sueellen
11.07.11, 08:24
że mój m zginął w wypadku samochodowym (chyba).
Pojechaliśmy oglądać jakieś mieszkanie. Było dziwne i mi się nie podobało. Na doł mozna było zjechać tylko windą bo schody były poblokowane, do tego wlaściciel miał dziwne wymagania. Po obejrzeniu mieszkania, wychodząc z bloku dzwoniłam do niego mówiąc, że się nie decyduję.
Wsiadłam do samochodu, przejechałam ze 100 metrów i zobaczyłam, że na drodze ktoś leży, obok stalo pogotowie. Wiedziałam już, że to mój m. Zapytalam lekarza, co się stało, a on że niestety nie żyje. A wygladał jakby spał, żadnej krwi, żadnych urazów. Obudziałam się o 5 rano, wtulilam w śpiącego faceta, który wygladał tak samo jak tam na tej drodze, a on tylko mruknął: jestem śmiertelnie zmęczony, obiecuję, jutro, jutro.