Jakiś czas temu spotkałam się z koleżanką. Żaliła mi się, że nie może znaleźć pracy, że nie ma kasy bo rozwód itd...
Kilka dni później okazało się, że w mojej firmie zwolniło się miejsce i szukają kogoś nowego. No to od razu przypomniało mi się o mojej kumpelce więc dzwonie do niej i pytam czy byłaby zainteresowana. Uprzedzam, jaka to praca i za jakie mniej więcej pieniądze. Ona cały czas mówi, że nie ważne jaka bo ona jest kompletnie spłukana i zadowoli się wszystkim. Potem prosi, żebym jakoś szefa do niej przekonała.
No więc idę do szefa i mówię jak sprawa wygląda. Szef trochę marudzi ale w końcu podaje termin rozmowy kwalifikacyjnej.
Dzwonię do koleżanki, mówię jej a ona mi, że właściwie to nie wie czy pójdzie na to spotkanie bo głowa ją boli

Nosz k****! Bądź tu dobry...