whitney85
03.05.11, 19:41
Czy podzielacie to określenie na pokolenie lat 80?
Ja niestety tak. A oto dlaczego:
- jako wyż mieliśmy większą konkurencję aby dostać się do liceum i na studia
- wszyscy pchali nas do liceum i na studia (sama slyszalam ze technikum to wstyd a zaoczne to nie studia)
- bylismy żyłą złota - tak nas dużo chciało się uczyć, że większość z nas za studia słono płaciła
- jako że większość z nas zdobyła tytuł magistra, teraz nasze wykształcenie społeczeństwo dyskredytuje
- utrudnono dostęp do wielu zawodów - pielęgniarką, położną czy radiologiem nie zostaje się jak kiedyś po technikum lecz po studiach, prawnicy lub psycholodzy by móc zarabiać pieniądze muszą po ukończonych studiach nadal się uczyć i zdawać egzaminy. Do wyceny nieruchomości jest dłuuuga droga przez mękę a by pracować za grosze w OPS uprawnienia pracownika socjalnego. Podobne bariery są w bibliotekach czy szkołach.
- nie wiadomo gdzie zdobyć praktyczne umiejętności - kiedyś mistrz przyjmował ucznia do przyuczenia, teraz każdy już ma umieć na wstępie
- na rynek pracy wchodziliśmy w kryzysie, który przecież "zielonej wyspy" nie dotknął ale dla pracodawców trwa
- wpędzają nasze pokolenie w darmową pracę (staże) i stało się to już tak powszechne, że osoby bez odbytego stażu są wyjątkami
- mieszkania będziemy spłacać 30 lat
- krzyczą, żeby rodzić dzieci a jak ktoś się decyduje, traci pracę, nie ma miejsca w żłobkach a nieraz i na porodówkach (no i zabrano nam nawet znieczulenie...)
Nasi rodzice po ukończeniu edukacji - nie ważne po którym stopniu - mieli pracę. Każdy miał kasę na wczasy. Ludzie nie mieli zbyt wiele więc nierówności nie bolały jak teraz i nie było czego zazdrościć. Urlop wychowawczy był płatny, były m-ca w przedszkolach i żłobkach a kobiety decydując się na dzieci nie popełniały zawodowego samobója.
To się pożaliłam w ten śnieżny majowy dzień.