Ja opiszę dwie sytuacje, dobrze?
1.Po długich namowach wreszcie odwiedziła mnie na emigracji mama. Cieszyłam się jakby mi kto wkieszeń nasrał; postarałam sie też, by powitanie wypadło GODNIE oraz ZACNIE.
Od rana stroiłam więc kuchnię i gary.Gdy mój mąż wprowadził teściową w dom, na stole dumnie stały:zupa z bakłażanów, cytrynowy pstrąg w czosnkowych brokułach, młode ziemniaczki z masełkiem w mięcie i pietruszce, trójkowlorowy deser lodowy i wytworne alkohole do kompletu.
Zjedliśmy.
-Dziękuję corciu- powiedziała mama.-Najadłam się, że ho ho.Ja włąśnie najbardziej lubię takie proste, niewyszukane dania.Najem się tylko swojskim jedzeniem...

2.Stare, redakcyjne czasy.Przygotowujemy numer wielkanocny gazety.Jestem na kolegium red z konieczności z moim siedmioletnim podówczas synem.My gadamy, on coś rysuje.Dyskusja, co dac na okładkę gazety; ja rzucam jakąś propozycję.
-No, to będzie dobre- mówię.-Taka metafora Golgoty...
Mój syn odrywa się od rysunku i ze zdziewieniem pyta:metafora czego?
To teraz wy i wasze miny