mimka23
07.01.11, 09:14
W mojej parafii już drugi rok z rzędu dowiaduję się o kolędzie na godzinę przed. Wiem, że w kościele na pewno wisi informacja i jeśli jestem zainteresowana to zawsze mogę koczować już na 2 tygodnie przed i czekać na kartkę... Ale jeszcze kilka lat temu taka kartka była wywieszona na klatce, a w najgorszym wypadku ministranci chodzili po mieszkaniach na kilka dni przed i pytali czy przyjmiemy kolędę tego i tego dnia.
A tymczasem wczoraj siedzimy z mężem w zabałaganionym mieszkaniu i odpoczywamy po kilkudniowej grypie żołądkowej a tu po 17-tej pukanie do drzwi. Otwieram, a dwoje ministrantów się pyta czy przyjmiemy kolędę. No to ja na to: a kiedy? A oni: za jakąś godzinę ksiądz będzie bo jest piętro wyżej na razie. Nosz kurna. Takie stawianie przed faktem dokonanym chyba nie jest w porządku. Rok temu się na takie coś zgodziłam, ale nie tym razem. Dodam, że na pewno nie chodzili wcześniej, bo z racji choroby siedziałam ostatnio w domu. No i powiedziałam że nie przyjmę w takiej sytuacji, bo nie jestem przygotowana. Dosyć tego! Powiedziałam, żeby następnym razem wcześniej uprzedzali. Nawet jeśli ta godzina czasu miałaby wystarczyć aby jako tako doprowadzić mieszkanie do ładu, to niby z jakiej racji mam się zrywać i sprzątać skoro ktoś nie potrafi uprzedzić?