Byłam w świątyni współczesnego świata - w galerii handlowej. I wniosek jeden: zalew szmat i nic więcej. Pozostałe wnioski:
1. Kupienie czegoś co nie wygląda jak psu z gardła, graniczy z cudem.
2. Kupienie czegoś klasycznego: nie w ciapki, nie w stylu frufruwajki graniczy z cudem.
3. Nie wiem, kto to szyje. Kiedyś jak nosiłam rozmiar 44 myślałam, że coś ze mną jest nie tak, teraz gdy ważę 25 kg mniej widzę, że nic się nie zmieniło: w sukienkach nie ma miejsca, ani na biust, ani na pupę.
4. Firma, ba cena, nie gwarantuje jakości. Spódnice bez podszewki, krzywo uszyte, zaciągnięte swetry.
5. Obsługa miła, aczkolwiek nie zawsze kompetentna. Przemiła pani udowadniała mi, że jak widać pół biustu na wierzchu to jest seksi i fajnie, a akryl to inna nazwa wełny