zebra12
14.05.11, 15:21
Mam koleżankę z bloku, z którą znamy się od 11 lat. Na początku było między nami ok. Spędzałyśmy razem wakacje u mnie na wsi, szalałyśmy po mieście itd. Było fajnie. Minęły lata i koleżanka zaczęła robic się coraz bardziej dziwna. Myslałam, że stres, że samotne macierzyństwo, że skromne środki na życie dają jej w kośc. Starałam się jej pomagać jak mogłam.Zajmowałam sie jej dzieckiem, gdy po nocce szła spać, czasem dałam obiad, czasem zabrałam małą na wycieczkę. Ale koleżance zaczęło się robic wciąż gorzej. Najpierw niewinnie. Pierwszy raz na wsi podczas wakacji. Gdy rozpaliłsyśmy ognisko dzieci i my (była jeszcze z nami jedna rodzina i mój mąż) zaczęliśmy się wygłupiać, śpiewać, a potem udawać, że lądują kosmici. Ona zaczęla histeryzować, że się boi, że to nie żarty... Jakoś przeszłam nad tym do porządku dziennego. Potem znów mi opowiadała, jak jechała z miasta i widziała na niebie jakiś obiekt. Opisywała mi go dokładnie i była zdziwniona, że nikt na to nie zwraca uwagi. Niedawno nasze dzieci szły do komunii. Pomagałam jej w przygotowaniach, nawet zaprosiłam ją na obiad po komunii. Na drugi dzień moja córka dostała smsa od jej starszej córki o treści: Ty kur.o jedna, szmato, je.na, jak ci przyp... itd. Powiedziałam o tym koleżance ona niby przepraszała, ale wtedy się zaczęło...: uznała, że WSZYSCY moi goście obgadywali jej córkę (starszą, nie komunistkę). Teraz po kilku latach od tej komunii jestem zasypywana smsami, że ja ją przesladuję, dręczę, że jej zadroszczę, że jeszcze żyje, że ja inwigiluję. Niedawno napisała mi list... na papierze toaletowym. Była u pedagoga na skargę. Znów dwa dni temmu porzyszły kolejne smsy. Pisze, że zglosi to na policję. Róznoczesnie zabroniła swojej córce rozmawiać i kumplowac się z moją. Tymczasem ona wciąż chodzi za moją i chce się kumplowac... Są w 4 klasie. Juz mi ręce opadają. Czasem się pokłocą, jak to dzieci, ale wtedy córka koleżanki wyzywa moją od ..ujów, a ona nie może się bronić, ani nic powiedzieć, bo ta potem biegnie do mamy i zaczyna się jazda. Jak każę mojej ignorować młodą , to tez może się źle skończyć dla nas. Obchodzimy się z nią jak z jajkiem. Z daleka, nic nie mówimy na ich temat, nie zbliżamy się itd. ale to nic nie daje. A ostatnio corka koleżanki zaczyna dręczyć moją i wyśmiewa ją, że nie wierzy w Boga, ani w Matk e Boską, ani w Jezusa. Może to głupie, ale dziecko to przezywa. Ostatnio na stołowce powiedziała, że wsadziłaby ja do torby bez otworów, żeby się udusiła... Bezpośredni sąsiedzi koleżanki z piętra mówią, że ona bije dzieci, krzyczy, kopie, że juz policję wzywali. Ale dzieci milczą. Pedagog mówi, że koleżanka jest w złym stanie i sama nie wie, co zrobić. Koleżanka miała ponoc brac leki, ale mieszka sama z dziećmi i niczego nie bierze jak widać, Za to powiedziała pedagog, że na niczym jej nie zależy, że może iść do więzienia, lub umrzeć, że mogą jej zabrac dzieci, ale ona nie odpuści! Boję się, że teraz odwiedzi mnie policja!
Co ja mam zrobić? Doradźcie coś?