28.01.10, 19:07
Nie radzę sobie z moi życiem. Mam 33 lata, 3 letnie dziecko, 5 lat
stażu małżeńskiego… i w głowie moją starą miłość.
Byliśmy młodzi 22 lata, chyba za młodzi na bardzo poważny związek
choć kochaliśmy się strasznie, dwie połówki pomarańczy, byliśmy ze
sobą 3 lata, któregoś dnia po prostu coś pękło kłótnia o bzdet -
rozstaliśmy się, a później duma każdego z nas nie pozwoliła na
powrót. On wyjechał za granicę, czas mijał i uznałam, że chyba już
nie warto czekać (2 lata), poznałam męża i rok później wzięliśmy
ślub.
Różnie bywało z moim mężem jak to w małżeństwie, choć częściej
gorzej niż lepiej i co jakiś czas w mej głowie przewijał się on.
W końcu odnalazł mnie poprzez moją znajomą z naszej-klasy podała mu
mojego maila. Napisał ja odpisałam i tak się zaczęło. On również
jest w związku i ma dziecko. I tak jak mi czegoś mu brakuje i jak mi
ja jemu chodzę po myślach przez te lata. Tak naprawdę tylko z sobą
czuliśmy się tak wyjątkowo…
Były momenty, że chciałam do niego biec ale w końcu napisałam, że
nie mogę z nim korespondować bo prowadzi to w złym kierunku; po
części przyznał mi rację ale chciał brnąć dalej..
Minęły 4 miesiące a ja usycham, chcę aby był w moim życiu chociaż
mailowo… co zrobić, jak z tym walczyć, pomóżcie bo zwariuję!
Wątek powielony
Obserwuj wątek
    • marzeka1 Re: Wariuję 28.01.10, 19:13
      Jak na dwie połówki pomarańczy i rozstanie z powodu bzdetu????- to mało pięknie
      to wygląda. Dlatego wyolbrzymiasz teraz tamten związek, a tak naprawdę skutki
      "wariacji" mogą ponieść: wasi partnerzy, dzieci. To już lepiej daj się bzyknąć-
      może przejdzie.
      • mazgajj Re: Wariuję 28.01.10, 19:22
        Może nie uwierzysz ale właśnie nie o bzykanie mi chodzi i to jest
        najgorsze tylko o tą radość przebywania razem, rzeczy które tylko on
        zauważał i wzajemnie...
        • marzeka1 Re: Wariuję 28.01.10, 19:28
          Adzia-badzia. Trawa zawsze bardziej zielona wydaje się tam, gdzie nas nie ma.
          Jakoś nie wierzę, pan znika, ma swoje życie, partnerkę, dziecko, nagle- nasza
          klasa i banał nad banały- ciśnienie na romans. A rozstanie idealnego związku z
          powodu bzdetu.
        • i_love_my_babies Re: Wariuję 28.01.10, 19:29
          no tak, nasza-klasa zbiera żniwo wśród mniej odpornych...
        • andrea4 Re: Wariuję 28.01.10, 19:32
          Czasami, po latach idealizuje się dawne związki, zapomina się o przykrościach i
          o tym, że wtedy trudno było dalej być razem. Zmęczenie, znużenie i nawet
          niewielkie nieporozumienia w obecnym związku mogą przysłaniać ci prawdziwy obraz
          tamtego faceta. Obydwoje, jak zauważyłaś macie dużo do stracenia. Radość
          przebywania razem, o której piszesz w każdej chwili może prysnąć jak bańka ( co
          zresztą miało już miejsce w przeszłości ) i co wtedy? Co ci zostanie? rozbita
          rodzina? rozczarowanie?
          • andrea4 Re: Wariuję 28.01.10, 19:34
            Wtedy dopiero zwariujesz. daj sobie spokój
          • marzeka1 Re: Wariuję 28.01.10, 19:35
            A co będzie z radością przebywania, gdy już rozwalicie swoje związki? Gdzie w
            tym wszystkim będą wasze dzieci? Czy też zamkniecie się jak w Boschowskim "Raju"
            w szklanej bańce, by cieszyć się "radością przebywania"??? Bo dorosły człowiek
            umie to wziąć pod uwagę.
          • iuscogens Re: Wariuję 29.01.10, 11:52
            andrea4 napisała:

            > Czasami, po latach idealizuje się dawne związki, zapomina się o przykrościach i
            > o tym, że wtedy trudno było dalej być razem. Zmęczenie, znużenie i nawet
            > niewielkie nieporozumienia w obecnym związku mogą przysłaniać ci prawdziwy obra
            > z
            > tamtego faceta. Obydwoje, jak zauważyłaś macie dużo do stracenia. Radość
            > przebywania razem, o której piszesz w każdej chwili może prysnąć jak bańka ( co
            > zresztą miało już miejsce w przeszłości ) i co wtedy? Co ci zostanie? rozbita
            > rodzina? rozczarowanie?

            Dokładnie, to nie jest racjonalna ocena, wydaje Ci się, ze tamten związek był
            taki cudowny. Jakby tak było, to tak łatwo byście się nie rozstali. Masz teraz
            dziecko, rodzinę, musisz wziąć to pod uwagę. najlepiej będzie skończyć
            znajomość, z pisania do siebie nic nie wyniknie (poza możliwym romansem, ale czy
            to dobry efekt to wątpię).
        • kali_pso Re: Wariuję 28.01.10, 19:37

          Ja Ci wierzę.
          Zastanów się tylko- z czasem będzie tak, że te maile przestaną Ci wystarczać. Jemu też pewnie. I co dalej? O ile wszystko rozgrywa się w wirtualnym świecie- nie musicie podejmować ważnych decyzji, ale zacieśniacie więzy, które trudno będzie zerwać. Jesteś gotowa na zmiany w swoim życiu?
          • andrea4 Re: Wariuję 28.01.10, 19:41
            jakim "swoim"? na zmiany w życiu co najmniej sześciu osób
            • kali_pso Re: Wariuję 28.01.10, 20:25

              Pomimo wszystko to JEJ życie i ona poniesie największe koszta zmian.
              Ona i on.
    • i_love_my_babies Re: Wariuję 28.01.10, 21:37
      mazgajj napisała:

      > Napisał ja odpisałam i tak się zaczęło. On również
      > jest w związku i ma dziecko. I tak jak mi czegoś mu brakuje i jak
      mi
      > ja jemu chodzę po myślach przez te lata. Tak naprawdę tylko z sobą
      > czuliśmy się tak wyjątkowo…

      Tja...
      Cuś Ci rzeknęsmile

      Mój eks również odnalazł mnie na nk.
      Napisał wiadomość jedną, drugą, trzecią, co słychać, bla, bla, bla.
      W piątej już było, jakie to złe decyzje podjął w życiu, jak żałuje,
      że pozwolił mi odejść, nie potrafi zapomnieć, itp.Pranie mózgu takie
      mi zrobił, że serducho zaczęło mi tykać (w tym facecie jako chyba
      jedynym byłam tak szaleńczo i ślepo zakochana+mega pociąg fizyczny -
      niestety Piotruś Pan i koieciarz jakich mało)
      Zaczęłam sobie myśleć "wow, nie może zapomnieć, kochał mnie chyba
      zatem, żałuje, a jakyśmy tak mieli się spotkać?"
      czekał tylko na jedno moje słowo i był gotów za 5 minut warować jak
      pies pod drzwiami, ale nie mogłam się zdecydować...

      I całe szczęście, bo kiedyś gadając ze mną na gg j****ł się przez
      przypadek, i odpisał mi to, co miał odpisać jakiejś lasce, z którą
      gadał równocześnie i ściemę walił, że aż przykro.

      I wtedy do mnie dotarło, że już dosłownie byłam o włos od tego,żeby
      zdradzić męża i postawić na szali nasze naprawdę niezłe małżeństwo,
      szczęście dziecka - dla mojego widzimisię i bicia serca, "bo się
      odezwał"
      Ten zimny prysznic tak mnie otrzeźwił,że dziś już wiem, że na żadne
      dawne miłości nabrać się nie dam, NEVER!!!
      Owszem, czasem myślę o tamtym, zawsze jakieś maleńkie miejsce w
      moim sercu będzie zamieszkiwał, ale tylko tyle.
      Podjęłam w życiu pewne decyzje i muszę być za nie odpowiedzialna.
    • myelegans Re: Wariuję 28.01.10, 22:17
      Nie pomoge, ale znam historie przyjaciolki tesciowej. Wyszla za maz
      bardzo mlodo, byli zakochani szalenczo, po krotkim czasie malzenstwo
      sie rozpadlo bzdurnie, duma, urazone uczucia itp..
      Rozwod. Oboje weszli w nowe zwiazki, ona jedno dziecko, on dwoje.
      Ona przeprowadzila sie do innego miasta.
      Ona wczesnie owdowiala, miala TZ, z ktorym po 10 latach zerwala.
      Przeprowadzila sie z powrotem do swojej rodzinnej miejscowosci.
      Natknela sie na swojego pierwszgo meza, ktory byl po rozwodzie.
      Efekt. Pobrali sie drugi raz i zyja szczesliwie. Zycie zamknelo
      kolo smile
    • a_gurk Re: Wariuję 28.01.10, 23:13
      Polecam obejrzenie filmu "Co sie wydarzyło w Madison County". Tam
      również była szaleńcza miłość. Ale również realia życia. Bohaterka
      wybrała te realia. Właśnie ze względu na rodzinę. Inny wybór był
      jednej z postaci w "Godzinach". Dla rodziny tej kobiety
      nienajlepszy. Uważam motylki w brzuchy i tą radość w sercu za coś
      wspaniałego. Ale teraz nie jesteś już ową dziewczyną. Ja również
      myślałam o porzuceniu rodziny, choć z zupełnie innych przyczyn.
      Problem w tym, że nie żyję tylko swoim życiem, ale dzielę go z moją
      rodziną. Moje decyzje maja wpływ na jej przyszłość. Porównywanie
      mojego męża do byłych sympatii nie jest dobrym pomysłem, zarówno w
      stosunku do moich wyborów (bo po co w takim razie zdecydowałam się
      na to małżeństwo), dojrzałości (obietnic należy dotrzymywać i należy
      ponosić konsekwencje decyzji), uczciwości; w stosunku do dzieci
      (moje relacje z mężem wpływaja na relacje z nimi oraz na obraz ojca,
      jaki sobie budują), a w końcu również w stosunku do męża, który przy
      mnie wiernie stoi. Poza tym nie wiadomo, czy wczorajsza miłość
      przeżyłaby w zetknięciu z szarą codziennością np. wychowywaniem
      dzieci.
      Pozdrawiam i życzę goracego serca z chłodnym umysłem.
      • kama3570 Re: Wariuję 29.01.10, 00:02
        a_gur,bardzo mądrze prawisz...
      • kali_pso Re: Wariuję 29.01.10, 14:41
        Inny wybór był
        > jednej z postaci w "Godzinach". Dla rodziny tej kobiety
        > nienajlepszy.


        Akurat przykład nienajlepszy.
        Bohaterka "Godzin" nie zostawiła rodziny dla gacha. Zostawiła, bo pozostanie w tej rodzinie groziło śmiercia dla niej jako kobiety. taki był jej wybór ale nie dla motyli w brzuchu tylko dla ocalenia siebie samej.
        • a_gurk Re: Wariuję 29.01.10, 19:22
          Nie tylko samej siebie. Również odkrytych przypadkowo preferencji
          płciowych, nie do pogodzenia z ówczesną obyczajowością. Podałam ten
          przykład dlatego, że pokazuje kobietę, która porzuciła rodzinę (z
          różnych powodów). To właśnie rodzina, a przede wszystkim dzieci, w
          związku z tym najbardziej ucierpiała. Bohaterka ratując siebie (ale
          czy napewno?) zaburzyła prawidłowy rozwój uczuciowy dzieci. Zreszta
          męża też (przecież nigdy mu nic nie wyjaśniła, nie rozmawiali ze
          sobą). Zakładając rodzinę trzeba być świadomym zaistniałych więzi.
          Zwłaszcza emocjonalnych.
    • ivy15 Re: Wariuję 29.01.10, 15:15
      Moim zdaniem jak ma się dziecko to już klamka zapadła. Tym bardziej, że wielkie porywy serca bywają wielkie tylko na początku. Póżniej i tak proza życia wszystko wygładza. Jeśli męża masz ok. Może bez wielkich porywów, ale po prostu ok. daj sobie spokój, nie warto. Możesz wszystko stracić. Najbardziej ucierpi dziecko, a i może twoja połóweczka pomarańczy wcale nie taka słociutka....

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka