jowita771
16.03.11, 10:18
Pracuję na stanowisku, na którym praca trwa 24 godziny na dobę. Święta, niedziele też. Jest nas cztery, pracujemy na zmiany, po 12 godzin. W nocy przeważnie da się przespać, ale czasami się nie da zupełnie. Jak którejś nie ma, to inna musi przyjść do pracy za nią. Jak jest urlop, albo ktoś zachoruje, to pracujemy na trzy. Na dłuższą metę jest to męczące, raz było tak, że jedna koleżanka dość poważnie zachorowała, nie było jej trzy miesiące czy nawet trochę dłużej. Była zima, trzymałyśmy się jakoś, starałyśmy się nie chorować, na szczęście się udało, jak którąś coś brało, to jakieś Gripexy i do pracy.
I teraz jestem w ciąży. Szef powiedział, że dopóki ciąży nie widać mogę pracować normalnie, potem zmienimy grafik i dziewczyny będą musiały się dostosować. O zatrudnieniu dodatkowej osoby nie chce słyszeć. Ja mam termin na wakacje i sądząc po mojej pierwszej ciąży, mogę do końca nie popracować, więc całe wakacje mnie nie będzie, dziewczyny o urlopach mogą zapomnieć, tzn. szef powiedział, że nie muszą brać w wakacje, tylko kiedy indziej. Ja zamierzam po macierzyńskim wrócić do pracy, ale wybiorę cały macierzyński, jaki mi się należy plus potem urlop.
Powiem Wam, jestem zniesmaczona. Już kiedyś szef powiedział, że wolałby, żeby pracownicy szli na urlop w listopadzie albo marcu, teraz to. Dziewczyny się zagotowały, wcale im się nie dziwię. W dodatku wszystkie młode i bezdzietne, więc może się zdarzyć, że będą w ciąży jedna po drugiej i co, mamy pracować przez np. trzy lata bez urlopu?
Nadziwić się nie mogę.