Dodaj do ulubionych

samochód, mąż i rozterki

04.10.10, 11:40
Opiszę mój problem i proszę bądźcie obiektywne i napiszcie co sądzicie. A więc mam prawko, które leży w szufladzie pare dobrych lat. Kiedyś popsułam auto potem przestałam nagle jeździć. Auto aż tak bardzo nie jest mi potrzebne ale wkurza mnie ciągłe wypraszanie męża o zawiezienie mnie gdziekolwiek. Wkurza mnie jeszcze bardziej fakt, że moje dziecko często choruje a ja codziennie wożę go do przedszkola rowerem nawet gdy pada i jest zimno. Naszego auta już nie tknę dlatego, że jest dość duże i bardzo źle mi się nim jeździ. No i teraz sprawa wygląda tak. Moja babcia chcę dać mi kasę (2000 tys). Postanowiłam, że kupię za to fiata cinkusia. Stoją tak po ok 2 tys. A mój mąż jest przeciwny. Twierdzi, że za 2 tys się kupi główno w które trzeba będzie inwestować (ja uważam, ze niekoniecznie). Jestem wkurzona bo w końcu te pieniądze będą od mojej babci (a nie z wspólnego budżetu) i dlaczego się wpie.... Uważa, że przedszkole jest blisko a ja nie potrzebuje samochodu. Kupiłybyście czy nie?
Obserwuj wątek
    • czar_bajry Re: samochód, mąż i rozterki 04.10.10, 11:47
      samochód jest jak najbardziej potrzebny tylko nie jestem przekonana do takiego z 2000 tys. kupisz i będziesz miała skarbonkę- każda kasę będziesz w niego wrzucać.
    • graue_zone Re: samochód, mąż i rozterki 04.10.10, 11:50
      Zamiast kupować szmelc (tu się z Twoim mężem zgodzę), lepiej ucz się jeździć Waszym samochodem. Wieczorem, kiedy nie ma ruchu, rano też można. Zdecydowanie bezpieczniej niż takim fiacikiem i to z dzieckiem.
    • gryzelda71 Re: samochód, mąż i rozterki 04.10.10, 11:50
      Mąż ma rację.Za 2 tys to za dobrego auta nie kupisz.Ale jak masz kasę na naprawy...choć ja bym od razu dołożyła i kupiła lepsze.
    • zlotarybka_1 Re: samochód, mąż i rozterki 04.10.10, 11:52
      Twój mąż ma rację - za 2 tys. samochód najczęściej nadaje się do permanentnej naprawy.
      A co do wpier.. się - chyba o Twoim mężu tu mowa? Nie bardzo rozumiem dlaczego zdanie MĘŻA - nie obcego faceta - określasz tym mianem.
      Spróbuj podszkolić się na tym dużym aucie, skoro do przedszkola dojeżdżasz rowerem to chyba nie jest to wielki dystans, spróbuj opanować tę trasę tak na początek. Poćwicz wieczorami, potem z mężem kilka razy w dzień. Jazda dużym autem tylko trochę różni się od jazdy cinkusiem.
    • kufferrek Re: samochód, mąż i rozterki 04.10.10, 11:54
      Kupiłabym.
      Może nie cienkusia, które moim zdaniem-jak źle kupisz to faktycznie będziesz ładować kasę. Poza tym widziałam ostatnio fiacika po zderzeniu z rowerzystą-strach pomyśleć co by zostało z samochodu po zderzeniu z innym samochodem osobowym.
      Ja kiedyś tak miałam, że byłam uzależniona od męża w kwestii podwożenia, W efekcie samochód stał a ja tłukłam się autobusami, nieraz z siatami....
      Postaw meża pod ścianą-niech ci pomoże wybrać taki samochód żeby był sprawny mechanicznie i nie rdzewiejący.
      I zacznij jeździćsmile
      • gwen_s Re: samochód, mąż i rozterki 04.10.10, 13:49
        popieram, nie cienkiego, my kupiliśmy seicento, po czym musieliśmy drugie tyle władować (kupiliśmy drożej niż piszesz, że chcesz cienkiego), po czym sprzedaliśmy za taniej niż kupiliśmy - akurat to było dla pracownika nie dla mnie. Ja jeżdżę starym autem, ale dużym, może zacznij jak już ktoś pisał jeździć waszym! Większe jest bezpieczniejsze dla dziecka smile a wkońcu sie nauczysz i do małego wsiąść nie będziesz chciała smile
        Jeżeli mąż jest taki "mądry" to niech on zawozi dziecko do przedszkola, albo niech pomoże Ci wybrać coś w rozsądnej cenie i w rozsądnym stanie smile
    • velluto Re: samochód, mąż i rozterki 04.10.10, 11:55
      Drugi samochód warto mieć, szczególnie że w ciągu dnia męża i jego auta pewnie nie ma, więc uczenie się jazdy jego samochodem nic specjalnie nie zmieni.
      Za 2 tysiące cudu nie kupisz, ale też ewentualne nakłady na takie autko nie będą duże, szczególnie jeśli kupisz coś rodzimej produkcji. Poszukaj okazji, jeśli nie możesz nic dołożyć z budżetu rodzinnego.
    • bri Re: samochód, mąż i rozterki 04.10.10, 11:58
      Kupno samochodu to tylko część związanych z tym wydatków (dochodzą ubezpieczenia, opony, przeglądy, naprawy, paliwo itd.). Jeśli macie napięty budżet, a samochód nie jest Ci niezbędny to może lepiej w deszczowe dni odwozić synka do przedszkola taksówką zamiast kupować grata za 2 tys. a potem ładować w niego pieniądze.

      Poza tym na Twoim miejscu najpierw nauczyłabym się jeździć tym samochodem, który już macie. To tylko kwestia wprawy i jeśli umiesz prowadzić samochód to powinnaś być w stanie prowadzić każdą osobówkę. W dużym samochodzie i Ty i Twoje dziecko będziecie bezpieczniejsi, co jest szczególnie ważne skoro słabo jeździsz.
      • anka_1234567 Re: samochód, mąż i rozterki 04.10.10, 12:15
        Ja bym raczej postarała sie dolozyc i kupic cos ciut lepszego, szczegolnie jezeli masz jezdzic z dzieckiem. no i bezwzględnie wsiaść znow za kolko, bo tego sie niby nie zapomina, ale im dluzej nie jezdzisz tym potem trudniej.
      • velluto Re: samochód, mąż i rozterki 04.10.10, 12:16
        Nie przesadzajmy z tymi wydatkami. Przeglądy robi się co rok, albo i rzadziej, jeśli ktoś mało jeździ. Wymiana oleju czy opon to nie taki znów koszt (ostatnio za wymianę zapłaciłam 40 zł).
        Mój tata i wujkowie jeżdżą kilkunastoletnimi samochodami, utrzymanie wiele ich nie kosztuje, gdyby było inaczej, nie byłoby ich na to stać z niewysokiej emerytury.

        Alternatywa jest albo mieć stary samochód, albo nie mieć wcale. Opanowanie samochodu męża nic nie da, bo facet pracuje, więc jego samochód i tak jest niedostępny przez większość czasu.
        Dla mnie wybór jest prosty.
        • bri Re: samochód, mąż i rozterki 04.10.10, 12:50
          Jeżdżę własnymi samochodami od 15 lat, były różne, stare i nowe, ale zawsze wydatki związane z nimi stanowiły dość poważną pozycję w moim budżecie. Można ponosić nawet spore wydatki związane z samochodem, jeśli jest naprawdę potrzebny. Skoro, jak sama Autorka przyznaje, jej samochód tak naprawdę potrzeby nie jest, to może nie warto.
          • velluto Re: samochód, mąż i rozterki 04.10.10, 13:14
            bri napisała:

            > Jeżdżę własnymi samochodami od 15 lat, były różne, stare i nowe, ale zawsze wyd
            > atki związane z nimi stanowiły dość poważną pozycję w moim budżecie.

            Widać trafiałaś na takie egzemplarze - i naturalnie autorka tez może. Przez parenaście lat mojego jeżdżenia różnymi autami, ani razu nie wydałam na samochody jakichś ogromnych sum. Paradoksalnie, najdroższy byl przegląd gwarancyjny w nowym samochodzie, który musiałam robić w autoryzowanym salonie. Starsze samochody kosztowały mnie mniej, jakoś się nie psuły.

            Zależy na co się trafi, jak kupi sprowadzany złom, to prawdopodobieństwo kłopotów jest wyższe, ale jeśli kupi krajowe autko od jakiegoś dziadka, czy pani domu, której mąż wymienia samochód? W rodzinie co najmniej 6 osób ma samochody o podobnej wartości, a nikt jakoś nie ładuje w nie wiele kasy (bo nie mają), więc to nie musi być reguła.

            Autorka uważa, że samochód by jej się przydał, dlaczego ma z niego rezygnować? mąż nie podnosił tematu, że ich nie stać na 2 samochód, tylko nie dostrzega jaki to dla niej dyskomfort.
            • bri Re: samochód, mąż i rozterki 04.10.10, 14:23
              Nie wiem skąd u Ciebie przekonanie, że samochód użytkowany przez dziadka czy panią domu nie podlega normalnego zużyciu. Zwykłe normalne naprawy i wymiany części w Fiacie nie pochłoną ogromnych sum, ale jakieś wydatki będą stale i trzeba być na to przygotowanym. Jeździłam przez 6 lat seicento prostu z salonu, a i tak naprawa różnych części (alternator, akumulator, przeguby, wentylator, pękająca przednia szyba, zardzewiały tłumik, sprzęgło) i uszkodzeń, zakup nowych opon, kosztowała mnie przez ten czas kilka tysięcy zł. I to normalne jeśli chce się jeździć w miarę bezpiecznym i niezawodnym samochodem.
              • velluto Re: samochód, mąż i rozterki 04.10.10, 14:41
                Idąc tym tokiem myślenia należałoby założyć, że albo to będzie nowa Toyota, albo wcale. Bo inaczej nie ma sensu.

                Dla mnie sens jest, i nie przemawiają do mnie argumenty o potwornym zagrożeniu czy nieomal narażaniu życia dzieci. Jeszcze 20 lat temu większość jeździła maluchami, nikt pasów nie zakładał a większość jakoś uchodziła z życiem. Nie dajmy się zwariować po prostu.

                Są po prostu mniej i bardziej zadbane samochody, zajeżdżonego nie warto kupować, ale trafiają się i okazje z dobrej ręki. Pewne wydatki to OC, paliwo i wymiana opon. Olej, klocki czy inne rzeczy będzie wymieniać raz na dwa lata, przy takim kilometrażu. Reszta to łut szczęścia, jeśli znajdzie samochód, gdzie większość standardowych rzeczy była niedawno wymieniona, nie musi mieć wielu kosztów.
    • an_ni Re: samochód, mąż i rozterki 04.10.10, 12:15
      a szanowny maz to nie moze zawiezc dziecka do przedszkola?
    • krishka Re: samochód, mąż i rozterki 04.10.10, 12:17
      jaatoo napisała:

      > Moja babcia chcę dać mi kasę (2000 tys). Postanowiłam, że kupię za to fiata cinkusia. Stoją tak po ok 2 tys.

      No i to mi się podoba! Nieźle główkujesz, dziewczyno! Kup sobie tego cinkusia (czy jak mu tam) za 2 tys., to z kasy od babci zostanie ci jeszcze jakieś 1.998.000zł! Na porządną chałupę starczy wink
      • matsuda zadaj to pytanie na męskim forum 04.10.10, 12:25
        będziesz miała jasne odpowiedzi.
    • magdakingaklara Re: samochód, mąż i rozterki 04.10.10, 12:31
      Nie wyobrazam sobie byc uzalezniona "autowo" od kogokolwiek.
      KUPUJ najwyzej bedziesz dokalad ze swoich ale bedzie w jakis sposob nie zalezna od meza!!!!!!
    • agusia79-dwa Re: samochód, mąż i rozterki 04.10.10, 12:39
      za 2 tysiące cuda nie kupisz- wolałabym trochę dołożyć i kupić coś lepszego.
      "Uważa, że przedszkole jest blisko a ja nie potrzebuje samochodu. Kupiłybyście czy nie? " gdyby mi facet powiedział, że auto jest mi niepotrzebne, to już miałby zarekwirowane kluczyki i wysłałabym go tym rowerem w deszczowy dzień- niech sam się przekona co to znaczy jazda w deszczu.
      ps. moje auto jest prawie pełnoletnie, ale nie wyobrażam sobie go nie mieć- zawsze mogę wyskoczyć na zakupy, a nie czekać aż mąż wróci z pracy.
    • havana28 Re: samochód, mąż i rozterki 04.10.10, 12:48
      Nie kupisz dobrego samochodu za 2 tys. Nie rozumiem natomiast oporu przed jeżdzeniem dużym samochodem. Wszystko jest kwestią wprawy wiec zamiast ładować kase w jakiegoś szmelca molestowałabym męża o czestszy dostęp do samochodu który już macie.
      • jaatoo Re: samochód, mąż i rozterki 04.10.10, 12:54
        mojego męża całymi dniami nie ma (i samochodu również) tak więc nawet jesli bardzo bym chciała jeździc naszym autem to było by to raczej nie mozliwe. Wyjeżdża o 6.30 i wraca ok 17.
    • jkl13 Re: samochód, mąż i rozterki 04.10.10, 12:54
      jaatoo napisała:

      Jestem wkurzona bo w końcu te pieniądze będą od mojej babci (a nie z wspó
      > lnego budżetu) i dlaczego się wpie....

      Mąz się wtrąca, bo naprawy pewnie już będą ze wspólnego budżetu, a nie za kasę od babci. A autko za 2.000 zł to nie auto, tylko złom, w który trzeba będzie szybciej lub później (raczej szybciej) ładować kasę.
      Samochód na pewno jest ci potrzebny, ale nie złom za grosze. Jeśli nie stać was na porządniejszy drugi samochód, musisz jeździć waszym i tyle. I pamiętaj - im większy samochód, tym bezpieczniejszy. Zwłaszcza gdy wozisz dziecko.
      • alba27 Re: samochód, mąż i rozterki 04.10.10, 13:15
        Zgadzam się że za 2000 to sprawnego samochodu nie kupisz, a naprawa będzie ze wspólnych środków. Wolałabym dołożyć 3-4tys i kupić coś pewniejszego.
        • anta1981 Z własnego doświadczenia 04.10.10, 13:32
          W styczniu tego roku "kupiłam" (facet mój mnie namówił) cinkusia właśnie. Za samochód zapłaciłam 1300zł, nowe tablice i opłaty w U.S. ok. 200zł, ubezpieczenie (samochód jest na mnie, nie mam żadnego okresu składkowego) ok400zł, wymiana alternatora 140zł, wymiana oleju 90zł, regulacja gaźnika 120zł, do tego mnóstwo dupereli typu- nowa gaśnica, wycieraczki termostat, świece, antena samochodowa, radio, czujniki filtry, wyważanie kół i mogłabym jeszcze tak długo. Pojeździłam nim dosłownie może z miesiąc. Teraz stoi bo trzeba naprawić tłumik i gdzieś się leje olej. Samochód kupony od rodziny, starsze małżeństwo. Wpakowałam już w niego z 1500 zł (bez kasy na sam zakup) jak nie lepiej i jeszcze czekają mnie kolejne wydatki. Jeśli bardzo Ci zależy na samochodzie poproś męża żeby dołożył Ci trochę kasy z 2-3 tys. i kupcie coś "porządniejszego". Możesz wykupić w jakiejś szkole jazdy godziny na których instruktor przypomni Ci o co chodzi z jeżdżeniem. Własny samochód to duże usprawnienie, szczególnie przy małym dziecku. Niech Ci zrobi prezent na urodziny czy na gwiazdkę.
      • monisia98 witaj w klubie 04.10.10, 13:23
        ja mialam b. podobna sytuacje , otoz prawko zrobilam w 98 r a ostatni raz kiedy jezdzilam to bylo w 2001 r wiec mase lat temu, od co najmniej roku walczylam z moim mezem o samochod i dodam ze nie byla to kwestia kasy smile , on generalnie uwazal ze ja nie potrzebuje samochodu i prace mam 20 min piechota , dzieci 15 min do szkoly wiec po co ? a wydawanie kasy na starego grata do ktorego bedzie tylko dokladal mija sie z celem i tylko jeszcze krzywde sobie zrobie.
        Wiem , jak to jest, ale pogoda u nas dosc fatalna jak w zawsze , czesto pada deszcz wiec spacerowanie w deszczu nie specjalnie mi sie usmiecha , chociaz spacerowalam przez prawie 5 lat i nic nie mowilam! czasami mnie tylko ku...ca zalewala ale coz..... teraz mloda poszla do innej szkoly , mlody to samo , wiec mezus nie moglby ich zawozic i odbierac .... wiec samochod byl wyjatkowo niezbedny...i od czerwca jezdze juz , maz dal mi swojego passata 3 latniego, a sam zakupil sobie nowa bemke , najpierw szukal auta niby dla mnie, a skonczylo sie dla niego ehhh szkoda gadac. Faceci i auta !
        Wiem dokladnie jak to jest , jak rozmowa gluchego ze slepym , ale glowa do gory , sproboj z mu wyjasnic ze przeciez autko bedzie ci sluzylo wylacznie do pojezdzania 5 min tam i z powrotem lub tez moze niech cos dolozy z kasy i kupicie cos lepszego.
        Moj juz jeczy powoli, ze musi 2 zbiorniki lac , mimo ze diesel, ale zawsze. Generalnie nalezy do sknerusow , ja chyba do tych co lubia wydawac ... wiec sie uzupelniamy
        • kanga_roo Re: witaj w klubie 04.10.10, 13:56
          odpowiedz sobie na pytania:
          -kto robi zakupy
          -kto chodzi z dzieckiem do lekarza
          -kto odprowadza dziecko do przedszkola

          ta osoba powinna dysponować samochodem. jeśli mąż potrzebuje autko, bo dojeżdża do pracy, Ty potrzebujesz drugie. skoro 2 tys to jego zdaniem mało, może warto dołożyć drugie 2 tys. a jeśli nie ma na to szans, ustalić, kto i kiedy korzysta z samochodu.
        • imasumak Re: witaj w klubie 04.10.10, 14:02
          Ja właśnie tego nie rozumiem, jak facet, który nie wozi dzieci, oddaje żonie gorsze auto, a dla siebie kupuje nowe uncertain.
          • monisia98 Re: witaj w klubie 04.10.10, 14:47
            generalne to ja nawet nie chcialabym jezdzic tym nowym bo jestem swiezym kierowca na drodze wiec moj passat kombi jest i tak dla mnie za duzy i jakbym zarysowala je to bylabym ciezko chora i kosztowaloby nas to sporo kasy - a oba samochody sa ubezpieczone na nas wspolnie , wiec jaka kolwiek kolizja i kasa leci nam z ubezpiecznia !
            Generalnie autko jest prawie nowe bo skonczylo 3 lata , ale dla mnie to tylko blacha i tyle wiec mi jest obojetnie. Maz pracuje na wysokim stanowisku , wiec rozumiem, ze musi dobrze sie prezentowac smile
    • daga_j Re: samochód, mąż i rozterki 04.10.10, 13:35
      Nie, bo nie chciałabym takiego samochodu i mąż Twój ma rację, że nie wystarczy kupić za 2tys. i jeździć. Już nawet działający samochód generuje inne koszty niż nawet paliwo, jest to OC oraz konieczne naprawy, wymiany zużytych części. Sama przekonałam się, że samochód to skarbonka bez dna. Można kupić drugi samochód gdy kogoś na to stać (nie tylko cenę zakupu brać pod uwagę, reszta przecież będzie ze wspólnego budżetu). Natomiast jak poradzić sobie w tej sytuacji? Albo odważ się i do przedszkola jeździj dużym samochodem, to chyba blisko, skoro dotychczas jeździłaś rowerem a nie jakimś autobusem? Albo niech mąż odwozi dziecko, coś wykombinuj ale zdaj sobie sprawę, że 2000zł to mało na samochód i użytkowanie go...
      • verdana Re: samochód, mąż i rozterki 04.10.10, 13:39
        No i jeszcze jedno - samochod za taka cene to czesto nie tylko rzech, ale rzech powypadkowy, bardzo niebezpieczny. Ciekawe, ile mam zgodziłoby się, aby mąż kupil sobie niesprawny, powypadkowy samochod i woził nim dziecko?
        • kasiulka_26 Re: samochód, mąż i rozterki 04.10.10, 14:01
          też bym kupiła, ale nie cienkusia. może jakiś sprowadzony - można okazyjnie trafić naprawdę dobre auto za kilkaset euro. z meżem rozmawiaj, nie powinien ucinać dyskusji w ten sposób, ze przedszkole blisko, bo to nie o to chodzi.
    • hamerykanka Re: samochód, mąż i rozterki 04.10.10, 14:08
      A mnie zastanawia, jak to jest ze fafceci (i czesc kobiet) uwazaja ze jest OK jesli oni woza tylek do pracy samochodem, nawet jesli jest blisko, ale zona musi zaiwaniac z dzieckiem/zakupami/do pracy komunikacja miejska? Ze nawet w tych postach jest tylko pare babeczek pytajacych dlaczego pan i wladca nie ruszy d...i nie pojezdzi komunikacja a zonie odda samochod? Bo on musi od 6.30 do 17? O tych porach tez jezdza autobusy!
      Do autorki: jesli macie maly budzet, bez wyrzutow sumienia wez samochod rodzinny do dowozenia. To jest Wasz samochod i maasz dokladnie takie same prawo do jezdzenia nim jak i maz.
      Cala sytuacja przypomniala mi czasy mojej mlodosci (heh), kiedy uskladalam sobie na gorala ze stypendium na studiach. Ojciec notorycznie pozyczal go sobie aby dojechac do pracy ( 2km). Darl sie na mnie kiedy sugerowalam ze moze kupis sobie swoj. A juz szczyt byl kiedy chcialam pojechac gdzies dalej z psami na spacer,ostatecznie zjezdzalam do domu raz na miesiac, na weekend, a on powiedzial obrazonym tonem ze przeciez moge przyjsc do niego do pracy, pojezdzic, odstawic mu rower i wrocic do domu piechotka..
      takie samo myslenie...
      • landora Re: samochód, mąż i rozterki 04.10.10, 15:31
        Też tego nie rozumiem. Dlaczego to zawsze jest tak, że kupuje się nowy samochód dla męża, a żona dostaje ten stary? Dlaczego nigdy nie słyszę, żeby ktoś kupował nowy samochód dla żony, a mąż brał wyjeżdżone, stare auto?
        My mamy jedno auto na nas dwoje. bierze je osoba, która aktualnie jest bardziej potrzebująca/ma dalej/gorszy dojazd etc. Samochód jest właściwie mój, ale użytkujemy go oboje. Pewnie za jakiś czas kupimy starsze, nieduże, "miejskie" auto używane - dla niego! Kiedy przyjdzie czas sprzedać aktualne auto, kupimy nowe większe - dla mnie, bo ja nie lubię małych samochodów, no i muszę się dobrze prezentować w swojej pracy tongue_out
        • crises Re: samochód, mąż i rozterki 04.10.10, 16:03
          > Dlaczego nigdy nie słyszę, żeby ktoś kupował nowy samochód dla żony, a mąż brał
          > wyjeżdżone, stare auto?

          To u nas tak jest. Ale, ale:

          1. Samochód kupiłam sama, za własne pieniądze, bo akurat miałam taki kaprys i chcicę na konkretny model. TŻ nic do tego, czym ja jeżdżę i ile na to wydaję.
          2. TŻ jeździ mniej, głównie po mieście i nie przeszkadza mu jazda zagazowanym rzęchem. Ja bym czymś takim nie jeździła, ale mi nic do tego, czym on jeździ. Jak o mnie chodzi, może popylać nawet hulajnogą.

          Tak więc w kwestii pojazdów mamy całkowitą rozdzielność opiniowo-majątkową i nawzajem nas zasadniczo nie obchodzi, czym jeździmy.
    • figrut Re: samochód, mąż i rozterki 04.10.10, 14:30
      Kupiłabym, ale nie z giełdy ani żadnej innej masowej sprzedaży. Za 2 tysiące kupisz coś okazyjnie, ale potrzeba tu cierpliwości. Nie patrz na rocznik, a na zadbanie samochodu. Bywają niezłe okazje tym bardziej, że teraz w samochodach można przebierać i konkurencja jest ogromna. Nie polecam cienkusia ani żadnego małego fiacika, bo trzeba wyjątkowo trafić, aby nie kupić sobie skarbonki. Mam renię clio za 1000zł., włożyłam w nią około 300 zł. (z robocizną byłoby do 500zł.) i jest to moja dojazdóweczka (główny samochód mam kombi). Kupiłam ją okazyjnie i naprawdę nie żałuję, a mam ją już 2,5 roku.
      • mamagapka Re: samochód, mąż i rozterki 06.10.10, 19:55
        u nas jest tak że dostałam w zeszłym roku nowy samochod a mąż jeżdzi starym , 6-letnim. Wybierany był dla mnie. Taki jak chciałam. To ja woziłam dziecko do przedszkola po drodze do pracy i to ja robiłam i robię zakupy więc jak mieliśmy jeden samochód to jeżdziłam nim ja. A mąż do pracy autobusem.
        Nie rozumiem sytuacji kiedy facet zabiera na 3/4 dnia jedyny środek transportu a ty radż sobie jak umiesz. Deszcz, zimno, chore dziecko i siaty z zakupami. Bez sensu.
        Ale cienkiego za 2 tysiące bym nie kupowała. Może uskaładajcie trochę i kupcie coś lepszego albo niech mąż chociaż odbiera dziecko samochodem wracając z pracy. W końcu 17 to nie tak póżno.
    • rosapulchra-0 Re: samochód, mąż i rozterki 06.10.10, 20:22
      ja bym kupiła, argumenty Twojego męża nie przemawiałyby do mnie w ogóle. sam dpę wozi autem, a Tobie żałuje - sorry, ale to nie dla mnie.
    • tully.makker Re: samochód, mąż i rozterki 06.10.10, 20:22
      zawsze mialam wlasny samochod - najpierw przedzwiakowy, teraz rok tmu chlop kupil mi subaru impreze, bo uznal to za odpowiedni pojsazd dla takiej ostrej laski jak ja. Raz na miesiac pozwalam mu sie nim przejechac ;-P

      Nie wiem, czy kupisz cos odpowiedniego za 2 tysie, ale wiem, ze twoj maz powinien sie zatroszczyc o odpowiedni pojazd dla zony i dziecka.
    • duzeq Ja z innej strony :) 06.10.10, 20:36
      Co do samochodu, to mam jak wiekszosc, czyli nie kupuj rzecha za 2 tys. bo zaraz wyskoczysz z kolejnych 2. Nie mowiac o tym, ze jak staniesz na srodku ulicy, bo cienki odmowi wspolpracy, to nastresujesz sie bardziej, niz przy jezdzie wlasnym acz duzym samochodem. Ja bym raczej pocisnela meza o pomoc przy opanowaniu bestii smile.

      Ale rzucil mi sie w oczy rower i to, ze twoj maz uwaza, ze przedszkole jest blisko. Ale co to tak naprawde znaczy? 500 m? 1 km? 2 km? 5 km?
      Pytam, bo mieszkam w Holandii i tu kazdy (no, prawie kazdy) popyla z dzieckiem na rowerze do przedszkola. Niezaleznie czy pada, leje, wieje etc. Dzieci choruja mniej lub bardziej, ale tutaj akuratnie panuje opinia, ze to nie od pogody. Jak to jest tak do dwoch-trzech kilometrow, to nie kupowalabym samochodu ze wzgledu na dziecko.
      • crises Re: Ja z innej strony :) 06.10.10, 21:25
        Co do roweru to masz rację, a zarazem nie masz.

        W Bolandzie jest ostrzejszy klimat, większe różnice temperatur, gorzej utrzymane drogi i mniej ścieżek rowerowych. Widzianego kiedyś dziecka wiezionego na rowerze po oblodzonym, omuldzonym chodniku przy temperaturze -15°C (a zeszłej zimy bywało i -22°C) było mi jednak szczerze żal. Bo jednak co innego sobie nawet na mrozie popedałować, a co innego siedzieć przypiętym nieruchomo w foteliku, jak mróz, śnieg i wiatr, nawet tylko przez 10 minut.
        • kamelia04.08.2007 Re: Ja z innej strony :) 07.10.10, 00:33
          z tym klimatem to jest nie do konca tak jak twierdzisz.

          Pisze w imieniu FR (holandia wiele sie nie rozni od mojego regionu). To, ze termomert w PL pokazuje nizsza tempertature, to nie znaczy, ze faktycznie odczuwa sie, ze jest zimniej.
          U mnie jak jest -5 stopni, to ludzie szczekaja zebami z zimna, a w PL -5 to jest nic. Ubieglej zimy temperatura spadla do -16,to byl cyrk. ROznica polega na tym, ze w PL powietrze jest bardiej suche jest mniej wiatru, a we FR powietrze jest wilgotne, ciagnie od oceanu i kanalu La Manche, jest wietrznie i w ogole wilgotnie. Przez moje miasto przeplywa rzeka, wiec jest jeszcze wilgotniej. Inna sprawa, to w PL snieg raczej pada, a tu nie pada, jest zimno, wilgotno, wietrznie i bez sniegu.

          Jak powiesz Francuzowi, ze w PL jest -10 stopni, to dostaje dreszczy, a przecieZ -10 w PL, to nie koniec swiata. Monachijczycy, ktorzy przyjezdzaja do mojego miasta, tez twierdza, ze we FR jest zimniej jak u nich
      • kamelia04.08.2007 Re: Ja z innej strony :) 07.10.10, 00:23
        problem polega na tym, ze Holand, to nie Poland.

        O ile Holand jest infrastrukturalnie i mentalnie w miare przyjazny rowerom, to Poland jest nieprzyjazny i rowerom, i pieszym.
        W Holandii sa sciezki rowerowe, parkingi rowerowe i jazda rowerem nie jest ryzykowaniem zycia swojego i dziecka, w Polsce niestety jest tak, ze strach sie bac.
        Rowerow sporo jest tez w Dreznie, bo sa sciezki, sa tez powyznaczane miejsca na zaparkowanie roweru. U mnie we Francji jest troche gorzej jak w Holandii (mniej sciezek), ale i tak nie jest zle, bo po miescie co do zasady nikt nie jezdzi jak wariat, tiry tez nie jezdza co do zasady.
        Polska jeszcze musi sie ucywilizowac, na razie jestesmy na etapie akcji parkuj po ludzku, czyli nie parkuj jak cwok i nie zostawiaj samochodem chodnika.

        Ja osobiscie w PL nie wsiadlabym na rower
    • erillzw Re: samochód, mąż i rozterki 06.10.10, 21:22
      Na twoim miejscu poszukalabym taniego i sprawnego japonczyka lub stare dobre niemieckie auto a nie to jezdzace gowienko jakim jest cienkus.
      Tu zatem rozumiem postwe Twojego meza ze faktycznie sa to dodatkowe koszta. Ale jak dobrze trafisz to mozna miec dobre, sprawne i wieloletnie auto.
      Ja mam kilkunastoletnie mitshubishi ktorym jezdzil najpierw ktos w firmie Mauza, potem kupil je i jezdzil (malo grzecznie umowmy sie) on przez 3 lata i teraz jezdze nim ja.
      W ciagu dwoch lat uzytkowania koszty jego utrzymania (poza benzyna bo wiadomo) zamknely sie w 3000 - 3500 tys, z czego 1000 zl to byly nowe opony, drugi to ubzpieczenie na dwa lata (Mauz ma dobre znizki). Wiec de facto 1000 zl wydalam na "remonty" typu wymiana plynow, naprawa klimy, wymiana tlumika, wymiana lamp. Uwazam, ze jest to naprawde malo na tak stare auto i fakt, ze tak w sumie jest bezawaryjne bo wymieniam w nim tylko to co sie zuzywa w toku uzywania a nie dlatego, ze jest wadliwe.

      Lepiej doloz troche pieniedzy i kup cos lepszego po prostu. Tylko obgadaj z mezem jakie auto on by Ci doradzal zebyscie oboje nie mieli poczucia uwiazania i dyskomfortu .
    • q_fla Re: samochód, mąż i rozterki 06.10.10, 21:41
      Z całym szacunkiem, kiedyś jeździłam takim cinkusem za dwa patyki, szczerze nie polecam, szybko go sprzedałam, bo trzeba było do niego więcej dokładać, niż był tego wart.
      W tym temacie twój mąż ma rację, ale tylko w tym.
      Nie może mąż dziecka do przedszkola odwozić, a ty w miarę możliwości zaoszczędzić i kupić auto minimum pięcioletnie?
    • kamelia04.08.2007 Re: samochód, mąż i rozterki 07.10.10, 00:09
      co za cymbal, a skoro uwaza, za przedszkole jest blisko, to niech sam zaprowadza tam dzieci.
      A w ogole, to niech sam zapierdziela do pracy rowerem w deszcz i wiatr.

      Dlaczego chlop moze wozic dupsko samochodem, a dla kobiety jest toto zbedny wydatek, a jak ju sie doprosi, to dostaje grata po recyklingu?

      Kobieto, kup samochod, naucz sie jezdzic i nie pros sie. Problem w tym, ze za 2 tys niczego przyzwoitego nie kupisz. Jak masz troche wiecej kasy, to kup cos lepszego, jak cie nie stac, to moze zacznij jezdzic tym, co macie
    • premeda Re: samochód, mąż i rozterki 07.10.10, 08:40
      Ja się akurat z dziewczynami mało zgadzam ale ja swojego cieniaska mam do dzisiaj smile Fajnie by było, gdyby autorka mogła sobie kupić lepsze autko ale ona ma tylko te 2000 od babci, jeśli jest szansa, że mąż się zgodzi i mogą dołożyć to ok. Co do samego samochodu to tak jak z wszystkim trzeba trafić na dobry egzemplarz i tutaj cenias wcale nie wygląda źle. Ja kupowałam swojego zaraz po zrobieniu prawa jazdy to miało być auto na trochę, takiego którego nie szkoda byłoby mi zniszczyć, mam go już 4 lata. Udało mi się kupić samochód od faceta, który nawet nie wiedział ile ma biegów. Plusem jest na pewno cena części, łatwość ich wymiany, nawet jeśli chodzi o głupie żarówki smile Ostatni przegląd moje autko przeszło bez niczego miałam tylko spaloną jedną postojówkę , no i powoli zaczyna mi się sypać poduszka pod silnikiem. Inne auta w tym japończyk w dużo lepszym (wydawałoby się) stanie nie przechodziły, bo było coś tam do roboty. Co do wypadkowości to też nie jest najgorzej pewnie że to czołg nie jest ale w ostatni dzień zimy przydzwoniłam w dużo młodszą od mojego Vectrę ja miałam do wymiany lampę i amortyzator, Vectra roztrzaskany tył, w tym przestawioną belkę i nie zamykajacy się bagażnik, tylna klapa, zderzak i błotniki do roboty. Lampę i pogięty lekko błotnik zrobił mi brat, z amortyzatorem jeszcze trochę jeździłam, Vectra wylądowała na warsztacie. I teraz jeszcze jedno porównanie cieniaskiem jechałam 60km/h po lodzie, rok wcześniej mieliśmy wypadek 2-letnią pandą jechaliśmy 90km/h w czasie deszczu zaliczyliśmy dachowanie auto nadawało się potem do kasacji. No i z psuciem też nie jest tragicznie, musieliśmy go robić gdy mój chłop zaczął jeździć i trochę go traktować jak firmowego dostawczaka, woziły się więc cieżkie rzeczy bo narzędzia tokarskie, wałki stalowe itp. to owszem trzeba było wymienić sprężyny, a tak to świece, łącznik, żarówki i takie inne zupełnie niedrogie części.
    • lilly_about Re: samochód, mąż i rozterki 07.10.10, 08:49
      Mężuś ma cudne podejście do sprawy. Wykopałabym takiego na deszcz i kazała zawieźć dziecko rowerem. Ciekawe czy wówczas mówiłby, że przedszkole jest niedaleko. Pieniądze od babci przeznaczyłabym na samochód, ale dołożyłabym trochę na lepszy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka