meliissa
05.01.11, 14:44
Obrazek nr 1:
Wyjeżdżam po dziecko do szkoły. Jadąc po nią, grzecznie zwalniam na ulicy przy szkole ograniczenie prędkości 40, potem 30. Za mną jedzie wyraźnie niecierpliwiący się kierowca, w końcu nie wytrzymuje wyprzedza i kilkadziesiąt metrów przed szkołą przyspiesza, za chwilę już go nie ma.
Obrazek nr 2:
Odbieram dziecko z przedszkola. Dwa, trzy razy w tygodniu widzę na tej malutkiej uliczce mknący samochód z kierowcą myślącym inaczej... Tego dnia mam "szczęście" samochód jedzie właśnie w chwili kiedy dochodzimy do jezdni. Wychodzę wściekła na ulicę(odpowiednio wcześniej, żeby mnie idiota nie rozjechał) i zatrzymuję go. Podchodzę i pytam czy zauważył tablicę na domu informującą, że znajduje się tu przedszkole. Kierowca patrzy na mnie jak na kretynkę, wyraźnie nie wie o co mi chodzi.
I teraz tak się zastanawiam. O czym myślą Ci kierowcy? Czy w ogóle myślą? Czy musi się wydarzyć tragedia, żeby co poniektórzy zaczęli widzieć więcej niż czubek własnego nosa? Dlaczego przy żadnej z tych ulic nigdy nie zdarzyło mi się zobaczyć policji z radarem, za to zdarza się, że widzę ich w krzakach łapiących kierowców przekraczających prędkość na drodze biegnącej przez łąki i pola?