malin-ka36
05.09.11, 22:19
5 lat prosze już mojego męża o trzecie dziecko. Nie mam juz siły. Jesteśmy wierzący, ja przynajmniej tak, on też tak uważa, że jest ale dzieci juz nie chce (on). Ja TAK, nawet więcej niż trzecie. Syn ma 9 lat, córka 5.
Ile razy go prosiłam, plakałam. Wcześniej starałam się zrozumieć jego argumenty, za małe mieszkanie, ja nie miałam stałej pracy, potem mnie wywalili. Rok mialam depresję, nie mogłam nowej roboty znaleźć. Teraz wszystko się odwróciło na lepsze, mam fajna pracę, umowę na stałe, finansowo stać nas na większe mieszkanie. Mąz dobrze zarabia, ja tez nie narzekam. Stać nas jednym słowem na trzecie dziecko jak nic. Ale on już zmienił argumenty, chce wygodnie żyć. Nie chce mu sie zajmować pieluchami, rykaczem małym itp. Chce wyjeżdżać i żyć. Na moje pytania teraz, czy się jeszcze zgodzi odpowiada krótko bez zagłębiania sie w temat: "znasz moje zdanie" czyli NIE. Koniec tematu. Jest mi strasznie przykro. W moich oczach widzę w nim egoistę, smierdzącego egoistę, który zmusza mnie do sexu z gumą. Pyta mi się czasami, czy możemy bez gumy i tu jest moja SZANSA!!!!.
Po prostu go okłamię. 5 lat byłam uczciwa ale mi się już znudziło. Ostatnio myslałam, że zdarzył się cud i jestem w ciąży - okres mi się spóźnił 1 dzień. Groteska, co to jest 1 dzień? Ale przez 1 dzień możesz się nieźle nakręcić, tym bardziej że wczesniej miałam szereg objawów wskazujących na ciążę. Myslałam, że problem sie sam rozwiązał zanim zaczęłam ostro kombinować. A tu klapa. Dostałam doła. Powiedziałam mężowi wcześniej, że okres mi się spóźnia jeden dzień i podejrzewam, ze w ciązy jestem. Nie wkurzył się wcale, popukał się w łeb i powiedział, ze jestem bezmyślna i wrócił do codziennych spraw. Ucieszyałm się, ze się nie zmierzwił (czyt.>wkurzył) i że jestem na dobrej drodze a tu masz ci los, okres nagle. On na to nic-przyjął jako fakt. Na pytanie, co by było gdybym jednak była w ciąży powiedział: "nic, to byś była i tyle".
Tym bardziej pomyslałam, ze musze zacząc działać. Mam juz obmyślony plan. Po prostu on nie może się zorientowac, kiedy mam okres. Muszę zatem trochę odczekać.
To wszystko nie zmienia faktu, ze jestem załamana. Po tym jak dostałam okres a od razu potem doła, przyjechała jego matka z wizytą z dugim synusiem. Byłam dla niej niemiła i oschła, dla jej drugiego syna też (mojego szwagra). Dodam, ze szwagrowi rozwaliło sie juz małżeństwo, jednym z wielu powodów był fakt, ze na nic ich nie stać (m.in. DRUGIE dziecko). Jego babka się wkurzyła i odeszła.
Byałm dla nich oschła (dla teściowej i szwagra), bo wiem, że to teściowa ich tak wychowała, swych synów, do przesadnej oszczędności i co bardzo mnie wkurza mój maz wyniósł z domu, że o trudnych tematach się nie rozmawia. O to mam do niej żal. Bo o ewentualnej trzeciej ciąży mój mąż ze mnż też nie rozmawia bo nie potrafi, bo to jest za trudne. Po prostu milczy. Jak jego matka. Nie miałam ochoty na nią patrzeć.
W każdym razie pobyt teściowej nie należał do udanych a mój miał pretensje, że dla mamuni oschła byłam. Nawet mu nie powiedziałam dlaczego, bo on i tak by mni nie zrozumiał i zawsze zbywa mnie zdzaniem: "Znasz moje zdanie w tej kwestii" (chodzi o dziecko). Dalszej dyskusji brak. Od wyjazdu teściowej pogorszyło się między nami. Obawiam się, że w tej sytuacji tak szybko go do łóżka nie zaciągnę. Egoisty wrednego.
Nie wiem, co począć. Dzieci bardzo kochają ojca. Sprawa byłaby bardziej prosta gdyby chodziło o pierwsze dziecko. A to juz 5 lat trwa. Mam 36 lat obecnie. Zegar bije, dodam jeszcze, że żeby zajść w poprzednie ciąże nie było łatwo. Mam pewne problemy ginekologiczne, które z wiekiem mągą się pogłębiać. Nasze dzieci były jednak świadomie planowane i swiadomie celowane. Tym bardziej trudne zadanie przede mną, nie dośc, że nie wiem, czy jeszcze mogę, to jeszcze niezłe podchody przede mną.
Może to wszystko brzmi absurdalnie ale uwierzcie, jestem całkiem sama z tym problemem. Nie mam komu o tym powiedzieć. Co mam począć?