U mnie taki osobisty koniec świata na pewno. Przyjechał, zabrał swoje rzeczy jak gdyby nigdy nic, a takich tłumaczeń, jakie usłyszałam, wolałabym w ogóle nie usłyszeć. Obiecał tylko, że sie będzie odzywał, żebym do niego pisała regularnie, jakby było coś nie tak. O tym szczególnym problemie nie powiedziałam, mimo że kilka osób mi to proponowało. Wiele nieprzyjemnych sytuacji w naprawde krótkim czasie chyba mnie do obłędu i depresji doprowadzi. Znieczulam się w wiadomy sposób

. Wiem, że to źle. Ale już nie mogę, po prostu. Chory świat.