mamahelenki1
21.11.10, 23:14
Czytam i czytam to forum a nigdy nic nie napisałam. Dziś przeprowadziłam pracę myślową i przypomniałam sobie dawno zapomniane login i hasło.
Na fali wątków o paczce pomyślała, że napiszę coś z własnego doświadczenia z tzw. bezrobotnymi, którzy proszą o pomoc w jakiejkolwiek formie.
A zatem, rok temu zarejestrowałam się w Urzędzie Pracy chcąc zmienić coś w swoim życiu. Odbyłam rozmowy z doradcą, uczestniczyłam w zajęciach aktywizacyjnych, wydębiłam do urzędu kurs indywidualny, dostałam dotację na firmę i dziś walczę aby to wszystko nie oszło na marne.
Ale nie o mnie tu mowa. Dziewczyny nawet nie macie pojęcia z jakim problemami ludzie tam przychodzą. Pełno tam właśnie tych biednych trzydziestoletnich synków, którzy w większej grupie nie potrafią zdania z siebie wydusić, pod pokojem tzw. odhaczania mamusie ich za rączki trzymają. Dosyć dużą grupę stanowią panowie 50+ którzy mają problem z zredagowaniem ogłoszenia "szukam pracy...". Zahukane panie domu, które są tak niepewne siebie, że do sali zajęć dosłownie się wczołgują a zaraz potem chowają się w najdalszym kącie sali. Szczęka opada. Jakbym nie zobaczyła to bym nigdy nie uwierzyła, że tacy ludzie są w moim oteczeniu. Ale oni są, tylko jakoś strasznie się chowają. Wspólnym mianownikiem dla tych wszystkich osób jest to, że oni tak naprawdę żadnej tzw. wędki nie chcą. Nie spotkałam tam dwa razy na żadnym ze spotkań tej samej osoby a przez pół roku uczestniczyłam chyba we wszystkich możliwych warsztatach. Oni nie widzą sensu w tym, że przyjdą poćwiczyć rozmowy kwalifikacyjne, porozwiązują zadania motywacyjne itp.
Jak czytam wasze posty z profilami z paczki to właśnie te osoby stają mi przed oczami.