Wczoraj na ten przykład się nie nudziłam
{Ponieważ jestem megazmęczona samotnymi wieczornymi rytuałami dzieckowymi, to ochoczo powitałam wcześniejszy powrót męża z pracy i z radością przekazałam mu berło na jeden wieczór.
Zabrał się ochoczo za działanie.
Nakazał starszemu iść dokładnie umyć zęby, przyodziewał małego w piżamę, uprzednio posmarowawszy emulsją, zagadywał do psa.
Po kwadransie, w którym to kwadransie starszy wciąż miał nieumyte zęby, mały uciekał goły po chałupie, a pies gryzł jego piżamę, mąż stracił nieco cierpliwości.
Po półgodzinie już darł się na psa, żeby natychmiast szedł umyć zęby, młodszemu dziecku kazał się pakować do szkoły, a starszemu wydał komendę "na miejsce, ale to już!"
Wspomniał też coś o Tworkach.
Ja nie zrobiłam nic. Słownie- NIC.
I włąśnie wtedy, od niechcenia, nasz nastolatek zadał mi pytanie, po którym zrobióo mi się słabo.
Pytanie brzmiało:mamo, czy ty byłaś kiedyś zawieszona w prawach ucznia?
Zanim przystąpiłam do poważnej rozmowy w temacie zawieszania w prawach ucznia, poszłam się wykąpać w pianie.
Za mną zwyczajowo wlazł do łazienki kundel i wrzucił mi do wanny kolejno, jak następuje: rolkę papieru toaletowego, kromkę chleba i szmatę do podłogi.
Dłuższe przebywanie w wannie uznałam za bezzasadne.
POnieważ dojrzałam do decyzji o poważnej rozmowie ze starszym synem, to poszłam do niego do pokoju.Przyjaźnie, bez nacisków, drapiąc pio plecach, zagaiłam rozmowę, w trakcie której zasnęłam.
Ok 3 doczłapałam się do osobistej sypialni, gdzie zastałam ślubnego, jak kotłował się wśród bezsennej nocy po naszym kingsajzie.Połśpiąca spytałam go, dlaczego mnie nie obudził i otrzymałam logiczną odpowiedź:bo spałaś.
Dzisiaj postanowiłam nieco osłodzić żywot (mój żywot) i kupiłam wymarzoną wierzbę mandżurską w centrum ogrodowym.
W drodze powrotnej, kiedy usiłowałam dojechać szczęśliwie z tym drzewem, doszło do małżeńskiej kłotni, kiedy to mąż doczytał, że wierzba "dorasta do 6 m" i że "gdzie my ją wsadzimy".
Wierzba mandżurska stoi w korytarzu. Pies o piczy kłak a padłby na atak serca, kiedy zobaczył w drzwiach zielonego potwora o poskręcanych kudłąch (wierzbę zobaczył znaczy, nie pisałam o sobie).
Potem wleciała z tak zwanego nienacka Jedyna W Swoim Rodzaju Tesciowa i rzekła: dziecko, ależ to rośnie ogromne! Zawali ci cały ogród! Nie wyrośnie w nim już nic! I zdechnie to, co już masz! I ma średnicę jakieś trzy metry!
Zasmuciłam się wielce tymi trzema metrami i wlazłam w net, żeby się pocieszyć.
Tu znalazłam informację, że wierzba m. "w sprzyjających warunkach dorasta do 10 metrów"
Qrwa, jak znam życie, w moim ogrodzie będą bardzo sprzyjające warunki
Na koniec okazało się, że zakupiona dzisiaj bluzka z Nexta, w zwyczajowym dla mnie rozmiarze, jest za mała...
Przestałąm się jednakowoż bać, że moje drzewko zawali mój ogród.
Ja wtych okolicznościach nie mam szans dozyć nawet do dwóch metrów...