Postanowilam wczoraj obejrzec.
Super.
W zasadzie nie odwazylabym się, bo jestem straszny trzęsityłek, ale
1. przeczytałam o czym film i czego się mogę spodziewać
2. nie byłam sama w domu
3. oglądałam przy zapalonym świetle
4. i w tv a nie w kinie
I super.
Ok. 3 w nocy obudził mnie mąż, ktory właśnie wychodził z domu, bo jechał służbowo gdzieśtam. Zostałam prawie sama w domu

I zaczęło się.
Przypomniało mi się, że wszystkie paranormalne zdarzenia w filmie miały miejsce między między 1 a 3.30

A potem usłyszałam stukanie. A potem coś runęło (tak, to koty się tłukły i urządzały wyścigi, wiedziałam o tym doskonale). Więc zakryłam się po oczy kołdrą. Dobrze, że pies spał obok, bo pewnie jajko bym ze strachu zniosła

Mokra ze strachu

przeleżałam pod tą kołdrą do 4.30, przypominając sobie wszystkie co ciekawsze sceny (szczególnie finałową, która wracała mi przed oczy co rusz

), zanim zdecydowałam się wyjść do toalety

Potem udało się zasnąć
I teraz zastanawiam się, co mnie podkusiło, żeby ten film oglądać? W sumie nie był jakoś szczególnie przerażający, ale nocą wyobraźnia spłatała mi całkiem porządnego figla

Nocą jakoś wszystko straszniejsze
Miewacie czasem takie schizy po obejrzeniu jakiegoś filmu?