Właśnie spłakana jestem strasznie. Przez przypadek zupełny znalazłam się na
forum o chorobach dzieci.
I naszły mnie refleksje. Że ludzie często nie doceniają swojego zycia, swojej
codzienności. Kiedy czytam tematy postów (proszę nie obrazić się na mnie)
typu: "Nie chce mi się żyć", "Straszne nocnikowe problemy" itp. to dziwię się
czasem.
Mam wrażenie, że często te problemy wcale nie są tak wielkie jak nam się
wydają. Żeby nie było,że tylko krytykuję, jeszcze do niedawna (przed
narodzinami córki) narzekałam jak mi źle, bo np. wyjechałam z mężem w
delegację do Nikaragui i mam wszystkiego dosyć, że mój mąż nie ma zamiłowania
do porządków, że nie mogę znaleźć pracy, czy kupić na siebie spodni, butów
itp. (jestem niska i nie ma na mnie odpowiednich rozmiarów tego, co mi się
podoba)itp.
Przyszło mi się opanować i dobrze. BO TAK NAPRAWDĘ NIE MA POWODÓW DO NARZEKAŃ.
I teraz uważam, że najważniejsze jest życie i zdrowie.
Zaczęłam doceniać to, co mam, bo mam dużo. Mam swoją rodzinę i zdrowie!!!!!!
Wiem, że chaotycznie piszę i pewnie niewiele osób będzie chciało to przeczytać
(często tak jest z moimi postami, sądząc po ilości opowiedzi

)) ).
Jakiś czas temu dzieki L.E.I trafiłam na blog faceta zmagającego się z chorobą
syna. Polecam www.misiul.blog.pl
Mam czasem wrażenie, że ten mały chlopiec ma więcej sił do życia i więcej
chęci niż część osób wypowiadających się na forum. Kurcze, jak ja podziwiam
tego chłopca i jego rodziców.
Wiem, że wszyscy mają większe czy mniejsze problemy, wiem, że czasem brak sił,
ale kochani nauczcie się doceniać to, co macie: gdzie mieszkać, co jeść, że
macie zdrowe dzieci, małżonków. Wiem, że niektórzy nie mają mieszkania i
mieszkają u wtrącających się teściów, czy rodziców. Z drugiej jednak strony
możecie tam mieszkać, prawda? Wiem, że czasem nie planowana ciąża powoduje, że
świat wali się na głowę, ale przecież to nie koniec. W większości spraw można
dostrzec dobre strony, tak sądzę.
Pomyślcie o tych, co chorują, o tych którzy patrzą na powolną śmierć bliskich,
o tej bolesnej bezsilności i bezgranicznym smutku, który zapewne ich dopada.
Zacznijcie się usmiechać do znajomch i nieznajomych. Spróbujcie cieszyć się
Ktoś narzeka, że rodzice się wtrącają wychowanie dziecka i że za często
przychodzą. A ja moją mamę zobaczę najwcześniej na Boże Narodzenie, a tak
bardzo za nią tęsknię.
Ludzie, pokochajcie życie.
Spróbujcie cieszyc się słońcem, wiosną, tym że dane Wam iść do pracy, albo
kolejny dzień "siedzieć" w domu z dzieckiem.
Rozumiem, że często nie starcza do pierwszego, że zastanawiamy się, czy kupić
pieluszki jednorazowe, czy lecieć na tetrze i kupić dziecku soczki, wierzę, że
kiedy zawodzi najbliższa osoba, odchodzi mąż, przeżywamy swoje tragedie.
Ach, strasznie się rozpisałam. Chyba szaleją mi moje ciążowe hormonki.
Pozdrawiam Was cieplutko i z nutką optymizmu skapanego w wiosennym słońcu.
Cytrynka, mama Julci , która ma prawie 11 miesięcy.