vivaluna
05.06.11, 23:58
Moja córka miała dziś specyficzną przygodę. Razem z drużyną harcerską prowadziły akcję zarobkową w jednym z supermaketów-w zamian za pakowanie zakupów dostają tzw. co łaska. Jako, że zaraz po akcji szła na urodziny koleżanki w tymże sklepie kupiła czekoladki jako dodatek do prezentu-dostała na ten cel pieniądze ode mnie. Paragon poświadczyła odpowiednia osoba i córka zaniosła bombonierkę na zaplecze i schowała do torby. Dziewczynki wychodziły tzw. służbowym wyjściem więc zostały przeszukane. Kobieta, która to robiła znalazła czekoladki zapakowane w ozdobną torebkę i krzycząc, że córka jest złodziejką zniszczyła prezent-całość została zgnieciona. Paragon w całym zamieszaniu gdzieś się zagubił choć był w torbie, kobieta zawlokła dzieciaka do tzw. pokoju przesłuchań szarpiąc i wyzywając. Zagroziła, że jak córka nie zapłaci to wezwie policję. Dzieciak jak to dzieciak, wysupłał kasę, dorzuciły koleżanki i zapłacił jeszcze raz. Zamiast pójść na urodziny wróciła zryczana do domu ze zdezelowanym prezentem.
Dziwi mnie postępowanie tej osoby, wymusiła kasę, zamknęła w oddzielnym pomieszczeniu, wytarmosiła dzieciaka i publicznie zwyzywała od złodziejek. Córka strasznie to przeżyła, jest niezwykle uczciwa, bardziej zabolało ją to oskarżenie niż zniszczony prezent. Nieźle się też wystraszyła.
Wykorzystałam sytuację aby pouczyć-paragon chowaj do portfela zaraz po zakupie, nie dawaj się nigdzie zaciągać, szarpać, legitymować i rewidować, choćby się waliło i paliło żądaj wezwania policji i telefonu do rodziców. Dziecko bardzo się zdziwiło, że ma jakiekolwiek prawa...