Mam taki "problem". Teściowa pracuje jako sprzątaczka i wynosi ze swojego miejsca pracy co się da - herbatki "na spróbowanie", kawę, no i masę środków czystości, ręczników papierowych itd. Problem zaczyna się wtedy, kiedy chce mnie tymi swoimi zdobyczami obdarowywać. Uważam że to kradzież, nie uznaję "organizowania sobie" czy wynoszenia czegokolwiek z miejsca pracy. Na początku teściowa po prostu czyms mnie obdarowywała, a ja nie wiedziałam skąd to wzieła, myslałam ze po prostu kupiła. Od jakiegos czasu juz wiem. Gdy jeszcze mieszkałam z tesciową starałam sie kupowac własne srodki, choć oczywiście musiałam się nasłuchać ze po co na co, ze niepotrzebnuie wydaje pieniądze, jak ona przeciez wszystko moze przynieść. Teraz jestesmy akurat w trakcie urządzania się na swoim, wiadomo dożuo sprzątania poremontowego itd. Tesciowa ciągle narzuca się ze swoimi "orezentami". A ja nie wiem jak jej odmawiać. Za kazdym razem jak ze mną rozmawia, to mówi: tylko pamietaj nie kupuj zadnych płynów, proszków, ręcznikow, tylko powiedz a ja ci przyniose co bedziesz chciała. Mowie ze nie trzeba, juz mam, juz kupiłam, wtedy jest wielka obraza bo jak to, ona chciała pomóc i dać, a ja tak marnotrawię kase jej synka, wydając na rzeczy które mozna miec za darmo

Juz nie wiem jak jej odmawiać. Jestem tymi propozycjammi zarzucana za kazdym razem jak ja odwiedzam. Co radzicie, jak wybrnać z takiej sytuacji, nie obrażając tesciowej i nie mowiąc jej wprost ze uwazam ją za złodziejkę