Dodaj do ulubionych

przy zwłokach

16.07.10, 16:29
Pare lat temu umarl moj ojciec, w domu, w swieto, parę godzin czekalismy -
najpierw na pogotowie, potem zabranie ciala - siedzielismy (moja mama, corka,
rodzeństwo)przy stole, tata lezal obok w swoim łóżku. Mysmy rozmawiali, o
wszystkim, ale było coś - jakaś wyjatkowa bliskosc i spokój, i poczucie,
bardzo głebokie, zeb robimy wlasnie dokladnie to, co trzeba.
Wczoraj rozmawialam z osobą, ktora miala niedawno bardzo podobne
doświadczenie, powiedziala, ze była zaskoczona, ale to siedzenie przy zmarłym
bylo dobre, a nawet w jakis sposob - niepasujące słowo, ale trzeba go użyc -
przyjemne.
Zastanawiam się, jak to jest, gdy ktos umiera w szpitalu?
I w ogóle - czy macie jakieś podobne - albo zupełnie inne doświadczenia?
Obserwuj wątek
    • d.o.s.i.a Re: przy zwłokach 16.07.10, 16:33
      Gdy umieral moj dziadek cala najblizsza rodzina byla przy nim. Potem
      sami umylismy go i ubralismy go w garnitur. Potem siedlismy przy
      herbacie i ciescie. Uwazam, ze bylo dokladnie tak jak powinno byc.
      • sarah_black38 Re: przy zwłokach 16.07.10, 16:38
        W moich rodzinnych stronach na wsi zmarły przed pochówkiem jest w domu.
        Przychodzą sąsiedzi, znajomi, wspólnie modlą się za duszę zmarłego. Najbliższa
        rodzina czuwa całą noc. Nie ma w tym nic dziwnego.
    • katia.seitz Re: przy zwłokach 16.07.10, 16:35
      Nie mam jeszcze takich osobistych doświadczeń.
      Ale moja mama czy ciocia, z którymi rozmawiałam o takich sprawach,
      też ceniły sobie możliwość bycia z ciałem zmarłej osoby po śmierci,
      np. wiejski zwyczaj czuwania przy ciele i modlitwy. Że niejako wtedy
      śmierć staje się w większym stopniu częścią życia, czymś naturalnym.
    • nangaparbat3 Re: przy zwłokach 16.07.10, 16:43
      To znaczy ze mozna zmarłego zabarac ze szpitala do domu?
      • sarah_black38 Re: przy zwłokach 16.07.10, 16:47
        nangaparbat3 napisała:

        > To znaczy ze mozna zmarłego zabarac ze szpitala do domu?


        Jak najbardziej. Moja teściowa umarła w szpitalu po długiej chorobie.Po
        załatwieniu wszystkich formalności ludzie z zakładu pogrzebowego przywieźli
        ciało do domu. Mama była z nami jeszcze dwa dni ( tyle trwały uroczystości)
        zanim nastąpił pochówek.
    • marianna72 Re: przy zwłokach 16.07.10, 16:52
      Tu gdzie mieszkam ludzie jesli umieraja w domu zwloki sa
      pozostawione w domu do pogrzeby, jesli umiera w szpitalu mozna
      przewiezc do domu,potem przychodza ludzie zlozyc wyrazy wspolczucia.
      Kiedys wydawalo mi sie makabryczne ale od kilku lat lubie ten
      zwyczaj .Kiedy umarla moja Tesciowa i moj Tesc tak wlasnie
      bylo .Czuwalismy w nocy gadalismy ludzie przychodzili wychodzili
      jakos bylo nie wiem jak powiedziec razniej byl czas na pozegnanie
      oswojenie sie ze smiercia
      • moje.m Re: przy zwłokach 18.07.10, 13:54
        ludzie skąd wy jestescie? czegos takiego w życiu nie słyszałam a co
        dopiero nie doświadczyłam. Przecież tak nie można! Ciało sie
        rozkłada!
        • loganmylove Re: przy zwłokach 19.07.10, 23:22
          Oczywiście-w ciągu kilku-kilkunastu godzin rozkłada się do cna...
    • wespuczi Re: przy zwłokach 16.07.10, 16:52
      gdy moja babcia zmarla
      cala rodzina siedziala przy trumnie, smielismy sie opowiadalismy anegdoty o niej
      etc,
      jak przysli sasiedzi, bcy ludzie zaczeli plakac roztkliwiac sie - wtedy zaczelo
      byc dziwnie...
      • marianna72 Re: przy zwłokach 16.07.10, 16:55
        wespuczi napisała:

        > gdy moja babcia zmarla
        > cala rodzina siedziala przy trumnie, smielismy sie opowiadalismy
        anegdoty o nie
        > j
        > etc,
        > jak przysli sasiedzi, bcy ludzie zaczeli plakac roztkliwiac sie -
        wtedy zaczelo
        > byc dziwnie...
        Bylo podobnie jak zmarla bardzo bliska mi ciocia.Pamietam ,ze z jej
        dorosla corka i synami siedzielismy w kuchni po calym dni i
        rechotalismy na cale gardlo kiedy wujek ( brat zmarlej) wyciagal
        jakies stare historie o niej.
        • nangaparbat3 Re: przy zwłokach 16.07.10, 18:32
          U nas tez jakos tak było. Chyba nie rechotalismy, ale było bardzo pogodnie.
    • jowita771 Re: przy zwłokach 16.07.10, 17:01
      Ja mam podobne przeżycie ze śmiercią bliskiej osoby. To było przykre, bo
      wiedziałam, że odchodzi i się nie zobaczymy, ale jednocześnie było coś takiego
      kojącego, jakaś dobra energia.
    • kawka74 Re: przy zwłokach 16.07.10, 17:15
      Moja matka umarła w domu.
      Byłam tak zmęczona, że chciałam mieć już wszystko za sobą, więc niecierpliwie
      czekałam na panów z zakładu pogrzebowego, aż zabiorą ciało i nastąpi koniec
      dwuletniej męczarni matki i mojej.
      Inaczej było przed kremacją - stałam przy otwartej trumnie jakiś czas, nie wiem,
      jak długo, i powoli przestawałam płakać. To chyba właśnie był moment wyciszenia
      i uspokojenia.
      • llidkaa Re: przy zwłokach 16.07.10, 17:21
        Znam też te zwyczaje, ale mam nadzieje, że mnie nikt nie będzie trzymał w domu
        na stole, pamiętam dziadka i babcie, 3 dni na stole w pokoju, dla mnie masakra,
        trauma do dziś, ale jak ktoś lubi to ok, ale to nie dla mnie, brzydzę się trupami.
        • marianna72 Re: przy zwłokach 16.07.10, 17:27
          llidkaa napisała:

          > Znam też te zwyczaje, ale mam nadzieje, że mnie nikt nie będzie
          trzymał w domu
          > na stole, pamiętam dziadka i babcie, 3 dni na stole w pokoju, dla
          mnie masakra,
          > trauma do dziś, ale jak ktoś lubi to ok, ale to nie dla mnie,
          brzydzę się trupa
          > mi.
          Na jakim stole wszystkie osoby , ktore odwiedzalam w domach lezeli
          w trumnach tylko ,ze byly one otwarte.W upalne dni byla szklana
          szyba ze specjalna klimatyzacja w srodku.Nie dziwie sie ,ze masz
          jakies traumatyczne wspomnienia jesli zmarli lezeli na stole, a
          lozka tam nie bylo
          • pitahaya1 Re: przy zwłokach 16.07.10, 18:06
            O ile zdążą trumnę dowieźć. Może teraz w każdej pipidówie są zakłady pogrzebowe.
            Do niedawna ( i nie mam tu na myśli czasów zamierzchłych) zwłoki potrafiły leżeć
            i dwa dni, zanim trumnę przywieźli.
            • marianna72 Re: przy zwłokach 16.07.10, 18:11
              No to chyba lozko lepsze???
              • pitahaya1 Re: przy zwłokach 16.07.10, 20:02
                Dziadek zmarł w domu.
                Układ łóżek w starym domu mocno ograniczał swobodę przy czuwaniu. Dlatego
                dziadek leżał na przykrytym i "ubranym" stole. Wyglądało to jak wnętrze trumny.
                Niestety, w pipidówie dolnej nawet na zwykłą trumnę trzeba czekać dwa dni.
    • protozoa Re: przy zwłokach 16.07.10, 17:45
      Gdy w szpitalu następuje zgon, ciało musi 2 h pozostać na oddziale przed
      odesłaniem do kostnicy szpitalnej. Jest to czas, w którym lekarz dyżurny
      najczęściej zawiadamia rodzinę.
      Zwłoki najczęsciej nie pozostają na sali dłużej niż 20-30 minut - mamy takie a
      nie inne warunki i na sali są inni chorzy. Czasem, gdy oddział jest pusty a zgon
      spodziewany staram się, i sądzę, że inni lekarze równiez, przenieść umierającego
      do sali, w której nie ma innych chorych. Jesli rodzina sobie tego życzy- spędza
      ostatnie chwile z umierającym. Jeśli są warunki pozwalam, aby rodzina pozostała
      przy zwłokach, jednak w szpitalu nie mozna sobie pozwolić na obrządki. Nie
      słyszałam, zeby ktokolwiek zabierał ciało ze szpitala do domu.
      W domu zmarła moja teściowa, zmarł mój dziadek.Nikt nie siedział przy zwłokach,
      poprosilismy zakład pogrzebowy, żeby przyjechał jak najszybciej i jak
      najszybciej zabrał zwłoki. Nikt z nas nie chciał ogladać zwłok - niezbędnej
      identfikacji dokonywali członkowie rodziny najmniej zżyci ze zmarłym. I to bez
      względu na to czy zgon następował w domu czy w szpitalu.
      Widziałąm setki ludzi po smierci. Nie chciałabym oglądać swoich bliskich. Chyba
      jednak nie o to chodzi.
    • marina79 Re: przy zwłokach 16.07.10, 19:09
      jak miałam 11 lat zmarła moja bacia,dwa lata pózniej mój
      dziadek.Oboje zmarli w szpitalu i oboje na dzień przed pogrzebem
      byli przywiezieni do domu. Wieczorem i w dniu pogrzebu przychodzili
      znajomi,sąsiedzi i rodzina aby się pożegnać.Takie wtedy były czasy
      19 lat temu. Teraz (przynajmniej w moich stronach)najbliższa rodzina
      w dniu pogrzebu żegna się ze zmarłym w kaplicy pogrzebowej jeszcze
      przed pogrzebem. Na noc już raczej nikt ciała do domu nie przywozi,a
      gdy ktoś umrze w domu ,zostaje przewieziony jak najszybciej do
      kostnicy. Znam jednak kilka kilka rodzin ,które w dniu pogrzebu
      przywoziły ciała do domów (są to rodzice,których dzieci zgineły w
      wypadkach,bardzo młode wdowy) i było to całkiem niedawno bo rok ,3
      lata temu. Myślę ,że pozegnanie z bliską osobą w domu ma zupełnie
      inny charakter niż np. w kaplicy. Jednak ciało w domu ,pozostaje w
      naszych pamięciach już na zawsze ,ja mimo ze od smierci babci minie
      19 lat ,to czesto będąc w tym pokoju gdzie stała trumna myślę o
      tym. Nie jest to jakieś przerażające uczucie już dla mnie ,ale
      kiedyś było. Może też inaczej odbierałabym to teraz, jako dorosła
      osoba. Jednak nie brzydzę sie ciałem nieboszczyka ,i doprawdy nie
      rozumiem jak ktoś tak może myśleć,pewnie te osoby nie straciły
      jeszcze kogoś naprawdę bliskiego.Bo jak można brzydzić sie pośmierci
      własnym mężem,albo mamą ! Ale to tylko moje odczucie .
      • mona_mayfair Re: przy zwłokach 16.07.10, 19:44
        marina79 napisała:
        Bo jak można brzydzić sie pośmierci
        > własnym mężem,albo mamą ! Ale to tylko moje odczucie .

        Ja akurat sie brzydzilam. No, moze nie brzydzilam, ale nie chcialam dotknąć
        dloni mojej mamy, kiedy żegnaliśmy sie z nia w kaplicy. Mialam 11 lat wtedy i
        pamietam, ze bylam przerazona. Dotknęlam ręki, zimnej, jakby sztucznej i do dzis
        pamietam ten strach. Nie wiem, czego sie balam, ale sie balam. Z nieboszczykiem
        ( czy to bliskim, czy dalekim) raczej bym nie chciala spedzac nocy w jednym
        domu. Fobię mam jakąs? Moze, ale boje sie nieboszczykow.
        • thaures Re: przy zwłokach 16.07.10, 19:59
          Parę miesięcy temu nasz przyjaciel zginął w wypadku. Żona przywiozła go do domu,
          bo chciała,żeby wrócił do domu-dla mnie wtedy to było straszne, myślałam,że sama
          sobie sprawia dodatkowy stres i ból. Ale gdy pojechaliśmy go pożegnać w domu
          ,stwierdziłam,że to najlepsze co mogło się wtedy stać. Ja nie podchodziłam do
          trumny, nie chciałam, ale każdy miał taką możliwość. Wiem że najbliższa rodzina
          była przy naszym przyjacielu przez całą noc, śpiewali, grali na gitarze (jego
          ukochany instrument). Uważam,że takie pożegnanie jest dobre, ale nie wiem czy ja
          potrafiłabym tak żegnać kogoś bliskiego.
      • protozoa Re: przy zwłokach 16.07.10, 21:25
        Nie ukrywam, że czuję barierę przy dotykaniu zwłok. Nie wiem czy nazwałabym to
        obrzydzeniem, ale jest to bariera. Jako chirurg na co dzień mam do czynienia ze
        wszystkimi mozliwymi wydalinami i wydzielinami ludzkimi. Nierzadko przy
        operacjach straszliwie śmierdzi - choćby nowotwory. Nie czuje obrzydzenia.
        Jednak gdy muszę stwierdzić zgon czuję opór juz przy przykładaniu słuchawki. I
        tak ma większość kolegów.
      • kawka74 Re: przy zwłokach 17.07.10, 07:56
        .Bo jak można brzydzić sie pośmierci
        > własnym mężem,albo mamą ! Ale to tylko moje odczucie .

        Tylko, na szczęście.
    • figrut Re: przy zwłokach 16.07.10, 19:59
      Mam doświadczenia szpitalne i domowe. W domu zmarł mój dziadek i 8
      godzin był w domu, zanim zabrał go zakład pogrzebowy do kaplicy. Nie
      czułam strachu, tylko jakąś wyjątkowość chwili. Nie było to wrażenie
      z rodzaju "tam leży nieboszczyk", a coś innego, jak coś zupełnie
      naturalnego, co jest częścią naszego życia. Tata zmarł w szpitalu na
      paliatywnym. Teoretycznie zmarł około 5 rano, w praktyce myślę, że
      dużo wcześniej. Od północy czułam się strasznie nieswojo jak nigdy
      wcześniej. Coś mnie gnało do szpitala, ale miałam dylemat - pojadę w
      nocy, wystraszę tatę moimi przeczuciami, nie pojadę, mogę bardzo
      żałować. Przed godziną 2 w nocy obudził się z krzykiem mój młodszy
      syn, który z moim tatą był bardzo związany. Nie mogłam go uspokoić, a
      jak już się uciszył, zrezygnowałam z wyjazdu do szpitala. Całą noc
      nie mogłam zasnąć i siedziałam na łóżku z telefonem w dłoni, aż w
      końcu mama zadzwoniła, że tata zmarł.
      Ukojenie przyszło w dniu pogrzebu. Taki głęboki oddech po tym, jak
      taty ciało leżało w szpitalnej chłodni jak kawał mięsa i czekało
      tydzień na kremację i pogrzeb.
    • joanna35 Re: przy zwłokach 16.07.10, 20:47
      > Zastanawiam się, jak to jest, gdy ktos umiera w szpitalu?

      Powiem krótko - jeżeli tylko pozwala Wam na to sytuacja zabierajcie
      swoich chorych-bliskich do domu, nie pozwólcie im umierać w szpitalu.
      • figrut Re: przy zwłokach 16.07.10, 20:56
        > Powiem krótko - jeżeli tylko pozwala Wam na to sytuacja zabierajcie
        > swoich chorych-bliskich do domu, nie pozwólcie im umierać w szpitalu.
        Też tak kiedyś myślałam. Więcej - uważałam, że jeśli ktoś oddaje
        chorego do hospicjum, to robi to po to, aby pozbyć się "kłopotu" i jest
        bardzo nieludzki. Po takich słowach jak Twoje mam wyrzuty sumienia,
        choć mieć ich nie powinnam. Do tej pory mam żal sama do siebie za to,
        że nie posłuchałam siebie, swojego przeczucia i nie pojechałam do
        szpitala w środku nocy.
        • joanna35 Re: przy zwłokach 16.07.10, 21:05
          Figrut, błagam Cięsad nie to miałam na myśli. Ja po prostu z zawodu
          jestem pielęgniarką i....chyba nic więcej nie muszę pisać. Nigdy nie
          osmieliłabym się Ciebie oceniać, zwłaszcza, ze w tym temacie też mam
          sobie coś do zarzucenia. Przepraszam, że mój post Cię uraził.
          • figrut Re: przy zwłokach 16.07.10, 21:18
            Joanno, Ty mnie nie przepraszaj smile To wraca jak bumerang, bo do dziś
            mam wyrzuty sumienia, że mimo braku zgody taty nie zabrałam go do
            domu z hospicjum. Czuję się winna, bo tak mi wpajano całe życie -
            "umieralnie" są po to aby nie mieć kłopotu w domu. Czułam, że nie
            chce wracać do domu, aby nie być ciężarem. Czułam to, ale zamiast
            zdecydowanie powiedzieć, że to nasze prawo móc się nim opiekować w
            czasie choroby, to mówiłam, że jak tylko będzie chciał do domu, to
            nawet w nocy ma dać znać przez pielęgniarkę i po niego przyjedziemy.
            Z jednej strony chciałam, aby wrócił do domu i nie rozumiałam
            tłumaczenia mojej mamy, że w szpitalu w razie potrzeby ma środki
            przeciwbólowe podane w zastrzyku bez czekania. Dano nam do
            zrozumienia, że jeśli dojdzie do zapalenia otrzewnej, podadzą mu
            bardzo dużą dawkę środka przeciwbólowego, aby się nie męczył (pękło
            jelito w innym miejscu niż stomia, a nie dało już rady tego zamknąć
            operacyjnie). Mam wyrzuty sumienia do dziś i jak ktoś mówi "tylko nie
            hospicjum", to wspomnienia i wyrzuty wracają, choć nie powinny.
            • protozoa Re: przy zwłokach 16.07.10, 21:27
              Jeśli chodzi o umieranie w szpitalach to mam d tego stosunek ambiwalentny.
              Natomiast w opisanym przez Ciebie przypadku hospicjum było jedynym rozsądnym
              rozwiązaniem. Cierpienie jest gorsze niż śmierć. A w hospicjum potrafią
              zmniejszać ból, leczyć odleżyny.
            • marianna72 Re: przy zwłokach 16.07.10, 21:55
              Moja Tesciowa umierala w domu .Moja szwagierka pieegniarka uparla
              sie bo byla tak zadufana w sobie ,ze byla pewne ,ze sobie damy rade.
              Do dzis pamietam jeki mojej Tesciowej i nie byl to ostatni tydzien
              ale caly miesiac .Morfine nam wydzielano tak jakbysmy uzywali jej
              cala rodzinna nowa recepta byla dopiero w poniedzialek i bywalo ,ze
              Tesciowa wila sie z bolu juz od niedzieli popoludnia , bylo to
              nieludzkie i zaluje ,ze nie zdecydowalismy sie na hospicjum
              przynajmniej by sie tak nie meczyla.W hospicjum nikt tak nie
              rozlicza z morfiny.No ale oczywiscie moja szwagierka postawila na
              swoim a wszyscy jej sluchali bo przeciez wie lepiej
              • aandzia43 Re: przy zwłokach 16.07.10, 23:31
                W domu czy w hospicjum - mniej istotne od tego, czy będę cierpieć, czy nie. To,
                co opisałaś, Marianna, to makabra, której chciałabym uniknąć. I dla siebie, i
                dla bliskich. Najbardziej odpowiada mi opcja: hospicjum i rodzina na zmiany przy
                łóżku.
      • serducho.live Re: przy zwłokach 16.07.10, 21:07
        Joanna masz rację. Ja chcę umrzeć w domu. Teraz mam wujka w szpitalu i nie ma
        dla niego ratunku. Powiedziałam mężowi że jeżeli będę w takiej sytuacji to chcę
        umrzeć w domu nawet jeśli miało by mi to skrócić życie.
        Mój ukochany dziadek zmarł w szpitalu i do dziś prawie 17 lat nie mogę się z tym
        pogodzić że umierał w "zimnej" szpitalnej sali i ja nie mogłam go chociaż
        potrzymać za rękę.
        Strasznie za nim tęsknie
    • mamakrzysia4 Re: przy zwłokach 16.07.10, 20:56
      moja mama umrała kiedy ja miałam niecałe 7 lat kazano mi wtedy przy
      niej klękać, dotykać zimnych dłoni i wciskać różaniec i obrazkiem
      świętym masakra zupełnie nie rozumiałam sytacji bo choć mama długo
      chorowała to zawsze była uśmiechnięta, radosna i zawsze blisko,
      zawsze była cieplutka i tak ładnie pachnąca....

      i inna historia mojej babci, która umierała w hospicjum pomimo
      cierpienia była świadoma że odchodzi był czas pożegnania, spokojne
      odchodzenie....

      i jeszcze historia zawodowa sprzed lat- staż w jeednym z dużych
      szpitali umiera dziecko osierocone, z domu dziecka i pomimo że to
      była malutka dziewczynka cieszyła się że w niebie napewno będzie
      miala rodziców do dziś pamiętam jej czarne oczka, które nie pytały a
      były takie szczęśliwe w tym umieraniu....
      \
      tak nauczmy się sami i nasze dzieci też umierania godnego, także
      mówienia głośno o eutanazji-gdy walka z chorobą lub strach przed nią
      są niedozniesienia.... dorośnijmy
      • jowita771 Re: przy zwłokach 19.07.10, 13:45
        Jakoś się trzymałam czytając ten wątek, ale przy czytaniu o tej dziewczynce
        rozkleiłam się zupełnie.
    • broceliande Re: przy zwłokach 16.07.10, 21:05
      Moi rodzice odeszli nagle. Ciała były zabrane.
      I to jest o wiele lepsze niż umieranie w szpitalu za parawanem.
      Jedynym zmarłym, jakiego widziałam był tata, mamy już nie chciałam
      oglądać.

      Pogrzeby były świeckie, więc napracowaliśmy się z bratem, żeby
      przygotować mowy, wybrać ulubione wiersze...

      Jak mama umarła, mały miał cztery lata. Tłumaczyłam, że babcia
      umarła i już nigdy się nie spotkamy. Chyba z pół godziny płakaliśmy
      razem przytulając się.
    • foczkaka Re: przy zwłokach 16.07.10, 21:09
      Jak miałam 13 lat zmarła moja 2 lata młodsza siostra. W szpitalu. To była
      niedziela i pozwolono nam pobyc z nią w pustej sali parę godzin.
      To było dla mnie tak duże i wstrząsające przeżycie że do tej pory nie umiem go
      opisać. Ale to bycie przy niej było potrzebne. Wiem ze rodzice siedzieli a ja
      stałam parę godzin jak zamurowana. Do tego pierwszy raz widziałam rodziców
      płaczących, bezsilnych, w rozpaczy, słabych. To tez było trudne.
      Natomiast kojące było potem siedzenie wiele godzin w rodzinnym gronie,
      powtarzanie nieskonczoną ilosc razy tych samych anegdot, opowiadanie,
      wspominanie mojej siostry. Przynosiło to ulge i nawez potrafilismy się śmiać.

      Gdy dwa lata temu umarł moj tata, prędko zabrali go do kostnicy i nie widziałam
      go. W czasie pogrzebu trumna byla zamknięta, bo chcielismy go zapamietac takim
      jaki byl za zycia. Tu z kolei setki razy mama opowiadała jak wygladały taty
      ostatnie chwile, ja ciagle pytalam o jakies szczegoly co czuł, co mówił.

      Chyba nie chciałabym zostawac nigdy sama z ciałem bliskiego zmarłego. Ale
      rozumiem ze takie bycie przy nim razem z bliskimi moze przyniesc pewną ulgę. I
      ta atmosfera rozmów, to że da się wtedy zartowac i nawet śmiac, ze jest się
      pogodnym, to jest coś czego nikt z zewnątrz nie wyczuje i nie zrozumie w danej
      chwili.
    • wieczna-gosia Re: przy zwłokach 16.07.10, 21:50
      Mojej babci strasznie zalezalo na tym by nie umierac samotnie. Przed
      smiercia wyladowala w szpitalu. Staralysmy sie z mama by ani na
      chwile nie byla sama gdy widac bylo ze to juz koniec. Zmarla przy
      mnie- swiadomie nie zawolalam lekarza, poczekalam az przestanie
      oddychac a potem posiedzialam z nia te dwie godziny w kaplicy,
      poczekalam na mame.
      To nie jest latwy czas...
    • margotka28 Re: przy zwłokach 16.07.10, 21:52
      dla mnie ludzkie zwłoki są takie jakieś sztuczne, obrzydliwe.
      Jeden z moich dziadków był w trumnie, trumna położona na wystawionych drzwiach. Leżal tak dwa dni, do dziś pamiętam ten widok. I te zawodzące kobiety. Nie rozumiem tego. Dla mnie ciało po śmierci powinno być zabrane natychmiast, zapakowane w trumnę i skremowane. Wolę pamiętać ludzi żywych a nie ich pozbawione życia powłoki.
      • wieczna-gosia Re: przy zwłokach 17.07.10, 00:06
        ja np nie lubie wystawiania ubranych zwlok. Zostalam zmuszona do
        pozegnania mamy tesciowej- ja swiadomie wybieralam sie tylko do
        kosciola i na cmentarz ona zas zmanipulowala mi meza sama sie
        wkrecila no nie poklluce sie z kobieta w zalobie. Myslalam ok trumna.
        A tu sztywna babcia ze sztuczna szczeka.... Dzieci mi w progu
        zamurowalo, nie spodziewali sie tego, babcie je pcha do przodu jakis
        po prostu koszmar.

        Natomiast rozumiem bycie przy umierajacym. To widac wazne dla mniego,
        albo dla tej osoby co z nim jest. My z mama zdecydowalysmy wylacznie
        o mszy w kosciele, zadnych atrakcji typu otwarta trumna. Bo ja
        rozumiem ze sie przy kims jest, nawet ze sie go myje czy obiera. Byle
        to dla mnie straszne a jednoczesnie bardzo wyzwalajace doswiadczenie-
        chociaz wolalabym w domu.
    • gazeta_mi_placi Re: przy zwłokach 16.07.10, 22:01
      Zboczenie.
    • myelegans Re: przy zwłokach 16.07.10, 22:21
      Gosia, przykro mi z powodu smierci babci, pamietam jak chcialas ja zabrac do
      siebie i opiekowac sie. Zachowalas sie w chwili jej smierci dokladnie tak jakbym
      tego oczekiwala smile


      Pare miesiacy temu zmarl moj tata, niestety w szpitalu, wymagal tlenu, pozniej
      respiratora na OIOM0ie. Nie zdazylam przyjechac, zeby sie pozegnac, i zal, ze
      nie bylam z nim w tym momencie bedzie we mnie tkwil do konca. Mojego 15-letniego
      bratanka moj genialny brat z bratowa nie zabrali ani razu do dziadka do
      szpitala, nawet w koncowce, bo chcieli mu oszczedzic traumy, nie dali mu
      mozliwosci pozegnania z dziadkiem, z ktorym byl bardzo blisko. Na wiesc o jego
      smierci dostal ataku histerii, dlatego, ze ... .nie pozegnal sie z nim. Zostanie
      w nim juz na zawsze.
      Widzialam tate juz w trumnie przed pogrzebem, i jedyne co czulam, to ogromna
      tkliwosc i czulosc. Mialam potrzebe opowiedzenia o tacie, powiedzialam mowe na
      pogrzebie podczas mszy i to bylo moje pozegnanie. Wtedy wlasnie jak mowilam o
      zyciu taty, przytaczalam anegdoty, czulam jego bliskosc, metafizyczna wiez,
      czulam ogromna wewnetrzna sile i spokoj.

      W Stanach jest zwyczaj "wake" kiedy, w dniu przed pogrzebem przez kilka godzin w
      domu pogrzebowym spotykaja sie Ci co chca sie pozegnac i zlozyc kondolencje, w
      jednym pokoju wystawiona jest trumna ze zwlokami, z kwiatami, klecznikiem,
      muzyka, a w sasiednim pokoju lub pokojach rozmawiaja ludzie, bawia sie dzieci,
      sa przekaski, napoje, powystawiane zdjecia, wspomnienia. Jest celebracja zycia
      zmarlego. Jest atmosfera bardziej piknikowa niz pogrzebowa, chociaz to pewnie
      zalezy od wieku zmarlego. Ja bylam na pogrzebach mocno starszych ludzi.
    • tina1234 Re: przy zwłokach 17.07.10, 01:10
      Moja mama zmarła rok temu, w szpitalu, w sumie ciężko powiedzieć
      kiedy zmarła, wiemy kiedy stwierdzono śmierć mózgu, a następnego dnia
      odłączono ją od całej aparatury. Przez dwa tygodnie leżała
      nieprzytomna w szpitalu zanim to nastąpiło. Miała zgolone włosy,
      ponieważ była przeprowadzana trepanacja czaszki, nigdy nie zapomnę
      widoku mamy w kostnicy, dla mnie traumatyczne przeżycie, weszłam tam
      z tatą i bratem żeby zidentyfikować ciało, był ze mną jeszcze mój
      mąż, ale nie odważył się wejść, ja wiedziałam, że muszę być przy
      tacie, a że szpital w Warszawie, 80 km od domu, nie było nikogo kto
      zrobiłby to za nas. I jeszcze to czekanie na przewiezienie mamy ze
      szpitala do kostnicy było straszne, w sumie chyba czekaliśmy 5
      godzin. Potem w naszym miasteczku jest zwyczaj odmawiania różańca w
      kaplicy przy trumnie dzień przed pogrzebem, musieliśmy sami założyć
      mamie perukę (mama nie darowałaby nam gdybyśmy pochowali ją bez
      włosów) i pomalowanie mamy, zakład się tym nie zajmował. Mama
      wyglądała strasznie, dlatego też chociaż zazwyczaj przy różańcu
      trumna jest otwarta, ja kazałam ją zamknąć i postawiłam obok zdjęcie
      uśmiechniętej mamy, chciałam żeby taką ją zapamiętali. Nie wiem jak
      to jest gdy ktoś umiera w domu, nie przeżyłam tego jeszcze. Narazie
      nie mogę się jeszcze pogodzić ze śmiercią mamy, bo wiem że gdyby nie
      lekarze w naszym szpitalu to jeszcze by żyła.
    • mamanatanielka Re: przy zwłokach 17.07.10, 06:55
      Mój tato zmarł w szpitalu.
      nie zapomnę nigdy dźwieku telefonu o 6 rano i tego jak wszyscy wiedzieliśmy...
      Nikt nie musiał nic mówić.
      Najgorszym przeżyciem było to, gdy weszliśmy z mamą do sali, w której leżał i
      musieliśmy go rozwinąć z prześcieradła.
      Czuwaliśmy przy nim w kaplicy, do końca nie chciałyśmy go z siostrą zostawić.
      Nie poszłysmy na mszę załobną tylko z nim byłyśmy.
      I pamiętam gdy z mężami w nocy szliśmy do kaplicy. Strasznie się bałam
      cmentarza. Gdy zobaczyłam tatę poczułam się bezpiecznie. Było to tak dziwne.
      Zareagowałam chyba jak dziecko, gdy widzi bliską osobę.
      Do zamknięcia trumny trzymałam tatę za rękę na zmianę z siostrą. Przez 3 dni
      cały czas do niego mówiłyśmy, tak jak w chorobie. Chyba czułyśmy jeszcze
      wewnętrzną potrzebę opiekowania się nim.
      I przerażające - zamknięcie trumny. Wtedy sobie uświadomiłam, że juz go nie
      zobaczę.
      Czekał na wnuki, tak bardzo ich pragnął - a ja byłam w 1 miesiącu ciąży.
      • myelegans Re: przy zwłokach 17.07.10, 07:46
        mamanatanielka, bardzo to ladne co napisalas.
        Ogromnie wspolczuje.
    • sadosia75 Re: przy zwłokach 17.07.10, 11:01
      Moja Mama zmarla w domu. Otoczona przyjaciolmi, kochajacym mezem.
      bylam przy niej w jej ostatnich godzinach, trzymalam za reke,
      lezalm obok, tulilam sie i strasznie plakalam bo wiedzialam,ze to
      juz koniec. Pamietam jej nieobecne oczy i lzy. pamietam jak
      kleczalam przy jej lozku trzymajac ja za reke i blagajac, zeby nas
      nie zostawiala. a pozniej droge na lotnisko po siostre. pojechalam
      z mezem, nie wiedzialam co sie dzieje, po co jade, i dlaczego
      siostra juz teraz wraca. w domu pogrzebowym bylo jeszcze gorzej.
      znosilam to wszystko bardzo zle. tylko trzymanie mamy za reke mnie
      uspokajalo, jak musialam gdzies wyjsc to szlam do mamy i jej
      mowilam, ze wychodze ale zeby sie nie martwila bo zaraz wracam. nie
      widzialam zamykania trumny, odwracalam sie wtedy plecami tulac sie
      do siostry. na cmentarzu jak uslyszalam odglos spadajacej ziemi na
      trumne upadlam na kolana i pozniej nie pamietam juz nic.
      przezylam koszmar bo zdalam sobie sprawe, ze wlasnie stracilam
      mame. a po chwili pomyslalam sobie ufff koniec meczarni mamy, po
      latach ciezkiej choroby wreszcie moze odpoczac. pozegnalam mame ze
      lzami w oczach i radoscia w sercu. wreszcie jest spokojna, nic jej
      nie boli, moze spokojnie odejsc. a moj bol i rozpacz nie moze byc
      samolubna. nie moge przeciez myslec o sobie i swoich uczuciach. i
      to mi bardzo pomaga do dzis. Pocieszam sie tym, ze mama zmarla w
      domu, obok meza, corki, z jej ukochanym kotem, z przyjaciolmi.
      Otrzymala od losu wiele zlego, wiele cierpien a na koniec dostala
      piekna smierc.
    • elza78 Re: przy zwłokach 17.07.10, 14:01
      jest taki przesad ze jesli ktos dotknie zmarlego, ten nie bedzie mu sie
      naprzykrzal w snach np, cos w tym jest, pamietam podobna jak twoja sytuacje w
      przypadku mojego pradziadka, mojej babuni, to forma pozegnania, kiedys caly
      rytual pogrzebowy wyladal zupelnie inaczej, przygotowywaniem zmarlego zajmowala
      sie bliska rodzina, teraz w zasadzie cesja tych czynnosci zostala dokonana na
      zaklady pogrzebowe, wiadomo ze nie jest to przyjemne zajecie, z drugiej jednak
      strony nie wiem co lepsze bo oddajemy w rece obcym osobom naszego bliskiego.
      smierc jest pewnym tabu jest spychana na margines zycia a stanowi jego
      nieuchronna czesc tak powinno byc ludzie powinni miec szanse sie pozegnac.
    • nangaparbat3 Re: przy zwłokach 18.07.10, 12:44
      Bardzo dziękuje za wszystkie Wasze wypowiedzi, ogromnie sie wzruszyłam.
      • myelegans Re: przy zwłokach 18.07.10, 18:11
        nangaparbat3 napisała:

        > Bardzo dziękuje za wszystkie Wasze wypowiedzi, ogromnie sie
        wzruszyłam.

        To ja Tobie dziekuje za watek. Mialam potrzebe werbalizacji smile
    • thegimel Re: przy zwłokach 18.07.10, 13:03
      Te wszystkie obrzędy, które dziś niestety zanikają umożliwiały pożegnanie się ze
      zmarłym, oswajały śmierć jako coś naturalnego i ułatwiały przeżycie żałoby. Dziś
      śmierć - jako nieestetyczną odsuwa się od siebie jak najdalej, stąd coraz więcej
      osób się jej boi.
      • myelegans Re: przy zwłokach 18.07.10, 18:16
        Thegimel, masz zupelna racje. Jeszcze na wsiach te zwyczaje sa
        zachowywane, w miescie juz nie przez wzgledy logistyczne. Dzieci nie
        ochrania sie przed smiercia, i one tez przyjmuja to naturalnie,
        jezeli rodzice naturalnie do tego podchodza.

        Kiedy umieral moj dziadek, cala rodzina, wszystkie dzieci (oprocz
        jednego) byly przy nim. Tata go jeszcze ogolil. Pozniej wszyscy sie
        pozegnali, umyli, ubrali. Przed pogrzebem przychodzili sasiedzi i
        rodzina. To pomaga w zamknieciu rozdzialu. Jest w tym cos
        mistycznego. Umieranie w szpitalu i cala reszta pozniej jest dla
        mnie troche uprzedmiotowiona i odczlowieczona, taka fabryka z tasma.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka