Pewnie się co poniektóre uśmiejecie ale dopiero teraz zadałam sobie to pytanie. W rodzinie mojej i męża każdy urodziny odprawiał, zapraszał rodzinkę w liczbie kilkunastu osób minimum i wydawał na te okoliczność co najmniej połowę wypłaty. Obstawić się przecież trzeba. Właśnie urządziłam przyjęcie dla córki. I nagle się obudziłam że chyba na głowę upadłam. W imię czego to robię? Nie dość że się wykosztowałam jak głupia i narobiłam jak wół to młoda nic z tego nie miała (bo co to dla niej za atrakcja patrzeć jak wujkowie, ciocie i babcie siedzą i się objadają tortem). Do tego teściu opieprzający teściową że po co składa małej życzenia skoro nie dziś ma urodziny (miała wczoraj a odprawiałam w sobotę). Mała się popłakała.
Nigdy więcej! I głęboko mam że się po obrażają. I dobrze mi z tym