Wątek taki zupełnie nie-sylwestrowo-noworoczny, ale mam nadzieje, że spotka sie z odzewem.
Nie jestem homofobem.
Jestem zdania, że homofobia to coś wyjątkowo złego i krzywdzącego- czesto jest oparta na jakichś dziwnych przesłankach, nie lubimy homoseksualistów bo...no i właściwie nie lubimy bo nie i już. Nie szukamy powodów a jesli ktos próbuje z nami rozmawiać- atakujemy..
Poznałam kogoś, kogo bardzo polubiłam, zaprzyjaźniłam się....
Bardzo.
I ta osoba jeste potwornym homofobem, o czym przekonałam się niedawno.
I co?
Lubię ją nadal
Co jest? Jakoś trudno mi to zrozumieć... Czy Wam zdarza się lubić kogoś, kogo poglądów nie jesteście w stanie zaakceptować? Czy to własnie jest tolerancja czy tez chowanie głowy w piasek?

p A może to własnie jest przyjaźń? Chociaz zawsze wywadawało mi się, że to niemożliwe aby przyjaźnić się z kimś kto tak bardzo się rózni? Czym innym jest rozmowa ze zwykłym znajomym a czym innym z kimś więcej...jak Wy dajecie sobie rade z tak ambiwalentnymi uczuciami? Macie takich przyjaciół? TZN. przyjaciół z którymi róznicie się w fundamentalnych sprawach. Czy tez jest to dla Was za dużo, aby się przyjaźnić z taka osobą?
No i dlaczego ja tej osoby nie potrafię znielubić, posłac na drzewo itd? Tak, tak wiem, że na to musze sobie odpowiedzieć sama tak naprawde, ale chętnie poczytam o Waszych doświadczeniach i refleksjach