dulcymea11
27.05.11, 09:12
Idziemy sobie z kolezanka chodnikiem, rozmawiamy. Z naprzeciwka idzie facet i ma dwa bulteriery na smyczy bez kagancow. Kiedy odleglosc robi sie taka na 4m facet sciaga smycze i ciagnie psy na jakies 3 m w bok i trzyma te psy krotko przy nodze (psy wlasciwie niewzruszone).
I teraz pytanie o co chodzi?
Pieski szly sobie normalnie a facet chcial zademonstrowac jaka on potencjalna bron dzierzy na smyczy i mialysmy pasc z wrazenia/ strachu?
Czy jest to rasa, ktorej zupelnie nie nalezy ufac? (w takim razie mogl im zalozyc kaganiec)
Co to za spacer (dla faceta i psow), kiedy trzeba schodzic kazdemu z drogi i wlasciwie po co?
Czy nie jest tak, ze majac taka rase, pies powinien przejsc jakies szkolenie?
Ja rozumiem zasade ograniczonego zaufania do zwierza (kazdego) ale takie zachowanie faceta wydalo mi sie dziwne. Moze gdyby szlo dziecko to bym zrozumiala - w koncu dzieciak moze reke wyciagnac czy zrobic krok w strefe, w ktorej pies poczuje sie zagrozony ale my z kolezanka zajete bylysmy rozmowa i gdyby ten gosc tak ostetntacyjnie nie postapil to bysmy go pewnie nie zauwazyly.
Nie piszcie, ze te psy powinny miec kaganiec - to oczywiste. Nie piszcie, ze mogl zapomniec - jak sie ma taka rase w domu to chyba kaganiec jest podstawa wyjscia na osiedle. Probuje pojac po co koles bierze psy bez kaganca i urzadza sceny.