Dodaj do ulubionych

Jak zmobilizować się do odchudzania?

23.07.11, 09:05
Mam sporą nadwagę (na granicy otyłości).
Powinnam schudnąć.
Dla zdrowia, dobrego samopoczucia i ładnego wyglądu.
Ale nie potrafię.
Za bardzo lubię jeść (szczególnie słodycze).
Może znacie jakieś sposoby? Każda konstruktywna rada mile widziana smile
Ps. Zamieściłam ten wątek na forum Mama Cud ale bez odzewu.
Dlatego swoje pytanie kieruję tutaj.
Obserwuj wątek
    • leserka0 Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 23.07.11, 09:14
      Jeśli za bardzo lubisz jeść, to nie schudniesz. Tak trudno zrozumieć?
      Możesz chodzić nawet 5 razy w tygodniu na zajęcia sportowe, ale jeśli nie przestaniesz się obżerać, to nic one nie pomogą.
      Wszystko jest w Twojej głowie. Jeśli mówisz lubię jeść, mówisz też nie chcę schudnąć.
      • verdana Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 23.07.11, 09:21
        Większość ludzi lubi jeść i w tym akurat nie ma nic złego.
        Proponuję - przez tydzień zapisuj absolutnie wszystko, co zjadłaś, nawwet kompletne drobiazgi, typu łyżka potrawy, którą gotujesz. Pisz co jadłaś, co pilaś i zaznaczaj godzinę.
        Po tygodniu weż zakreślacze. Jedny zakreśl to, czego zjeść nie powinnaś, bo tuczy - czyli słodycze, drugim kolorem to, co zjadłaś z lakomstwa, a nie dlatego,z e byłaś glodna.
        Zobaczysz , o ktorej jesz za dużo i co mogłabyś sobie darować, bo zjadłaś bezmyślnie.
        Potem prowadź zapiski dalej, swiadomość, ze będziesz musiała zapisać to co jesz bardzo powstrzymuje od wzięcia trzeciej kanapki czy kolejnego ciasteczka. Nie musisz od razu zrezygnować absolutnie ze wszystkiego - ta metoda pozwala sie jedna ograniczać.
        • leserka0 Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 23.07.11, 09:32
          Ja też lubię, ale nie mówię przy tym, że muszę schudnąć. Można chudnąc tylko jedząc mniej kalorii, a przy założeniu, że autorka lubi słodycze i z takim jej nastawieniem, nie ma szansy schudnąć.
          • rosapulchra-0 Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 23.07.11, 11:05
            Ja to, ja tamto, ja, ja, ja.. uncertain
            I jaka pewność, że dziewczyna nie ma szans na schudnięcie. Bo? suspicious
        • estelka1 Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 23.07.11, 21:31
          super patent, dzięki smile
      • totorotot Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 23.07.11, 16:50
        > Jeśli za bardzo lubisz jeść, to nie schudniesz. Tak trudno zrozumieć?
        > Możesz chodzić nawet 5 razy w tygodniu na zajęcia sportowe, ale jeśli nie przes
        > taniesz się obżerać, to nic one nie pomogą.

        a to nieprawda. jak będzie chodzić 5x w tygodniu na zajęcia to i rozpusta żywieniowa (no, w granicach normy, kilo krówek dziennie odpadawink będzie dozwolona a i tak dziewczyna powoli zacznie tracić wagę. regularny ruch budzi do życia metabolizm. wszystko szybciej się trawi, nie tylko w momencie ćwiczeń ale i nawet w trakcie leżenia na kanapie smile
    • broceliande Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 23.07.11, 09:27
      A co sobie rekompensujesz tymi słodyczami?
      Zjesz czekoladkę, bo życie jest ciężkie, nikt cię nie lubi, nie masz faceta albo facet cię olewa?
      A ruszasz się?

      Przede wszystkim bez pośpiechu.
      Wyznacz sobie zasady:
      - jeśli słodycze, to nie na deser, tylko jako posiłek. Ja tak robię: pół czekolady albo dwa pączki do kawki rano i zero śniadania.
      - je się trzy razy dziennie, żadnego podjadania, żadnych "gryzów" między posiłkami.
      - po wyznaczonej godzinie, na przykład 18.00 już tylko owoce.
      - zacznij używać mniejszych talerzy
      - wyczuj ten moment, kiedy już się najadłaś, tylko przyzwyczajenie sprawia, że się dopychasz.
      • leserka0 Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 23.07.11, 09:30
        Tak może jeść osoba, która ma dobrą wagę, a nie taka, która chce schudnąćwink
        Poza tym pączek zamiast pożywnego śniadania, to nie jest dobra rada dla nikogo.
        • broceliande Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 23.07.11, 09:36
          Serio?
          No, ale jak ktoś lubi słodycze, to co? Ma całkiem rzucić? Przecież będzie nieszczęśliwy...
          • solaris31 Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 23.07.11, 09:50
            No, ale jak ktoś lubi słodycze, to co? Ma całkiem rzucić? Przecież będzie niesz
            > częśliwy...

            a będzie. jak każda osoba na odwyku. bo od słodyczy można się uzależnić , podobnie jak od alkoholu, papierosów, kawy i tak dalej.

            a do autorki - dokonałaś najgorszego wyboru z mozliwych, pisząc tutaj o swoim problemie z otyłością. bo tu jest masa wszechwiedzących w ich własnym mniemaniu osób, które uważają, że rada pod tytułem - rzuć słodycze, więcej się ruszaj - to super recepta na odchudzanie. a tymczasem to takie proste nie jest.

            znajdź forum dla odchudzających się albo dla otyłych i tam szukaj wsparcia. tu go nie znajdziesz na pewno. i przeczytaj ten wątek : forum.gazeta.pl/forum/w,567,126536288,126536288,No_i_doszlamdo_135kg_.html?fb_xd_fragment#?=&cb=f244ee11439d79c&relation=parent.parent&transport=fragment&type=resize&height=20&ackData[id]=1&width=90

            jest tam wiele ciekawych informacji, no i po tej lekturze dowiesz się, dlaczego Ci pisze, że trafiłaś najgorzej jak można wink
            • korusiar Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 23.07.11, 10:02
              Solaris31, dziękuję za namiary. Może masz rację, że tutaj zbytnio nie znajdę wsparcia, częściej krytykę i mocne słowa.
              Ale bardzo lubię to forum i pomyślałam, że warto zapytać.
              Dziękuję za wszystkie wypowiedzi, za te trochę uszczypliwe też wink
        • kali_pso Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 23.07.11, 12:57

          No proszę Cię...tak nie powinien jeść nikt- czy się odchudza czy nie- to śmieciowy "posiłek" niczym nie rózniący się od jedzenia hamburgera na śniadanie. Głupota.
      • korusiar Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 23.07.11, 09:53
        "A co sobie rekompensujesz tymi słodyczami?
        Zjesz czekoladkę, bo życie jest ciężkie, nikt cię nie lubi, nie masz faceta albo facet cię olewa?
        A ruszasz się?"

        To wygląda w ten sposób, że w ciągu dnia jem nieregularnie, to są max 2 posiłki (śniadanie i obiad), kolacja ok 19.
        Niestety wieczorem, gdy już położę dziewczynki spać, lubię zjeść porcję lodów (uwielbiam) albo kawałek ciasta.

        Czy to jakaś rekompensata? Może.
        Mam męża, który bardzo mnie kocha ale życie rzeczywiście nam się skomplikowało (choroba starszej córki).
        Być może ta wieczorna przyjemność (mąż też lubi słodycze) to taki mały relaks na koniec dnia.
        Albo przyzwyczajenie.

        W zeszłym roku regularnie ćwiczyłam w siłowni, ale przez ten rok miałam pod opieką również młodszą córkę i ćwiczenia odpadły. A w domu trudno się zmobilizować (chociaż kupiłam stepper i hantle).
        Od września Zuzia pójdzie do przedszkola więc sytuacja się zmieni i będę miała więcej czasu dla siebie.
        • broceliande Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 23.07.11, 10:04
          Wiesz co? Mając dzieci powinnaś chyba bardziej regularnie żyć, w tym jeść, ustalić jakiś rytm.
          Ja miałam problem z wagą, bo właśnie posiłki w domu były nieregularne.
          Generalnie dalej mam problem z jedzeniem (kiedyś bulimia) i nie wiem, czy mając córkę umiałabym przekazać jakieś normalne podejście do jedzenia i wagi, wyglądu...

          Stepper w domu... no nie wiem. Zmobilizujesz się? Może lepiej zapłacić za miesiąc z góry w siłowni, wtedy może się będzie chodzićsmile
          Jak będziesz miała więcej czasu dla siebie?
        • kali_pso Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 23.07.11, 12:54

          Zacznij od rozmowy z mężem i wspólnego ustalenia nowego, sposobu żywienia Waszej rodziny no i przyjemności z mężem pszukaj gdzie indziej niż w cieście- będzie zdrowiej i przyjemniejwink
          No i wejdż na jakieś konkretne forum tak jak radziła solaris.
      • kali_pso Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 23.07.11, 12:51
        > - jeśli słodycze, to nie na deser, tylko jako posiłek. Ja tak robię: pół czekol
        > ady albo dwa pączki do kawki rano i zero śniadania.


        To chyba jakiś żart? I czego według Ciebie dostarczyć ma ona wartościowego tym" posiłkiem" swojemu organizmowi? Bo że za godzinę po takim sniadanku będzie znowu głodna, to pewne.
    • deedazzle Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 23.07.11, 09:58
      obawiam sie ze z takim podejsciem to nigdy nie schudniesz
      jakiej rady oczekujesz? ze napiszemy ze znamy diete cud na ktorej same slodycze sie je?
      jak ja bylam na diecie to pozwalalam sobie na 2 ciasteczka przez caly dzien - takie male typu biszkopcik czy inne paskudztwo. zjadlabym pewnie ze 20 no ale taka idea diety ze sie nie je tego co bys sie chcialo
      pomysl z zapisywaniem dobry - ja bylam na diecie weight watchers i tez zapisywalam wszystko co jadlam.
    • ankh_morkpork Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 23.07.11, 10:12
      Pooglądaj swoje zdjęcia z ostatniego urlopu, imprezy rodzinnej, najlepiej takie zrobione przypadkiem, bez pozowania, przez fotografa amatora. I powtórz oglądanie, jak Ci motywacja spadnie, alboprzylep sobie na lodówce takie, na którym najlepiej widać wszystkie wałki tłuszczu. Albo stań naga w pełnym świetle przed lustrem w łazience / sypialni i obejrzyj się ze wszystkich stron, bez wciągania brzucha itp.

      A potem spróbuj wejść na 4 piętro i pobiegnąć za autobusem kilka razy.

      Jak przed imprezą, na której Ci zależy, nie będziesz w stanie kupić nigdzie jakiejkolwiek sukienki, w której nie wyglądasz jak beka, to motywacja do odchudzania też może wzrosnąć. Możesz sobie wspominać takie "udane" zakupy za każdym razem, jak nabierasz ochoty na kolejną czekoladę.

      A skoro lubisz jeść, to może lubisz też gotować? Poeksperymentuj w kuchni z gotowaniem czegoś nowego, co przy okazji jest zdrowe i nietuczące - kuchnia włoska? grecka? azjatycka? pięciu smaków?
      • niezwykladziewczyna Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 23.07.11, 10:28
        Poszłabym dalej i kupiłabym wymarzoną sukienkę 2,3 rozmiary mniejszą, powiesiła na widoku i katowała się jej niemożnością założenia. To też mobilizuje.
    • dziennik-niecodziennik Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 23.07.11, 11:33
      hehe
      witaj w klubie osób lubiących jesc smile

      podrzucę Ci takie małe sposoby na ograniczenie słodyczy i stopniowe zmniejszenie kalorycznosci potraw:
      - jak masz ochote na czekolade - zrób sobie kakao; smak zaspokoisz, a kalorii jednak duuuuużo mniej;
      - jesli słodzisz herbate czy kawe - traktuj to jako słodycze; zrób sobie herbatkę, posłodz i pij przez pół dnia jak Ci przyjdzie ochota na coś slodkiego - też niby nic a kalorii jednak mniej;
      - słodzenie ograniczaj stopniowo - nie da rady po latach picia słodkiej herbaty wypic nagle gorzką i udawac ze jest pyszna; jak słodzisz dwie łyzeczki - posłodz sobie półtora i tak stopniowo stopniowo dojdziesz do pół łyżeczki, a to to juz pikus i mozna zostawic;
      - słodycze wybieraj mądrze - są ciastka i ciastka, wiesz - pączki a ciasteczka owsiane... lody podobnie - nie musisz całkiem od razu rezygnowac, ale zamiast śmietanowych kupuj sorbety; i w ogóle nie trzymaj słodyczy w domu! jak po kazdego batonika trzeba bedzie leciec do sklepu to i sie odechce, a jak nie to przynajmniej kalorie sie jakies spalą - i Tobie i mężowi wyjdzie to na zdrowie smile
      - na zakupy chodz po posiłku - zobaczysz ze o wiele łatwiej wtedy sie powstrzymac od kupowania byle czego bo "oczy chcą";
      - nie pij napojów typu cola itd! nie pij naprawde. jak musisz bo masz strasznego smaka - napij sie najlepiej bezposrednio ze swiezo otwartej butelki - jak dostaniesz gazu w gardło to Ci sie odechce big_grin ale najlepiej nie pij wcale; bylam uzależniona praktycznie od Pepsi, jak sobie kiedys policzylam ile to kalorii - JEEEEEZUUU. jesli tolerujesz słodziki kupuj sobie soki light - napoje te mogą tez posłużyć jako swego rodzaju "nagroda" dla organizmu - zaspokoisz smak na słodkie przy ograniczonej kalorycznosci; ale lepiej nie pic wcale...
      - robiąc zakupy nie kupuj rzeczy typu light tylko dlatego ze są light; sprawdzaj zawartość tłuszczu i cukru w tabelach, bo czesto okreslenie light oznacza ze nie ma cukry, a tłuszczu nadal jest ze hoho; sprawdzaj soki czy są dosładzane, jak są - nie kupuj; to tylko chwila dłuzej a jednak zdrowiej;
      - wybieraj odtłuszczone produkty - wszystkie jakie sie da, mleko, sery, nabiał itd. Jedno co pozostaw sobie pełnotłuste to masło - żadnych substytutów, żadnych tłuszczy mlecznych, żadnych margaryn!
      - spróbuj zmienić sposób gotowania - jesli dużo smażysz, postaraj sie więcej piec lub dusic; to fajne bo pieczenie jest mniej wymagające niz smazenie, wstawiasz i masz z bańki, nie przewracasz itd. - oszczędzasz czas, wysiłek, a i z piekarnika trudniej wyciągnąć trochę łyżeczką "na spróbowanie";
      - przy posiłku staraj sie zeby połowę Twojego talerza stanowiły warzywa - i nei chodzi mi o ziemniaki smile
      - przyjmij zasade ze "moje jest to co na moim talerzu" - nie dojadaj po dzieciach, trudno, moze to i marnotrawstwo ale wyrzuc resztki i juz, chocby to bylo pół kotleta;
      - nie beirz dokładek. nigdy. wez mniejszy talerz, nałóż sobie porcję i koniec. częstym błędem jest to ze jak nam coś smakuje to to pozeramy w trzy sekundy - błąd, jak Ci coś smakuje, jedz wolno, delektuj sie, gryź długo, zaspokajaj smak, nie połykaj od razu tylko niech Ci sie to rozpływa na języku; to pozwoli Ci ograniczyc jedzenie "bo mam na to ochotę";
      - niejedzenie po 18 sprawdza sie jak chodzisz wczesnie spac. jesli siedzisz do północy - jedz najpóźniej o 20, bo inaczej z głodu sie obeżresz tuż przed położeniem sie spac, a to nic fajnego; generalnei ostatni posiłek ma być najpóźniej na 4 godziny przed snem; na kolacje ograniczaj pieczywo, rób sobie rzeczy które mozna jesc bez chleba - ugotuj sobie jajko, zrób sałatkę z pomidorów ze szczypiorkiem i jogurtem i zjedz nawet dużo, upiecz sobie rybkę z ośćmi - bawienie sie w ich wyciąganie sprawi ze nie pożresz jej w trzy sekundy smile itd; a piecze się rybę błyskawicznie, wiec to tez fajne;
      - jesli nie robi Ci to różnicy - stosuj substytuty - zamiast śmietany jogurt, zamiast cukru słodzik itd; tylko pamietaj - MASŁO nie ma substytutu! juz lepiej całkiem zrezygnowac!
      - jesli lubisz kanapki ze smarowidłami typu keczup, majonez itd - stosuj je zamiast masła; czyli posmaruj najpierw chleb majonezem (cienko!), a potem nałóż obłożenie i juz nie dodawaj sosików na wierzch; smak masz a kalorii troche mniej;
      - jesli robisz sałatki - ograniczaj majonez! ZAWSZE dodawaj pół tej porcji jaką dawałas normalnie a drugie pół uzupełnij jogurtem; i generalnie ograniczaj wszystkie dressingi - to nie one nadają smak, danie mozna spokojnie doprawic poza dressingiem, a sos słuzy tylko nadaniu jakies tam konsystencji sałatce czy czemus; naprawde mozna sie bez nich obyc, a jesli juz całkiem nie to baaaardzo ograniczyc;

      co do reszty - ureguluj posiłki. jak masz dzieci to one na pewno jedzą jakoś w miarę regularnie - jedz wtedy kiedy jedzą dzieci. jak podczas posiłków nie masz na to czasu bo musisz pilnowac maluchów - jedz wczesniej, przed dziecmi. w ten sposób bedziesz miala te piec regularnych posiłków.

      steper - dobra rzecz. mozna deptac i oglądac TV. ja mam "gazelę" i ćwiczę mimochodem wink

      nie porywaj się znienacka na nie wiadomo jakie wysiłki bo Ci nie wyjdzie, zrazisz sie i nic z tego nie bedzie. znajdz aktywnosc którą lubisz, ktora Cie nie meczy za bardzo i ktora dajesz rade uprawiac bez wstrętu - rower, spacery, pływanie. cała zagadka to to zeby starac sie to robic regularnie przynajmniej trzy razy w tygodniu przynajmniej po godzinie. przez pierwsze dni bedziesz sie zmuszac, z czasem przywykniesz i wejdzie Ci to w rutynę. po jakims czasie od zaczęcia ćwiczen jest kryzys! - nie daj sie, nawet jak Ci sie nie bedzie bardzo chcialo to wyjdz i sie poruszaj! jak zaczniesz to Ci sie zachce dalej od razu smile

      przyjmij do wiadomosci że zrzucac wage nalezy powoli i stopniowo. zwłaszcza przy sporej nadwadze nie spodziewaj sie nie wiedziec jakich efektów w ciągu miesiaca czy trzech - raczej nastaw sie na prace długofalową i konkretną zmianę w ciągu roku.

      odwiedz dietetyka. przy problemach ze słodyczami powinnaś pobadać poziom cukru, moze tu jest jakis problem. kup sobie chrom - chrom regularnie brany reguluje poziom cukru we krwi i zmniejsza ataki apetytu na słodkosci.

      takie tam pierdołki Ci napisałam, nic konkretnego bardzo, bo wiem ze sie nie da smile jak człowiek lubi jesc to nie da sie mu wyjechac z rada "nie jedz" bo to nic nie daje smile w tym momencie pomoc moze aktywnosc fizyczna i ograniczanie kalorycznosci bez strat smaku.
    • deela Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 23.07.11, 11:40
      chrom organiczny pomaga ograniczyć chęć na słodycze, albo całkiem ją eliminuje, nie kupuj slodyczy do domu to nie będzie pokusy, dużo pij ze 2-3 l wody niegazowanej dziennie
      i wez cm zmierz sie w cyckach, pasie, biodrach udach i się PRZERAŹ
    • karro80 Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 23.07.11, 14:51
      masz jakieś koleżanki coby się wzajemnie motywować?
      Myśmy się ze zgranymi koleżankami z forum odchudzały i jakoś tak motywująco działa - zaczęłyśmy w styczniu tego roku i każda z nas schudła, choć diety różne - ja zjechałam z talii 7 cm(upasłam się tylko w brzuchu) - jeszcze 3-4 cm to byłby ideał już dla mnie, ale ja mam tak, że jak są efekty to mnie rozleniwia.
      Ja się odchudzałam tak "delikatnie" - odstawiłam tłuszcz z początku praktycznie do zera(ten dodawany i wybierałam niskoluszczowe produkty), ale łykałam tran, a potem wprowadziłam trochę dobrych olejów do sałatek(oliwa, rzepak zimnotłoczny), ograniczyłam pieczywo i węgolowodany jedocześnie zmieniając je na pełnoziarniste.
      OStatni posiłek tylko białkowy - ponieważ ja nie lubię wyrzeczeń i nie da rady iśc spać na głodniaka(czyli tzw ostatni posiłek po 18 odpada od razu) to jak po kolacji (na luzie 21-22 ale własnie tylko białko i warzywa) mnie przed snem ssało, to kupowałam chudą maślankę i piłam szklanę. Pomagało.
      Robiłam domowe ciasta - tiramisu i takie z rabarbarem - wersja light - jadłam kawałek albo i 2 i nie miałam poczucia, ze coś mnie omijasmile
      No i ćwiczyłam na tą swoją oponkę.
      Teraz już nie jest tak tragicznie to i motywacja mi się rozmyławink
      • karro80 Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 23.07.11, 14:54
        aaa i jak się zdażyło zjeść coś co było niezbyt dietetyczne to następnego dnia troszkę okrajałam liczbe kalorii mniej wiecej żeby się wyrównało.
        Niestety mi inna wersja diety nie pomoże bo jestem niezdyscyplinowana baba, co to lubi sobie dogadzać i jest gorzej z każdym rokiembig_grin
        • nann Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 23.07.11, 15:03
          Sprawdzony dietetyk.
          Dlaczego sprawy diety nie oddac profesjonaliście ?
          Nie wierze już w zadne diety cud. Jak zepsuje mi sie but - oddaje do szewca, jak jestem chora ide do lekarza. Mam kłopoty z dieta - dietetyk. Po to sie ludzie kształcą w różnych kierunkach, zeby im potem za ich profesjonalne usługi płacic, a nie kombinowac samemu.
          • falka32 Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 23.07.11, 15:53
            Ja rzuciłam fajki po przeczytaniu Allena Carra i teraz przeczytałam sobie jego książkę o chudnięciu, w efekcie czego jestem chudsza o 3 kg w ciągu półtora tygodnia, poprawiła mi się cera i przestałam chodzić ciągle śpiąca - i nawet nie mam poczucia, że czegoś sobie przez ten czas odmówiłam, bo nie odmówiłam, a jego propozycji przestrzegam może w 20% smile - ciekawa jestem, co będzie dalej, ale wygląda to obiecująco.

            Z tym, że ksiażka jest dla osób, które są zdecydowane pozwolić sobie wyprać mózg, trzeba momentami usilnie wyłączać krytyczne myślenie, bo czasem głupoty pisze. Niemniej jednak ogólna zasada ma sens i polega przede wszystkim na tym, żeby zmienić swój (utrwalony przez kulturę i wychowanie) sposób myślenia o tym, co to jest "dobre jedzenie", "porządny posiłek", "smaczny posiłek" i "jedzenie drugiego sortu" - i poprzez to zmienić swoje nawyki i preferencje żywieniowe. Oraz druga zasada: jeżeli jakiś ekspert lub tradycja każe ci jeść coś, co jest sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem i instynktem, to tego nie jedz. Np. jeżeli po czymś puchniesz, to znaczy, że to ci szkodzi, choćby całe pokolenia na tym wyrosły i uważały to za podstawę zdrowej diety. Jeżeli coś jest niejadalne bez przypraw i porządnego przetworzenia, to znaczy, że jest niejadalne, koniec kropka. Jeżeli goryle mogą żyć na diecie owocowej, to znaczy, że białko z mięsa nie jest niezbędne dla budowania wielkiego i zdrowego humanoidalnego ciała. I tak dalej. Zero liczenia kalorii, wydzielania sobie, zapisywania zjedzonych rzeczy, zero zachrzanu na siłowni, po prostu zmiana nastawienia w głowie i dalej jesz to, co lubisz, co ci smakuje i w takich ilościach, jakie masz ochotę - z tym, że wybierasz już inne rzeczy, niż kiedyś. Ja od półtora tygodnia nie mogę się nadziwić, jak mogłam mieć kiedykolwiek ochotę na czekoladę smile - wiem, wiem, może mi przejść, ale na razie mi się podoba, lubię takie metody.
            • myelegans Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 23.07.11, 16:19
              Falka, zmobilizowanie sie typu rzucenie na line, a utrzymanie motywacji na LATA to nie to samo, w przypadku fajek dziala lepiej, bo jest efekt 0 1, palisz, albo nie palisz, z jedzeniem jest inaczej, bo jesc nadal bedziesz.
              Jezeli mozesz zyc w stanie wyprania mozgu do konca zycia to "more power to you", jedzenie jest wszedzie, to zaspakajanie glodu, ale tez ogromny element kulturowy i towarzyski,
              Wiem, wiem, mozna obrzydzic sobie czekolade, jak sie zwizualizuje, ze ta czekolada wytylala sie na podlodze u fryzjera, oblepila wlosami i ty masz ja teraz zjesc. TV show sie na tym opieraja.
              Nie chce Cie martwic, ale utrata 3kg w 1.5tygodnia, to utrata wody, nie tluszczu i przy racjonalnej utracie wagi taki efekt powien byc po co najmniej miesiacu.

              I jeszcze jedno, niektorym lata zabralo, zeby nabrac ciala, i chca to cialo utracic w ciagu miesiecy, organizm pamieta wage, bo resetuje sobie na nowy, wyzszy poziom za kazdym razem, kiedy waga idzie do gory i bedzie robil wszystko, zeby ten poziom utrzymac, wiec trzeba to wszystko robic w miare wolno i oszukiwac, zeby resetowanie bylo w dol, nie ciagnelo w gore.
              • falka32 Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 23.07.11, 16:54
                > Falka, zmobilizowanie sie typu rzucenie na line, a utrzymanie motywacji na LATA
                > to nie to samo, w przypadku fajek dziala lepiej, bo jest efekt 0 1, palisz, al
                > bo nie palisz, z jedzeniem jest inaczej, bo jesc nadal bedziesz.
                > Jezeli mozesz zyc w stanie wyprania mozgu do konca zycia to "more power to you"
                > , jedzenie jest wszedzie, to zaspakajanie glodu, ale tez ogromny element kultur
                > owy i towarzyski,

                No to chyba niewystarczająco wyjaśniłam. To nie polega na utrzymywaniu motywacji. W przypadku fajek metoda na rzucenie nie polega na tym, żeby się zmotywować do dyscypliny, tylko na tym, aby usunąć powód, dla którego się pali. Mnie niepalenie nie kosztuje nic. Nie mam powodu żeby palić. Wysiłek, jaki wkładam w codzienne niepalenie jest tak sam, jak u osoby, która nigdy nie paliła, czyli zerowy.

                I podobna zasada jest w propozycji odchudzania - nie masz się motywować do niczego. Ma zniknąć powód, dla którego jesz niezdrowe i tuczące żarcie, które jest dla ciebie złe i które twój organizm (instynkt, umysł) powinien odrzucać jako niejadalne, gdyby nie był ogłupiony i oszukany substytutami jedzenia. Haczyk polega na tym, że to pranie mózgu to właściwie jest tylko odwracanie efektów prania mózgu, któremu jesteśmy poddawani od dzieciństwa, od pokoleń, które spowodowało, że zdrowy człowiek zaczął jeść glutaminian sodu, biały cukier, pić mleko, jeść nadmierne ilości mięsa, przyprawiać niejadalne rzeczy, żeby łatwiej dało się je zjeść, dawać dzieciom cukier o smaku pomarańczy zamiast żywej pomarańczy i w dodatku uważać to za normalne pożywienie.

                Jeżeli nie masz żadnego powodu, żeby jeść czekoladę, to nie musisz sobie nic wyobrażać. Jest równie atrakcyjna jak kawałek plastiku w kolorze brązowym. Jest sumą składników niejadalnych, więc jest niejadalna.

                Argument "palić można przestać raz a dobrze a jeść trzeba cały czas" jest na samym początku książki omówiony smile - to naprawdę nie jest tak, że autor na to nie wpadł, autor może nie jest dietetykiem, ale jest geniuszem od mechanizmów uzależnień.

                > Nie chce Cie martwic, ale utrata 3kg w 1.5tygodnia, to utrata wody, nie tluszcz
                > u i przy racjonalnej utracie wagi taki efekt powien byc po co najmniej miesiacu

                Cokolwiek bym nie utraciła, nie mogłam tego utracić przez ostatni rok. A wiele w diecie czy trybie życia nie zmieniłam. Nawodniona jestem wręcz książkowo i mam energii więcej, niż kiedykolwiek. Zatem średnio się martwię tym, że nie jest to "racjonalna utrata wagi".
                • verdana Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 23.07.11, 23:30
                  Ależ jest powód, aby jeść czekoladę. Jest bardzo smaczna. Jest takze zdrowa. Czekolada w umiarkowanych ilościach (gorzka) przedłuża życie o 2 do 3 lat.
                  Nie dajmy sie również poddać praniu mozgu, pt. "Wszysto, co tuczy i jest smaczne jest z definicji niezdrowe". To równie szkodliwe...
                  Przyprawianie potraw to nie tylko smak - to takze zioła, ulatwiające trawienie. Mleko Europejczycy piją od tak dawna, ze gdyby bylo szkodliwe, to by wyginęli.
                  Czekolada JEST jadalna. Jest - i nic tego nie zmieni, nawet ogłupianie się mantrą.
                  • falka32 Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 24.07.11, 00:30
                    Jest takze zdrowa. Cz
                    > ekolada w umiarkowanych ilościach (gorzka) przedłuża życie o 2 do 3 lat.

                    A skąd to wiesz, Verdana? Tak właściwie? Jakie jest źródło tych informacji? Bo ja na przykład czytałam, że czekolada (tzn ziarna kakaowca) zawierają składnik o działaniu uzależniającym, że dwie tabliczki czekolady mogą zabić psa i że nie jest obojętna (w sensie negatywnym) dla układu krążenia i układu nerwowego smile a to dotyczy tylko samego kakao, nie mówimy jeszcze o cukrze - i która z nas dotarła do prawdy obiektywnej? tongue_out

                    > Nie dajmy sie również poddać praniu mozgu, pt. "Wszysto, co tuczy i jest smaczn
                    > e jest z definicji niezdrowe". To równie szkodliwe...

                    A kto tak powiedział? Ja nie.

                    > Przyprawianie potraw to nie tylko smak - to takze zioła, ulatwiające trawienie.

                    A po co jeść zioła ułatwiające trawienie, skoro można jeść rzeczy, które się po prostu łatwo trawią bez wspomagania ziołami? To nie jest to samo, co "weź hepatil i możesz bezkarnie zjeść każde g.."?

                    > Mleko Europejczycy piją od tak dawna, ze gdyby bylo szkodliwe, to by wyginęli.

                    Nie musi być trujące. Wystarczy, że nie jest potrzebne albo daje nieprzyjemne i niepotrzebne objawy przy trawieniu. Można jeść też papier przez całe pokolenia i też się nie wyginie, bo oprócz niego jesz też inne rzeczy, ale nie oznacza to, że papier jest dla ciebie odpowiednim posiłkiem i że jego jedzenie ci służy.

                    Rozumiesz Verdana, ja nie nawracam nikogo przecież, ja sama jestem ciekawa, co będzie dalej, podzieliłam się tym tutaj, bo wątek o tym jest i uznałam, że to na temat i może się komuś przydać równie bardzo, jak porady "zacznij biegać, bo sama na to byś nie wpadła" - ale nie bardzo rozumiem atak krytyki i "niedasię" w momencie, kiedy opisałam tylko bardzo ogólny zarys metody. Podejście zachwyciło mnie prostotą i skutecznością przy rzucaniu fajek i wolę zaufać temu, kto mówi "pomyśl, użyj mózgu, przyjrzyj się krytycznie wszystkiemu, co wiedziałaś do tej pory - a zobaczysz, jak łatwo, przyjemnie i bezwysiłkowo jest nie szkodzić sobie" i jego słowa mają rzeczywiste pokrycie w efektach - niż komuś, kto pierze mózg przekazem "ale to bez silnej woli się nie da, jak nie jesteś gotowa na dyscyplinę i wyrzeczenia to idź się powieś, cieniasie i leniu, bo nie ma dla ciebie nadziei" a jego słowa nie mają pokrycia w efektach, a jeżeli nawet mają, to kosztem odebrania radości życia i konieczności ciągłego pilnowania się do końca życia i wydzielania sobie ukochanych ciasteczek.
                    • verdana Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 24.07.11, 11:27
                      moje-zdrowie.org/index.php?option=com_content&view=article&id=94&Itemid=90
                      Ja czytałam wprawdzie o tym chyba w "Forum" lub "Polityce" sprzed roku, ale oczywiście numeru Ci nie podam.
                      W kazdym razie moi kardiolodzy jako jedno z zaleceń dawali własnie jedzenie ciemnej czekolady.
                      Zabić psa może także cebula. To, ze coś jest szkodliwe dla psa, nie oznacza, ze jest szkodliwe dla człowieka.
                      A dlaczego NIE jeść rzeczy przyprawionych zdrowymi ziolami? Żeby się umartwiać? Chyba tylko dlatego... Kabaczek jest lekkostrawny, ale bez przypraw jest paskudny - po co mam go jeść bez ziół? Możesz mi to wytłumaczyć?
                      A najlepiej powtarać sobie przy każdym kęsie "Jem, bo nie mam silnej woli. Powinienem jeśl jak najmniej. Kazdy kęz stej kanapki to przyrost wagi. Zjedzenie całej to klęska, to źle świadczy o mnie. Ta kanapka jest trucizną."
                      Anoreksja gwarantowana.
                      A tka naprawde, to ja uwazam, co jem i staram się nie tyć od 41 lat. I wiem,z e tego typu metosy "wmawiania" sobie,z ę część rzeczy jest szkodliwa, niejadalna itd - są bardzo niedobre. Skutkują przez krotki czas (do roku-dwóch), po czym powodują gwaltowną reakcję - i to nie tylko psychiczną, ale i fizyczną. Aby naprawdę schudnąć i utrzymać wagę nie należy eliminować z diety w 100% niczego, tylko jeść tego mniej.
                      Rzucanie fajek naprawdę nie jest tym samym, co jedzenia. Rzucenie jedzenia jest niemożliwe.
                      I strasznie mi przykro - bez silnej woli się nie da. Przy czym ta silna wola lepiej działa, jeśli czasem się ją wyłącza.
                      • falka32 Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 24.07.11, 11:52
                        > W kazdym razie moi kardiolodzy jako jedno z zaleceń dawali własnie jedzenie cie
                        > mnej czekolady.

                        A mnie lekarz w ciąży kazał pić lampkę czerwonego wina co jakiś czas, bo dobrze robi na krew i tak dalej smile

                        > A dlaczego NIE jeść rzeczy przyprawionych zdrowymi ziolami? Żeby się umartwiać?
                        > Chyba tylko dlatego... Kabaczek jest lekkostrawny, ale bez przypraw jest pasku
                        > dny - po co mam go jeść bez ziół? Możesz mi to wytłumaczyć?

                        Już ci tłumaczę. Możesz zwyczajnie nie jeść kabaczka, skoro jest niesmaczny bez przypraw. Jeżeli smakują ci same zioła, to jedz same zioła. Zasada, którą nieudolnie usiluję tutaj przytoczyć, brzmi ogólnie: jedz tylko smaczne rzeczy, nie umartwiaj się i nie interesuj się, czy coś jest tuczące. Ale jedz rzeczy, które są smaczne w stanie naturalnym. Dotyczy to tak samo jedzenia malinowej mamby zamiast malin, jak i kabaczka o smaku bazylii zamiast bazylii. Dotyczy też kakao - jeżeli nie jesteś w stanie zjeść tego "na żywca" czyli samego gorzkiego proszku z kakaowca, to znaczy (twój organizm ci mówi), że nie powinnaś tego jeść.


                        > A najlepiej powtarać sobie przy każdym kęsie "Jem, bo nie mam silnej woli. Powi
                        > nienem jeśl jak najmniej. Kazdy kęz stej kanapki to przyrost wagi. Zjedzenie ca
                        > łej to klęska, to źle świadczy o mnie. Ta kanapka jest trucizną."
                        > Anoreksja gwarantowana.
                        > A tka naprawde, to ja uwazam, co jem i staram się nie tyć od 41 lat. I wiem,z e
                        > tego typu metosy "wmawiania" sobie,z ę część rzeczy jest szkodliwa, niejadalna
                        > itd - są bardzo niedobre. Skutkują przez krotki czas (do roku-dwóch), po czym
                        > powodują gwaltowną reakcję - i to nie tylko psychiczną, ale i fizyczną. Aby nap
                        > rawdę schudnąć i utrzymać wagę nie należy eliminować z diety w 100% niczego, ty
                        > lko jeść tego mniej.

                        Verdana, jeszcze raz powtórzę - przytoczyłam ogólny zarys metody a z twoich wypowiedzi wynika, że została ona przez ciebie kompletnie nie zrozumiana - być może zrobiłam to zbyt skrótowo. Ale żadna z tych rzeczy, które tutaj zarzucasz, nie dotyczy tego podejścia.

                        > Rzucanie fajek naprawdę nie jest tym samym, co jedzenia. Rzucenie jedzenia jest
                        > niemożliwe.

                        Jak pisałam, autor tego podejścia ustosunkował się do tego już we wstępie książki i wyobraź sobie, że on też wie, że człowiek musi jeść.

                        > I strasznie mi przykro - bez silnej woli się nie da. Przy czym ta silna wola le
                        > piej działa, jeśli czasem się ją wyłącza.

                        Strasznie mi przykro, że tak myślisz. Dokładnie to samo słyszałam całe życie o rzucaniu fajek - zarówno od rzucających, jak i od ekspertów od rzucania, lekarzy i innych zainteresowanych.
                        • verdana Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 24.07.11, 16:57
                          Ależ to bzdura. Wiele rzeczy jest dobrych razem, nie oddzielnie. To oznacza, ze jesli smakuje mi czosnek w sałatce, a poza nią nie - to mam czosnku nie dodawać? Dlaczego? przecież to nie ma żadnego uzasadnienia. Malinowa mamba zamiast malin to nie to samo, co kabaczek z ziolami. Zresztą, to co piszesz sprowadza się po namysle do frutarianizmu. Reszta rzeczy, jaką jemy jest przyprawiona.
                          Wymień mi cokolwiek w stanie naturalnym, prócz owoców i warzyw, co da sie jeść bez zadnego przyprawiania. Mleko? Mleka nie lubię. Chleb? - odpada, przyprawiony. Jajka - bez soli, nie, dziękuję. Mięso - no, moze , bez soli, pieczone w folii, juz mnie mdli - wiec okazuje się, ze odpada.
                          napisz mi proszę, CO można jeść w stanie naturalnym, nie przetworzone i nie przyprawione.
                          Czy zdajesz sobie sprawę, ze zmiana trybu życia oznacza, ze nigdy juz w swoim życiu nie zjesz czegos po prostu dlatego, że masz ochotę? że na własnych urodzinach będziesz zastanawiała się, czy mozesz zjeść kawałek tortu? Nie ma mocnych - nie wmowisz sobie do konca życia, zw większość jadalnych potraw jest niejadalna. To świetna metoda na dwa miesiące... A potem pozostaje silna wola.
                          • falka32 Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 24.07.11, 20:02
                            Zresztą, to co piszesz sprowadza się
                            > po namysle do frutarianizmu.

                            Ja nie piszę, ja próbuję, zupełnie bez sensu, streścić ksiażkę, która ma kilkaset stron. Ja nie żywię się w tej chwili owocami - jem mięso, nie odstawiłam używek, jem dużo kalorycznych rzeczy i nie odmawiam sobie niczego, na co mam ochotę, a pomimo to pierwszy raz od roku zapięłam się na dawno zapomnianą dziurkę w pasku od spodni. Ja jeszcze nie zaczęłam na dobre wprowadzać tego w życie, jak pisałam, na razie stosuję jakieś 20 % podanych tam pomysłów, jako wersję demo, żeby zobaczyć, co będzie i jak się będę z tym czuła. I podoba mi się bardzo.

                            > napisz mi proszę, CO można jeść w stanie naturalnym, nie przetworzone i nie prz
                            > yprawione.

                            Chcesz mi przez to powiedzieć, że ludzie pierwotni nie mieli co jeść i żywili się marnymi substytutami prawdziwego jedzenia? I cierpieli męki, nie mogąc zjeść kabaczka z bazylią? Przez prawdziwe jedzenie rozumiem takie, które jest zgodne z twoim programem genetycznym.

                            > Czy zdajesz sobie sprawę, ze zmiana trybu życia oznacza, ze nigdy juz w swoim ż
                            > yciu nie zjesz czegos po prostu dlatego, że masz ochotę? że na własnych urodzin
                            > ach będziesz zastanawiała się, czy mozesz zjeść kawałek tortu?

                            Otóż, Verdano, właśnie na tym polega to podejście i jego przemiła skuteczność, że nie będziesz miała poczucia krzywdy z tego powodu, że nie zjesz niezdrowego szajsu, bo nie będziesz miała na niego ochoty smile i urodzinowego tortu też nie zjesz, bo nie będziesz miała na niego ochoty.
                            A jeżeli uznasz, że chcesz się trochę upodlić i zjeść wszystko, co podali na stole w Święta, to masz absolutnie prawo to zrobić, ale zrobisz to świadoma, że jesz szajs i jesteś gotowa to odchorować, a nie w przekonaniu, że zjadłaś dopiero teraz porządny zdrowy posiłek.

                            Nie ma mocnych -
                            > nie wmowisz sobie do konca życia, zw większość jadalnych potraw jest niejadaln
                            > a. To świetna metoda na dwa miesiące... A potem pozostaje silna wola.

                            Ty mówisz o metodzie wmawiania sobie i wtedy może faktycznie silna wola jest potrzebna. Tutaj nikt nic nikomu nie wmawia. Wręcz przeciwnie, pokazuje skutki wmawiania przez innych, np takie Verdany i ich lekarzy, przekonane o tym, że bez wyrzeczeń się nie da.

                            Powiedz mi, czy naprawdę wierzysz, że ludzki organizm jest tak skonstruowany, żeby przy normalnym zdrowym jedzeniu i naturalnym apetycie, który naturalnie dostosowuje się do trybu życia i związanego z tym aktualnego zapotrzebowania energetycznego, przybierać na wadze trzykrotnie w stosunku do optymalnej wagi ciała i czynić się niepełnosprawnym oraz częściowo niezdolnym do rozrodu? I że jedyna metoda na utrzymanie optymalnej wagi to jest powstrzymywanie instynktownego apetytu na zdrowe, odżywcze jedzenie? Przecież to jest bzdura, a na tym założeniu się opierają wszystkie porady z gatunku "powstrzymaj się od tego, na co masz ochotę". Gdyby tak było, nasz gatunek by nie przetrwał, taki mechanizm byłby kompletnie nieadaptacyjny! Albo my jesteśmy porażką ewolucji, utrzymywaną przy życiu tylko przez służbę zdrowia, albo to co jemy nie jest takie normalne ani takie odżywcze, jak się powszechnie uważa, skoro mamy epidemię otyłości i prawie każdy dorosły mieszkaniec krajów rozwiniętych walczy mniej lub bardziej ze swoją wagą.

                            Przypomnę też, że wiedza o szkodliwosci niektórych rzeczy, wchłanianych celowo przez ludzkość przez setki czy tysiące lat jest stosunkowo młoda - np tytoń, kawa, alkohol, tłuszcze zwierzęce. Jeszcze niedawno palenie tytoniu było uważane za zupełnie nieszkodliwe a jakże smaczne i aromatyczne a jedzenie, które nie ociekało tłuszczem, to nie był porządny posiłek. Jeszcze niedawno lekarze powtarzali jak mantrę "niemowlę karmić co 3 godziny, bo my wiemy lepiej, ile i kiedy ma zjeść, żeby było zdrowe, a instynkt jest nienaukowy i jest przeżytkiem". To było jeszcze za naszego życia. No i fakt, żyjemy nadal, ale nikt nie powie już dzisiaj "ludzkość pali tytoń od tysięcy lat i jakoś nie wyginęliśmy". Więc ja bym była ostrożna przy tak mocnym upieraniu się, że to, co dziś uważamy za zbilansowane, zdrowe jedzenie, to jest prawda ostateczna o jedzeniu odpowiednim dla nas a jeżeli człowiek na nim tyje, to znaczy, że człowiek jest źle zaprojektowany a nie jedzenie.
                            • verdana Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 24.07.11, 20:24
                              Ludzie pierwotni żywili się owocami, korzonkami i miesem, często surowym. Średnia życia wynosila 20 lat.
                              Kochana, nie wierzę,z ę do konca życia nie będziesz miała ochoty na nic przetworzonego - nie na szajs, ale na zwykłe jedzenie, choćby domowe ciasto z owocami. A od tego się tyje.
                              Efekt Twojej diety polega na tym, zę uwierzyłaś i porzucilaś pewne rzeczy, ktore jadłas dotychczas. Na dwa miesiace to latwo - ale pamiętaj, ze masz tak przezyć resztę życia.
                              I zareczam Ci, ze BĘDZIESZ miała ochote na niezdrowy szajs, jak Ci minie pierwszy zapał.
                              Ludziki organizm jest skonstruowany na zupełnie inny tryb zycia. Dlatego domaga się potraw wysokokalorycznych, bo zapamietał, ze jedzenia jest mało i jak jest - to trzeba korzystać. Dlatego też się ich domaga, niezaleznie czy są mu aktualnie potrzebne, czy nie. Można - rozsadnie - mu ich nie dawać, ale nie dlatego, że taka jest biolgia. Biologia wzywa ludzi do jedzenia, kiedy to jedzenie jest - i po to potrzebna jest silna wola, aby sie naturalnej, atawistycznej tendencji przeciwstawiać. Mechanizm jest adaptacyjny, jak najbardziej - tylko zabrakło w nim ruchu - ruszaj sie jak przodkowie, będziesz mogła jeść jak przodkowie.
                              Faktem jest, ze średnia długość życia systematycznie rośnie...
                              • falka32 Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 24.07.11, 21:48
                                > Ludzie pierwotni żywili się owocami, korzonkami i miesem, często surowym. Średn
                                > ia życia wynosila 20 lat.

                                Nie to, co dzisiejsza dieta na przykład Amerykanów, którzy mają na pewno dłuższą średnią życia - czy to też z powodu diety składającej się z fasoli z puszki, keczapu, jajek z proszku i hamburgerów?

                                > Kochana, nie wierzę,z ę do konca życia nie będziesz miała ochoty na nic przetwo
                                > rzonego - nie na szajs, ale na zwykłe jedzenie, choćby domowe ciasto z owocami.
                                > A od tego się tyje.

                                Verdana, ja nie chcę, żebyś mi uwierzyła, bo ja sama nie wiem, co będzie za 10 lat. Ale chciałabym żebyś mi uwierzyła, że niekoniecznie twoja czy ogólnodostępna wiedza o odchudzaniu jest wiedzą właściwą i jedyną słuszną.
                                Posługując się znowu analogią do palenia - większość byłych palaczy do końca życia ma ochotę zapalić i ich życie polega na odmawianiu sobie papierosów. Jeżeli wracają do palenia, to musi minąć średnio 6 lat, żeby znowu podjęli próbę rzucenia, bo tyle średnio czasu zajmuje im odreagowanie traumy po poprzednim okresie niepalenia, zanim są gotowi znowu zmierzyć się z tym przeżyciem i podjąć walkę jeszcze raz. Przypomina to bycie na wiecznej diecie? Przypomina. Tak się rzuca palenie według wskazań lekarzy i specjalistów, którzy zjedli zęby na temacie i twierdzą, że nie ma innej metody i nawet farmakologiczne wspomaganie nic nie da, jeżeli nie wykażesz się silną wolą, bo wtedy w każdej chwili możesz wrócić do palenia. Ja nie wytrzymałam w czasie mojego palenia ani jednej doby bez papierosa (jeżeli próbowałam rzucać zawziąwszy się) a na żadnej diecie ani zmianie nawyków żywieniowych nie pojechałam dłużej niż pół dnia. Nie jestem wojownikiem tego rodzaju. Tymczasem nie palę prawie rok - bez żadnej traumy, bez potrzeby kontrolowania się, unikania palaczy, unikania imprez, mój stary pali jak smok i są zawsze fajki w domu, kompletnie mi to zwisa, fajki stały się dla mnie "niejadalne", podczas kiedy jeszcze niedawno były dla mnie środkiem podtrzymującym życie, tak samo jak dla milionów palaczy a pół dnia bez papierosa było totalnym koszmarem i utwierdzało mnie w przekonaniu że wolę palić do końca życia i umrzeć w męczarniach, niż skazać się na taki żywot, jakiego przez te pół dnia doświadczałam. Palenie było też przyjemnością, rytuałem towarzyskim i ogólnie było bardzo ważnym elementem mojej tożsamości. Może na tym przykładzie/analogii uda mi się wyjaśnić, że zmiana nie polega na wmawianiu sobie czegoś ani na żadnych sztuczkach, tylko na trwałej zmianie postawy, schematu poznawczego. Fajki są te same, pachną tak samo, świat naokoło jest taki sam, zmieniła się moja INTERPRETACJA tego, czym są fajki i jakie uczucia we mnie wywołują.

                                I inna analogia - nie potrzebujesz siły woli ani samodyscypliny, ani wmawiania sobie ani oszukiwania się, żeby nie zjeść pieczonych karaluchów albo marynowanych larw much, prawda? Większość Polaków zwyczajnie by się wyrzygała w obliczu konieczności zjedzenia czegoś takiego. A miliony ludzi uważa to za jadalne i w dodatku za przysmak. Czym oni się różnią od ciebie, że oni się muszą powstrzymywać, żeby nie zjesc za dużo pieczonych karaluchów/wołowych oczu, bo rozbolą ich brzuchy z przejedzenia, a ty nie musisz się wcale a wcale powstrzymywać i możesz siedzieć otoczona najdorodniejszymi karaluchami i niezjedzenie ich nie wymaga od ciebie szczególnego wysiłku? Czyż nie różnicie się po prostu kodem kulturowym i poznawczą interpretacją tego, co jest "dobrym, przyzwoitym jedzeniem" a co jest "obrzydliwym syfem, chociaż niektórzy idioci to jedzą"?

                                > Ludziki organizm jest skonstruowany na zupełnie inny tryb zycia. Dlatego domaga
                                > się potraw wysokokalorycznych, bo zapamietał, ze jedzenia jest mało i jak jest
                                > - to trzeba korzystać. Dlatego też się ich domaga, niezaleznie czy są mu aktua
                                > lnie potrzebne, czy nie. Można - rozsadnie - mu ich nie dawać, ale nie dlatego,
                                > że taka jest biolgia. Biologia wzywa ludzi do jedzenia, kiedy to jedzenie jest
                                > - i po to potrzebna jest silna wola, aby sie naturalnej, atawistycznej tendenc
                                > ji przeciwstawiać. Mechanizm jest adaptacyjny, jak najbardziej - tylko zabrakło
                                > w nim ruchu - ruszaj sie jak przodkowie, będziesz mogła jeść jak przodkowie.
                                > Faktem jest, ze średnia długość życia systematycznie rośnie...

                                Oznacza to, że w momencie rozpoczęcia osiadłego rolniczo-hodowlanego trybu życia, ludzie powinni zacząć automatycznie przypominać michelinki i zostać zjedzonym przez pierwszego zabłąkanego drapieżnika, bo nie daliby rady uciekać. Biologia nie jest aż tak glupia, żeby w tak wysoce zaawansowanym mechanizmie, jak człowiek, dać mechanizm regulowania ilości przyjmowanego pokarmu mniej czuły, niż u robali. Widziałaś kiedyś w zoo otyłą gazelę albo małpę? Tylko udomowione i "podrasowane" przez nas zwierzęta bywają grube, zwierzęta dzikie nie tyją nawet, kiedy mają mało ruchu i żarcia pod dostatkiem przez całe życie.
                                • verdana Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 25.07.11, 09:20
                                  A średnia życia Amerykanów wynosi 20 lat?
                                  Usiłuję Cie przekonać do jednego - jesli chcesz utrzymać wagę, a nie tylko schudnąć - Twoja dieta nie moze opierać się na fasłszywych przesłankach. Czekolada JEST jadalna, przyprawy w niczym nie szkodzą - nie można przezyć resztę zycia wmawiając sobie i innym, ze tak nie jest.
                                  Palenie i jedzenie nie są do siebie podobne. Moja matka rzucila palenie w ciągu jednej doby i wiecej nie zapaliła. Przedtem rzuciła raz palenie na dwa lata i wrociła - tak wiec rok niepalenia czy rok odchudzania nie są wskazówką na przyszłość. Poza tym przeswiadczenie, ze papierosy są zbędne jest prawdziwe - a przeświadczenie, że część jadalnych rzeczy jest nijadalna - nie. Nie sposób oprzeć całego zycia na fałszywych przesłankach.
                                  Ja nie jadłam cukru przez dwa lata. Też wtedy ciastka czy słodycze leżące na stole dla mnie nie istniały jako potencjalne jedzenie. Pomijając fakt, ze okazało się to wcale nie takie zdrowe, oczywiście nie dało sie utrzymać przez resztę życia.
                                  Nie potrzebuje siły woli, by nie zjeść pieczonych karaluchów - bo tak zoatałam wychowana. Ale gdyby Chińczcy obok mnie jedli i chwalili - kto wie.
                                  Nie sposób oprzeć filozofii zyciowej na kłamstwie, w tym problem. Rzeczy jadalne są jadalne, choćbys sobie wmawiała, zę nie są.
                                  Przy trybie osiadłym ludzie pracowali nieustannie fizycznie, w dodatku trafiały sie okresy głodu - co regulowało ich tuszę, a co szczuplejszych zabijało. Dlatego też nadal jedzono tyle, ile się dało i "wyższe warstwy" w związku z tym byly grube jak cholera.
                                  • falka32 Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 25.07.11, 14:06
                                    > A średnia życia Amerykanów wynosi 20 lat?

                                    No właśnie nie, więc należałoby uznać, że ich dieta jest rewelacyjnie wprost zdrowa.

                                    Twoja dieta nie moze opierać się na fasłszywych przesłankach. Czekolada
                                    > JEST jadalna, przyprawy w niczym nie szkodzą - nie można przezyć resztę zycia w
                                    > mawiając sobie i innym, ze tak nie jest.

                                    Ok, "niejadalna" to jest moje słowo, którego użyłam - jak widzę, niezrozumiale. Zdefiniujmy slowo "jadalne". Trawa jest jadalna? Papier jest jadalny? Syntetyczna skrobia przyprawiona syntetycznym aromatem jest jadalna? No w sumie tak. Możesz to zjeść i nie pochorujesz się. Ale czy to znaczy, że każda z tych rzeczy jest nam potrzebna do życia?

                                    Poza tym przeswiadczenie, ze papierosy są zbędne jest prawdziwe - a prze
                                    > świadczenie, że część jadalnych rzeczy jest nijadalna - nie.

                                    Więc tutaj właśnie się mylisz, dlatego że w zależności od tego, jak zdefiniujesz słowo "jadalna rzecz" może się okazać, że wiekszość tzw jadalnych rzeczy (czyli nadających się do wepchnięcia do żołądka) jest dokładnie tak samo doskonale zbędna, jak papierosy a ich odstawienie może wywołać tylko i wyłącznie lepszy stan zdrowia.

                                    > Nie potrzebuje siły woli, by nie zjeść pieczonych karaluchów - bo tak zoatałam
                                    > wychowana. (...)

                                    Verdana, spójrz sama, co napisałaś. Co to oznacza, że tak zostałaś wychowana? To oznacza dokładnie tyle, że wmówiono ci od dzieciństwa, że przysmak 1/3 ludzkości to jest coś, czego się nie je, jest to obrzydliwe i nie bierze się tego pod uwagę myśląc o jedzeniu. Wmówiono ci kłamstwo a pomimo tego spędziłaś całe życie bez pieczonego karalucha i ani razu nie puściła ci tama, nie poszłaś na łąkę polować na karaluchy bo musialaś, po prostu musiałaś jakiegoś zjeść. Więc jak widać, odpowiednie wmówienie wystarczy, żebyś czegoś po prostu nie chciała jeść i nie musiała się powstrzymywać, chociaż 1/3 świata uważa to za jadalne i pyszne. I nie mów mi o tym, że takie wmawianie trwa lata - wcale nie trwa. Po prostu masz nawyki myślowe dotyczące tego, że czekoladę "się je" a karaluchów "się nie je" i nie możesz lub nie chcesz przeskoczyć tego "się". To jest dokładnie taki sam schemat jak "pali się przy kawie".

                                    > Przy trybie osiadłym ludzie pracowali nieustannie fizycznie, w dodatku trafiały
                                    > sie okresy głodu - co regulowało ich tuszę, a co szczuplejszych zabijało. Dlat
                                    > ego też nadal jedzono tyle, ile się dało i "wyższe warstwy" w związku z tym byl
                                    > y grube jak cholera.

                                    Ale nadal nie rozumiem, czemu dzikie zwierzęta w zoo nie tyją? Przecież zgodnie z tym mechanizmem powinny się nie móc ruszyć, dokładnie tak, jak te wyższe warstwy. Czy to tylko człowiek ma taki spartolony mechanizm tej regulacji a zwierzaki mają bardziej zaawansowany i mają naturalną blokadę "przestaję żreć, jak się najadłem" oraz "nie jem tego, co nie jest pokarmem mojego gatunku"? Wydawało mi się, że kolejność ewolucji była inna.
                                    • geigo Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 25.07.11, 18:09
                                      falka32 napisała:
                                      >
                                      > Ale nadal nie rozumiem, czemu dzikie zwierzęta w zoo nie tyją? Przecież zgodnie
                                      > z tym mechanizmem powinny się nie móc ruszyć, dokładnie tak, jak te wyższe war
                                      > stwy.

                                      Jak nie tyją, jak tyją. Jeśli ich pożywienie nie jest kontrolowane co do jakości i ilości, a także gdy mają mało ruchu, dzieje się z nimi to samo, co z ludźmi. Parę linków:
                                      www.cbsnews.com/video/watch/?id=3950789n
                                      www.3news.co.nz/Fat-zoo-animals-put-on-a-diet/tabid/367/articleID/162238/Default.aspx
                                      blogs.orlandosentinel.com/features_lifestyle_animal/2009/01/experts-seek-so.html
                                      www.yumasun.com/articles/animals-70332-zoo-bruce.html
                                      www.teachingkimchi.com/193/fat-animals-on-diet/
                                      www.redorbit.com/news/science/1320274/zoo_animals_in_us_eating_healthier_diets/
                                    • verdana Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 25.07.11, 18:37
                                      Niezdrowa, ale lepsza niż ta, przy ktorej umiera się we wczesnej młodości, nieprawdaż?
                                      Jadalna - znaczy jadalna. Magnez zawarty w czekoladzie jest jak najbardziej przyswajalny i zaryzykuję - potrzebny dla życia.
                                      Wychowana oznacza, ze są rrzeczy, do ktorych jestem przywyczjona. jako istota rozumna moge przyjać,z ę jadalne są takze inne i przystosować się do tego. Jeśli coś jadłam całe lata, smakowało mi, nie chorowałam - znaczy się, jest to rzecz dla mnie jak najbardziej jadalna. Owszem mogę sobie powiedzieć "to jest dla mnie niewskazane", natomiast nie mogę powiedzieć "niejadalne" - bo to JEST jadalne. Jest i koniec, nie stanie sie niejadalne na skutek prania mózgu. Mogę powiedzieć "W mojej diecie tego nie ma i nie będzie", ale widzac jak inni to jedzą nie uznam, ze jedzą papier.
                                      Schemat "pali się przy kawie" jest prawdziwy, bo ludzie palą przy kawie. Nie mozesz powiedzieć "Przy kawie się nie pali", tylko "ja przy kawie nie palę". Tylko to jest prawdą.
                                      Zwierzeta w zoo nie są dzikie i tyją jak cholera, jak nie sa pilnowane. Dlatego też ogranicza im się dietę i zakazuje karmienia zwierząt. Zwierzęta też, w większości, nie mają żadnej naturalnej regulacji, tylko jedza do wypęku, bo nie wiedzą, kiedy się trafi następna okazja. szczególnie dotyczy to drapieżników.
                                      I pytanie podstawowe - co się na Twojej dziecie je? Bo wygląda na to,z ę raczej nic nie jest wskazane... Czy to jest dieta paleo, kttora wyklucza wszystkie rośliny strączkowe, wszystkie zboża (jaby ich przodkowie nie jedli, to by nie hodowali), a z mięs zostawia nafaszerowane hormonami kury, wolowinę i dziczyznę?
                                      • falka32 Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 25.07.11, 20:13
                                        > Niezdrowa, ale lepsza niż ta, przy ktorej umiera się we wczesnej młodości, niep
                                        > rawdaż?

                                        Verdana, dyskusja z tobą to przyjemność, ale właśnie usiłujesz udowodnić, że człowiek w naturze został zaprojektowany na 20 lat chorowitego życia na pół gwizdka, ponieważ w procesie ewolucji zapomniano o tym, żeby był dostosowany do dostępnego w okolicy pożywienia. Za to już wtedy jego organizm był dostosowany zapewne do chińskich zupek z proszku, które jeszcze nie zostały wynalezione.

                                        Owszem mogę sobie powiedzieć "to jest dla mn
                                        > ie niewskazane", natomiast nie mogę powiedzieć "niejadalne" - bo to JEST jadaln
                                        > e. Jest i koniec, nie stanie sie niejadalne na skutek prania mózgu. Mogę powied
                                        > zieć "W mojej diecie tego nie ma i nie będzie", ale widzac jak inni to jedzą ni
                                        > e uznam, ze jedzą papier.

                                        Verdana. Proszę cię, chcesz dyskutować na temat, czy czepiać się słówek jak autysta? Uznaj, proszę, że słowo "niejadalne" użyłam w takim samym znaczeniu, jak "karaluchy uważam za niejadalne" oraz "larwy much uważam za niejadalne" albo "ptasie wymiociny uważam za niejadalne" czyli nie uważam tego za pożywienie.

                                        > I pytanie podstawowe - co się na Twojej dziecie je? Bo wygląda na to,z ę raczej
                                        > nic nie jest wskazane...

                                        Spróbuję streścić to, co zapamiętałam, ale boję się, Verdana, że zaczniesz łapać za słówka i czepiać się kolejnych punktów, podczas kiedy podejście całe nie polega na podaniu listy wytycznych do przestrzegania, tylko na tym, żeby przekonać cię, dlaczego twoje dotychczasowe myślenie o procesie chudnięcia i o zdrowym jedzeniu jest obarczone poważnym cywilizacyjnym błędem i praniem mózgu od dzieciństwa, np. "karaluchów się nie je" albo "jedz warzywa, bo są zdrowe, nawet jak ci nie smakują to się zmuś". Z tego sposobu myślenia wynikają jakieś dalsze wskazówki, co powinno sie jeść, żeby przestać oszukiwać ciało, że dostaje jedzenie, podczas kiedy dostaje puste lub zbyt ciężkie kalorie. Bo ciało oszukiwane nieodpowiednim jedzeniem będzie ciągle głodne, chociaż będzie ciągle jadło.

                                        Ogólnie, je się to, co jest smaczne w stanie maksymalnie uproszczonym i nieprzetworzonym a kwestia "co konkretnie" pozostaje kwestią gustu.

                                        Przetwarzanie, gotowanie - owszem, ale bez przesady. Jeżeli czegoś można nie przetwarzać i jest pomimo to smaczne, ładnie pachnie, da się pogryźć i nie wzdyma cię po tym, to nie ma powodu do przetwarzania. Chyba, że tym powodem jest konserwowanie, ale takie jedzenie traktujemy jako niepełnowartościowy substytut.

                                        Weganizm jest sugerowany jako niezły pomysł.

                                        Unika się przyprawiania rzeczy tylko po to, żeby dało się ją zjeść - czyli jeżeli nie smakuje ci mięso bez przypraw, to nie dowalaj do niego kilograma czosnku, żeby się dało je zjeść, tylko nie jedz tego mięsa. Jeżeli przyjdzie dzień, że zasmakuje ci bez tego czosnku, to wtedy dopiero zjedz.

                                        Mięso i nabiał traktuje się jako jedzenie gorszego sortu, które się spożywa okazjonalnie, kiedy nie ma się nic innego albo np z powodów towarzyskich, żeby nie robić przykrości babci.

                                        Nie łączy się białka i węglowodanów w jednym posiłku (właściwie w jednym żołądku) - stara zasada, nic nowego.

                                        Owoce i warzywa traktuje się jako pełnowartościowy posiłek a nie jako deser czy dodatek do posiłku zasadniczego. Śniadanie czy obiad składające się z samych owoców czy samych warzyw traktujesz jako normalne śniadanie czy obiad (nie wiem, czy dobrze wyjaśniam - zmieniasz sposób interpretacji tego, co to znaczy porządny posiłek - w naszej kulturze to na ogół mięso, ziemniaki, jajecznica, płatki z mlekiem, coś na ciepło, w jednym posiłku musi się znaleźć dużo składników itp. Nie ma zwyczaju zjeść na obiad tylko całego kalafiora, bo uważa się to powszechnie za posiłek ubogi i mało sycący. A spróbuj zjeść całego kalafiora i zobacz, czy to prawda).

                                        Sugeruje, żeby jeść same owoce na śniadanie. Sugeruje, żeby od tego zacząć, nie ma powodu, żeby w ciągu jednego dnia zmieniać całą listę zakupów i upodobań, ale śniadanie z owoców poleca jako początek zmiany, po którym chce się sprawdzić, co będzie dalej - ma rację.

                                        Nie je się podróbek, tylko oryginały - czyli nie je się malinowej mamby zamiast malin, albo może inaczej to ujmę: jeżeli masz ochotę na malinową mambę, to interpretujesz to jako ochotę na maliny.

                                        Przyjmujesz zasadę: jeżeli element rośliny w stanie naturalnym zachęcająco pachnie, ale jest gorzki/piekący/niesmaczny, to najprawdopodobniej jest to narkotyk/trucizna/zawiera alkaloidy, które uzależniają/uważaj na to.

                                        Nie jadasz produktów oczyszczonych - czyli białych śmierci, to też nic nowego, zamieniasz na "oryginały" i spożycia oryginałów nie ograniczasz.

                                        Jesz tylko wtedy, kiedy jesteś głodna - jeżeli czujesz się pełna, to kończysz posiłek, nie bierzesz dokładki - uczysz się rozpoznawać stan "pełności" i go zauważać, prawidłowo interpretować.

                                        Jeżeli postanowisz, że jesz świąteczny obiad z pełnym wypasem, bo taki masz kaprys, to jedz. Jeżeli nadal będzie ci smakował.


                                        Pewnie cośtam jeszcze było, nie pamiętam wszystkiego. Ja przypominam ci, że ja tego wszystkiego nie robię.
    • myelegans Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 23.07.11, 16:10
      Nie ma sposobow latwych, prostych i przyjemnych, gdyby byly wszyscy bylibysmy chudzi i piekni.

      motywacji musisz poszukac w sobie
      znajdz jakas grupe wsparcia, moga to byc kolezanki z ktorymi postawisz sobie jakis cel wagowo-rozmiarowy. Dlatego weight watchers ma taki success rate, bo czlowiek staje sie czescia spolecznosci, wielu to potrzeba.

      odpowiednia RACJONALNA dieta, ale nie wykluczajaca, limitujaca i jednoskladnikowa, zadne Ducany, czy inne South Beach, te nie dzialaja, znaczy dzialaja w trakcie, po 2-3 latach efekt jo-jo, waga wieksza od wyjsciowej i powrot do stanu poczatkowego i powtorka z rozrywki, tylko z wieksza cyfra na liczniku.

      Dieta, cwiczenia kardio i wzmacniajace, nie ma innej rady

      Wejdz na strone bieganie.pl na forum, tam jest mnostwo ludzi-grubasow, ktorzy zaczeli biegac, plus odpowiednia dieta i leca z wagi. Udziela Ci rady i wskazowek, poczytaj doswiadczenia innych, Ci ktorzy na tej drodze sa. Sa tacy, ktorzy z powodzeniem zeszli ze 105kg na 80kg, umiejetnie, wolno i zdrowo.
      bieganie.pl/forum/viewtopic.php?f=9&t=8443
      JEst to spolecznosc, i tu spolecznosci potrzeba. Ja bieganie polecam, bo jest to NAJEFEKTYWNIEJSZY sposob spalania kalorii (800-900kcal w ciagu godziny biegu), na bieganie nigdy za pozno, ine potrzeba zadnego sprzetu i mozna wykonywac wszedzie. Wieczorem kladziesz dzieci, ubierasz buty i na godzine lecisz. Przychodzisz do domu spocona, naenergetyzowana i 2 razy sie zastanowisz czy ukroic kawalek ciasta jak bedziesz miala swiadomosc, ile pracy trzeba wlozyc, zeby to spalic.

      Ale ten tryb zycia trzeba utrzymywac do konca zycia, ma wejsc w krew, WYMAGA to pracy, systematycznosci, dyscypliny. Masz dojsc do etapu, ze bedzie Ci brakowac cwiczen, a slodycze beda za slodkie, wiec kostka czekolady gorzkiej zadowoli Cie.

      Powodzenia
      • verdana Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 23.07.11, 16:37
        I pamiętaj też, ze jesli zmiana ma być do konca życia, to nie moze byc zmianą zanadto radykalną. Chodzi o to, abyś zmienieszyła jedzenie slodyczy, ilość niezdrowego żarcia, zwiększyła ilość ruchu - a nie przestawiła się na dietę -z ero cuktu, zero tłuszczu, zero wszystkiego smacznego i biegała codziennie na silownię, której nie znosisz.
        Bo wtedy owszem, schudniesz i przytyjesz równie szybko. Jo-jo opiera się między innymi na tym, że człowiek zamienia swoje przyjemne życie, gdzie jedzenie daje mu sporo przyjemnosci, na życie pozbawione wielu rzerczy, ktore lubił, za to przybywa mu tego, czego nie lubi. Nie ma sily - gdy schudnie, nie będzie dalej się katował.
        Dlatego też nie nalezy stosować diet zbyt restrykcyjnych, całkowicie coś wykluczających i nie dajacych zadnej możliwości jednorazowego 'zgrzeszenia". Takie diety działają wolniej, ale dają lepsze perspektywy.
        • myelegans Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 23.07.11, 17:05
          Amen, verdana powiedziala wszystko

          Jak najbardziej trzeba sobie dac dzien wolnego od racjonalnych diet od czasu do czasu, zjesc cos co sie lubi, tylko o polowe mniejsza. Przyjemnosc jedzenia konczy sie w momencie przejscia od gardla do przelyku. Polowe kawalka ciasta mozna rozciagnac w czasie, zeby przyjemnosc byla, a nadwyzki nie dostaly sie do zoladka i bioder.
          Trzeba jesc to samo co rodzina, i ona na tym skorzysta i dzieci dobre nawyki zywieniowe beda mialy utrwalane.

          Ja przestalam piec ciasta, bo jak byla blacha, to sie te blache zjadlo wieczorem przewalajac sie od kanapy z ksiazka, do kuchni. Przestalam piec i zaczelam kupowalam w piekarni 2-3 kawalki i dziele na 4 kazde dla mnie i meza. Teraz ciasta jadam u kogos, bo juz za nimi nie tesknie, nawet jak widze w cukierni. Jak mnie najdzie to kupie kawalatek dla smaku.
          Lody lubie bardzo, wiec najpierw przestawilam sie na mrozone jogurty i sorbety, kupowalam w malych kubeczkach, nie w opakowaniach rodzinnych. Teraz idziemy na lody z rodzina, w zamrazalniku nie mam, bo z kolei dziecko caly czas w zamrazalniku siedzialo, nie ma, nie je, nie teskni.
          • aggy80 Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 23.07.11, 17:15
            kup dobre buty i zacznij biegać
            • solaris31 Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 23.07.11, 20:15
              > kup dobre buty i zacznij biegać


              kolejna rada niemal z piekła rodem confused

              osoba z dużą nadwagą , na granicy otyłości, czyli z BMI około 30 nie powinna biegać - nie wytrzyma tego ani krążenie, ani przede wszystkim stawy kolanowe.

              ruch - oczywiście, tak - ale przy dużej nadwadze biegać nie wolno. marsz, pływanie, nordic walking - owszem, ale nie bieganie. biegac można, jak się już nieco schudnie.

              • imasumak Nie przesadzaj 23.07.11, 20:31
                BMI 30 to np waga 85 kg przy wzroście 170. Taka nadwaga (granica nadwagi z I stopniem otyłości), nie uniemożliwia uprawiania sportów, łącznie z bieganiem.
                • myelegans Re: Nie przesadzaj 23.07.11, 20:56
                  na bieganiu.pl jest wielu facetow z waga 100+ ktorzy zaczynali biegac przy tej wadze i teraz trenuja do maratonu, po drodze gubia jeszcze wiecej kg. Nikt tu nie namawia na maraton, odradzalabym na tym etapie. Biegac tez nalezy ostroznie i sa specjalne programy, do ktorych stosujac sie mozna dojsc w 10tygodni od siedzenia na kanapie do przebiegniecia 30min bez zatrzymywania, nastepne 10 tygodni i juz mozna za jednym zamachem robic godzine co daje 800-900 spalonych kalorii. Zaczyna sie od marszobiegow, tempem konwersacyjnym, czas biegu wydluza sie bardzo stopniowo.
                  W taki sposob spokojnie mozna zaczac biegac, plus rozsadna dieta i nie ma cudow, zeby waga nie poszla w dol, z tym, ze trzeba systematyki, 4-5 razy w tygodniu od jutra....
                  • verdana Re: Nie przesadzaj 23.07.11, 21:02
                    O bieganie spytałabym lekarza. Jeśli pozwoli - czemu nie.
    • korusiar Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 24.07.11, 08:39
      Dziewczyny, dziękuję za wsparcie i konkretne rady, tego właśnie potrzebuję smile
      Zapisywanie wszystkiego co jem, stosowanie niskokalorycznych zamienników oraz ruszenie tyłka z kanapy już wprowadziłam w życie.

      Wczoraj na obiad ugotowałam zupę ogórkową i jej nie zabieliłam śmietaną jak zawsze, nie podjadałam wieczorem tylko piłam sok warzywny a podczas oglądania filmu deptałam na stepperze (pół godziny na początek ale więcej nie dałam rady).

      Mam też zamiar skorzystać z wizyty u dietetyka.

      Poruszyłyście temat biegania i wywiązała się dyskusja a ja dotychczas nie podałam konkretnych danych:
      Wiek - 34 lata (chociaż wiek pewnie nie ma tu nic do rzeczy)
      Wzrost - 173 cm
      Waga - 90 kg
      BMI - 30,1 (otyłość I stopnia)

      To mogę biegać czy nie?
      Jeśli nie, to jaką formę ruchu polecacie dla takiego grubasa? wink
      • imasumak Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 24.07.11, 08:45
        Jeżeli nie masz problemów z sercem, to jak najbardziej możesz. Zacznij od krótkich dystansów, potem stopniowo zwiększaj.
        Dobrze by było, żebyś też pływała i spalała kalorie np chodząc na zumbę (o ile lubisz taką formę ruchu).
        Świetne do spalania tłuszczu są też ćwiczenia rozciągające.
        Im więc form ruchu, tym lepiej.
        • kawka74 Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 24.07.11, 08:53
          napisała:

          > Jeżeli nie masz problemów z sercem,

          Ani ze stawami.
        • korusiar Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 24.07.11, 08:56
          Niestety mam, od kilku lat choruję na arytmię.
          Jestem wprawdzie po zabiegu ablacji ale serce jeszcze czasami wariuje.
          Ale spróbuję, zacznę od szybkiego marszu.
          • imasumak O nie, nie 24.07.11, 08:57
            W tej sytuacji musisz się poradzić lekarza.
            • verdana Re: O nie, nie 24.07.11, 11:35
              Wszelki wysiłek fizyczny skonsultuj z lekarzem.
              Jesli mogę Ci dać kilka rad, kulinarnych, ktore u mnie w domu stosowalo sie "od zawsze".
              Nigdy nie dodaję do potraw smietany - w ogóle jej nie używam - jeśli już muszę, to zabielam jogurtem naturalnym. Jogurtu używam też zamiast śmietany np. do galaretki czy sałatek.
              kanapki robie bez masła i margaryny, przyzwyczajenie się do tego zajmuję może dwa tygodnie. Masła w ogóle nie używam (tu jednak okuliści są przeciwni...).
              Jesli muszę coś zagęścić - np. zupę - to przecieram ziemniak z zupy, a nie dodaję mąki.
              Wszystkie zupy na mięsie, czy mieso w sosie gotuję poprzedniego dnia. Umożliwia to zebranie całego tłuszczu z potrawy.
              Mleko uzywam tylko 0,5 % - nie 0% , bo nie ma ono żadnych wartości (podobmo).
              Nie slodzę zadnych napojów, też łatwo sie przyzwyczaić, a przy paru kawach czy herbatach dziennie to spora róznica.
              To, ze nie pija się słodkich, gazowanych napojów - to oczywiste. Ale radziłabym nie pić też zadnych soków z kartonów czy butelek - są kaloryczne, a przyjemność taka sobie.
              Staram sie nie dodawać cuktu do potraw, np. gotowania jarzyn. Ale tu się łamię np. przy sosie pomidorowymsmile
              Makaron, o ile lubisz, warto kupować razowy. I czym mniej rozgotowany makaron, tym mniej kaloryczny.
      • myelegans Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 24.07.11, 12:47
        korusiar napisała:

        > To mogę biegać czy nie?
        > Jeśli nie, to jaką formę ruchu polecacie dla takiego grubasa? wink

        Mozesz, tylko zrob to z glowa, w przeciwnym wypadku sie zniechecisz, albo nabawisz kontuzji
        Wejdz tutaj
        bieganie.pl/?cat=19
        i wybierz plan treningowy np. 10=tygodniowy, marszobiegi, i taki postaw sobie cel. Albo najlepiej wybierz sobie jakis bieg uliczny na 5km na jesieni i trenuj do niego. Dasz rade, biegac mozna w kazdym wieku, to jest sport, ktory nie ma bariery wiekowej.
        • verdana Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 24.07.11, 13:28
          Nie doczytałaś - bariery wiekowej nie ma, ale powazna choroba serca MOŻE być przeciwskazaniem.
          • myelegans Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 24.07.11, 18:56
            verdana napisała:

            > Nie doczytałaś - bariery wiekowej nie ma, ale powazna choroba serca MOŻE być pr
            > zeciwskazaniem.

            Arytmia nie jest powazna choroba serca (moj tato zyl z nia ponad 50 lat, jezdzil codziennie do pracy na rowerze 15km dziennie, w jedna strone pod gorke, zmarl na cos innego), mozna biegac z pacemakerem i znam takich, ktorzy lata tak biegaja od lat, i tacy ktorzy sa po ablacji (znam 2 biegaczy-maratonczykow).
            Z lekarzami to jest tak, ze trzeba trafic na odpowiedniego, ktory ma jakikolwiek kontakt ze sportem, wiekszosc tego nie ma, i nie ma pojecia, lekarz ktory sam jest sportowcem, bo inny na wszelki wypadek powie, bieganie szkodzi i zalatwia sprawe, a bieganie nie szkodzi, jezeli robi sie to rozsadnie, nawet pod okiem trenera, do roztrenowania, a pozniej juz mozna samemu.
            Moj znajomy trafil na IP w niedziele po poludniu bo zle sie poczul, tam zrobili EKG i zostawili w szpitalu z orzeczeniem dalszych badan, bo wynik mocno odbiegal od normy. Na druga zmiane przyszedl kardiolog, ktory byl rowniez biegaczem, spojrzal na EKG i bez widzenia pacjenta zapytal, czy to biegacz dlugodystansowy, bo to tlumaczyloby wynik EKG, ktory w tym przypadku dla wytrenowanego organizmu jest jak najbardziej prawidlowy.

            W wielu przypadkach wystarczy biegac z pulsometrem i wtedy wiadomo jakie obciazenia serce ma i odpowiednio dostosowac trening. Bez cwiczen kardio 45-60min z pulsem <75% max rytmu serca trudno nie tylko zrzucic, ale i utrzymac wage na lata. Cwiczenia na silowni sa aerobowe i poza rozwijaniem sily miesni, co rowniez jest potrzebne kalorii spalaja o wiele mniej. Stad tez ciezarowcy bardzo niewiele robia typowo aerobowych treningow zeby nie utrzymac mase miesniowa.
            Zreszta ja sie nie upieram przy beiganiu, moze to byc plywanie, rower, ale zasady sa takie same. Godzina szybkiego spaceru spala 200-300kcal, godzina przebiezki 800-900, z kto ma czas zeby uprawiac 4-godzinne spacery codziennie.
            BEz silnej woli, samozaparcia i systematycznosci tu sie nie da i tak juz do konca zycia, dochodzi sie do momentu, kiedy to przynosi radosc i satysfakcje sama z siebie i nawet nie trzeba sie motywowac waga.
            • verdana Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 24.07.11, 20:28
              Wybacz, ale o tym ma zadecydować lekarz. Pacjent, szczególnie po zabiegu kardiologicznym, nie powinien słuchać rad z forum - arytmie bywają bardzo różne, tylko rad lekarza.
              Chcesz dziewczynie zaszkodzić?
              Ja mam niedomykalność zastawki, która w moim przypadku jest wadą kosmetyczną. Bywa jednak wadą bardzo cieżką.
              • myelegans Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 24.07.11, 21:48
                A gdzie ja napisalam, zeby nie konsultowac z lekarzem? Ja bym z 3 skonsultowala i dodatkowo z kardiologiem-maratonczykiem. Na 3 lekarzy beda 4 opinie. Lekarz moze zrobic badania z obciazeniem i bedzie wiadomo w jak serce reaguje na obciazenia i do jakiego pulsu jest w bezpiecznej strefie.
                Tu mozna poczytac doswiadczenia biegajacych z arytmia, PCV i PAF i inne, jak widac wiekszosc jest pod opieka kardiologow i wszyscy biegaja. Jeden z nich 66latek, 10 lat po zawale biega, ku uciesze kardiologa, startujac w zawoadach.
                www.runnersworld.com/community/forums/runner-communities/beginners/running-arrythmia-advice-hrms
                Nadwaga moze byc gorsza dla serca , bo o wiele bardziej go obciaza, nastepuje hipertrofia miesnia sercowego, i wtedy dopiero zaczynaja sie powazne klopoty z wydolnoscia. Serce niewydolne, wiec niewiele mozna zrobic, zeby wage zgubic, szanse sa, ze bedzie jeszcze rosla i robi sie bledne kolo.

                > Chcesz dziewczynie zaszkodzić?
                Myslisz, ze dziewczyna po moim poscie zalozy buty i 10km wybiega?
    • piegowata9 Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 24.07.11, 22:16
      Nie wierzę w diety cud.
      Po trzeciej ciąży dałam sobie rok na powrót do wagi. Bez skutku. Uznałam, że jedyny sposób, który na mnie zadziała, to wizyta u dietetyka. Głównie dlatego, że: a. dobierze racjonalnie, b. szansa, że zdrowo, c. muszę za to ZAPŁACiĆ, d. będzie mi GŁUPIO, jeśli na kolejnej, płatnej wizycie nie będzie efektów.
      Kobieta spełniła wszystkie moje oczekiwania. Od 1 kwietnia na minusie mam 12 kg. Plus dobre przyzwyczajenia - bezcenne. Dieta urozmaicona, dobrana pod moje preferencje, 5 posiłków dziennie - niektóre porcje zbyt duże. Powodzenia!
    • poppy_pi Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 25.07.11, 09:08
      Jeść lubi większośc osób. Skoro jestes otyła to najprawdopodobniej lubisz się OBŻERAĆ a nie jeść. Od jednego kawałka ciasta, pączka czy większego kawałka czekolady nic Ci się nie stanie czyli jak we wszystkim najważniejszy jest umiar smile Można jeś wszystko i być szczupłym.
      • zuzanna56 Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 25.07.11, 09:42
        poppy_pi napisała:

        > Od jednego kawałka ciasta, pączka czy większego kawałka czek
        > olady nic Ci się nie stanie czyli jak we wszystkim najważniejszy jest umiar smile
        > Można jeś wszystko i być szczupłym.

        Pewnie tak, ale dotyczyć to będzie osoby, która ma poprawną wagę. Już potem, po odchudzaniu, gdy osiągnie się wymarzoną wagę, można jeść lody czy ciastka, ale właśnie w umiarze.
        Nie miałam nigdy problemu z wagą, chociaż fakt, że w pewnym momencie przestałam się przejmowac i przytyłam 2-3 kilo. Nadal jednak nie ważę wiele. Od zawsze jem ciastka czy lody, teraz latem lody jem kilka razy w tygodniu, jem sporo masła, nie stosuję żadnych diet. Ale chyba w porównaniu z innymi, ogólnie nie jem dużo, bo po prostu mi nie wchodzi, nie mam potrzeby. Zdarza mi się zjeść pół czekolady, gdy mam ochotę. Nie lubię ćwiczyć, ale teraz latem jeżdżę dużo na rowerze. Chyba za wiele nie pomogę, ale słowo umiar pewnie ma tu duże znaczenie.

        • verdana Re: Jak zmobilizować się do odchudzania? 25.07.11, 16:12
          Mozna, albo nie. Osoby ze skłonnościa do tycia, niestety, nigdy już nie bedą mogły jeść slodyczy - pomijając zupełnie sporadyczne wypadki.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka