sueellen
17.12.11, 20:25
Lubię wpaść do księgarni w Polsce i za jednym zamachem zgarnąć 5-10 polskich tytułów z działu „nowości”. Bardzo pobieżnie przeglądam zawartość, gdyż zwykle się spieszę do dziecka, które zostało z dziadkiem, albo (najcześciej) jestem z dzieckiem, które niekoniecznie podziela moje zainteresowanie książkami. No więc najczęściej nie przeglądam wcale tego co kupuję. Ograniczam się do przeczytania krótkiego opisu na okładce.
Potem książki wywożę do siebie, do Londynu, stawiam na półce i czekają tam na lepsze czasy. Muszą dojrzeć chyba jak dobre wino by lepiej smakowały.
I tak mnie wczoraj naszło by zasmakować Klary Izy Kuny kupionej w zeszłym roku.
Czerwona herbata w wielkim kubku jest, koc jest, choinka świeci, kanapa wygodna, chłop w robocie, dziecko śpi. Czytanie rozpoczynam od oglądania okładki. Na tylnej okładce uśmiechnięta autorka. Coś nie tak ma z tymi zębami. Białe, równe, dziąsła tylko troszkę pokazuje, minimalnie, - w każdym razie akceptowalnie, ale dalej mi coś nie gra. Wyszczerzam własne zęby do tej książki jakby to miało coś pomóc. Już wiem! Pokazuje dolne. Kto uśmiechając się pokazuje dolne zęby? No dobra, czepiam się.
PRZECZYTAŁAM KLARĘ JEDNYM TCHEM I MOGĘ
TYLKO ŻAŁOWAĆ, ŻE TO NIE JA JĄ NAPISAŁAM.
- napisała Maria Czubaszek
Anna Dereszowska zdrowo się uśmiała. No to fajnie, coś dla mnie. Też się dziś pośmieję po tych dyskusjach o aborcji i świętach.
No dobra. Przeczytałam jednym tchem 66 stron. Jednym tchem, bo i tak więcej tam pustego niż zapisanego. Autorka myśli, że pisze sztukę albo wiersz jakiś i ma w dupie lasy deszczowe. Już ktoś tak ostatnio pisał? Chyba Grochola w „Trzepocie skrzydeł” o babce co ją mąż prał.
No więc przeczytałam 66 stron jednym tchem i rzuciłam to dzieło do pudła z napisem „charity”. Nic to coś sobą nie reprezentuje. Ani to edukacyjne, ani pouczające, ani nawet zabawne. Przyjemność czytania porównywalna z dotykaniem czyichś postrzępionych i brudnych dżinsów. Kto być chciał dotykać dżinsów kogoś, kto pije na umór, pali, rzyga i raz uprawia seks z żonatym bobkiem, a raz z jakimś specjalistą od Niczego (Nietzschego) w Berlinie. No dotykałybyście takich dżinsów? Dotykałybyście gdybyście wiedziały? Ja nie wiedziałam, wiec dotknęłam, ale już rączki umyłam. Nie muszę dodawać, że książki nie polecam, prawda?
No to teraz biorę się za 3 tom Cukierni pod Amorem. Od razu powiem, że dwa pierwsze polecam jako nieco ambitniejszą alternatywę dla Domu nad Rozlewiskiem. Chce ktoś recenzję?