rulsanka
15.04.11, 10:54
Już nie wiem, czy mam się cieszyć czy martwić. Im lepiej gram, tym bardziej mi żal, że nie zaczęłam jako dziecko. Z kolei samo granie sprawia mi przyjemność, którą oczywiście psuje fakt, że nie umiem, tak jakbym chciała. Na razie nie planuję zapisywać się na żadne zajęcia, bo nie mam czasu. Gram wyłącznie dla przyjemności, głównie ze słuchu na pianinie, czasem z samouczkiem na keyboardzie i bardzo krótko, np. gdy gotuje mi się woda na herbatę, czasem mam przerwę po kilka tygodni, a czasem gram kilka razy dziennie. I robię postępy.
Mam żal do moich rodziców, że nie zapisali mnie na lekcje muzyki, jak byłam w szkole. Zawsze chciałam, zawsze im o tym mówiłam. Nauczyłam się grać ze słuchu na cymbałkach, jak je dostałam w wieku lat 7. Rodzicom nie chciało się mnie nigdzie wozić, poza tym uważali że to moja fanaberia. Podobnie było z karate - chciałam chodzić i też nie było czasu ani chęci. Choć sztuki walki i muzyka nie bardzo do siebie pasują, to w obu tych sprawach czuję że zmarnowałam potencjał i teraz jest już za późno. Co do sztuk walki to na studiach chodziłam na aikido i to było cudowne, niestety kolano mi nie pozwala na dalsze treningi.
Jestem zła i rozżalona, bo tego się już nie nadrobi. Można w wieku dorosłym dokonać wielu rzeczy, ale na to nie ma czasu, albo zdrowia.