki do wnuków żeby zająć czas albo depresja i samotność.
          Niektórzy też mają "hobby" chodzenia po lekarzach. W poczekalni moga sobie
          przynajmniej z kimś pogadać. Smutne.
          • ola Re: Dziadkowie się wnukami nie zajmują a potem pł 24.11.09, 15:02
            eeeee
            "podkolanówka" zwana też "bazarówą" to stan umysłu a nie konta.
            Znam ludzi z głodową emeryturą, którzy czytają (są jeszcze
            biblioteki), mają pasje, żyją czymś więcej niz przychodnią i
            kościołem.

            A dobry kontakt z wnukiem to też kwestia uczuć a nie tylko wolnego
            czasu.
            Ile to ja widziałam w osiedlowym parku takich babć, którym powinno
            się sadowo zakazać opieki nad wnukami
          • maman3 Re: Dziadkowie się wnukami nie zajmują a potem pł 24.11.09, 15:08
            Smutne jest, że tak to widzisz-pomijając nasze realia, jedno
            drugiego nie wyklucza(hobby -zainteresowania wnukami).
    • barbasia017 Re: Dziadkowie się wnukami nie zajmują a potem pł 25.11.09, 07:09
      Nigdy tu nie pisałam,ale temat ciekawy więc od siebie dorzucę to i owo.Otóż
      mieszkam na wsi takiej podmiejskiej sypialni i tylko parę razy widziałam dziadka
      czy babcię z wózkiem.Owszem dziadkowie chwalą się swoimi wnukami i tyle.Jakoś u
      tych osób nie widuję nikogo,a już wnuków na pewno ,siedzą za to wszyscy gdy jest
      pogoda na tych plastikowych krzesłach przed domem i czyhają na takich jak my
      idacych na spacer by pogadać ,bo nudzi im się.Jakoś nie widzę emerytow robiących
      za niańkę,owszem jedni kupili wnukom kucyka i doczekali się kpin w stylu "i tak
      cię będą mieli w dupie i dzieci i wnuki stary naiwniaku".Generalnie na wsi
      króluje postawa roszczeniowa:po to chowałam dzieci by się mną zajęły,łaski nie
      robią.Dziadkowie chwalą się jacy to oni nie są wspaniali,ale powtarzam chwalą
      się ,sama pusta gadanina.Tak samo na forach seniorów ,kto się przyzna ,że jest
      leniwym dziadkiem ,że mu się nie chce ,lepiej tematu nie poruszac nigdy i
      stwarzać pozory ,bo klawiatura wszystko przyjmie.Mnie interesują fakty i
      naocznie jak zobaczę to uwierzę danej osobie.Dziadkowie nie są od niańczenia
      naszych dzieci ,ale też i nie kwapią się do kontaktów z wnukami wszak lepiej
      posiedzieć przed telewizorem i oglądać seriale czy wiadomości ,czy jak napisała
      któras z was czytać gazetę i namiętnie dyskutowac o polityce.Jeśli zaś
      dziadkowie zmotoryzowani [większość] to faktycznie ci z mojej miejscowości ze
      względu na bliskość kilku hipermarketów namiętnie tam jeżdżą,może nie kupują na
      potęgę ,bo emerytury nie są wysokie ,ale czas można "zabić".Pokusiłabym się o
      zaspiewanie:prawdziwych dziadków już nie ma.
      • joanna35 Re: Dziadkowie się wnukami nie zajmują a potem pł 25.11.09, 15:29
        W zasadzie się zgadzam z tym co napisałaś. Od siebie dodam tylko
        tyle, że między bajki należy włożyć stwierdzenie jakoby rodzice,
        którzy całe życie nie zauważali własnych dzieci(bo praca, bo
        obowiązki, bo życie towarzyskie, bo....) i nie kwapili się do
        zbudowania z nimi więzi opartej o nieco więcej niż zaspokajanie
        potrzeb fizycznych rekompensują ów brak zainteresowania ogromnym
        zaangażowaniem w opiekę nad ich dziećmi a swoimi wnukami. Nie
        twierdzę, że takich przypadków nie ma, wg. mnie są to ludzie zdolni
        do miłości, z właściwym poczuciem własnej wartości, którzy w
        młodości dokonali pewnych wyborów a czas pokazał, zż niekoniecznie
        było to to o co im w życiu chodziło. Dorośli, dojrzeli i zaczęli
        cenić ludzi, postawili na być a nie mieć. Oni są zdolni dać swoim
        wnukom to czego nie dali dzieciom. Natomiast nie znam ani jednego
        przykładu kiedy to ojciec walący sie po pracy na kanapę z pilotem w
        dłoni trzydzieści lat potem staje się cudownym, aktywnym dziadkiem.
        Podobnie matka, dla której priorytetem był wysprzątany dom i
        obejrzenie "Klanu" nie stanie się nagle zaangażowaną babcią. Całe
        ich zaangażowanie sprowadza się do gadania - jak to oni wnuki
        kochają. Moja matka najbardziej kochała swoje wnuki, a moich synów
        przez telefon. Gdy pojawialiśmy się u niej dwa-trzy razy w roku nikt
        by sie tej miłości z jej zachowania nie domyślił. Kiedy
        proponowałam, że ja ugotuję, posprzątam zawsze w odpowiedzi
        słyszałam - ja sobie zrobię, Ty zajmij się dziećmi.Cóż, dziadek
        umarł kiedy moja matka miała 9 lat, a mojej babci zajętej pracą
        zarobkową i kończeniem budowy domu nawet przez myśl nie przeszło, że
        z dziećmi można nawiązać więź, a poza tym dzieci i ryby nie miały
        głosu - miały być ciche, grzeczne, uczynne i nie sprawiać kłopotu. I
        taki sam pogląd na macierzyństwo przeniosły(mama ma siostrę) do
        swoich rodzin. I, możecie mi wierzyć, trzeba dużo świadomości i
        dobrej woli, żeby wyłamać się z utartych schematów. "Wyłamuje się"
        od 11 lat z różnym skutkiem.
    • alinka1957 Re: Dziadkowie się wnukami nie zajmują a potem pł 25.11.09, 09:27
      Cześć! Jestem tu nowa. Jeśli popełnię gafę wytknijcie mi ją.
      --------------------------------------------------
      Moja teściowa w sposób krańcowo różny traktowała mojego syna i dzieci męża z
      pierwszego małżeństwa ( poznaliśmy się już po jego rozwodzie, więc to nie ja
      rozbiłam związek).
      Syn był dobry do chwili gdy na horyzoncie pojawiły się starsze wnuki - wtedy
      babcia zapominała o tym najmłodszym.
      Było mi przykro, ale cóż do miłości nie można nikogo zmusić ani
      przekonać.Trudno. Ze względu na męża utrzymywaliśmy chłodno-poprawne stosunki.
      Niczego nie oczekiwałam i z czasem przestałam się dziwić tym, ze starsze dzieci
      są obsypywane prezentami a młodsze nie. Każdy ma prawo obdarowywać kogo chce.
      Byliśmy na dorobku - mąż zostawił swojej ex żonie i dzieciom wszystko -
      mieszkanie wyposażone, samochód niezłej marki. Teściowa pilnowała, aby płacił
      większe alimenty niż zasądził sąd. W rezultacie starsze dzieci wyjeżdżały na 2
      miesiące wakacji ( w tym miesiąc za granice), a my do 7 roku życia syna
      spędzaliśmy wakacje w domu lub na działce. Trudno.
      Były również inne sytuacje - teściowa odmówiła pomocy gdy znalazłam się w
      szpitalu ( pomoc miała polegać na 5 krotnym odebraniu ze szkoły 8 letniego
      dziecka). Poradziłam sobie - jest świetlica.
      Pisać można długo.
      Dziś wszystkie dzieci są ludźmi dorosłymi. Teściowa nie żyje. Między przyrodnim
      rodzeństwem nie ma żadnej więzi. Ktoś coś stracił. Pytanie czy warto było.
      • ciociacesia nie wiem jak tam u was było 25.11.09, 10:41
        ale sytuacja z rozwodem to jednak troche skomlikowana sprawa. i zawsze jakis tam
        dramat
      • hanalui Re: Dziadkowie się wnukami nie zajmują a potem pł 25.11.09, 10:52
        Cytat
        > Dziś wszystkie dzieci są ludźmi dorosłymi. Teściowa nie żyje.
        Między przyrodnim
        > rodzeństwem nie ma żadnej więzi. Ktoś coś stracił. Pytanie czy
        warto było


        Myslisz ze tesciowa jest winna ze miedzy przyrodnim rodzenstwem nie
        ma kontaktu?
        • moofka Re: Dziadkowie się wnukami nie zajmują a potem pł 25.11.09, 11:01
          >
          > Myslisz ze tesciowa jest winna ze miedzy przyrodnim rodzenstwem nie
          > ma kontaktu?

          dokladnie tak
          to pytanie nalezy zadac sobie
          nie tesciowej
      • myga Re: Dziadkowie się wnukami nie zajmują a potem pł 25.11.09, 11:03
        alinka1957 napisała:
        > Dziś wszystkie dzieci są ludźmi dorosłymi. Teściowa nie żyje. Między przyrodnim
        > rodzeństwem nie ma żadnej więzi. Ktoś coś stracił. Pytanie czy warto było.
        __________
        Mam wrazenie, ze obarczasz tesciowa wina za brak wiezi miedzy rodzenstwem. A
        moze opowiedz, jaka ty bylas macocha? Czy chetnie goscilas dzieci z poprzedniego
        zwiazku u siebie w domu, czy zabranialas mezowi spotykac sie z nimi i wytykalas
        te alimenty? Cos tak wlasnie wyczuwam miedzy wierszami. Wielki szacunek dla
        tesciowej, ze pozostala babcia dla wnukow pomimo tego, (a moze wlasnie dlatego?
        moze widziala, ze cos nie halo w stosunku nowej rodziny syna do dzieci?) ze syn
        zalozyl nowa rodzine. Na ogol niestety bywa inaczej.
        • alinka1957 Re: Dziadkowie się wnukami nie zajmują a potem pł 25.11.09, 12:27
          Tak, obarczam teściową za brak więzi między przyrodnim rodzeństwem. Robiła
          wszystko, żeby skutecznie zniechęcić starsze dzieci do młodszego brata. Były
          uwagi typu "tata ma teraz nową rodzinę i wy go już tak nie obchodzicie jak kiedyś".
          Jako macocha zachowywałam się poprawnie i tylko poprawnie. Zapraszałam do domu,
          ale nie tolerowałam np. wrzasków gdy mały spał. Nie godziłam się na wizyty gdy
          starsze dzieci męża były chore lub silnie przeziębione, wyrzuciłam z domu gdy w
          czasie nieobecności męża młodszy syn przyszedł pod wpływem alkoholu ( nie
          pijany, ale w stanie wskazującym na - miał wtedy 18 lat).
          Nie wymawiałam alimentów choć proporcje były takie, że mąż oddawał 3/4 swoich
          zarobków byłej żonie tytułem alimentów i na dodatkowe potrzeby dzieci, a 1/4 na
          dom. Oznaczało to, ze dom był praktycznie na moim utrzymaniu. Jeśli chodzi o
          święta, to teściowa zapraszała była synową, jej matkę-wdowę i starsze wnuki - no
          i rzecz jasna męża z komentarzem, ze może przyjść ze mną i synem, ale albo
          wcześniej albo później bo ma zbyt mało miejsca przy stole. Mąż była z nami na
          Wigilii, śniadaniu Wielkanocnym po czym ja zostawałam z rodzicami i synem a on
          leciał do teściowej na spotkanie z synami. Nie było to dla mnie miłe, emocje
          opadły minęło prawie ćwierć wieku.
          Z czasem zrozumiałam, że to nie mój problem, że teściowa jest niezadowolona bo
          wnuki maja ojca obarczonego rodziną. I nie chciała/umiała postawić znaku
          równości między wnukami z różnych związków.
          Z czasem problemy finansowe - ogromne na początku zmniejszały się.
          I na koniec - dzień, w którym wydało się, ze starsze dzieci męża nie uczą się (
          jedno porzuciło studia po 3 latach, drugie nie podjęło ich po wieczorowej
          maturze) sprzeciwiłam się wspieraniu ich finansowo. I pewnie był to gwóźdź do
          trumny zerwania więzi. Teściowa nie kryła oburzenia! Dzieci w potrzebie ( zdrowy
          24 latek nie chce uczyć się i pracować i takiż sam 20 latek) a ojciec pod
          wpływem tej flamy ( to o mnie) żałuje im na jedzenie.
          • moofka Re: Dziadkowie się wnukami nie zajmują a potem pł 25.11.09, 12:33
            no coz
            wszystko jasne

            niech zgadne
            ze tatus tez starsze dzieci przesral i maja go gdzies
            • ciociacesia niewdzieczne gó...arze 25.11.09, 12:36
              ale tak to jest z tom młodzierzom, panie
              • moofka Re: niewdzieczne gó...arze 25.11.09, 12:41
                ciociacesia napisała:

                > ale tak to jest z tom młodzierzom, panie

                no chlajom i sie nie uczom
                i jeszcze mlodszego braciszka nie lubiom
                bo to z zazdrosci
                wiadomo, ze byle dzieci bylych zon to sama zaraza wink
            • alinka1957 Re: Dziadkowie się wnukami nie zajmują a potem pł 25.11.09, 12:39
              Nie. Tatuś w tajemnicy przede mną "wspierał" starsze dzieci pieniędzmi. Mniej
              więcej w wysokości zasądzonych alimentów czyli znacznie mniej niż przedtem.
              Tatuś kupował markowe buty itd i pewnie robi to do dziś- nie wiem, nie
              kontroluję wydatków męża aż do tego stopnia.
              Dzieci dzwonia do tatusia tylko i wyłącznie gdy czegoś chcą.
              • moofka Re: Dziadkowie się wnukami nie zajmują a potem pł 25.11.09, 12:43
                > Dzieci dzwonia do tatusia tylko i wyłącznie gdy czegoś chcą.

                no mowiłam przeciez wink
                • ciociacesia Re: Dziadkowie się wnukami nie zajmują a potem pł 25.11.09, 12:50
                  heh. znajomy mi sie zwierzal ze jego maja tak samo. ale on dziwny jest bo i tak
                  ich kocha.
                  • alinka1957 Re: Dziadkowie się wnukami nie zajmują a potem pł 25.11.09, 12:53
                    A co miał robic jeszcze mój mąż?
                    • ciociacesia nie wiem co mial j e s z c z e robic 25.11.09, 12:57
                      bo piszez tylko o kasie. ktora sie nalezała dzieciakom jak psu buda i nie ma nic
                      nadludzkiego w tym ze ta kase dawał i daje. chociaz wobec realiów w ktorych co
                      drugi 'tatus' sie miga jak moze to moze faktycznie powinien pomnik dostac za
                      przyzwoite zachowanie
                      • moofka Re: nie wiem co mial j e s z c z e robic 25.11.09, 13:01
                        ciociacesia napisała:

                        > bo piszez tylko o kasie. ktora sie nalezała dzieciakom jak psu buda i nie ma ni
                        > c
                        > nadludzkiego w tym ze ta kase dawał i daje. chociaz wobec realiów w ktorych co
                        > drugi 'tatus' sie miga jak moze to moze faktycznie powinien pomnik dostac za
                        > przyzwoite zachowanie

                        lol
                        i buty im kupowal
                        firmowe tfu
                        • alinka1957 Re: nie wiem co mial j e s z c z e robic 25.11.09, 13:38
                          Z punktu widzenia prawa musiał płacić alimenty w wysokości x zł. płacił znacznie
                          więcej niż zasądził sąd ( a sprawa odbyła się gdy mąż nie miał jeszcze drugiej
                          rodziny). Płacił kosztem swojego trzeciego dziecka, które było praktycznie na
                          utrzymaniu moim tzn. matki. Tego już drogie panie, nie chcecie dostrzec. Szkoda.
                          Mąż nie miał obowiązku kupowania dzieciom drogich prezentów. Szczególnie, ze
                          były to wydatki w znacznym stopniu obciążające domowy budżet.
                          Czy musiałam kochać dzieci mojego męża? Nie musiałam. Zachowywałam się wobec
                          nich poprawnie.
                          • moofka Re: nie wiem co mial j e s z c z e robic 25.11.09, 13:43
                            wiec co sie dziwisz, ze babcia widzac te pozla sie boze poprawnosc - a w domysle
                            niezyczliwosc i chec odsuniecia ojca od dzieci - starala sie wnukom krzywde
                            zrekompensowac
                            twoje dziecko mialo pelna rodzine
                            a starsze dzieci ich jej nie mialy
                            twoje dziecko wyroslo w atmosferze utyskiwania na niedobre pazerne rodzenstwo i
                            twojej niecheci
                            jedno dziecko macie?
                            • alinka1957 Re: nie wiem co mial j e s z c z e robic 25.11.09, 13:48
                              Tak, a wiesz dlaczego? Bo zdecydowałam się na usunięcie ciąży gdy syn miał
                              niecałe 3 lata. Z biedy. Wiedziałam, że muszę pracować i gdybym urodziła dziecko
                              przymarlibyśmy głodem - w sensie dosłownym. Dom wisiał na mojej pensji. Mąż miał
                              do dyspozycji 1/4 swoich dochodów. Jak z tego utrzymać 4 osoby? IśC do opieki
                              społecznej?
                              • moofka Re: nie wiem co mial j e s z c z e robic 25.11.09, 13:49
                                no no
                                dochodzimy do ciekawych wnioskow
                                tesciowa winna ze dzieci obce
                                pasierby winne twojej aborcji surprised
                          • myga Re: nie wiem co mial j e s z c z e robic 25.11.09, 14:16
                            alinka1957 napisała:

                            > Z punktu widzenia prawa musiał płacić alimenty w wysokości x zł. płacił znaczni
                            > e
                            > więcej niż zasądził sąd ( a sprawa odbyła się gdy mąż nie miał jeszcze drugiej
                            > rodziny). Płacił kosztem swojego trzeciego dziecka,
                            _____________
                            Gowno prawda. Obowiazki wzgledem dzieci mial zanim mial trzecie dziecko.
                            Obowiazki wzgledem dzieci juz istniejacych nie zmniejszaja sie bynajmniej nawet
                            jezeli facet sie rozmnozy kilkakrotnie. Wiedzac, jakie ma obowiazki powiniem
                            wiedziec, naile nastepnych dzieci moze sobiepozwolic.Wiedzialas, ze facet ma
                            obowiazki, wiec po cholere z nim sie wiazalas? Typowa zla macocha. Obrzydliwe.
                            Po kryjomu przed toba dzieci wspieral? Juz widze te jazdy, co mu robilas, ze az
                            po kryjomu musial to robic. Nie obarczaj nikogo wina za to, ze twoje dziecko nie
                            ma rodzenstwa. To wylacznie twoja wina. I on ci to jeszcze wykrzyczy.
                            • alinka1957 Re: nie wiem co mial j e s z c z e robic 25.11.09, 15:35
                              Oj chyba jednak jesteś porzucona żoną. Nikt mi niczego nie wykrzyczy - mój syn
                              jest osoba dorosła, po studiach, wcale nie zależało mu na rodzeństwie a
                              zwłaszcza na "rodzeństwie".
                              To, że związek mojego męża rozleciał się nie oznacza, że do końca życia ma być
                              sam i jedynym jego celem miałoby byc łożenie na dzieci.
                              Ja zaś nie musiałam wpuszczać do domu podchmielonego pasierba, ani ryzykować, że
                              mój syn zarazi się od ewidentnie chorych dzieci. Gdybym chciała robić coś co
                              nazwałaś jazdami, to prócz alimentów dzieci mojego męża nie zobaczyłyby ani
                              złotówki. Co więcej - w związku ze zmianą sytuacji rodzinnej skłoniłabym męża do
                              założenia sprawy o zmniejszenie alimentów - szansa na wygranie byłaby spora.
                              • moofka Re: nie wiem co mial j e s z c z e robic 25.11.09, 15:38
                                alinka1957 napisała:

                                > Oj chyba jednak jesteś porzucona żoną. Nikt mi niczego nie wykrzyczy - mój syn
                                > jest osoba dorosła, po studiach, wcale nie zależało mu na rodzeństwie a
                                > zwłaszcza na "rodzeństwie".

                                taak
                                to bardzo wiele mowi o tobie
                                i twoim stosunku do jego dzieci

                                utrzymujecie jakis kontakt z nimi i ich rodzinami w ogole?

                                > To, że związek mojego męża rozleciał się nie oznacza, że do końca życia ma być
                                > sam i jedynym jego celem miałoby byc łożenie na dzieci.
                                > Ja zaś nie musiałam wpuszczać do domu podchmielonego pasierba, ani ryzykować, ż
                                > e
                                > mój syn zarazi się od ewidentnie chorych dzieci. Gdybym chciała robić coś co
                                > nazwałaś jazdami, to prócz alimentów dzieci mojego męża nie zobaczyłyby ani
                                > złotówki. Co więcej - w związku ze zmianą sytuacji rodzinnej skłoniłabym męża d
                                > o
                                > założenia sprawy o zmniejszenie alimentów - szansa na wygranie byłaby spora.
                                • alinka1957 Re: nie wiem co mial j e s z c z e robic 25.11.09, 15:45
                                  Utrzymujemy z nimi. Nie założyli rodzin. Dzwonią jak coś chcą.
                                  • moofka Re: nie wiem co mial j e s z c z e robic 25.11.09, 15:46
                                    od ciebie chca?
                                    to juz dorosli mezczyzni z tego co piszesz
                                    to dwoch synow?
                                    • alinka1957 Re: nie wiem co mial j e s z c z e robic 25.11.09, 15:50
                                      Tak, jeden ma 41 lat, drugi 35. Chcą - najczęściej pieniędzy, ale także pomocy w
                                      znalezieniu lekkiej, dobrze płatnej pracy ( nie mają kwalifikacji innych niż
                                      matura). Raz przyniósł nam plik recept do wykupienia itd. Są raczej grzeczni.
                                      • moofka Re: nie wiem co mial j e s z c z e robic 25.11.09, 15:57
                                        jezeli twoje dziecko urodzilo sie kiedy oni mieli lat 16 i 11
                                        a chlopcy studiow nie robili
                                        to ilez tego placenia alimentow
                                        ze ci to tak zycie zrujnowalo
                                        straszny mi sie obraz wylania
                                        i twoj zwlaszcza
                                        • alinka1957 Re: nie wiem co mial j e s z c z e robic 25.11.09, 16:04
                                          8 lat płacenia alimentów na starszego ( wieczny student) i 9 na młodszego (
                                          powtarzał klasę). W ciągu tych 9 lat żyłam w skrajnie trudnych warunkach.
                                          Odmawiałam swojemu dziecku 90% rzeczy, które dla nich były czymś co się należy.
                                          Np. moje dziecko mogło jedynie pomarzyć o klockach Lego, po raz pierwszy
                                          wyjechało w góry w wieku 7 lat, szynkę jadło 2-3 razy w tygodniu itd.
                            • jowita771 Re: nie wiem co mial j e s z c z e robic 25.11.09, 17:35
                              > Gowno prawda. Obowiazki wzgledem dzieci mial zanim mial trzecie dziecko.
                              > Obowiazki wzgledem dzieci juz istniejacych nie zmniejszaja sie bynajmniej nawet
                              > jezeli facet sie rozmnozy kilkakrotnie.

                              Gó... prawda, że Cie zacytuję. W pełnych rodzinach tez jest tak, że jak się
                              rodzi nowe dziecko, to na każdego przypada mniejszy kawałek tortu. Takie jest
                              selavi.
                      • jowita771 Re: nie wiem co mial j e s z c z e robic 25.11.09, 17:33
                        > bo piszez tylko o kasie. ktora sie nalezała dzieciakom jak psu buda

                        Zaraz, zaraz, pieniądze się dziecku należą dopóki się uczy, chyba, że jest
                        niezdolne do pracy (w sensie niepełnosprawne czy chore, a nie, że nie ma chęci
                        do roboty).
                        Nie uważam, żeby taki sposób wydawanie pieniędzy na dzieci, jak u Alinki był w
                        porządku wobec dzieci z obecnego związku. Mam wrażenie, ze napadłyście na
                        autorkę zapominając, że pan tatuś oprócz starszych dzieci, które tak ochoczo
                        wspiera, ma jeszcze młodsze, któremu należy się nie mniej.
          • ciociacesia :)) 25.11.09, 12:35
            ja to nic nie powiem bo przemawia przeze mnie pms i syndrom porzuconej pierwszej
            zony tongue_out
            • alinka1957 Re: :)) 25.11.09, 12:41
              Pewnie tak, tylko w tym przypadku sytuacja była inna. To nie pierwsza żona
              została porzucona, tylko ona złożyła pozew o rozwód. Typowe choć banalne - nie
              mogli się dogadać. Męża poznałam prawie 3 lata po rozwodzie, tak więc nie
              maczałam rąk w ich rozstanie.
              • moofka Re: :)) 25.11.09, 12:44
                Męża poznałam prawie 3 lata po rozwodzie, tak więc nie
                > maczałam rąk w ich rozstanie.

                z dziecmi sie nie rozstal
                a w ich sprawach paluchy maczalas
                to sie nie dziw ze teraz jest jak jest
                • alinka1957 Re: :)) 25.11.09, 12:52
                  A co według Ciebie miałam robić, żeby było ok? Wykazywałam maksimum dobrej woli.
                  To, ze wyrzuciłam podpitego nastolatka? To, ze usuwałam się w czasie świat? Czy
                  może to, ze nie godziłam się na finansowanie w 100% ich potrzeb kosztem
                  młodszego przyrodniego brata? Czy też mąż nie powinien w ogóle zakładać nowej
                  rodziny i być na każde skinięcie dzieci?
                  Pytam przez ciekawość - minęło wiele lat. Emocje opadły.
                  • moofka Re: :)) 25.11.09, 12:57
                    robic nie robic
                    nie znosisz ich i nie znosilas - czuc to w kazdym slowie
                    twoja niby akceptacja wynikala ze swiadomosci obowiazkow ojca wobec dzieci i juz
                    to łaska twoja ze nie zabronilas placic alimentow?
                    no prosz ciebie
                    • alinka1957 Re: :)) 25.11.09, 13:44
                      Czy nie widzisz różnicy między płaceniem zasądzonych alimentów ( to musiał
                      robić), a stałym wypływem domowej gotówki?
                      Bywało, że miałam zaległości za czynsz ( bo ze swojej pensji nie byłam wstanie
                      utrzymać 3 osobowej rodziny), ale dzieci mojego męża otrzymały, obok znacznie
                      wyższych niż miał zasądzone, alimentów drogi sprzęt narciarski ( do
                      jednorazowego użytku, bo lepiej spędzać czas w knajpie niż na stoku), markowe
                      buty i 2 tygodniowy wyjazd na Słowację. No i kieszonkowe. A to, ze młodsze
                      dziecko znało góry z obrazka to już Waszym zdaniem nieistotne. A teściowa
                      dolewała oliwy do ognia. Prezenty na pierwszą Wigilie - jedno dziecko grzechotkę
                      z plastiku, starsze wyposażenie pokoju i komputer. Sprawiedliwe? Waszym zdaniem
                      nie - po co wydawać równowartość 15 zł na grzechotkę, mozna podzielic między
                      starsze dzieci.
                      • moofka Re: :)) 25.11.09, 13:45
                        jaka jest roznica wieku miedzy dziecmi?
                        • alinka1957 Re: :)) 25.11.09, 15:29
                          Między dziećmi męża z pierwszego małżeństwa 5 lat. Między przyrodnim rodzeństwem
                          11 i 16 lat.
                      • morekac Re: :)) 25.11.09, 16:26
                        Ale dlaczego o to wszystko masz pretensje do pasierbów, a nie do
                        szanownego małzonka? Dorosły był i jest i nikt mu chyba nie kazał
                        nierówno traktowac dzieci, prawda?
                        • alinka1957 Re: :)) 25.11.09, 16:31
                          Mój mąż nie jest delikatnie rzecz ujmując osobą silna psychicznie, skłonna do
                          stawiania na swoim. Daje temu kto głośniej i więcej krzyczy. Nie twierdze, że
                          mąż jest w porządku, ale pasierbowie także nie.
                          • myga Re: :)) 25.11.09, 17:20
                            alinka1957 napisała:
                            > Mój mąż nie jest delikatnie rzecz ujmując osobą silna psychicznie, skłonna do
                            > stawiania na swoim. Daje temu kto głośniej i więcej krzyczy. Nie twierdze, że
                            > mąż jest w porządku, ale pasierbowie także nie.
                            _________
                            Nie, nowszyscy sa nie w porzadku. Tesciowa zla, maz nie w porzadku, pasierby to
                            juz w ogole bydlo pijackie. Ty sama tylko biedna ofiara, co to musiala aborcje z
                            powodu pasierbow dokonac. Nie mam ochoty z toba dyskutowac, zbyt obrzydliwy
                            obraz sie wylania. rzygi
                            Ale tez, jak moofka, wierze, ze krzywdy wyrzadzone dzieciom wroca.
                            • alinka1957 Re: :)) 25.11.09, 17:35
                              Jakie krzywdy???????? Konkretnie? Takie, ze ojciec nie oddawał im 100%
                              wynagrodzenia? Że nie wysyłał w latach siedemdziesiątych w Alpy?
                              • moofka Re: :)) 25.11.09, 17:39
                                jakich siedemdziesiatych
                                cos ty pierdaczysz alinko droga coraz bardziej
                                w siedemdziesiatych to sie dzieci rodzily
                                dorastaly w na przelomie 80-90 tych
                                a jesli tak to jakiez te buty mogly byc markowe? relaksy czy czeskie cwiczki?
                                • alinka1957 Re: :)) 25.11.09, 17:42
                                  Mój starszy pasierb urodził się w 1968 roku. Może były to faktycznie nieco
                                  póxniejsze lata. Buciki z Peweksu, na czeskie nawet by nie spojrzeli.
                            • maman3 Re: :)) 25.11.09, 21:07
                              Myga, znajdź sobie jakiś worek treningowy-obrzydliwy obraz się
                              wyłania, jak się czyta Twoje wnioski- podziwiam alinke za
                              opanowanie. Wg. Ciebie ona powinna kochac swoich pasierbów, bo to
                              ładnie? Nawet w bajkach takich bzdur nie piszą.Chyba normalne jest,
                              że w takich sytuacjach sukcesem jest akceptacja-może ona zaowocować
                              silną więzią, jesli jest dobra wola obu stron- tu wyraźnie zabrakło
                              działań męża i byłej żony, a w poprzek stanęła teściowa.
                              • myga Re: :)) 25.11.09, 21:17
                                maman3 napisała:
                                Wg. Ciebie ona powinna kochac swoich pasierbów, bo to
                                > ładnie?Nawet w bajkach takich bzdur nie piszą.
                                __________
                                Dokladnie. Bo bajki niestety z zycia wziete. I niestety dobra madra macocha jest
                                rzadkoscia, ale coraz wiecej takich kobiet dzisiaj, i chwala im za to. Nie musza
                                kochac, grunt, zeby nie krzywdzily.I oto glownie mi chodzi. A ty tak z porywu
                                duszy ja bronisz, czy wciaz masz kompleksy z watku o powstaniu warszawskim? Tak
                                pytam, z ciekawosci. Ale odpowiadac nie musisz.
                          • morekac Re: :)) 25.11.09, 17:34
                            W rezultacie całą niechęcią do zaistniałej sytuacji obarczyłaś
                            pasierbów - zamiast mieć i trochę (a może nawet większość) pretensji
                            do pana męża. W końcu to on wydawał te pieniądze - nikt mu pistoletu
                            do skroni nie przystawiał. Nie tłumacz go nadmiernie.
                            • alinka1957 Re: :)) 25.11.09, 17:40
                              Nie tłumaczę, widzę, ze był zdecydowanie za słaby, żeby sprzeciwić się
                              apodyktycznej matce i roszczeniowo nastawianym synom.
                              • morekac Re: :)) 26.11.09, 09:25
                                Teraz wszyscy są dorośli - ale jak cała sprawa miała początek -
                                metrykalnie dorosły był jedynie ich ojciec, I wybacz, ale wymaganie
                                od kilku- czy kilkunastolatka zachowań doroślejszych niż zachowania
                                jego rodziciela jest nie fair, nie uważasz? Potem zaś towarzystwo
                                przyzwyczaiło się do zaistniałej sytuacji - to, że roszczeniowy
                                nastolatek, który uważa, że wszystko mu się należy, to niemal norma,
                                taki wiek - niemniej normalnie nie daje mu się (i nie powinno mu się
                                dawać) wszystkiego, co sobie tylko wymyśli, zwłaszcza jeśli wymaga
                                to odejmowania sobie od ust. Dorosły człowiek powinien chyba umieć
                                okreslić swoje granice i akceptowalne zachowanie swoich dzieci,
                                tudzież rodziców, a nawet współmałżonków. Pretensje, że własna
                                dziatwa wyrosła ciut zbyt roszczeniowa to powinno się mieć głównie
                                do siebie...
                                alinka1957 napisała:

                                > Nie tłumaczę, widzę, ze był zdecydowanie za słaby, żeby sprzeciwić
                                się
                                > apodyktycznej matce i roszczeniowo nastawianym synom.
                  • myga Re: :)) 25.11.09, 14:07
                    Emocje opadly, ale musialas byc niezla sucza, ze musialy 25 lat opadac. Nie
                    dziwie sie, ze tesciowa cie przejrzala. Teraz wszystko jasne, dlaczego babcia
                    wspierala wnuki, najwidoczniej widziala, jakiej krzywdy dzieci doswiadczaja.
                    • alinka1957 Re: :)) 25.11.09, 15:40
                      Kiedy rzucił Cię mąż? Jaka wyrządził krzywdę?
                      Dzieci mojego męża nie doznały z mojego powodu, żadnej, powtarzam żadnej
                      krzywdy. No chyba tylko takiej, że tatuś nie oddawał im 100% pensji tylko 75%.
                      No może takiej, że nie przygarniałam nietrzeźwych. Ale spokojnie - podjęliśmy z
                      mężem decyzję zabezpieczenia się finansowego tak, aby jego dzieci z pierwszego
                      małżeństwa dostały jedynie zachowek i to od niewielkiej sumy. Niby dlaczego
                      mają, w przypadku śmierci męża dostac coś na co ja tyrałam przez wiele lat?
                      • moofka Re: :)) 25.11.09, 15:45
                        za co ty ich tak nienawidzisz?
                        stary ci nigdy tego nie wypomnial, ze jestes tak podla dla jego dzieci? nie bylo
                        mu zwyczajnie po ludzku przykro ze najblizsze mu na swiecie osoby sie nienawidza
                        a jego wlasne dzieci sa sobie obce?
                        mi by serce peklo
                        • alinka1957 Re: :)) 25.11.09, 15:59
                          To nie jest nienawiść. Synowie mojego męża od chwili rozwodu ( starszy w chwili
                          rozwodu miał 10 lat młodszy 4) byli nastawiani przez teściową, żeby wpłynęli na
                          ojca, aby ten wrócił do domu. Był rok...1978, mąż zostawił ex i synom wszystko
                          co miał i wyszedł ze szczoteczką do zębów. Gdy okazało się, że mąż i ex nie mogą
                          się dogadać zaczęły się manipulacje dziećmi. Mnie nie było wtedy nawet w tle.
                          Nie wiedziałam o ich istnieniu, mieszkałam w innym mieście.
                          Potem dzieci znakomicie nauczyły się wykorzystywać sytuację i wyciągać forsę.
                          Teściowa najchętniej widziałaby męża jako maszynkę do produkcji pieniędzy a
                          każdą potencjalna istotę zmniejszającą ilość oddanych pieniędzy jako
                          śmiertelnego wroga.
                          Mąż wprowadził się do mojego mieszkania, żył praktycznie na mój rachunek
                          bo.......dzieci ( a dzieci były odpowiednio 11 i 17 lat młodsze ode mnie). Potem
                          zbuntowałam się. Zwłaszcza gdy urodziłam swoje dziecko.
                          • moofka Re: :)) 25.11.09, 16:02
                            > Teściowa najchętniej widziałaby męża jako maszynkę do produkcji pieniędzy a
                            > każdą potencjalna istotę zmniejszającą ilość oddanych pieniędzy jako
                            > śmiertelnego wroga.

                            aha
                            a do czego innego przydaje sie stary ktory do niczego innego sie nie przydaje?
                            strasznie jednostronna jestes
                            jezeli smialas wypominac ze ojciec synom buty kupuje i to dla ciebie powod do
                            niezadowolenia to wybacz
                            nie dziwie sie
                            ze babcia stawala w obronie wnukow
                            • alinka1957 Re: :)) 25.11.09, 16:07
                              Nie wypowiadałabym butów gdyby synowie nie dostawali ( bo domagali się krzykiem,
                              awanturami babci) 5-6 par markowych i bardzo drogich butów rocznie w sytuacji
                              gdy najmłodsze dziecko ( noga rośnie) chodziło w najtańszych i wtedy gdy stare
                              już cisnęły. Chyba jednak jesteś tendencyjna w osądach.
                              • joanna35 Moofka, myga napiszcie proszę jakimi Wy jestescie 25.11.09, 16:24
                                macochami. Skoro nie potraficie zaakceptować zachowania alinki1957 i
                                przyznać, że ma prawo czuć to co czuła i czuje to domyślam się , że
                                u Was jest inaczej. Z przyjemnością poczytam o wzorowej macosze,
                                która kocha dziecko męża, jak własne, od ust sobie odejmie, żeby
                                tylko temu dziecięciu niczego nie zabrakło, przyjmuje potomka z
                                pierwszego związku jak udzielnego księcia i stawia na równi z
                                własnym dzieckiem, ma wspaniałe stosunki nie tylko z nim, ale i z
                                teściową, która , nazwijmy to delikatnie, lojalnością nie grzeszy.
                                Pochwalcie się dziewczyny. Co tam teoretyzowanie i gdybanie-
                                najlepszy jej osobisty przykład osób, które nie mają sobie nic do
                                zarzuceniasmile
                                • moofka Re: Moofka, myga napiszcie proszę jakimi Wy jeste 25.11.09, 16:50
                                  ja kochana nie jestem macocha
                                  ja jestem dzieckiem z pierwszego rodzenstwa
                                  ktore bylo z zalozenia zwalczane przez macoche
                                  skutecznie odsunela ojca ode mnie i faktycznie po tylu latach odrzucenia nawet nie mam ochoty dzwonic do starego na swieta zeby dowiedziec sie czy jeszcze dycha
                                  bo w czasie kiedy go potrzebowalam nie bylo go
                                  a teraz juz nie potrzebuje
                                  i tez wypominano kazdy grosz - pamietam ze suka potrafila awanture zrobic o nowa kurtke albo pieniadze na bilet
                                  na szczescie wyrokiem sadu nawet kasy nie widzial zanim ja dostawalam, bo pewnie tez bym psinco zobaczyla
                                  a ja owszem lubilam ladnie sie ubrac i miec ladne buty
                                  bo to ze sie jest bylym dzieckiem nie znaczy ze trzeba w starych butach chodzic
                                  znam problem od drugiej strony
                                  i wiem, ze jak sie bierze chlopa z przychowkiem
                                  to sie zachowuje jak czlowiek
                                  nie jak swinia
                                  nawet jezeli czasem jest trudno
                                  bo dziecko jets najmniej winne
                                  z cala odpowiedzialnoscia moge ci powiedziec
                                  jaka macocha bym byla gdybym byla
                                  a raczej jaka na pewno bym nie byla
                                  a krzywda wyrzadzona dziecku wroci zawsze
                                  co mnie poraza ze baby stare a dalej nic nie rozumieja
                                  i w zlosci sie zapieklaja
                                  a zla karma sie zbiera jak sniegowa kula tongue_out
                                  po 25 latach obwiniac pasierbow o swoja aborcje i nowe buty
                                  jakiez to niskie
                                  • protozoa Re: Moofka, myga napiszcie proszę jakimi Wy jeste 25.11.09, 16:57
                                    A ja jestem całym sercem za Alinką. To JEJ dziecko nie miało butów, to JEJ
                                    dziecko nie wyjeżdżało na wakacje itd. Wina męża Alinki jest to, ze okazał się
                                    facetem bez jaj. Powinien płacic co do złotówki tyle ile sad mu zasądził i
                                    zadnych buciczków, wakacji i t d. Nul.
                                    P.S. Nie jestem macocha, nie mam pasierbów, wychowałam się w pełnej rodzinie.
                                    • moofka Re: Moofka, myga napiszcie proszę jakimi Wy jeste 25.11.09, 17:01
                                      aha
                                      czyli w swojej pelnej rodzinie utrzymujesz dziecko za symboliczne czysta
                                      pindziesiont
                                      i nic ponadto zero nul?
                                      bez buciczkow i wakacji?
                                      • franczii Re: Moofka, myga napiszcie proszę jakimi Wy jeste 25.11.09, 17:33
                                        nie no powinien placic alimenty na utrzymanie dzieci a ekstra kase na dzieci
                                        dzielic po rowno nie pomijajac nikogo. Nie wyobrazam sobie, zeby jedne dzieci w
                                        markowych butach a to trzecie w za malych. Albo drogi sprzet kupowac a nie dac
                                        kasy na oplacenie mieszkania. Tak samo z wakacjami, pierwszym dzieciom fundowac
                                        zagraniczne a najmlodsze kisic w domu. Skoro nie starczy dla wszystkich na
                                        zagraniczne to niech pojada nad jezioro ale wszyscy, na narty nie na 2 tygodnie
                                        ale na tydzien ale wszyscy. Ja wprawdzie ciesze sie ze mam tesciowa jaka mam i
                                        ogolnie z rodziny meza zadowolona jestem bo gdyby mi sie cos stalo to wiem, ze
                                        zadna kobieta nie skrzywdzi naszych dzieci nawet gdyby mojemu chlopu na mozg
                                        padlo bo jego wlasna rodzina na to nie pozwoli. Ale kurcze z drugiej strony nie
                                        dziwie sie, ze Alinka ma poczucie krzywdy.
                                        • alinka1957 Re: Moofka, myga napiszcie proszę jakimi Wy jeste 25.11.09, 17:39
                                          Gdy zaproponowałam wspólny wyjazd do Krynicy Górskiej - syn miał chyba 4 lata,
                                          teściowa naskoczyła na nas - męża i mnie, ze jeszcze sie najeździ, a
                                          "chłopczykowie" ( tak o określała starsze wnuki) muszą jechać na ferie . I
                                          koniec. My zostaliśmy w domu- zima była piekna więc chodziliśmy do parku, a
                                          starsi synowie męża byli na Słowacji, rok później w Zakopanem i jeszcze gdzieś,
                                          gdzieś, gdzieś.... Gdy syn miał 7 lat wyjechałam z nim na 7 dni do Bukowiny, do
                                          górala, zaden pensjonat.
                                          • ciociacesia szczerze? 26.11.09, 07:42
                                            ja tez w gorach nie bywałam do konca podstawówki i jakos nie odxczułam tego jako
                                            krzywdy. bo wiesz, mogłam spedzac waacje z tatusiem i masusią. i kurcze do teraz
                                            nbie uswiadamiałam sobie jaka mnie krzywda spotkała w zwiazku z tym ze
                                            dziadkowie fundowali kuzynce wczesy za granica
                                            • franczii Re: szczerze? 26.11.09, 08:07
                                              Cesia, ja widac jestem mniej szlachetn jednostka bo gdyby moi rodzice wysylali
                                              moje rodzenstwo na wakacje, nie mowie na wakacje zagraniczne ale nawet na oboz
                                              150km od domu a ja musialabym sie kisic w domu to bym miala zal. Gdyby moj brat
                                              dodstawal co rusz wypasione prezenty od ojca a ja nie to tez byloby mi zal.
                                              Taka jestem franca i tak, uznalabym, ze to niesprawiedliwe.
                                              • ciociacesia ja tam troche zazdrosciłam 26.11.09, 08:15
                                                zwłaszcza klocków lego. ale rozumiałam ze dziadki rozp[ieszczaja kuzynke bo chca
                                                jej zrekompensowac brak ojca (nie zebym była taka bystra i sama zrozumiała, mama
                                                mi to jakos chyba tłumaczyła)
                                                gdyby chodziło o rodzenstwo ktore ze mna pod jednym dachem i w ogole to
                                                faktycznie byłabym zazdrosna, ale kuzynka miala po prostu inaczej. no i fajnie
                                                sie z nia tym lego bawilo jak juz przyjechalim na swieta czy inne ferie smile
                                      • jowita771 Re: Moofka, myga napiszcie proszę jakimi Wy jeste 25.11.09, 17:45
                                        Moofka, przeczytaj jeszcze raz wypowiedzi Alinki, ale tak bez dodawania od
                                        siebie. To jej dziecko było wychowywane za symboliczne pieniądze, bo starsze
                                        dzieci musiały mieć ekstrasy. Obiektywnie powiedz, czy to sprawiedliwe
                                        zachowanie ze strony ojca? Zapomnij na chwilę, które dziecko jest z pierwszego
                                        małżeństwa, a które z kolejnego. Czy to fair, że jedno dziecko dostaje kolejne
                                        markowe buty, a drugie zdziera tanie, że jedno jeździ na wypasione wakacje, a
                                        drugie tylko pod gruszę.
                                        • moofka Re: Moofka, myga napiszcie proszę jakimi Wy jeste 25.11.09, 17:49
                                          no tak
                                          wszystko co dobre dostanie byle dziecko jest kosztem pierwszefgo
                                          to jest pulapka w mysleniu
                                          a moze zwyczajnie ich matka rozsadniej srodkami gospodarowala? wink
                                          • alinka1957 Re: Moofka, myga napiszcie proszę jakimi Wy jeste 25.11.09, 17:53
                                            Ich matka miała pieniądze od swojej matki, naszej wspólnej teściowej, od mojego
                                            męża, okazjonalnie zmieniających się przyjaciół i niewielkie z własnej pensji.
                                            Ja miałam 1/4 pensji męża i własną pensję.
                                            • moofka Re: Moofka, myga napiszcie proszę jakimi Wy jeste 25.11.09, 17:55
                                              alinka1957 napisała:

                                              > Ich matka miała pieniądze od swojej matki, naszej wspólnej teściowej, od mojego
                                              > męża, okazjonalnie zmieniających się przyjaciół i niewielkie z własnej pensji.
                                              > Ja miałam 1/4 pensji męża i własną pensję.

                                              aaaa
                                              no mowilam
                                              dzieci pijusy
                                              tesciowa suka a matka zdzira dopelnia obrazu big_grin
                                              tylko alinka biedna i jej syn wspanialy
                                              po cos ty takiego jelopa w domu trzymala i dokladala swoje ciezko zarobione
                                              pieniadze big_grin
                                              • alinka1957 Re: Moofka, myga napiszcie proszę jakimi Wy jeste 25.11.09, 18:05
                                                Może nie pijusy, ale lubią te trunki.
                                                O teściowej napisałam wszystko, ale nie to, że jest suka. To Twoje słowa.
                                                Matka pasierbów miała prawo mieć nawet 10 facetów - nic mi do tego.
                                                dziś juz nie jestem biedna.
                                                I na koniec prawda - syna mam wspaniałego.
                                          • maman3 Re: Moofka, myga napiszcie proszę jakimi Wy jeste 25.11.09, 21:16
                                            Moofka, ale Ty traumę nasz, Ty sie nie powinnas wypowiadać, masz
                                            mocno zdeformowane spojrzenie na sprawę.
                                            • myga Re: Moofka, myga napiszcie proszę jakimi Wy jeste 25.11.09, 21:23
                                              maman3 napisała:

                                              > Moofka, ale Ty traumę nasz, Ty sie nie powinnas wypowiadać, masz
                                              > mocno zdeformowane spojrzenie na sprawę.
                                              ________
                                              To chyba nie ty bedziesz decydowala, czy i na jaki temat moofka bedzie sie
                                              wypowiadala. Ja osobiscie uwazam, ze ty masz skrzywiony poglad na wszystko, wiec
                                              najlepiej by bylo, zebys sie wogole zamknela.
                                              • maman3 Re: Moofka, myga napiszcie proszę jakimi Wy jeste 26.11.09, 09:03
                                                Ja natomiast, myga, uważam, że Twoje odzywki za każdym razem na
                                                forum są najzwyczajniej chamskie i mocno ocieraja sie o rynsztok-
                                                rozumiem wiec, ze na pewno sobie nie pogadamy(na szczęscie)
                                                • myga maman 26.11.09, 09:17
                                                  Bo tak to jest, ze nie lubie glupich i podlych bab. Ale tutaj to ja jestem
                                                  bardzo correct w stosunku do ciebie, bo moderacja czuwa. Ale zapraszam na
                                                  emagiel, tam ci powiem dokladnie, co o tobie mysle.
                                                  _________
                                                  https://avatars.kards.ru/images/avatar/9d/fe/65181.gif
                                                  • maman3 Re: maman 26.11.09, 10:21
                                                    myga napisała:

                                                    > Bo tak to jest, ze nie lubie glupich i podlych bab. Ale tutaj to
                                                    ja jestem
                                                    > bardzo correct w stosunku do ciebie, bo moderacja czuwa. Ale
                                                    zapraszam na
                                                    > emagiel, tam ci powiem dokladnie, co o tobie mysle.
                                                    > _________
                                                    > https://avatars.kards.ru/images/avatar/9d/fe/65181.gif
                                                    Rozumiem, że w związku z powyzszym lusterka nie używasz? Zaproszenia
                                                    nie przyjmę, bo też nie lubię głupich i podłych bab.
                                                  • moofka Re: maman 26.11.09, 10:29
                                                    o cos ci chodzi konkretnie czy tylko chcesz sie poklocic
                                                    i dlatego zaczepiasz wszystkich po kolei?
                                                    na onet idz
                                                    tam zawsze chetnie i w ulubionym przez ciebie stylu
                                  • joanna35 Re: Moofka, myga napiszcie proszę jakimi Wy jeste 25.11.09, 17:20
                                    Moofko droga, z całym szacunkiem dla Ciebie , Twoich doświadczeń i
                                    uczuć, ale dopóki nie bedzie macochą nie możesz nikomu z całą
                                    odpowiedzialnością powiedzieć jaką byś była. Tyle wiemy o sobie ile
                                    nas sprawdzono, nic ponad tosmileMoofko, jeżeli mogę zapytać - czy
                                    Twój ojciec ma dzieci w drugim związku? Jakie macie ze sobą relacje?
                                    I jeszcze jedno - dlaczego o wszystko obwiniasz macochę?
                                    • moofka Re: Moofka, myga napiszcie proszę jakimi Wy jeste 25.11.09, 17:26
                                      owszem wiem na pewno ze bylabym czlowiekiem wiele nie trzeba naprawde
                                      i dziecka nie skrzywdzila zadnego

                                      obwiniam ja bo jest podla zla baba i nie zaznalam od niej niczego dobrego
                                      obwiniam i ojca bo byl miekkim fiutem i dal sie manipulowac i pod jej wplywem
                                      byl nielojalny wzgledem wlasnego dziecka
                                      dzieci i owszem maja
                                      ale ja ich nie znam
                                      macocha nie pozwolila tatusiowi zapraszac corki do siebie
                                      teraz rowniez wnukow - tatko ma zakaz odwiedzin wiec sie nie narzucam
                                      nigdy u nich nie bylam
                                      stary probowal mi ich przywozic na zapoznanie
                                      byli po razie i widzialam ze szczerze mnie nienawidza
                                      jak mamusia przykazala
                                      nie mam pojecia po co przyjezdzali w ogole
                                  • edit38 Re: Moofka, myga napiszcie proszę jakimi Wy jeste 25.11.09, 17:44
                                    Ale to że Ty miałaś złą macochę nie oznacza że każda macocha jest taka.
                                    Z tego co pisze alinka to wychodzi na to że ona była raczej dobrą macochą, nie
                                    utrudniała mężowi kontaktów z jego dziećmi, nie wypominała tego że płaci na nie
                                    alimenty. To że nie były dla niej tak ważne jak jej dziecko to chyba jest
                                    oczywiste przecież nawet z nimi nie mieszkały.
                                    • alinka1957 Re: Moofka, myga napiszcie proszę jakimi Wy jeste 25.11.09, 17:56
                                      Byłam macochą neutralną. Nie robiłam mężowi piekła o pieniądze mimo naprawdę
                                      trudnych warunków. Nie wpuściłam do domu podpitego pasierba - o to była
                                      koszmarna awantura, nie godziłam się, aby mąż płacił na nieuczących i
                                      niepracujących synów. Nie godziłam się, aby przychodzili przeziębieni gdy w domu
                                      było małe dziecko. Domagałam się, aby oddali to co pożyczyli ( najczęściej
                                      książki).
    • moofka Re: Dziadkowie się wnukami nie zajmują a potem pł 25.11.09, 11:24
      więź dziadków z wnukami to coś bardzo cennego dla jednych i dla drugich
      babcią nie jestem jeszcze, ale sądzę że to ogromna satysfakcja widziec swoje
      geny w kolejnym pokoleniu
      i znów cieszyć się obecnością małych dzieci kiedy swoje już porosly i smierdza
      im skarpety
      z kolei dobrzy kochający dziadkowie zostaja na cale zycie we wdziecznej pamieci
      wnukow
      z tym, ze nic na siłę niestety
      jak mi sie dziecko urodziło, to myslalam ze dla niego warto zadbac o jako takie
      poprawne kontakty z moim porabanym starym i nawet sie przez chwile staralam

      i na dzien dziadka z dzieckiem dzwonilam zyczenia skladac bez sensu w ogole
      chociaz dziadek o urodzinach nie jest w stanie pamietac
      potem szybko doszlam do refleksji ze cieply kontakt z wnukami to nagroda jesli
      sie bylo dobrym rodzicem
      a jak ktos byl rodzicem do bani to i dziadkiem takim bedzie i nie ma co na sile
      uszczesliwiac i wnukow i dziadkow
      a potem roscic zale ze nie tak wychodzi jak z reklamy biovitalu

      moj synek pielegnuje pamiec o swoim zmarlym dziadku ojcu meza
      ktory go kochal i zawsze mial dla niego czas
      co mnie zaskawiwalo juz jako pieciolatek sam prosil, zeby isc i odwiedzic go na
      cmenatrzu na przyklad
      a o moim niby zyjacym rzadko kiedy w kontekscie jakichs tam zestawow lego co mu
      darowal
      a jezeli dorastajacy czy dorosly wnuk zechce sam z siebie babcie czy dziadka
      odwiedzac i z nimi gadac
      to tylko dlatego ze oni kiedys chcieli mu czas poswiecic i mieli o czym z nim
      rozmawiac kiedy on mial lat 3 czy 8
      w karme wierze
      co w swiat poslesz
      to wroci
      ostatecznie i bez dziadkow ludzie szczesliwie rosna
      a emerytura i bez wnukow przychodzi
      ale sadze ze byloby mi przykro jakby mi moje wnuki gdzies rosly jak obcy ludzie
      • firella2 Re: Dziadkowie się wnukami nie zajmują a potem pł 25.11.09, 19:13
        Moi dziadkowie (ani jedni ani drudzy) nie interesowali sie mna
        nigdy, mieli mnie w d... Teraz ci ze str. matki maja koło 90-tki i
        tak sie sklada, że mieszkaja od kilku lat w tym samym miescie co ja.
        Nie odwiedzam ich w ogole; wiem ze maja dobra opieke, wiec nie mam
        zadnych wyrzutow sumienia.Nei wiem doprawdy, o czym mialabym z nimi
        gadac. watpie tez, zeby oni plakali z tego powodu (ze ich nie
        odwiedzam), predzej nie pamietaja juz o moim istnieniu. Mojego
        dizecka nie znaja w ogole, Przykre dosyc ale prawdziwe.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka