epistilbit
16.04.10, 21:23
Mój przedszkolak, najpierw strasznie się martwił, że ja lub jego tata, zginie
w katastrofie. Niecierpliwie Nas wyglądał, wypytywał, nie chciał puszczać
nigdzie. Później namiętnie, mimo, moich upomnień, bawił się w katastrofę
lotniczą. Teraz zaczyna się irytować i złościć, że ciągle nie ma jego bajki,
że nie pojedziemy do cioci do Krakowa, że w przedszkolu każą być cicho i
rysować kwiaty dla prezydenta, a on go nie zna, że w niedziele nie pójdziemy
do teatru, tak jak obiecałam. Napominam i staram się zwracać uwagę, ze stało
się coś ważnego i dlatego tak jest, ale nie bardzo mi to wychodzi. Znowu nie
chcę przesadzić, bo potem Młody ma lęki związane z katastrofą i śmiercią.